<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.raportwarszawski.pl/rss/articles/pl/155/magazyn" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - MAGAZYN - Raport Warszawski ]]></title>
        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykuly/155/magazyn</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Raport Warszawski]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sat, 15 Nov 2025 09:00:00 +0100</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Fałszywa Hrabina. Dlaczego zapomnieliśmy o bohaterce?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/4474,falszywa-hrabina-dlaczego-zapomnielismy-o-bohaterce</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/4474,falszywa-hrabina-dlaczego-zapomnielismy-o-bohaterce</guid>
            <pubDate>Sat, 15 Nov 2025 09:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-falszywa-hrabina-czemu-zapomnielismy-o-bohaterce-1763026314.jpg</url>
                        <title>Fałszywa Hrabina. Dlaczego zapomnieliśmy o bohaterce?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/4474,falszywa-hrabina-dlaczego-zapomnielismy-o-bohaterce</link>
                    </image><description>Janina Suchodolska (Mehlberg) uratowała co najmniej 10 tys. Polaków. Wielu z nich dzięki sprytowi i kontaktom uwolniła z obozu na Majdanku. Mimo to dziś, o brawurowej działalności fałszywej hrabiny nikt nie pamięta. Do dziś nie ma nawet swojej strony na polskojęzycznej Wikipedii. Historię Żydówki, która ryzykowała życie, by ocalić Polaków w czasie II wojny światowej, opisały Elizabeth B. White i Joanna Śliwa w książce „Fałszywa Hrabina”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>W serialu </strong><i><strong>Hunters</strong></i><strong>, główny bohater podaje się za Żyda ocalałego z Holocaustu, a w rzeczywistości jest niemieckim zbrodniarzem wojennym. Zbudował wokół siebie fałszywą tożsamość. Serial pokazuje też problem z wiarygodnością powojennych życiorysów w USA. Zastanawiam się, czy wątpliwości wobec wspomnień Janiny Suchodolskiej/Mehlberg miały podobne źródło? Czy pojawiały się obawy, że jej historia może nie być prawdziwa?</strong></span></p><p><strong>Elizabeth B. White:</strong> Po raz pierwszy przeczytałam jej wspomnienia w 1989 roku. Dostałam je, bo pracowałam wtedy nad tematyką obozu koncentracyjnego na Majdanku. To co opisywała we wspomnieniach Janina Mehlberg wydawało się tak niezwykłe, że musiałam zadać sobie pytanie, czy to w ogóle mogło być prawdą.</p><p>Twierdziła, że jest Żydówką, która przeżyła Zagładę w Polsce, działając pod fałszywą tożsamością polskiej arystokratki – hrabiny Suchodolskiej. Zamiast ukrywać się i nie zwracać na siebie uwagi, została prominentną działaczką polskiej organizacji charytatywnej, Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) i prowadziła negocjacje z niemieckimi urzędnikami w Lublinie, by pomagać Polakom prześladowanym przez okupanta.</p><p>Szczególnie angażowała się w pomoc więźniom Majdanka, gdzie nadzorowała program dostarczania żywności i leków. Według jej relacji uzyskała zgodę na przekazywanie ogromnych ilości żywności, które sama dowoziła aż pod baraki więźniów. Wykorzystywała te transporty do przemytu wiadomości, leków, a nawet broni dla członków ruchu oporu — była bowiem członkinią Armii Krajowej.</p><blockquote><p>Znając realia Majdanka, miejsca, w którym zamordowano co najmniej 63 tysiące Żydów, trudno było uwierzyć, że żydowska kobieta wchodziła tam nawet pięć razy w tygodniu, ryzykując życie pod okiem SS. Początkowo ustaliłam, że hrabina Suchodolska rzeczywiście istniała. Prowadziła działalność pomocową i konspiracyjną na Majdanku, ale nie znalazłam żadnych dowodów, że była kimś innym, niż twierdziła. Tym bardziej, że była Żydówką.</p></blockquote><p><strong>To historia wielkiej bohaterki, która de facto została zapomniana. Dlaczego tak niezwykłe opowieści wciąż są nieznane? Dlaczego Janina Suchodolska nie ma nawet swojej strony, wzmianki na polskiej Wikipedii?</strong></p><p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>Joanna Śliwa:&nbsp;</strong></span>Powodów jest wiele. Przede wszystkim, nasza książka w oryginale ukazała się w 2024 roku w Stanach Zjednoczonych, a teraz wychodzi w Polsce. Dopiero od niedawna świat poznał tę historię. Poza tym dziś jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że ocaleni z Zagłady opowiadają swoje wspomnienia – w USA i w Polsce. Ale w latach 50. i 60. tak nie było. Wtedy nikt nie dokumentował systematycznie historii ocalałych. To zmienił dopiero proces Adolfa Eichmanna w 1961 roku, kiedy świat po raz pierwszy zobaczył twarze i emocje świadków.</p><figure class="media"><oembed url="https://inbook.pl/falszywa-hrabina,id455916.html"></oembed></figure><p>Dlatego to nie dziwi, że Janina nie opowiedziała swojej historii wcześniej. Poza tym – kto by jej wtedy uwierzył? Żydówka wchodząca do obozu koncentracyjnego, negocjująca z Niemcami? Brzmi nieprawdopodobnie. Ale Janina wiedziała, jak ważna jest jej historia. I wiedziała, że tylko ona może ją opowiedzieć. Zrobiła to, pisząc wspomnienia, zanim zmarła w 1969 roku.</p><p><strong>Nam wydaje się to dziwne, ale czy patrząc przez pryzmat Pań doświadczenia to „normalne”, że ocaleni spisują swoje wspomnienia, jak Janina, dopiero pod koniec życia?</strong></p><p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>Joanna Śliwa:&nbsp;</strong></span>Trzeba pamiętać, że w Polsce już w 1944 roku – po wyzwoleniu Lublina (choć w Polsce wiemy, że nie było to prawdziwe wyzwolenie, a zmiana okupanta) – powstała Żydowska Komisja Historyczna, która zbierała świadectwa ocalałych. Robiono to zarówno z myślą o przyszłych procesach, jak i o zachowaniu pamięci.</p><p>Jednak Janina i jej mąż Henryk nie złożyli tam zeznań. Zarejestrowali się w Centralnym Komitecie Żydów Polskich pod swoimi przedwojennymi nazwiskami – Janina zachowała swoją fałszywą tożsamość, by uniknąć represji jako była członkini Armii Krajowej.</p><p><strong>Elizabeth B. White:</strong> Komuniści potrzebowali jej doświadczenia, mimo że RGO oskarżano o kolaborację z Niemcami. Pozwolono jej więc kontynuować pracę, ale musiała wiedzieć, że gdyby ktoś odkrył, iż była Żydówką, spotkałaby się z wrogością, nawet od osób, które podziwiały ją jako hrabinę Suchodolską. Antysemityzm w powojennej Polsce był ogromny.&nbsp;</p><p>Z mojej praktyki w Departamencie Sprawiedliwości USA wiem, że wielu ocalałych nie mówiło dzieciom o wojnie.&nbsp;</p><p><strong>Podobnie było w Polsce, jeżeli chodzi o byłych żołnierzy Armii Krajowej.&nbsp;</strong></p><p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>Joanna Śliwa:&nbsp;</strong></span>Do dziś, nawet po tylu latach od zakończenia wojny, powstają nowe świadectwa. Pracuję w organizacji <i>The Conference on Jewish Material Claims Against Germany</i>, która nadal przyjmuje wnioski od ocalałych. To jedyna żydowska organizacja pozarządowa, która negocjuje rekompensaty z niemieckim rządem.</p><p><strong>Wciąż, po tylu latach?&nbsp;</strong></p><p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>Joanna Śliwa:&nbsp;</strong></span>Tak, ponieważ wiele osób dopiero teraz, w późnym wieku, szuka sprawiedliwości i wsparcia, szczególnie jeżeli chodzi o wydatki medyczne. To im się należy. A definicja „ocalałego z Holocaustu” z czasem się poszerzyła. Kiedyś Niemcy uznawali za ofiary tylko tych, którzy byli w getcie lub obozie. Janina, żyjąc pod fałszywą tożsamością, nie spełniała tego kryterium. To też tłumaczy, dlaczego jej historia wyszła na światło dzienne tak późno.</p><p><strong>Szacują Panie, że Janina Suchodolska uratowała około 10 tysięcy osób?</strong></p><p><strong>Elizabeth B. White:&nbsp;</strong>Co najmniej tyle. Z zachowanych dokumentów wynika, że negocjowała uwolnienie ponad 9 700 Polaków z niemieckiej niewoli – w tym ponad 4 000 więźniów Majdanka. Inni pochodzili z różnych obozów przejściowych w Okręgu Lubelskim.</p><p>Nie sposób policzyć, ilu Polaków przeżyło dzięki jej działalności pomocowej i konspiracyjnej, ale szacujemy, że łącznie mogło to być ponad 10 tysięcy osób.</p><p><strong>Ile lat zajęło potwierdzenie tej historii?</strong></p><p><strong>Elizabeth B. White:&nbsp;</strong>Można powiedzieć, że od 1989 roku do września 2022, kiedy oddałyśmy książkę do druku. Początkowo miałam problem z tym materiałem, ponieważ nie znałam języka polskiego. Nie miałam też wrażenia, że jestem odpowiednią osobą do opowiedzenia tej historii. Poważne badania zaczęłyśmy w 2017 roku. Wtedy skontaktowałam się z Joanną, która szybko znalazła dowody potwierdzające, że Janina Mehlberg to Janina Suchodolska.</p><p><span style="background-color:white;color:#0D0D0D;"><strong>Joanna Śliwa:&nbsp;</strong></span>Potem przez cztery lata weryfikowałyśmy każdy fragment wspomnień. Sprawdzałyśmy źródła w dziesięciu krajach na czterech kontynentach: w archiwach żydowskich, państwowych i prywatnych. Dotarłyśmy nawet do znajomego rodziny Mehlbergów w Toronto, który przekazał nam wspomnienia, a nawet zdjęcia Janiny i Henryka. Dzięki temu poznałyśmy także ich codzienne życie i osobowość.</p><p>Wykonałyśmy ogromną pracę badawczą, otrzymując też ogromne wsparcie od archiwistów, bibliotekarzy, genealogów i historyków z całego świata. Udało nam się uzyskać dostęp do materiałów, do których same w żaden sposób byśmy nie miały dostępu. Dotarłyśmy nawet do siostrzenicy Henryka, która mieszka w Wielkiej Brytanii, a przez pewien czas mieszkała z nimi, w Chicago.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2000/1339;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/11/13/orig-lot3470f45.jpg" width="2000" height="1339"><figcaption>Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku</figcaption></figure><p><strong>Książka ukazała się już w wielu krajach. Czy według Pań pomoże lepiej zrozumieć polską historię z czasów II wojny światowej?</strong></p><p><strong>Elizabeth B. White:&nbsp;</strong>Zdecydowanie tak. W USA większość ludzi nie ma pojęcia, co działo się w Polsce podczas wojny. Wielu nie wie o Majdanku. Chciałyśmy, by historia Janiny była nie tylko świadectwem heroizmu, ale i punktem wyjścia do zrozumienia kontekstu – planu nazistów stworzenia „nowego porządku” w Europie, opartego na rasizmie i eksterminacji.</p><p>W naszej książce pokazujemy, że masowe mordy nie były wyjątkiem, lecz częścią strategii. Zanim ruszyła Akcja „Reinhardt”, Niemcy zabili 70 tysięcy niepełnosprawnych obywateli własnego kraju w komorach gazowych i dziesiątki tysięcy Polaków tylko dlatego, że byli wykształceni.</p><p>To pomaga czytelnikom zrozumieć, że Holocaust nie był wyjątkiem tej wojny, lecz jej istotą.</p><p><strong>Czy Janina to bohaterka, której historia mogłaby zostać zekranizowana?</strong></p><p><strong>Elizabeth B. White:&nbsp;</strong>Prawie każdy, kto czyta naszą książkę, zadaje to pytanie. Sceny są dramatyczne, intensywne, wręcz filmowe.&nbsp;</p><p>Mamy agenta literackiego, ale na razie nie otrzymałyśmy konkretnych propozycji. Chciałybyśmy jednak, by historia Janiny stała się tak znana jak losy Oskara Schindlera. Była wielką polską patriotką, a jej odwaga i poświęcenie zasługują na pamięć i uznanie – szczególnie tutaj, w Polsce.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Izabela Sopalska-Rybak: Czy każde dziecko może korzystać z placu zabaw? Niestety nie - również w Warszawie]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1270,izabela-sopalska-rybak-czy-kazde-dziecko-moze-korzystac-z-placu-zabaw-niestety-nie-rowniez-w-warszawie</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1270,izabela-sopalska-rybak-czy-kazde-dziecko-moze-korzystac-z-placu-zabaw-niestety-nie-rowniez-w-warszawie</guid>
            <pubDate>Sat, 18 Oct 2025 08:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-izabela-sopalska-rybak-czy-kazde-dziecko-moze-korzystac-z-placu-zabaw-niestety-nie-rowniez-w-war-1728650664.jpg</url>
                        <title>Izabela Sopalska-Rybak: Czy każde dziecko może korzystać z placu zabaw? Niestety nie - również w Warszawie</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1270,izabela-sopalska-rybak-czy-kazde-dziecko-moze-korzystac-z-placu-zabaw-niestety-nie-rowniez-w-warszawie</link>
                    </image><description>Niestety zdecydowana większość placów zabaw nie posiada urządzeń, z których mogą korzystać dzieci z niepełnosprawnością ruchu, w szczególności dzieci na wózkach. Zbyt mało uwagi poświęca się także dzieciom niewidomym lub słabowidzącym, które przecież także chcą się bawić.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Przypominamy felieton z października ubiegłego roku.&nbsp;</i></p><p>Życie dziecka, szczególnie malutkiego, może wydawać się proste i łatwe. Je, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, chodzi do żłobka, a nieco starsze – do przedszkola czy szkoły. Dzieci potrzebują dużo czasu na rozwój, poznawanie świata, a także przestrzeni na bycie dzieckiem, czyli na zabawę. Rodzice i opiekunowie mają wiele pomysłów na wspólne spędzanie czasu i zapewnienie maluchom rozrywki. Jednym z pierwszych, który przychodzi wszystkim do głowy, jest pójście na plac zabaw.&nbsp;</p><p><strong>Ale czy każde dziecko może w pełni korzystać z placów zabaw? Niestety nie – również w Warszawie.&nbsp;</strong>Dzieci są bardzo różne, podobnie jak dorośli. Jedne będą chciały się pohuśtać, inne powspinać, a kolejne pobawić w piasku. Naszym zadaniem jako dorosłych jest umożliwienie tej zabawy jak największej liczbie dzieci, także tym z niepełnosprawnościami i neuroatypowym.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/IMG_2539.jpeg" width="3000" height="2250"><figcaption>Plac zabaw na Woli / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><h2>Czy place zabaw są dla wszystkich?</h2><blockquote><p>Niestety zdecydowana większość placów zabaw nie posiada urządzeń, z których mogą korzystać dzieci z niepełnosprawnością ruchu, w szczególności dzieci na wózkach. Zbyt mało uwagi poświęca się także dzieciom niewidomym lub słabowidzącym, które przecież także chcą się bawić.&nbsp;</p></blockquote><p>Nawet jeśli pojawią się urządzenia, z których korzystać może więcej dzieci niż tylko te w pełni sprawne, nazywa się je „integracyjnymi”. Moim zdaniem słowo „włączający” byłoby lepsze, choć nadal jest to w porządku.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy"></oembed></figure><p>W Parku Górczewska znajduje się huśtawka przeznaczona dla osób na wózkach, co jest świetne. Niestety ze względów bezpieczeństwa, przede wszystkim sprawnych dzieci, huśtawka jest ogrodzona, a furtka zamykana na klucz. Aby z niej skorzystać, trzeba dowiedzieć się kto ma klucz i kto może ją otworzyć. I tu zaczynają się przysłowiowe schody.&nbsp;</p><blockquote><p>Kluczyk znajduje się w lodziarni X, zlokalizowanej gdzieś w parku. Jeśli miało się szczęście i przechodziło się obok, wiadomo dokąd iść. Pobiera się klucz, otwiera furtkę i trzeba się domyślać, jak skorzystać z atrakcji, a po skończonej zabawie oddać klucz. Niby nic, ale przypomnijmy sobie, jak dzieci potrafią reagować na huśtawkę gdy bardzo chcą się pobawić. A teraz dodajmy czas szukania, biegania za kluczem, a potem jeszcze zgadywania jak uruchomić urządzenie. W wielu przypadkach pojawił się już pisk, płacz i rozgoryczenie maluszka.&nbsp;</p></blockquote><p>Bardzo dobrym rozwiązaniem w Parku Górczewska jest kilka miejsc dostosowanych do wieku, znajdujących się obok siebie. Dzięki temu młodsze i starsze dzieci mogą pobawić się razem. Place zabaw dostępne dla dzieci z niepełnosprawnością wzroku to takie, w których m.in.&nbsp;</p><ul><li>podłoże i urządzenia mają różne faktury, dzięki czemu można rozpoznać przestrzeń,</li><li>kolory są kontrastowe,</li><li>oznaczenia i makiety dotykowe, udźwiękowienie.&nbsp;</li></ul><p>Cudownie jest, gdy można używać różnych zmysłów, w tym zapachu. Sensoryczne place zabaw są świetne dla wszystkich dzieci.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1111,zycie-jest-fajne-kawiarnia-prowadzona-przez-osoby-w-spektrum-autyzmu-rowniez-moga-pracowac-tworzyc-grupy-i-nawiazywac-pr"></oembed></figure><h2>Jak to powinno wyglądać?&nbsp;</h2><p><strong>Kolejny plac zabaw, o którym po prostu trzeba wspomnieć, to niedawno otwarte miejsce przy warszawskim ZOO.</strong> Dla osób niewidomych przygotowano tabliczki w alfabecie Braille’a, audiodeskrypcję, czyli opis dźwiękowy oraz tyflografiki, czyli wypukłe oznaczenia. Dla osób z niepełnosprawnością ruchu, w tym dzieci na wózkach, zapewniono liczne, dostosowane urządzenia, m.in. huśtawkę, karuzelę i piaskownicę. Nie zapomniano także o osobach, które chcą skupić się na innych bodźcach lub po prostu odpocząć wśród roślinności. Zapewniono także coś, co powinno być standardem na każdym placu zabaw – przewijak dla dzieci.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2000/1333;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/451446736_904152685074558_7943484088945386384_n.jpg" width="2000" height="1333"><figcaption>Plac zabaw przy ZOO / fot. UM Warszawa</figcaption></figure><p>Warto też spojrzeć na place zabaw z perspektywy rodzica. Kiedy dzieci bawią się w najlepsze, rodzice chcą z nimi uczestniczyć w tej zabawie lub móc je obserwować, aby były bezpieczne. Dlatego zawsze w pobliżu powinny znajdować się miejsca do wypoczynku, np. ławki. Niestety, dostępność dla rodzica z niepełnosprawnością jest znacznie rzadsza.&nbsp;</p><blockquote><p>Jako mama na wózku z 1,5-roczną córeczką chcę, wracając ze żłobka, wejść na plac zabaw i po prostu towarzyszyć jej w zdobywaniu nowych umiejętności. Niestety musimy iść znacznie dalej, ponieważ nie mogę poruszać się np. po piachu i w takich miejscach huśtać mojego dziecka. Jeśli wokół placu zabaw są wysokie krawężniki, także nie mam szans się do niego dostać.&nbsp;</p></blockquote><p>Jestem daleka od wybetonowania wszystkiego i nie jestem fanką gumowych płyt, bo latem są bardzo gorące. Jednak przestrzeń placu zabaw można zaprojektować tak, by łączyć różne rozwiązania. Ścieżki między urządzeniami mogą być utwardzone, a pomiędzy nimi może znajdować się trawa, ziemia, a nawet piach.&nbsp;</p><blockquote><p>Marzy mi się, by każdy plac zabaw był włączający i by nikt nie musiał szukać specjalnego, dostępnego tylko dla niego. Chciałabym, aby dzieci bawiły się i poznawały świat razem, ucząc się w różnorodnym społeczeństwie. Dorastanie w takim środowisku sprawia, że jako dorośli jesteśmy bardziej empatyczni, otwarci na inne osoby i mamy więcej zrozumienia dla drugiego człowieka. Wszystko może zacząć się właśnie od placu zabaw. Wierzę, że moje marzenie kiedyś się spełni.</p></blockquote> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radosław Gajda: Mieszkania w kryzysie. Czy moment, kiedy twierdziliśmy, że mieszkanie ma służyć mieszkańcom, będzie tylko epizodem w historii?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi</guid>
            <pubDate>Sat, 04 Oct 2025 18:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mies-1727418144.jpg</url>
                        <title>Radosław Gajda: Mieszkania w kryzysie. Czy moment, kiedy twierdziliśmy, że mieszkanie ma służyć mieszkańcom, będzie tylko epizodem w historii?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi</link>
                    </image><description>- Deweloperzy i architekci odpowiedzieli na zapotrzebowanie rynku, projektując uszyte dokładnie pod nie „produkty inwestycyjne”. Minimalizowano w nich to, co w wykończeniu jest najdroższe – aneks kuchenny (już nie „kuchnię”) i łazienkę. Kupujący już nie rozważał, czy w tym mieszkaniu da się ugotować obiad, bo on żadnego obiadu nie będzie gotował, on tu tylko inwestuje - pisze Radosław Gajda, architekt, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Przypominamy felieton z września 2024 roku.</i></p><p>O rynku mieszkaniowym mówi się głównie w kategorii portfela. Rekordowe ceny za metr kwadratowy, po ile na rynku pierwotnym, a ile na wtórnym; wysokość rat kredytów i różne pomysły rządu na wsparcie finansowe. Tymczasem o tym, co za te pieniądze faktycznie można dostać, jest zdecydowanie ciszej.&nbsp;</p><p>Pojawiają się informacje statystyczne na temat średniej powierzchni mieszkania i ile mkw. może kupić statystyczny Polak. Jednak prawie w ogóle nie mówi się o jakości nowych bloków i funkcjonalności mieszkań. A te w moim odczuciu w ciągu ostatnich kilku lat uległy zmianie – niestety na gorsze i nie chodzi mi tu tylko o „produkty mieszkaniopodobne” zwane mikroapartamentami albo mikrokawalerkami.</p><p><strong>Kryzys mieszkaniowy ma wymiar nie tylko finansowy, ale także jakościowy. </strong>Na czym on polega? Postaram się przybliżyć w kilku punktach.</p><h2>Po pierwsze: poluzowanie przepisów</h2><p>Kilka lat temu miała miejsce rewolucja w projektowaniu mieszkań, która przeszła zupełnie bez echa. Dotyczyła zmiany przepisów określających jak muszą wyglądać mieszkania wprowadzane przez deweloperów na rynek. Do końca 2017 roku, aby uzyskać pozwolenie na budowę (a potem na użytkowanie) sypialnie w mieszkaniach nie mogły być węższe niż 2,7 m (dwuosobowe) lub 2,2 m (jednoosobowe). Kuchnia w mieszkaniu jednopokojowym minimalnie mogła mieć 1,8 m szerokości, a w mieszkaniu wielopokojowym już 2,4 m. Odpowiednie zapisy dotyczyły też np. minimalnej szerokości korytarza albo kubatury łazienki.&nbsp;</p><p><strong>Czy te przepisy gwarantowały, że architekci projektowali wyłącznie funkcjonalne i wygodne mieszkania? </strong>Nie. Ale zapewniały minimum funkcjonalności, gwarancję, że przestrzeń do życia będzie odpowiadać na podstawowe potrzeby, jak choćby to, że w trzypokojowym mieszkaniu, w którym może mieszkać czteroosobowa rodzina 2+2 kuchnia będzie wystarczająco duża, aby dało się w niej przygotować obiad.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje"></oembed></figure><p>Te opisane w ministerialnym rozporządzeniu minima zostały zniesione wraz z początkiem 2018 roku. W zamian wprowadzono nową zasadę, że mieszkanie nie może być mniejsze niż 25 metrów kwadratowych. Wprowadzono też pojęcie aneksu kuchennego – wcześniej nawet tzw. „otwarta kuchnia” musiała np. mieć okno.&nbsp;</p><p>Zwolennicy tej zmiany argumentowali, że dzięki niej mieszkania będą bardziej różnorodne, ponieważ architekci nie będą ograniczeni wymogami i będą mogli uwolnić kreatywność ze sztywnych schematów, które mogły czasem wydawać się nieżyciowe albo przestarzałe. Dzięki zmianie miały pojawić się nowe układy, lepiej dostosowane do potrzeb współczesnych kupujących, które wcześniej nie mogły powstać, bo blokowały je (czasem pośrednio) istniejące regulacje. <strong>Mówiono też, że usunięcie niektórych minimów może obniżyć koszt budowy mieszkań a tym samym przyczynić do spadku cen.&nbsp;</strong></p><figure class="image"><a href="https://skroc.pl/raport"><img style="aspect-ratio:2500/1000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/07/07/GOOGLE_WIADOMOSCI_2500X1000pix.jpg" width="2500" height="1000"></a></figure><p>Natomiast zwiększenie wachlarza rozwiązań funkcjonalnych mieszkań miałoby poprawić konkurencję o klienta. Konkurencja miała być jakościowa, a klient miałby wybrać mieszkanie, które najlepiej odpowie na jego indywidualne potrzeby. Były jednak także głosy krytyczne (w tym mój), które tonowały ten optymizm płynący głównie od przedstawicieli branży deweloperskiej. Nasłuchałem się i naczytałem wtedy o tym, jakim to jestem „lewakiem” i „socjalistą”, jak to chcę „odbierać wolność” i z jakiej przyczyny „urzędas” ma decydować o tym, jakie ktoś sobie kupuje mieszkanie…&nbsp;</p><p><strong>Spójrzmy zatem jakie były skutki zmian.</strong></p><blockquote><p>Jak wszyscy szybko mogliśmy się przekonać, zapowiadana obniżka (albo przynajmniej stabilizacja) cen mieszkań była bajką dla naiwnych. To właśnie mniej więcej wtedy ceny mieszkań zaczęły bardziej dynamicznie rosnąć. Podobnie nie ujawniły się nowe, atrakcyjniejsze układy mieszkań. O ile przed 2018 rokiem można było żartować, że kupujący mieszkanie mają w Polsce wybór tylko pomiędzy kuchnią otwartą a zamkniętą, o tyle po zmianach właściwie takiego wyboru już nie ma. Zwykłego, trzypokojowego mieszkania z kuchnią w osobnym pomieszczeniu można ze świecą szukać.</p></blockquote><p>&nbsp;Standardem stało się, że aneks kuchenny jest po prostu częścią salonu. Często mieści się wzdłuż jednej ściany - jest prostym ciągiem szafek i sprzętów, w którym niemożliwe jest stworzenie tzw. trójkąta roboczego – podstawowej cechy funkcjonalnej kuchni.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy"></oembed></figure><p>Gorzką satysfakcją jest dla mnie to, że po latach kilka osób, które zostawiło pod moją analizą zmian w rozporządzeniu złośliwe i zgryźliwe komentarze na temat mojego rzekomego „lewactwa”, przyznało mi rację, że faktycznie liberalizacja minimów nie przełożyła się na poprawę jakości i dostępności mieszkań, a wręcz przeciwnie – spełniły się&nbsp; niekorzystne scenariusze.</p><h2>Po drugie: mieszkania nie do mieszkania</h2><p>Poluzowanie przepisów zbiegło się z w czasie z trendem kupowania mieszkań jako lokaty kapitału, często – choć nie zawsze – z myślą o przyszłym wynajmie. Z perspektywy kupującego mieszkanie miało przede wszystkim zabezpieczyć jego kapitał i przynosić długoterminowy zysk. Funkcja mieszkaniowa schodziła na dalszy plan.<strong> Deweloperzy i architekci odpowiedzieli na to zapotrzebowanie rynku, projektując uszyte dokładnie pod nie „produkty inwestycyjne”.</strong> Minimalizowano w nich to, co w wykończeniu jest najdroższe – aneks kuchenny (już nie „kuchnię”) i łazienkę. Kupujący już nie rozważał, czy w tym mieszkaniu da się ugotować obiad, bo on żadnego obiadu nie będzie gotował, on tu tylko inwestuje.</p><p>Wprawne oko łatwo rozpozna takie mieszkania po wręcz jaskrawo niefunkcjonalnej przestrzeni kuchennej. Z biegiem czasu „produkty inwestycyjne”, najczęściej kawalerki i mieszkania dwupokojowe z aneksem, stanowiły coraz większą część nowych bloków. Budowano więcej mieszkań, ale nie powstawały one z myślą o przyszłych mieszkańcach i ich komforcie, bo to nie ci przyszli mieszkańcy je kupowali.&nbsp;</p><blockquote><p>Mimo, że społeczeństwo było coraz bardziej zamożne, to dużych mieszkań budowano coraz mniej. Powstawały całe długie bloki składające się tylko z kawalerek i mieszkań 2-pokojowych. W liczbach więc wszystko wyglądało bardzo dobrze – oddawano kolejne metry kwadratowe budynków mieszkalnych. Niestety, trudno ująć liczbowo tak abstrakcyjne pojęcie, jak funkcjonalność czy wygoda mieszkania.&nbsp;</p></blockquote><h2>Po trzecie: szerokość bloków</h2><p>Wraz ze zwiększaniem się udziału jedno- i dwupokojowych mieszkań budowanych głównie z myślą o kliencie inwestycyjnym, bloki zaczęły „puchnąć”. To „puchnięcie” bloków wynika rzecz jasna z chęci maksymalizacji powierzchni mieszkań, którą można sprzedać, czyli słynnego PUM-u.&nbsp;</p><p>Gdy byłem na studiach, na zajęciach z architektury mieszkaniowej uczyłem się, jakie powinny być orientacyjne wymiary bloków różnych typów. Najpopularniejsze klatkowce zwykle miały mieć około 12-13 metrów szerokości. Dzięki temu można było łatwo zaprojektować dobrze doświetlone światłem dziennym mieszkanie trzypokojowe, wychodzące na dwie przeciwległe strony świata (a więc także w naturalny sposób przewietrzane). Dzisiaj tak mała szerokość jest już rzadko spotykana. Bloki stały się dużo grubsze.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4003%20(1).jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Ursus. Pole a obok budowany nowe blok mieszkalny / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><blockquote><p>Gdy większość mieszkań to małe lokale inwestycyjne na wynajem, budynek można rozwiązać jako tzw. korytarzowiec. Długi korytarz biegnący środkiem prowadzi do identycznych mieszkań po dwóch stronach. W rzucie wygląda to bardziej jak hotel niż modernistyczny blok.&nbsp;</p></blockquote><p>W korytarzowcach niekiedy powstają też większe mieszkania – trzy-, a nawet czteropokojowe, których wszystkie okna wychodzą na jedną stronę. A nawet zdarzają się przypadki ekstremalne, że wszystkie okna wychodzą na jedną wnękę loggii. Taki układ uniemożliwia efektywne wietrzenie mieszkania poprzez stworzenie przeciągu. Oczywiście, żeby zapewnić dostęp świeżego powietrza, takie mieszkania muszą być wyposażone w wentylację mechaniczną, jednak szkoda, że nie da się ich przewietrzyć po prostu otwierając okna.&nbsp;</p><p><strong>Ostatnio spotkałem się ze sporą inwestycją, w której żadne z prawie dwustu mieszkań nie było przewietrzane na przestrzał. </strong>Tylko kilka było usytuowanych i tym samym przewietrzanych narożnikowo. Za ten „luksus” (a w myśli modernistycznej – standard) trzeba było słono zapłacić. Każde z nich kosztowało około dwóch milionów złotych, 25&nbsp;tysięcy złotych za metr kwadratowy.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem"></oembed></figure><p>Pogrubienie bloku o metr czy dwa, nawet w tradycyjnym układzie klatkowym, znacząco zwiększa liczbę metrów kwadratowych dostępnych do zagospodarowania w jego wnętrzu. Oprócz przewietrzania, cierpi na tym też doświetlenie wnętrz. W zbyt pogrubionym bloku, nawet jeśli będziemy mieli mieszkanie przewietrzane na przestrzał, z oknami po obu jego stronach, jego środek będzie ciemny, bo będzie znajdował się zbyt daleko od okien. Modernistyczne mieszkania w ciągu dnia mogły korzystać z naturalnego światła, bo ich grubość była dostosowana do tego, jak daleko naturalne światło może dotrzeć w głąb wnętrza. Współczesne mieszkania polegają na sztucznym oświetleniu przez cały dzień.</p><p>Coraz grubsze bloki i jednocześnie pozostawienie metraży na tym samym poziomie skutkuje jeszcze jedną charakterystyczną cechą współczesnych mieszkań – wydłużonymi proporcjami pomieszczeń.&nbsp;</p><h2>Po czwarte: tramwaje i „niepokoje”</h2><p><strong>I tu dochodzimy do mieszkań zwanych „tramwajami”.</strong> Wyobraźmy sobie, że mamy dość gruby blok, w którym chcemy zaaranżować sporo małych mieszkań. Wszystkie muszą przylegać do zewnętrznej ściany, by mogły mieć okna. Aby zmieścić jak najwięcej mieszkań trzeba zaprojektować je dość wąskie – na tyle, aby miały wymagane prawem okno oraz żeby zmieściły rozkładaną sofę i stolik telewizyjny.&nbsp;</p><p>Konieczny też będzie aneks kuchenny, który może być w głębi oraz łazienka, która może być jeszcze głębiej, bo nie potrzebuje okna. W ten sposób tworzy się mieszkanie o proporcjach wagonu. Mocno wydłużone, wąskie, podobne do pokoju hotelowego, mające tylko jedno okno. Blok korytarzowy składający się z samych takich mieszkań może mieć nawet i dwadzieścia metrów grubości.</p><p>Takie lokale są już dość powszechne, ale jest z nimi związana pokusa, której ulegają niektórzy deweloperzy i architekci: a gdyby tak pogrubić blok jeszcze bardziej i pomiędzy kuchnią a łazienką zaprojektować dodatkowy pokój, który nie będzie miał okna? Oczywiście jest to rozwiązanie niezgodne z przepisami – jednak tylko jeśli ten pokój miałby drzwi… Jeśli nazwiemy go alkową albo aneksem sypialnym? Albo nawet garderobą i nie zaprojektujemy do niego drzwi tylko otwarte przejście? Albo jego ściany narysujemy przerywaną linią – propozycja „samodzielnej aranżacji”? W takim wypadku nagle okazuje się, że <strong>można próbować sprzedawać mieszkanie quasi-dwupokojowe, w którym „sypialnia” nie ma okna.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>Z modernistycznej rewolucji, która miała na celu zapewnienie mieszkańcom światła i świeżego powietrza wpadamy nagle w pokoje-tramwaje i sypialnie bez okien.</p></blockquote><h2>Co dalej?</h2><p>Moje narzekania na nieustawne i niefunkcjonalne mieszkania w nowych inwestycjach deweloperskich to jedna strona medalu. Z drugiej strony można powiedzieć, że przecież firmy deweloperskie to nie organizacje charytatywne. Ich celem jest zarabianie pieniędzy, więc trudno się dziwić, że wykorzystują hossę na rynku nieruchomości albo lobbują za korzystnymi dla siebie regulacjami.&nbsp;</p><p>Można też zauważyć, że jeśli ktoś nie ma dużych oszczędności albo zdolności kredytowej, ale chce kupić mieszkanie, to nie będzie przecież kręcił nosem na niefunkcjonalną kuchnię, bo ważniejsze jest dla niego, by być „na swoim”, nawet jeśli nie jest ono perfekcyjne. „Ciasne, ale własne” może być lepsze niż „funkcjonalne, ale zupełnie poza zasięgiem”.&nbsp;</p><blockquote><p>Przeglądając starsze plany mieszkań, sprzed kilkudziesięciu lat można mieć jednak wrażenie déjà vu. Mieszkania w blokach z czasów Gomułki mogą nam się wydać zaskakująco znajome – kawalerka na planie zbliżonym do kwadratu z alkową i aneksem sypialnym sprzed sześciu dekad nie różni się specjalnie od współczesnej oferty deweloperskiej. Można się zastanowić, czy wobec całego postępu, jaki przez minione ponad pół wieku doświadczyliśmy wokół nas, jak zmodernizowaliśmy wiele aspektów naszego życia, akurat w przypadku układów mieszkań, nie zatoczyliśmy koła.&nbsp;</p></blockquote><p>A może w odróżnieniu od pojemności silników samochodów, przekątnych ekranów telewizorów i pojemności pamięci naszych komputerów i smartfonów, kwestia powierzchni i funkcjonalności mieszkań nie dąży zawsze ku lepszemu? Jak napisaliśmy razem z Natalią Szcześniak w naszej książce „Archistorie”: po osiągnięciach modernizmu, jakimi było wypracowanie standardów funkcjonalności, po uznaniu prawa do słońca, świeżego powietrza, kuchni i łazienki, obserwujemy, jak te standardy powoli zanikają. <strong>Może moment, kiedy twierdziliśmy, że mieszkanie ma służyć mieszkańcom, będzie tylko kilkudziesięcioletnim epizodem w historii?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Brakowało im broni i amunicji, a Niemcy byli świetnie zaopatrzeni. Początek klęsk walk na Woli]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/663,brakowalo-im-broni-i-amunicji-a-niemcy-byli-swietnie-zaopatrzeni-poczatek-klesk-walk-na-woli</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/663,brakowalo-im-broni-i-amunicji-a-niemcy-byli-swietnie-zaopatrzeni-poczatek-klesk-walk-na-woli</guid>
            <pubDate>Tue, 05 Aug 2025 11:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-brakowalo-im-broni-i-amunicji-a-niemcy-byli-swietnie-zaopatrzeni-poczatek-klesk-walk-na-woli-1722778309.jpg</url>
                        <title>Brakowało im broni i amunicji, a Niemcy byli świetnie zaopatrzeni. Początek klęsk walk na Woli</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/663,brakowalo-im-broni-i-amunicji-a-niemcy-byli-swietnie-zaopatrzeni-poczatek-klesk-walk-na-woli</link>
                    </image><description>Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, to jedno z najbardziej heroicznych, a zarazem tragicznych wydarzeń w historii Polski. Szczególnie dramatyczne wydarzenia miały miejsce na warszawskiej Woli, gdzie w pierwszych dniach Powstania doszło do brutalnych starć i masowych zbrodni na ludności cywilnej. Te wydarzenia, które znalazły swój kulminacyjny punkt w tzw. Rzezi Woli, na zawsze zapisały się w pamięci narodu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Przypominamy nasz tekst z 5 sierpnia 2024 roku.</i></p><p>Przy okazji 80. Rocznicy Powstania Warszawskiego wybraliśmy się na spacer po Woli z warszawskim przewodnikiem Jakubem Madejskim. Organizator oprowadził nas po kluczowych miejscach bitew powstańczych w tej części miasta.</p><p>Wola była dzielnicą o strategicznym znaczeniu, zarówno ze względu na swoje położenie, jak i na gęstość zabudowy przemysłowej. Znajdowały się tam liczne fabryki, magazyny oraz warsztaty, co czyniło ją atrakcyjnym celem dla obu stron konfliktu. Niemcy, świadomi znaczenia Woli, utrzymywali tam silne garnizony, a w szczególności w rejonach ulic Wolskiej, Górczewskiej i Okopowej. Dodatkowo Wola była blisko centrum miasta, co czyniło ją kluczowym punktem dla ewentualnej kontrofensywy niemieckiej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1688;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/20240804150703.jpg" width="3000" height="1688"><figcaption>Krzyż Powstańczy na skrzyżowaniu ul. Młynarskiej i Żytniej. / fot. Greta Sulik</figcaption></figure><p><strong>Na Woli podczas Powstania Warszawskiego walczyły przede wszystkim oddziały Armii Krajowej (AK), w tym bataliony „Parasol”, „Zośka”, „Miotła” oraz zgrupowania „Radosław” i „Chrobry II”. </strong>Do walki miały przystąpić także inne oddziały AK, jak również jednostki Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Armii Ludowej (AL).&nbsp;</p><blockquote><p>- Wolski obwód 3 i Zgrupowanie Radosław nie miały ze sobą współpracować. Zgrupowanie Radosław miało być najlepiej uzbrojonym oddziałem, który podlegał bezpośrednio rozkazom AK i miał osłaniać Komendę Główną Armii Krajowej, która mieściła się w fabryce Kamlera przy ul. Dzielnej, tuż za skrzyżowaniem z ul. Okopową – opowiadał Madejski.</p></blockquote><figure class="image"><img></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/626,inzynier-ocalil-ich-przed-rzezia-woli-udalo-sie-mu-oszukac-niemcow"></oembed></figure><p>W pierwszych dniach Powstania na Woli miały miejsce zacięte starcia. Powstańcy, pomimo ograniczonych zasobów, zdołali zająć kilka kluczowych punktów, takich jak budynki administracyjne czy zakłady przemysłowe. Największe bitwy rozegrały się w rejonach ulic Wolskiej, Młynarskiej i Chłodnej. Jednym z kluczowych obiektów strategicznych był Fort Bemowo, gdzie odbywały się dramatyczne walki o kontrolę nad tym ważnym punktem obronnym.</p><blockquote><p><br>- Siły wolskie były gorzej zaopatrzone niż oddziały w pozostałych częściach miasta. Wiele oddziałów stawia się po broń i okazuje się, że tej broni nie ma, więc na drugą zbiórkę się nie stawiają. <strong>W warunkach optymalnych powinno do walki stanąć około 2600, a zjawiło się niecałe tysiąc osób</strong> – opisywał przewodnik.</p></blockquote><p>Niemcy, mając przewagę techniczną i liczebną, szybko przystąpili do brutalnych działań, które miały na celu nie tylko stłumienie oporu, ale także zniszczenie dzielnicy i wymordowanie ludności cywilnej. Do najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło w dniach 5-7 sierpnia 1944 roku, kiedy to oddziały niemieckie pod dowództwem Heinza Reinefartha i Oskara Dirlewangera dokonały masakry mieszkańców, która przeszła do historii jako Rzeź Woli.</p><h2>Córka pisarza zmarła przy murach cmentarza</h2><p>W tym piekle wojny szczególnie tragicznie zapisała się historia Krystyny Wańkowicz, <strong>córki znanego pisarza Melchiora Wańkowicza</strong>. Krystyna, urodzona w 1919 roku, od młodych lat była związana z ruchem oporu. Jako członkini batalionu „Parasol”, przyjęła pseudonim „Anna” i brała aktywny udział w konspiracji oraz działaniach bojowych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1688;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/20240804150708.jpg" width="3000" height="1688"><figcaption>Mury Cmentarza Kalwińskiego / fot. Greta Sulik</figcaption></figure><p>Na początku sierpnia 1944 roku, Krystyna brała udział w walkach na Woli. Podczas jednego z zadań, szóstego dnia Powstania została ciężko ranna w rejonie murów Cmentarza Kalwińskiego na Woli, przy ulicy Żytniej. Mimo prób ratowania przez towarzyszy, Krystyna zmarła przy murach cmentarza. Śmierć była wielkim ciosem dla jej rodziny, a także dla całego środowiska powstańczego. <strong>Świadkiem jej śmierci był dowódca Janusz Brochwicz-Lewiński.</strong>&nbsp;</p><blockquote><p>- Lewiński odesłał część swoich ludzi i czekał z mniejszym oddziałem na rogu ulicy Żytniej i Młynarskiej, za murami cmentarnymi, aby wyczekać na przejeżdżający czołg wroga. Wróg jednak wypatrzył ich pierwszy i rzucił w nich salwę z moździerza – opowiadał Jakub Madejski.</p></blockquote><p>Melchior Wańkowicz, ojciec Krystyny, który przebywał na emigracji, długo nie mógł się pogodzić z tą stratą, a wspomnienie o córce stało się jednym z najbardziej osobistych motywów w jego późniejszej twórczości.</p><h2>Walki przy Forcie Bema</h2><p>Fort Bema, znajdujący się na Bemowie (dawniej część Woli), odegrał swoją rolę podczas Powstania Warszawskiego. Toczyły się tam zacięte walki. Powstańcy próbowali utrzymać fort, który miał kluczowe znaczenie dla obrony zachodnich obrzeży miasta. Niemcy, świadomi jego strategicznej funkcji, skoncentrowali tam znaczne siły. Powstańcy, mimo ogromnego heroizmu i poświęcenia, nie byli w stanie utrzymać swoich pozycji.</p><blockquote><p><strong>- </strong><i>Brakowało im broni i amunicji, a Niemcy byli świetnie zaopatrzeni </i>- podsumowuje przewodnik.</p></blockquote><p>Walka o Fort Bema była szczególnie brutalna. Niemcy, mając przewagę w artylerii i lotnictwie, regularnie bombardowali pozycje Powstańców. W odwecie za stawiany opór dokonali egzekucji zarówno na obrońcach fortu, jak i na cywilach, którzy znaleźli się w jego pobliżu.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1688;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/20240804150711(1).jpg" width="3000" height="1688"><figcaption>Mogiła Powstańcza na Cmentarzu Kalwińskim. / fot. Greta Sulik</figcaption></figure><h2>Przemarsze wojsk przez wolskie ulice</h2><p>Walki na skrzyżowaniu Wolskiej i Młynarskiej oraz w rejonie Skierniewickiej i zajezdni tramwajowej były jednymi z kluczowych punktów oporu Powstańców na Woli. Od początku sierpnia 1944 roku oddziały Armii Krajowej, w tym bataliony „Parasol”, „Zośka” i „Miotła”, starały się utrzymać te strategiczne pozycje, które kontrolowały dostęp do głównych arterii komunikacyjnych dzielnicy.</p><p><strong>Zajezdnia tramwajowa na Młynarskiej była szczególnie ważna, ponieważ jej opanowanie umożliwiało Niemcom kontrolę nad ruchem i dostęp do sprzętu transportowego.</strong> Niemieckie siły, wspierane przez ciężką artylerię i czołgi, wielokrotnie próbowały przełamać opór Powstańców, stosując taktykę „spalonej ziemi”. Walki były niezwykle zacięte i krwawe, z obu stron ponoszono ciężkie straty. Ostatecznie, w wyniku przewagi liczebnej i technicznej Niemców, Powstańcy zostali zmuszeni do wycofania się, a rejon ten stał się miejscem masowych egzekucji ludności cywilnej oraz zniszczenia znacznej części zabudowy.</p><h2>Rzeź Woli – kulminacja niemieckiej brutalności</h2><p>Najtragiczniejszym epizodem pierwszych dni Powstania była Rzeź Woli, która miała miejsce w dniach 5-7 sierpnia 1944 roku. Niemieckie oddziały, realizując rozkaz Adolfa Hitlera o całkowitym zniszczeniu Warszawy, przystąpiły do systematycznej eksterminacji mieszkańców Woli. W ciągu zaledwie kilku dni, w masowych egzekucjach zamordowano od 30 do 65 tysięcy ludzi, w tym kobiety, dzieci i starców.</p><p>Miejsca takie jak ulice Wolska, Górczewska, Płocka czy Okopowa stały się scenami niewyobrażalnych zbrodni. Jednym z najbardziej symbolicznych miejsc kaźni była fabryka „Ursus” przy ulicy Wolskiej 55, gdzie dokonano masowych egzekucji. Często ofiary były zmuszane do kopania własnych grobów przed rozstrzelaniem, a następnie ich ciała były palone, by zatrzeć ślady zbrodni.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1688;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/20240804150657.jpg" width="3000" height="1688"><figcaption>Kamień upamiętniający walki na skrzyżowaniu ul. Młynarskiej i Wolskiej / fot. Greta Sulik</figcaption></figure><h2>Upamiętnienie ofiar i świadectwa ocalałych</h2><p>Dziś Wola jest pełna miejsc pamięci, które upamiętniają ofiary tych tragicznych wydarzeń. Pomnik Ofiar Rzezi Woli przy ulicy Leszno oraz Cmentarz Powstańców Warszawy na Woli to miejsca, gdzie oddaje się hołd poległym. Wiele budynków w dzielnicy nosi tablice pamiątkowe, przypominające o miejscach masowych egzekucji.</p><p>Historię pierwszych dni Powstania na Woli i Rzezi Woli przywołują liczne relacje świadków i Powstańców. W jednym z wywiadów, Halina Czarnocka, Powstaniec walczący w tej dzielnicy, wspominała:</p><blockquote><p>Widziałam jak zabijali wszystkich – kobiety, dzieci, starców. Dla Niemców nie było żadnej litości. Strach był nie do opisania, ale wiedzieliśmy, że musimy walczyć, choćby po to, by nie zginąć bez walki.</p></blockquote><blockquote><p>Z kolei Stefan Bałuk, jeden z dowódców AK, opisywał: Pierwsze dni Powstania na Woli to było piekło. Niemcy byli bezwzględni, nie mieliśmy dość broni, by stawić im czoła. Ale mimo to walczyliśmy, wiedząc, że bronimy nie tylko Woli, ale całej Warszawy.</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/661,do-tego-kosciola-trafiali-warszawiacy-przed-zsylka-do-obozow-miescilo-sie-w-nim-nawet-5-tys-ludzi"></oembed></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1688;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/20240804150705.jpg" width="3000" height="1688"><figcaption>Mural Powstańczy przy ul. Żytniej / fot. Greta Sulik</figcaption></figure> ]]></content:encoded>
            <author>g.sulik@rw24.pl (Greta Sulik)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Inżynier ocalił ich przed Rzezią Woli. Udało się mu oszukać Niemców]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/626,inzynier-ocalil-ich-przed-rzezia-woli-udalo-sie-mu-oszukac-niemcow</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/626,inzynier-ocalil-ich-przed-rzezia-woli-udalo-sie-mu-oszukac-niemcow</guid>
            <pubDate>Tue, 05 Aug 2025 09:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-inzynier-ocalil-ich-przed-rzezia-woli-udalo-sie-mu-oszukac-niemcow-1722850123.jpg</url>
                        <title>Inżynier ocalił ich przed Rzezią Woli. Udało się mu oszukać Niemców</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/626,inzynier-ocalil-ich-przed-rzezia-woli-udalo-sie-mu-oszukac-niemcow</link>
                    </image><description>To mniej znana historia Gazowni Warszawskiej. W sierpniu 1944 ukryto tu cywilów uciekających przed Rzezią Woli. Dzięki odwadze i sprytowi jednego z kierowników, udało się ocalić kilkaset osób.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Gazownia przy Dworskiej, dziś Kasprzaka, była jednym z większych zakładów przedwojennej Woli. Do tego strategicznym, ponieważ zaopatrywała sporą część miasta. Nic dziwnego, że stała się celem nalotów niemieckich już w pierwszych dniach września 1939 roku. Kilka dni później zakład stanął. <strong>Sieć gazociągów w mieście była uszkodzona w 3875 punktach.&nbsp;</strong></p><p>Miesiąc później żołnierze niemieccy weszli na teren zakładu. Potrzebowali gazowni, by wznowić względne życie w okupowanym mieście. Udało im się to – prawdopodobnie – już 11 października. Polacy naprawiali sieć, ale poza tym twardo negocjowali najważniejszą kwestię. <strong>Załoga, a także szefostwo, pozostało polskie.</strong></p><p>W kolejnych latach stopniowo odbudowano budynki mieszkalne znajdujące się na terenie zakładu, a także zbiorniki gazu. Równolegle rozpoczęła się gra z okupantem. Celowo zmniejszano wydajność pracy, próbowano „wyciągnąć” jak najwięcej części zamiennych i materiałów, które mogły posłużyć w walce.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1200/995;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/img326s.jpg" alt="Gazownia Warszawska" width="1200" height="995"><figcaption>Historyczne zdjęcia Gazowni / Muzeum Gazowni Warszawskiej</figcaption></figure><p>Na terenie gazowni powstała <strong>podziemna organizacja złożona z trzech plutonów saperskich</strong>, która zajmowała się dywersją. Odpowiadała m.in. za unieruchomienie gazociągu prowadzącego do fabryki niemieckiej broni w Ursusie czy blokowanie dostaw gazu do miejsc strategicznych dla Nazistów.&nbsp;</p><p>W czasie powstania w getcie warszawskim organizowano stąd pomoc Żydom. Trzeba przy tej okazji wspomnieć o Karolu Fuchsu. Żołnierz Wojska Polskiego, pochodzenia żydowskiego, uciekł z transportu do obozu jenieckiego i znalazł pracę w gazowni. W kwietniu 1943 roku, po wybuchu powstania, jako jeden z nielicznych miał przepustkę i mógł wjechać na teren getta samochodem. Wiązało się to z faktem, że gazownia miała na tym terenie swoje urządzenia, które trzeba było serwisować. W przebraniu gazownika, ukrywając swoje pochodzenie, <strong>Fuchs przywoził żywność, a w drugą stronę wywoził Żydów.</strong> Część z nich znalazła schronienie w gazowni.&nbsp;</p><h2>Schowani przed Rzezią Woli</h2><p><strong>1 sierpnia,</strong> tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego, <strong>gazownia została odcięta od świata.</strong> Mniejszy zakład – na Ludnej – Niemcy zdobyli dwa dni później. Wyrzucili wszystkich pracowników. Nie rozstrzelali ich tylko dlatego, że bali się wybuchu gazu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/604,powstanie-warszawskie-na-pradze-brawurowe-przeprawy-przez-wisle"></oembed></figure><p>Przy Dworskiej też pojawili się żołnierze, ale zdecydowali, że zakład będzie nadal pracował. Powstańcom nie udało się bowiem zdobyć obiektu. Nim przyszli Niemcy, podziemna organizacja zdążyła zabrać broń i zacząć walki na Woli. Z zapisków wiemy, że udało się im zgromadzić cztery karabiny maszynowe, siedem pistoletów, pięćdziesiąt kilogramów plastiku i środki wybuchowe. Niewiele jak na trzy plutony mężczyzn.&nbsp;</p><p>Szefostwo gazowni, które w czasie okupacji stopniowo zmniejszało wydajność pracy, teraz przystąpiło do działania. Zamiast 1200 osób – potrzebnych faktycznie do pracy, fikcyjnie zwiększono zatrudnienie do ponad 1800. Dodatkowe 636 osoby – cywile szukający schronienia - dostały „kenkartę” ze wsteczną datą. Rozlokowano ich po zakładzie, w pięciu blokach mieszkalnych, w mieszkalnej nadbudówce i w trzech piecowniach. Tych najbardziej narażonych, głównie narodowości żydowskiej, schowano pod operatorownią, między rurami.</p><p><strong>Zakład czekał na konfrontację. </strong>Było pewne, że Naziści będą chcieli zajrzeć do środka. Tym bardziej, że w okolicy trwała Rzeź Woli, brutalne ludobójstwo, które Niemcy dokonywali na ludności cywilnej Warszawy. Ukryte w gazowni osoby to głównie okoliczni mieszkańcy, którzy szukali schronienia. Nie wszystkim udało się dostać na teren zakładu. Ci, którzy dotarli, przeżyli, uciekli przed pewną śmiercią.&nbsp;</p><p>W końcu, <strong>8 sierpnia, grupa SS-manów weszła do gazowni.</strong> Powiedzieli, że wszyscy w ciągu dwudziestu minut mają opuścić zakład. Wspomina to Henryk Rafiński, który jako cywil ukrywał się w tym miejscu.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„</i><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;"><i>Kilku (SS-manów - red.) przyjechało na teren gazowni, od ulicy Dworskiej, dzisiaj Kasprzaka się nazywa. (…) Gazowo oświetlona była, bo mieli blisko zasilanie z gazowni. No i wjechali, na takim podwyższeniu stanął i taki apel zrobił. Wszyscy, którzy znajdują się na terenie gazowni, o godzinie szesnastej mają się stawić przy wieży ciśnień”</i> – wspominał w Archiwum Historii Mówionej.</span></p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/kola%C5%BC%202%20(15).png" alt="Gazownia Warszawska" width="1920" height="1080"><figcaption>Bombardowania Warszawy i naprawa sieci / Muzeum Gazowni Warszawskiej</figcaption></figure><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;"><i>„Brat miał trochę kłopotu ze mną, no bo ja miałem trzynaście lat, on miał trzydzieści lat czy tam trzydzieści jeden. W rozmowie ze znajomymi, którzy też byli na tej gazowni, to mówili: „Weź go za syna, że to twój syn jest – mówią. – Kto to będzie sprawdzał?”. I o godzinie szesnastej wszyscy się żeśmy zebrali. Oni sprawdzili, zastrzegli, że jeżeli ktoś zostanie, to zostanie uznany jako Powstaniec, więc czeka go egzekucja.”&nbsp;</i></span></p></blockquote><p><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;">Niemcy chcieli, by wszyscy wyszli z zakładu. Naprzeciw wyszedł inżynier Wacław Sobierański, kierownik jednego z oddziałów gazowni. <strong>Odmówił wykonania polecenia. </strong>Oznajmił, że zakład produkuje na potrzeby wojska niemieckiego, a rozkaz o jego wyłączeniu może podjąć jedynie oficer. &nbsp;</span></p><p><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;">Wojsko wycofał się. Nie przeszukiwali zakładu. Co więcej, podpisali listę obecności, która została powiększona o wspomniane sześćset osób. Część cywilów, głównie rodziny z dziećmi, w tym Henryka Rafińskiego, ewakuowano do Pruszkowa. Wielu pozostało w ukryciu.&nbsp;</span></p><p><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;">Według niektórych źródeł inżynier Sobierański, dotarł później do niemieckiego dowództwa komunikując (niezgodnie z prawdą), że decyzją władz cywilnych gazownia ma nadal pracować. Niemcy uwierzyli. Nikt tego nie zweryfikował. <strong>Dzięki temu udało się ocalić ukrytych mieszkańców.&nbsp;</strong></span></p><p>Ostatecznie <strong>22 września 1944 roku zakład został unieruchomiony. </strong>Wszystkich pracowników ewakuowano, a maszyny zaczęto stopniowo rozbierać i wywozić do Rzeszy. W gazowni przygotowano komorę dezynfekcyjną dla wojsk niemieckich – dlatego zakładu nie wysadzono. Jednak na sam koniec, przed opuszczeniem Warszawy, Niemcy zdążyli ją zaminować. Byli pracownicy wrócili w styczniu 1945 roku. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu udało się im przywrócić produkcję już w czerwcu tego samego roku, mimo braku wielu urządzeń.&nbsp;</p><p><span style="background-color:white;color:#1E1C1C;">Chłopiec, który w czasie Powstania wtedy krył się na terenie zakładu przed Niemcami, w 2022 roku pojawił się na otwarciu zrewitalizowanego Muzeum Gazowni Warszawskiej. Jak słyszymy od jednego z pracowników, wiekowy mężczyzna zobaczył miejsce, fragment wystawy poświęcony Powstaniu i zapłakał. Przypomniał sobie trudy sierpnia i września 1944 roku.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/551,milosc-w-cieniu-powstania-warszawskiego-za-obraczki-posluzyly-im-kolka-od-firanek"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Powstanie Warszawskie na Pradze. „Brawurowe przeprawy przez Wisłę”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/604,powstanie-warszawskie-na-pradze-brawurowe-przeprawy-przez-wisle</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/604,powstanie-warszawskie-na-pradze-brawurowe-przeprawy-przez-wisle</guid>
            <pubDate>Sun, 03 Aug 2025 17:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-powstanie-warszawskie-na-pradze-brawurowe-przeprawy-przez-wisle-1722410455.png</url>
                        <title>Powstanie Warszawskie na Pradze. „Brawurowe przeprawy przez Wisłę”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/604,powstanie-warszawskie-na-pradze-brawurowe-przeprawy-przez-wisle</link>
                    </image><description>Przebieg Powstania Warszawskiego na Pradze nie był tak spektakularny jak w innych dzielnicach. Niemniej jednak powstańcy również tam przeprowadzali efektowne akcje. O mało znanym wątku brawurowych przepraw przez Wisłę rozmawiamy z Wojciechem Ladą. - Przez Wisłę przepływali harcerze-listonosze z listami i meldunkami, czasem tą drogą ewakuowano także rannych powstańców. Były to zawsze wyczyny karkołomne - ocenia nasz rozmówca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wojciech Lada jest historykiem, dziennikarzem i autorem książek historycznych. Przez wiele lat współpracował z „Życiem Warszawy” i „Rzeczpospolitą”. Obecnie pisze przede wszystkim dla wydawnictw, ale również dla miesięczników i portali historycznych. 14 sierpnia premierę ma jego nowa książka: „Powstańczej Warszawy dzień powszedni”. W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego rozmawiamy o <strong>przebiegu walk na Pradze</strong>, o których wciąż mówi się niewiele.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://inbook.pl/powstanczej-warszawy-dzien-powszedni,id351904.html"></oembed></figure><h2>Jak wyglądały przygotowania do Powstania na Pradze?</h2><p><strong>Wojciech Lada:</strong> Bezpośrednio, tak jak wszędzie. Wydano rozkazy koncentracji oddziałów, przenoszono broń, całą Pragę podzielono na pięć rejonów, których dowódcom wyznaczono konkretne cele. Ale tak po prawdzie wszystko to właśnie było najdziwniejsze. Doskonale zdawano sobie sprawę, że w tym przypadku <strong>nie ma mowy o żadnym wyzwalaniu dzielnicy</strong>. Praga była już w tym momencie bezpośrednim zapleczem frontu w wojnie rosyjsko-niemieckiej. Zaledwie kilkanaście kilometrów dalej rozgrywała się potężna bitwa pancerna, w której brały udział tysiące czołgów i właśnie na Pragę przyjeżdżali żołnierze na krótki odpoczynek, tu były szpitale, ośrodki zaopatrzenia, tu trzymano zapasy broni i amunicji. Był to tak naprawdę olbrzymi obóz wojskowy z siłami i sprzętem zdolnymi opierać się milionowej Armii Czerwonej.&nbsp;</p><blockquote><p>- Garstka prawie wcale nie uzbrojonych powstańców miała w tym kontekście siłę rażenia komara atakującego prehistorycznego dinozaura i wszyscy mieli tego świadomość. Z jednej więc strony jeszcze przed powstaniem wydano rozsądne rozkazy, by około siedmiuset powstańców praskich zasiliło oddziały na drugim brzegu rzeki – i istotnie Prażanie walczyli na Mokotowie, Woli, Żoliborzu i w Śródmieściu. Z drugiej jednak z jakichś powodów podtrzymano rozkazy podjęcia również tutaj bezpośredniej walki. I to już była to <strong>misja samobójcza </strong>- mówi Wojciech Lada.</p></blockquote><h2>Jaki przebieg miały walki?</h2><p>Tak, jak można było się spodziewać – z punktu widzenia niemieckiego, były praktycznie niezauważalne. Mówiąc najprościej, rozkazy były takie, by powstańcy przejęli <strong>kontrolę nad wszystkimi szlakami komunikacyjnymi</strong>, umożliwiającymi przeprawę przez Wisłę. Chodziło nie tylko bezpośrednio o cztery mosty, ale też drogi do nich wiodące z całą infrastrukturą, wiadukty kolejowe na Kanale Żerańskim i ten nad ul. Targową, oraz cztery dworce kolejowe: Wschodni, Wileński, Warszawa Praga i Olszynka Grochowska. Były też inne cele, choćby koszary policyjne w Golędzinowie, czy również koszary Legii Akademickiej przy ul. 11 listopada i parę drobniejszych obiektów, najważniejsze były jednak te związane z komunikacją. Zakładano, że powstańcy zdobędą te punkty i&nbsp; utrzymają je ile tylko się da, a kiedy już nie wytrzymają niemieckiego nacisku, po prostu przejdą przez mosty i <strong>zasilą powstanie na Czerniakowie czy Powiślu.</strong>&nbsp;</p><blockquote><p>- Wybitny historyk powstania, ale też jego uczestnik, Lesław M. Bartelski pisał wprost, że plany te sprawiają wrażenie, jakby przygotowywali je ludzie, łagodnie mówiąc, oderwani od rzeczywistości. I rzeczywiście – zazwyczaj wystarczało kilka serii z niemieckich cekaemów, czy strzałów z pociągów pancernych, by powstańcy wycofywali się i nie podejmowali już podobnych prób. Nie osiągnięto, a w każdym razie nie utrzymano, ani jednego celu. Po prostu nie istniała taka możliwość - podkreśla.</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/487,to-on-przyczynil-sie-do-upadku-powstania-warszawskiego-niemiecki-autor-opisal-spowiedz-nazistowskiej-bestii"></oembed></figure><h2>Jakie miejsca udało się zdobyć Powstańcom?</h2><p>O dziwo, kilka takich istotnie było. Zajęto na przykład budynek PAST-y przy ul. Ząbkowskiej 15, gmach Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych przy ul. Wileńskiej, szkołę przy ul. Bartniczej… Ale uczciwie mówiąc, być może poza PASTą, o którą stoczono istotnie efektowną i efektywną bitwę, nie były to realne sukcesy. Szkoła nie była obsadzona przez siły niemieckie i kilku spotkanych przypadkowo żołnierzy Wehrmachtu dało się dość łatwo rozbroić, a do budynku DOKP powstańcy dostali się po prostu, otwierając drzwi kluczem, który chwilę wcześniej znaleźli w komisariacie granatowej policji. Zajęto też opuszczony budynek rzeźni miejskiej przy ul. Sierakowskiego, zespół szkół przy ul. Kawęczyńskiej…&nbsp;</p><blockquote><p>- Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie te zdobycze udało się powstańcom <strong>utrzymać przez jakieś trzy, może cztery godziny</strong>. Kiedy tylko Niemcy orientowali się w sytuacji i wysyłali do tych obiektów swoje oddziały, powstańcy po prostu z nich uciekali. W każdym razie rankiem 2 sierpnia w rękach powstańców nie znajdował się już żaden istotny strategicznie obiekt - wskazuje historyk.</p></blockquote><h2>Plany powstania na Pradze były więc nierealne już na starcie. Gdzie popełniono błąd? Czy w ogóle istniała możliwość podjęcia walki po tej stronie Wisły?</h2><p>Otwarta walka nie miała najmniejszego sensu, ale to nie znaczy, że nie miała go walka w ogóle. Być może rozsądniejsze byłoby po prostu kontynuowanie tego, co robiono z powodzeniem przez praktycznie całą okupację, czyli przeprowadzanie działań dywersyjnych. Trudno z dzisiejszej perspektywy oceniać szanse ich powodzenia, ale wydaje się, że akcje przebranych w niemieckie mundury „komandosów” pozwoliłyby tu i ówdzie rozsadzić tory, wykoleić pociąg, czy unieszkodliwić cięższą artylerię. Tym bardziej, że <strong>polskie podziemie było w takich działaniach doskonałe i piekielnie skuteczne</strong>. To oczywiście za mało, by zmienić bieg wypadków, ale jednak więcej niż osiągnięto przeprowadzając ataki.</p><h2>Powstanie na Pradze trwało formalnie cztery dni i straty na szczęście nie były tu wielkie. Co działo się dalej z setkami żołnierzy podziemnej armii z Pragi?</h2><p>Przede wszystkim w walkach wzięło ich udział około sześćdziesięciu procent – pozostali z jakichś powodów nie stawili się miejsca koncentracji. Po zaprzestaniu walk jakaś część, nie wiadomo dokładnie ilu, po prostu wróciło do domów, większość jednak starała się zachować gotowość bojową i oddziały zasadniczo zachowały swoją strukturę. Starali się walczyć na miarę możliwości – śledzili sytuację na froncie i przekazywali meldunki do dowództwa, pomagali rannym i uciekinierom z drugiego brzegu… Spora jednak część była zdecydowana walczyć dalej i ci właśnie podjęli jedną z najmniej znanych, a <strong>najbardziej efektownych i brawurowych akcji, czyli przepraw przez Wisłę</strong>. Wbrew pozorom komunikacja między oboma brzegami rzeki utrzymywała się nieustannie. Przez Wisłę przepływali harcerze-listonosze z listami i meldunkami, czasem tą drogą ewakuowano także rannych powstańców. Były to zawsze wyczyny karkołomne.&nbsp;</p><blockquote><p>- Na wieżyczkach mostu Poniatowskiego Niemcy ustawili karabiny maszynowe i dużym zasięgu, a w nocy rzekę przeczesywały nieustannie potężne reflektory – tak mocne, że widzieli jak na dłoni nawet obiekty będące daleko za dzisiejszym mostem Łazienkowskim. Gdzie zaś światła reflektorów nie sięgały, w regularnych odstępach wystrzeliwali race. Do tego Wisłę nieustannie patrolowały motorówki, również uzbrojone w karabiny maszynowe, a od pewnego momentu Niemcy zaminowali niektóre odcinki nabrzeża - zaznacza.</p></blockquote><p>A mimo to z Pragi na lewy brzeg <strong>przedostało się w sumie kilkuset powstańców</strong>. Przepraw dokonywano na wysokości Choszczówki – tu żołnierze zasilali oddziały z Puszczy Kampinoskiej. Główny jednak szlak przerzutowy prowadził z Gocławia na Siekierki, mniej więcej na wysokości Jeziorka Czerniakowskiego. Czasem były to pojedyncze przeprawy, ale bywało, że jednej nocy obracano w tę i z powrotem nawet przez siedem, osiem godzin. W tym przypadku prascy powstańcy włączali się zazwyczaj do walk na Sadybie i Mokotowie.</p><h2>Jakie były dalsze losy dowódcy powstania na Pradze, ppłk Antoniego Żurowskiego?</h2><p>Ostatecznie dożył późnej starości i zmarł w pod koniec lat osiemdziesiątych, mając osiemdziesiąt pięć lub nawet dziewięćdziesiąt lat – znane są różne daty jego urodzenia. Ale niezależnie od wieku, to że <strong>w ogóle przeżył należy uznać za cud</strong>. W jego powojennej biografii nie wszystko jest do końca jasne, ale co najmniej kilkanaście kolejnych lat przeżył bardzo burzliwie. Początkowo ujawnił się, zgodził się nawet wydać odezwę do swoich podkomendnych, w której namawiał ich na to samo. Podobno były nawet plany stworzenia z praskich powstańców osobnego oddziału, który pomaszerowałby na Berlin z armią gen. Berlinga. Nic jednak z tych planów nie wyszło, a Żurowski już w listopadzie tego samego roku został aresztowany. Nie wiadomo, czy był torturowany, wiadomo jednak, że przesłuchiwał go słynny później Józef Światło. Po mniej więcej roku odsiadki otrzymał dwukrotny wyrok śmierci, od którego uwolniła go osobista interwencja Mariana Spychalskiego – ostatecznie skazano go na dziesięć lat więzienia.&nbsp;</p><blockquote><p>- Później jego biografia staje się trochę niejasna. Na pewno został odbity przez żołnierzy WiN 26 lipca 1945 i według jednej wersji ponownie ujawnił się, według innej – przez kolejne lata ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem. To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne, bo przecież ciążył na nim wyrok. Jakkolwiek było, <strong>dopiero w 1958 roku został uniewinniony </strong>- podsumowuje Wojciech Lada.</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/611,godzina-w-nie-tylko-w-warszawie-o-ktorej-zawyja-syreny"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Aż 34 proc. Polaków żyje w przeludnionych lokalach. Najnowszy raport dot. mieszkalnictwa]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3769,az-34-proc-polakow-zyje-w-przeludnionych-lokalach-najnowszy-raport-dot-mieszkalnictwa</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3769,az-34-proc-polakow-zyje-w-przeludnionych-lokalach-najnowszy-raport-dot-mieszkalnictwa</guid>
            <pubDate>Thu, 24 Jul 2025 19:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-co-trzeci-polak-jest-za-biedny-na-kupno-czy-najem-mieszkania-najnowszy-raport-dot-mieszkalnictwa-1753354442.jpg</url>
                        <title>Aż 34 proc. Polaków żyje w przeludnionych lokalach. Najnowszy raport dot. mieszkalnictwa</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3769,az-34-proc-polakow-zyje-w-przeludnionych-lokalach-najnowszy-raport-dot-mieszkalnictwa</link>
                    </image><description>Przeciętny Polak to biedak, pracujący jedynie za połowę swojej pensji. Druga część idzie na mieszkanie: czynsz lub ratę kredytu. Z nowego raportu, przygotowanego przez organizację Habitat for Humanity Poland, nt. sytuacji mieszkaniowej w Polsce wynika jasno: mamy za mało by żyć, acz za dużo by umrzeć.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Za mało by żyć, za dużo by umrzeć w wersji polskiej</h2><p>Średnio <strong>co trzeci Polak</strong> jest zbyt biedny na najem lub kupno mieszkania z kredytu, acz tym samym jest za bogaty na wsparcie socjalne. Zdaniem Habitat for Humanity Poland, czyli autorów raportu dot. sytuacji mieszkaniowej w naszym kraju za rok 2025, Polki i Polacy pracują głównie po to, aby mieć gdzie mieszkać. Aż 14 proc. obywateli ma na ten cel przeznaczać <strong>ponad połowę pensji</strong> — ku uciesze rentierów i deweloperów.</p><p>Ponad jedna czwarta społeczeństwa identyfikuje się z tzw. <span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„luką czynszową”, to znaczy zarabia zbyt mało, by wynająć lub kupić mieszkanie na rynku prywatnym, ale zbyt dużo, by otrzymać wsparcie mieszkaniowe.&nbsp;</span></p><blockquote><p>- Dodatkowo co 10. badany deklaruje, że z konieczności ekonomicznej dzieli lokum z osobami, z którymi nie chce mieszkać. Co 5. osoba czuje, że mieszkanie nie spełnia jej potrzeb. Z kolei aż <strong>34 proc. społeczeństwa żyje w przeludnionych lokalach</strong> — wyjaśnia Justyna Nakielska, starsza eksperta ds. mieszkalnictwa Habitat for Humanity Poland.</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3694,bogaci-lokatorzy-mieszkan-komunalnych-czy-ofiary-systemu-lewica-pod-presja-aktywistow-mieszkaniowych"></oembed></figure><p>Warto dodać, że zgodnie z danymi Eurostatu za rok 2023, na które powołuje się Nakielska, Polska ze swoim problemem przeludnienia lokali znajduje się w elitarnym gronie takich krajów jak: Serbia, Albania, Łotwa, Bułgaria czy Macedonia Północna. Sąsiadujący z nami Czesi lub Niemcy znajdują się w zdecydowanie lepszej sytuacji. Średnia unijna wynosi 17 proc.</p><blockquote><p style="text-align:justify;"><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„</span>Dzieci wychowywane w przeludnionych domach czy mieszkaniach mają gorsze wyniki w nauce, większe ryzyko chorób oraz trudniejszy start społeczny i edukacyjny<span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">” — czytamy w raporcie</span>.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1050/1050;" src="https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/images/thumb/b/b8/M1Overcrowding_rate%2C_2023.png/1050px-M1Overcrowding_rate%2C_2023.png" width="1050" height="1050"></figure><h2>Luka czynszowa dobija Polaków</h2><p>Zgodnie z wynikami raportu, aż <strong>47 proc.</strong> ankietowanych przyznaje, że wydatki na mieszkanie (czynsz lub rata kredytu) zabierają im od 30 do 50 proc. dochodów. Niestety odsetek ludzi z tym problemem stale rośnie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1600/900;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/07/24/habitat-for-humanity-sytuacja-mieszkaniowa-inforgrafika-1.png" width="1600" height="900"></figure><p>Ok. 11 proc. respondentów uważa, że stać ich na stabilny, długoterminowy najem. Niestety liczba ta w ciągu trzech lat zmniejszyła się o połowę. Jeszcze w 2022 roku niemal 1/4 wszystkich ankietowanych uważała, że są finansowo stabilni.</p><p>Tej sytuacji nie pomagają również bardzo wysokie czynsze, które w przypadku Warszawy potrafią równać się racie kredytu hipotecznego — którego przypomnijmy, nie każdy jest w stanie otrzymać od banku.</p><p>Zdaniem autorów raportu, coraz popularniejsze staje się życie w domu rodzinnym — z mamą i tatą. Eksperci takich ludzi określają mianem gniazdowników. Wyrwanie się na swoje nie gwarantuje sukcesu, ponieważ z problemami borykają się także osoby wracające do rodziny, ponieważ ekonomiczne realia mieszkaniowe ich pokonały.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3556,deweloperzy-zbudowali-mniej-mieszkan-niz-rok-temu-gdzie-najwiecej"></oembed></figure><h2>Brak mieszkania opóźnia założenie rodziny</h2><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">Kiepskie warunki mieszkaniowe lub brak mieszkania od lat należą do niechlubnej czołówki najważniejszych problemów życiowych dla osób mieszkających w Polsce. Przed nimi są tylko wysokie koszty życia, niskie zarobki i źle działający publiczny system ochrony zdrowia. Innymi słowy, życie w Polsce jest<strong> drogie, byle jakie i krótkie</strong> w porównaniu do innych krajów Zachodu.</span></p><p>Zdaniem autorów raportu od posiadania stabilnej sytuacji mieszkaniowej Polacy uzależniają wiele decyzji w życiu, np.:</p><ul><li>zmianę pracy;</li><li>założenie lub powiększenie rodziny;</li><li>zadbanie o swoje zdrowie, w tym psychiczne.</li></ul><p>Według wyliczeń ekspertów z Habitat for Humanity Poland, 29 proc. młodych Polaków za źródło braku rodziny podaje niestabilność mieszkaniową.</p><blockquote><p>– Nie ma poczucia bezpieczeństwa i dobrostanu bez odpowiedniego miejsca do życia. Mieszkanie, na które nas stać, niepochłaniające większej części naszej pensji, dobrze wentylowane czy ogrzewane,&nbsp;niezagrażające naszemu życiu oraz zdrowiu – to podstawa. Nie tylko w przypadku zakładania rodziny. Gdy mamy dach nad głową i komfortowe, godne warunki życia, możemy myśleć o rozwoju, planować przyszłość. Jeżeli tak się nie dzieje, mamy poczucie ciągłej walki i wykluczenia<i>&nbsp;</i>–<i>&nbsp;</i>zaznacza Justyna Nakielska.</p></blockquote><h2>Pomóc może państwowe budownictwo</h2><p>W Polsce brakuje ok. 2 mln dostępnych cenowo lokali. Luka ta wypełniania niemalże wyłącznie przez prywatne firmy deweloperskie sprawia, że nowe mieszkania są zbyt drogie dla większości z nas. Odpowiedzią na to są inwestycje państwowe. W przypadku Warszawy możemy mówić o budowaniu kolejnych TBS-ów czy przekazywania środków na remont kamienic lub PRL-owskich bloków. Wzorem dla naszej stolicy może być Wiedeń, gdzie ponad 60 proc. mieszkańców, czyli 1,2 mln, korzysta z lokali społecznych.</p><p>Mimo że większość badanych oczekuje od władz krajowych i samorządowych zmian i pomocy w uzyskaniu mieszkania, prywatna deweloperka wydaje się dla naszych rządzących jedynym rozsądnym wyjściem — niestety.</p><p>Całość raportu można pobrać ze <a href="https://habitat.pl/raport-2025/"><strong>strony internetowej Habitat for Humanity Polnad</strong></a>.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3561,miasto-ktore-przestalo-byc-dla-swoich-za-warszawska-pensje-kupisz-tylko-0-6-m2"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Darmowa komunikacja dla uczniów. PiS wraca z projektem, ale radni Lewicy i KO mówią „nie”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3505,darmowa-komunikacja-dla-uczniow-pis-wraca-z-projektem-ale-radni-lewicy-i-ko-mowia-nie</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3505,darmowa-komunikacja-dla-uczniow-pis-wraca-z-projektem-ale-radni-lewicy-i-ko-mowia-nie</guid>
            <pubDate>Wed, 25 Jun 2025 19:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-darmowa-komunikacja-dla-uczniow-pis-wraca-z-projektem-ale-radni-lewicy-i-ko-mowia-nie-1750872375.jpg</url>
                        <title>Darmowa komunikacja dla uczniów. PiS wraca z projektem, ale radni Lewicy i KO mówią „nie”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3505,darmowa-komunikacja-dla-uczniow-pis-wraca-z-projektem-ale-radni-lewicy-i-ko-mowia-nie</link>
                    </image><description>Darmowa komunikacja miejska dla uczniów do 21. roku życia — to pomysł warszawskich radnych z klubu PiS. Projekt, który od roku krąży po miejskich komisjach, jutro trafi na głosowanie podczas XXII sesji Rady Warszawy. Szanse na jego przyjęcie są jednak znikome. Radni KO i Lewicy mają ku temu konkretne powody.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>PiS przypomina o obietnicach Trzaskowskiego</h2><p>Pełny tytuł projektu to: <i>„Uchwała rady miasta stołecznego Warszawy zmieniająca uchwałę w sprawie ustalenia cen za usługi przewozowe środkami lokalnego transportu zbiorowego w m. st. Warszawie”</i> (nr <strong>513+A</strong>). W praktyce chodzi o wprowadzenie <strong>darmowych </strong>przejazdów komunikacją miejską dla uczniów szkół ponadpodstawowych do 21. roku życia, ważnych do 30 września każdego roku. Uprawniałaby do tego legitymacja szkolna. Uchwała miałaby wejść w życie w ciągu dwóch miesięcy od ogłoszenia.</p><p>Pomysłodawcami są warszawscy radni PiS, m. in. Christian Młynarek. Projekt złożono pod koniec 2024 roku, a w uzasadnieniu odwołano się do wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego z 2018 roku, wygłoszonej w VIII LO im. Władysława IV:</p><blockquote><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„Chcielibyśmy, tak samo jak dla uczniów szkół podstawowych, wprowadzić <strong>darmową komunikację dla wszystkich uczniów szkół średnich</strong> w Warszawie. Zdajemy sobie sprawę, że wydatek na komunikację publiczną często jest dosyć sporą pozycją w budżecie rodziny. Stąd nasza deklaracja, że takie darmowe karty miejskie również <strong>obejmą w czasie przyszłej kadencji wszystkich uczniów szkół średnich w Warszawie</strong>”.</span></p></blockquote><p>Minęło sześć lat, a darmowych przejazdów dla uczniów szkół średnich nadal nie wprowadzono.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3517,390-km-h-na-ekspresowce-s79-w-warszawie-nagral-swoj-wyczyn-telefonem-i-wrzucil-do-sieci"></oembed></figure><h2>Radni i urzędnicy patrzą niechętnie na uchwałę</h2><p>Projekt uchwały, jak każdy inny dokument tego typu, zanim zostanie przedstawiony radnym i poddany głosowaniu, powinien otrzymać opinie poszczególnych komórek urzędu, w tym przypadku m. in. skarbnika. To oczywiście trwa. Tym samym zaproponowany w grudniu 2024 roku projekt, będzie czytany i głosowany dopiero 26 czerwca 2025 roku — czyli jutro.</p><p>Wczoraj (24 czerwca) odbyło się ostatnie posiedzenie komisji infrastruktury i inwestycji, która również musiała wydać swoją opinię. Do tej pory projekt 513+A otrzymał negatywną opinię m. in. z Biura Funduszy Europejskich i Polityki Rozwoju. Skarbnik miasta co prawda wydał opinię pozytywną, ale z zastrzeżeniem, że konieczne będzie ograniczenie innych wydatków — m. in. na inwestycje i remonty.</p><p>Według wyliczeń ratusza darmowe przejazdy kosztowałyby Warszawę <strong>ok. 65 mln zł rocznie</strong>. Kwotę tę uzyskano, mnożąc liczbę uczniów szkół ponadpodstawowych (ok. 127 tys.) przez dane sprzedaży biletów z 2024 roku.</p><p>Również komisja infrastruktury podzieliła te obawy. Zdecydowana większość radnych zagłosowała za negatywną opinią. <strong>Przeciwko był jedynie radny Młynarek z PiS</strong>. Radni Lewicy-Miasto Jest Nasze wstrzymali się od głosu.</p><blockquote><p>- Uważam ten pomysł za zasadny. Ta propozycja odciąży portfele warszawiaków, zwłaszcza rodzin. Ponadto potrzebujemy takiego projektu, aby budować w młodych ludziach zdrowe nawyki. Projekt nie jest bezkosztowy, acz wskazane 65 mln zł są <strong>moim zdaniem zbyt wysokie</strong>, a <strong>statystyki nierealne</strong>. Część uczniów chodzi piesze, jeździ z rodzicami lub własnymi autami. Koszty będą wysokie, ale na pewno nie 65 mln zł - mówił na posiedzeniu komisji radny Młynarek.</p></blockquote><p>Nikogo, poza sobą samym, nie przekonał. Jednak w werdykcie komisji, gdzie trzej z czterech przewodniczących to radni Koalicji Obywatelskiej, jest coś więcej niż złośliwość i wrogość partyjna. Z argumentami zgodzili się również radni Lewicy-MJN.&nbsp;</p><h2><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„</span>Dlaczego Warszawa ma dokładać do budżetu Łodzi?<span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">”</span></h2><p>Pierwszy z argumentów to oczywiście finanse. Warszawa — według urzędników — nie ma rezerw, by pokryć dodatkowy koszt 65 mln zł rocznie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że ceny biletów z roku na rok nie rosną, podobnie jak pula pasażerów. Otwarcie w następnych latach kolejnych stacji metra czy linii tramwajowych również będzie generować koszty, na wydatki bieżące.&nbsp;</p><p>Drugi problem to potencjalne konflikty społeczne. Uchwała obejmuje tylko uczniów do 21. roku życia, co wyklucza np. studentów i absolwentów szkół artystycznych — mimo że są w tym samym wieku. Zdaniem przeciwników to przepis na falę niezadowolenia.</p><blockquote><p>- Ponadto ta uchwała nie bierze pod uwagę absolwentów szkół artystycznych. Tym samym, podobnie jak studenci nie byliby oni brani pod uwagę co do darmowych przejazdów. Naszym zdaniem jest zbyt wiele podmiotów i grup, które mogą zaprotestować. Za te 65 mln złotych można by uruchomić <strong>10 całkowicie nowych linii autobusowych</strong> — komentował Waldemar Lasek, zastępca dyrektora biura funduszy.</p></blockquote><p><strong>Po trzecie</strong> relatywnie niskie ceny biletów, nawet w porównaniu do innych polskich miast jak Kraków czy Poznań.</p><p>Czwarta sprawa: 1/3 uczniów warszawskich szkół średnich mieszka poza miastem. A wśród nich są także uczniowie z... Łodzi.</p><blockquote><p>- Jesteśmy w innych realiach transportowych, niż w 2018 roku. Dla zwykłego licealisty koszt biletu 90-dniowego to 125 zł. Tak niską cenę utrzymujemy od lat. Dodatkowo ok. 1/3 potencjalnych beneficjentów nawet nie pochodzi z Warszawy, a np. z Łodzi. <strong>Dlaczego warszawiacy mają dokładać się do budżetu Łodzi? </strong>Takiej inicjatywy oczekujemy raczej od prezydenta, a projekt nie może być pojedynczym pomysłem, a cegiełką szerszej strategii — podsumował radny Piotr Wertenstein-Żuławski z KO, przewodniczący komisji.</p></blockquote><h2>Głosowanie jutro. Wynik raczej znany</h2><p>Tym samym komisja infrastruktury wyraziła opinię negatywną. Jutro, 26 czerwca na XXII sesji odbędzie się głosowanie nad tym projektem. Temat uchwały zostanie podjęty w punkcie 12,&nbsp;</p><p>Komisja infrastruktury wydała opinię negatywną. Jutro, 26 czerwca, podczas XXII sesji Rady Warszawy projekt zostanie poddany pod głosowanie – jako punkt 12 porządku obrad, czyli niemalże na samym końcu. Warto dodać, że warszawskie sesje potrafią trwać długimi godzinami.&nbsp;</p><p>Szanse na przyjęcie uchwały są znikome. Być może jednak temat wróci — w nowej formie, przygotowanej przez prezydenta Trzaskowskiego.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3509,co-dalej-z-przedszkolem-w-nowych-wlochach-dyrektorka-rezygnuje-z-funkcji-czesc-wychowawczyn-odchodzi"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Śmiertelny wypadek na Modlińskiej. Nie żyją dwie osoby]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3148,smiertelny-wypadek-na-modlinskiej-nie-zyja-dwie-osoby</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3148,smiertelny-wypadek-na-modlinskiej-nie-zyja-dwie-osoby</guid>
            <pubDate>Thu, 15 May 2025 08:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-smiertelny-wypadek-na-modlinskiej-nie-zyja-dwie-osoby-1747290367.png</url>
                        <title>Śmiertelny wypadek na Modlińskiej. Nie żyją dwie osoby</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3148,smiertelny-wypadek-na-modlinskiej-nie-zyja-dwie-osoby</link>
                    </image><description>Tragiczny wypadek na Modlińskiej 140. Przed godziną 22 przed Mostem Północnym w kierunku Legionowa doszło do śmiertelnego wypadku, w którym zginęły dwie osoby, kobieta i mężczyzna w wieku 30-35 lat. Siedzieli w jednym samochodzie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na ulicach Warszawy w nocy ze środy na czwartek doszło do kolejnego śmiertelnego wypadku. Tym razem przy adresie Modlińska 140, przed Mostem Północnym w kierunku Legionowa zderzyły się trzy samochody. Niestety i tym razem mamy do czynienia z wypadkiem śmiertelnym.</p><blockquote><p>- Do zdarzenia doszło ok. godz. 21:40. Brały w nim udział trzy samochody osobowe. Na miejscu zespoły ratownictwa medycznego znalazły w mercedesie dwie martwe osoby. Są to kobieta i mężczyzna, w wieku od 30-35 lat - informuje nas Piotr Owczarski, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego <span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„</span>Meditrans<span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">” </span>w Warszawie.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/05/15/kolaż 2.png" width="1920" height="1080"><figcaption>Policja nadal ustala przyczyny i przebieg wypadku / źródło: WSPRiTS <span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„</span>Meditrans<span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">”</span> SPZOZ w Warszawie</figcaption></figure><p>W wypadku brała udział także trzecia osoba, na szczęście nie wymagała ona hospitalizacji.&nbsp;</p><blockquote><p>- Mercedes jechał ulicą Modlińską w stronę ul. Światowida. Za zjazdem z wiaduktu nad mostem Marii Skłodowskiej-Curie, z nieustalonych przyczyn zjechał na pas rozdzielający jezdnię. Najpierw uderzył w słup latarni ulicznej, a potem zderzył się czołowo z volvo, który jechał drugim pasem — wyjaśnia nadkom. Paulina Onyszko, oficer prasowy KRP VI.</p></blockquote><p>Trzecim pojazdem, który brał udział w wypadku, był samochód marki renault. Uderzyły w niego fragmenty volvo i mercedesa. Na szczęście kierowcy nic się nie stało.</p><p>Obecnie sprawą zajmuje się prokuratura, która zleciła sekcję zwłok ofiar wypadku.&nbsp;</p><p>Kierowcy volvo oraz renault byli trzeźwi.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3147,tragiczny-wypadek-na-s2-pod-warszawa-bus-uderzyl-w-tir-a-piec-osob-nie-zyje"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tragiczny wypadek na S2 pod Warszawą. Bus uderzył w TIR-a. Pięć osób nie żyje]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3147,tragiczny-wypadek-na-s2-pod-warszawa-bus-uderzyl-w-tir-a-piec-osob-nie-zyje</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3147,tragiczny-wypadek-na-s2-pod-warszawa-bus-uderzyl-w-tir-a-piec-osob-nie-zyje</guid>
            <pubDate>Thu, 15 May 2025 07:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-tragiczny-wypadek-na-s2-pod-warszawa-bus-uderzyl-w-tir-a-piec-osob-nie-zyje-1747652940.png</url>
                        <title>Tragiczny wypadek na S2 pod Warszawą. Bus uderzył w TIR-a. Pięć osób nie żyje</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3147,tragiczny-wypadek-na-s2-pod-warszawa-bus-uderzyl-w-tir-a-piec-osob-nie-zyje</link>
                    </image><description>W nocy na trasie S2 tuż pod Warszawą doszło do tragicznego wypadku. Bus jednej z firm kurierskich uderzył stojącego TIR-a. Pięć osób nie żyje. Obwodnica Warszawy, od węzła Konotopa do węzła Opacz jest wyłączona. Tworzą się ogromne korki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Tragiczny wypadek na obwodnicy Warszawy. </strong>Około godziny 1:50 na wysokości węzła Konotopa (w kierunku Piaseczna) bus jednej z firm kurierskiej wjechał z dużą prędkością w tył stojącej na poboczu ciężarówki. Jak informuje Policja, pięć osób nie żyje, trzy są ranne. <strong>Wszyscy to pasażerowie busa. </strong>Ofiarami wypadku są trzy kobiety oraz dwóch mężczyzn narodowości polskiej. &nbsp;&nbsp;</p><p>- <i>Około godziny 1:50 kierowca busa z nieustalonych dotąd przyczyn wjechał w tył ciężarówki stojącej na prawej, skrajnej części pobocza drogi</i> - informuje Komenda Stołeczna Policji. Busem kierował 53-letni obywatel Litwy. Jak podała Policja, obaj kierowcy byli trzeźwi. &nbsp;<span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(34,34,34);">Do szpitala przewieziono dwie kobiety w wieku 46 i 66 lat, a także kierowcę busa. &nbsp;</span></p><blockquote><p>- Działaliśmy między godziną 2 a 5 rano. W trakcie działań zadysponowano cztery zastępy PSP i trzy OSP. W początkowej fazie działań wykonywaliśmy dostęp do osób uwiezionych we wraku i przekazywaliśmy poszkodowanych ratownikom. Niestety wskutek tego zdarzenia śmierć poniosło pięć osób, a trzy zostały ranne - przekazał nam <strong>bryg. Karol Kroć, </strong><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(27,27,27);">Rzecznik Prasowy Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.&nbsp;</span></p></blockquote><p><strong>Informacje przekazał także Jacek Dobrzyński, rzecznik MSWiA.</strong></p><p><strong>Jak ustaliliśmy, samochód był zarejestrowany do przewozu do dziewięciu osób.&nbsp;</strong></p><blockquote><p><strong>- Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący busem z nieustalonych przyczyn uderzył w tył stojącej naczepy ciężarówki. Ciężarówka uległa awarii, a pojazd był oznakowany trójkątem ostrzegawczym - przekazała nam </strong><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(0,0,0);">podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja z Komendy Powiatowej Policji Warszawa-Zachód.&nbsp;</span></p></blockquote><p><strong>Na miejscu pracują biegli z zakresu wypadków, a także przedstawiciele Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie.&nbsp;</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3103,morderstwo-na-uniwersytecie-kulisy-zatrzymania-mieszka-r"></oembed></figure><blockquote><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(15,20,25);">- Tragiczny wypadek na S2 w pobliżu miejscowości Konotopa pod Warszawą. Jadący w kierunku stolicy bus InPost uderzył w zaparkowanego TIR-a. Busem podróżowało 8 osób, 5 to ofiary śmiertelne, 3 zostały ranne. Na miejscu tragedii pomocy udzielało 20 strażaków. Policjanci wyjaśniają okoliczności i ustalają przyczyny tej tragedii - przekazał na platformie X.&nbsp;</span></p></blockquote><h2><strong>Wypadek na S2: Ruch jest całkowicie wyłączony</strong></h2><p>Ruch na S2 w kierunku Piaseczna jest zablokowany. Na miejscu cały czas pracują służby. Jak poinformowała nas GDDKiA, trasa S2 jest zamknięta od węzła Konotopa do węzła Opacz. - <i><strong>Zator na A2 (od strony Łodzi do węzła) ma w tej chwili około 5 kilometrów). Z kolei zator na S8, od strony Marek, ma 2 km. Kierowców jadących od strony Łodzi kierujemy na trasę DK 50</strong></i> - przekazała nam Małgorzata Tarnowska z GDDKiA.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://x.com/Policja_KSP/status/1922891027502756070"></oembed></figure><p><strong>Oświadczenie w sprawie wypadku wydała też firma InPost. </strong>Jak przekazał rzecznik, samochód nie należy do spółki. Współpraca między InPost a firmą będącą podwykonawcą została zakończona w 2022 roku. Od tego czasu, z nieustalonych powodów, nie została ściągnięta okleina z logotypami marki.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fake newsy, kłamstwa i ksenofobia. Morderstwo na UW i rosyjska dezinformacja]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3106,fake-newsy-klamstwa-i-ksenofobia-morderstwo-na-uw-i-rosyjska-dezinformacja</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3106,fake-newsy-klamstwa-i-ksenofobia-morderstwo-na-uw-i-rosyjska-dezinformacja</guid>
            <pubDate>Fri, 09 May 2025 17:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-fake-newsy-klamstwa-i-ksenofobia-morderstwo-na-uw-i-rosyjska-dezinformacja-1746804423.jpg</url>
                        <title>Fake newsy, kłamstwa i ksenofobia. Morderstwo na UW i rosyjska dezinformacja</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3106,fake-newsy-klamstwa-i-ksenofobia-morderstwo-na-uw-i-rosyjska-dezinformacja</link>
                    </image><description>Środowe morderstwo, jakiego dokonano na Kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, obnażyło istotny problem — podatność na manipulacje i dezinformacje. Bardzo szybko sprawca napaści, młody, 22-letni Mieszko R. został Dmytro Budchykiem, poszukiwanym ukraińskim przestępcą. Tragedia z 7 maja została szybko wykorzystana przez prorosyjskich dezinformatorów do wzmocnienia antyukraińskich nastrojów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Morderstwo w Warszawie i fala dezinformacji</h2><p><span style="color:black;">Niedawnej tragedii, do jakiej doszło na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, towarzyszyło niepokojące zjawisko. W odróżnieniu od grupki studentów, którzy relacjonowali między sobą wydarzenia ze środy 7 maja, większość Polaków o tym makabrycznym morderstwie dowiedziała się z komunikatu służb lub doniesień medialnych. Mimo oczywistego chaosu informacyjnego, przez pewien czas nie był znany nawet wiek ofiary, do opinii publicznej niemalże od razu przekazano dwa komunikaty: sprawcą był młody mężczyzna oraz że był Polakiem. Niestety ta druga informacja, podawana niezależnie przez policję i dziennikarzy, niemalże natychmiast została podana w <strong>wątpliwość</strong>.</span></p><p><span style="color:black;">Najlepiej ten dziwny mechanizm wyparcia obrazują komentarze internautów </span><a href="https://x.com/Policja_KSP/status/1920175584476385348"><span style="color:#3498db;">pod policyjnym komunikatem</span></a><span style="color:black;">. O godzinie 19:55, na platformie X stołeczna policja przekazała, że:&nbsp;</span><span style="background-color:white;color:#202122;">„do zdarzenia doszło ok. godz. 18:40, to wtedy na teren Kampusu Uniwersytetu Warszawskiego wtargnął mężczyzna i zaatakował siekierą znajdujące się tam osoby. <strong>To 22-letni obywatel Polski</strong>”. Komentujący żądali podania narodowości sprawcy, wszak teoretycznie obywatelem Polski można być niezależnie od narodowości, inni od razu dopatrywali się oszustwa ze strony służb, czy wreszcie krycia sprawcy, który „wiadomo”, że musi być Ukraińcem.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:903/190;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/05/09/Zrzut ekranu 2025-05-09 162539.png" width="903" height="190"><figcaption>Tego typu komentarzy pod wpisem warszawskiej policji jest nadal bardzo dużo / źródło: X</figcaption></figure><p><span style="background-color:white;color:#202122;">To właśnie ta narracja, jakoby mordercą był nie Mieszko R., a poszukiwany ukraiński przestępca<strong> Dmytro Budchyk</strong>, przez wiele godzin stała się tą <strong>dominującą</strong>. Fałszywe informacje odnośnie napaści zaczęły rozszerzać się po mediach społecznościowych, zwłaszcza na platformie X. Dla wielu osób cierpiących na efekt potwierdzenia względem swoich uprzedzeń do obcokrajowców, te rewelacje były właśnie tym, czego oczekiwali. Bezbronna Polka zamordowana siekierą przez okrutnego Ukraińca. Nawet wyciek nieocenzurowanych materiałów wideo i zdjęć sprawcy nie zatrzymały tej fali dezinformacji.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3108,morderstwo-na-uw-przyjaciele-zorganizowali-zbiorke-dla-rodziny-pani-malgosi"></oembed></figure><h2><span style="background-color:white;color:#202122;">Antyukraińska narracja to nie przypadek</span></h2><p><span style="background-color:white;color:#202122;">Okazuje się, że nie był to tylko przypadek spontanicznej ksenofobii, której w internecie, zwłaszcza na platformie X, jest dosyć dużo, a celowe działanie.</span></p><blockquote><p>- Nie jest to pierwszy przykład zdarzenia, które jest niesłusznie przypisywane obywatelowi Ukrainy. Wcześniej robiono to, chociażby z licznymi śmiertelnymi wypadkami drogowymi. Wiadomo, że w naszej przestrzeni medialnej i w internecie działają zewnętrzni dezinformatorzy związani z Rosją czy Białorusią. Niestety mamy też do czynienia z <strong>dezinformatorami wewnętrznymi</strong>, którzy wykorzystują takie tragedie do własnych celów politycznych czy ideologicznych — komentuje w rozmowie z Raportem Warszawskim <strong>Michał Marek</strong>, kierownik Zespołu Analiz Zagrożeń Zewnętrznych z NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa Państwowy Instytut Badawczy).</p></blockquote><p>Przeważnie mamy do czynienia z dobrze znanym scenariuszem. Agenci wpływów obcych krajów, głównie inspirowani z Moskwy i Mińska, starają się wykorzystać każdą tragedię czy przestępstwo do stymulowania antyukraińskich nastrojów w Polsce. Do radykalizacji i antagonizowania Polaków wobec Ukraińców. Jednak w przypadku Mieszka R. sytuacja wygląda <strong>nieco inaczej</strong>.&nbsp;</p><blockquote><p>- Nie dostrzeżono w tym przypadku nadmiernej aktywności podmiotów zewnętrznych. <strong>Źródłem dezinformacji, które zapoczątkowało tę fałszywą narrację, był konkretny użytkownik platformy X</strong>. Jest to konto anonimowe, budujące swoją obecność medialną w ten właśnie sposób. Użytkownik ten emituje często treści zbieżne z rosyjskim przekazem, aczkolwiek być może z przyczyn ideologicznych. Czy mamy do czynienia z fanatykiem, czy jednostką zaburzoną, albo kimś czującym żal wobec społeczeństwa, tego nie wiemy — dodaje Michał Marek.</p></blockquote><p>Kim jest ów użytkownik X-a? Chodzi o konto nazwane <span style="background-color:white;color:#202122;">„</span><strong>coolfonpl</strong><span style="background-color:white;color:#202122;">”. Znane jest ono analitykom z <strong>szerzenia rosyjskiej dezinformacji</strong>. Dodatkowo propaguje ono skrajnie prawicową narrację, głównie z otoczenia środowiska Grzegorza Brauna. Niewykluczone, że jego działania wynikają wprost z preferencji wyborczych i są nastawione na konkretnego kandydata i partię polityczną. Obecnie użytkownik ten zebrał pokaźną sumę obserwatorów, bo ponad 67 tys., m. in. dzięki wspieraniu struktur „antymainstreamowych”. Jest to zjawisko nad wyraz popularne w środowisku skrajnej prawicy, zwłaszcza w sieci.</span></p><p>Należy zadać pytanie — skoro użytkownik <span style="background-color:white;color:#202122;">„</span>coolfonpl<span style="background-color:white;color:#202122;">” jest jednym z bardziej znanych źródeł dezinformacji, to <strong>dlaczego jeszcze nie zostały podjęte wobec niego żadne działania</strong>?</span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#202122;">- W mojej ocenie jego zachowania <strong>zasługują na uwagę prokuratury</strong>. Mamy do czynienia z cyklicznymi działaniami, których efektem jest wzbudzanie coraz większej nienawiści wobec konkretnej narodowości, co może skończyć się tragedią. I właśnie dlatego uważam, że powinna się temu przyjrzeć prokuratura. Ze strony naszej, jako użytkowników, możemy zgłosić takie konkretne przykłady szerzenia dezinformacji,</span><span style="background-color:white;color:#3498DB;">&nbsp;</span><span style="background-color:white;">chociażby do NASK, </span><span style="background-color:white;color:#202122;">poprzez portal&nbsp;</span><a href="https://www.zglos-dezinformacje.nask.pl/">zglos-dezinformacje.nask.pl.</a><span style="background-color:white;color:#202122;"> Niestety platformy społecznościowe nie zwalczają pojawiającej się tam dezinformacji wystarczająco skutecznie — komentuje Michał Marek z NASK-a.</span></p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1236/1316;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/05/09/GqYPSanXEAAwhTM.jpg" width="1236" height="1316"><figcaption>Jego wpisy ostatecznie widziały setki tysięcy ludzi / źródło: X</figcaption></figure><p><span style="background-color:white;color:#202122;">Warto zauważyć, że działania coolfona były kierowane przede wszystkim do osób, które już wcześniej przejawiały ksenofobiczne poglądy. Jego fałszywa narracja trafiała na podatny grunt, a dzięki efektowi kuli śnieżnej osoby bardziej sceptyczne były zalewane masą nieprawdziwych informacji z różnych źródłem jednocześnie.</span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#202122;">- Zarówno dezinformatorzy wewnętrzni, jak i Rosjanie, starają się stymulować u nas antyukraińskie nastroje. Cel tych działań jest jasny, chodzi o zablokowanie wsparcia, jakie Polska udziela Ukrainie. Do tego dochodzi przekaz polityczny, odwołujący się do m. in. do haseł rzekomej ukrainizacji Polski — wyjaśnia analityk.</span></p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:891/437;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/2025/05/09/Zrzut ekranu 2025-05-09 164407.png" width="891" height="437"><figcaption>Oczywiście użytkownik coolfonpl nie był jedynym wątpiącym w oficjalne komunikaty służb / źródło: X</figcaption></figure><h2><span style="background-color:white;color:#202122;">Jak bronić się przed manipulacją?</span></h2><blockquote><p>- Aby bronić się przed manipulacją, musimy nauczyć się weryfikować przekazane informacje. Sprawdzać źródła i nie ufać anonimowym informatorom. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z wielkimi emocjami, drastycznymi wydarzeniami, które nas mocno polaryzują, musimy <strong>weryfikować doniesienia</strong>, albo poczekać na <strong>oficjalne komunikaty</strong>. Tacy dezinformatorzy budują w ludziach poczucie, że wszyscy chcą ich oszukać. <strong>Niestety, ale obce służby</strong> <strong>wykorzystują ten strach, aby nami sterować </strong>— dodaje.</p></blockquote><p>Informacyjny chaos dotyczący Mieszka R. oraz jego <span style="background-color:white;color:#202122;">„faktycznej tożsamości”, czyli Dmytra Budchyka, pokazuje prawdziwość tych słów. Należy pamiętać, że na tego typu nastrojach i dezinformacji korzystają jedynie <strong>Rosjanie i osoby z nimi powiązane</strong>. Mimo różnic i niekiedy konfliktów kulturowych między Polakami, a Ukraińcami, to <strong>Moskwa pozostaje naszym wspólnym wrogiem</strong>.&nbsp;</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3109,areszt-dla-mieszka-r-22-latek-uslyszal-trzy-zarzuty"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Najlepsze lody w Warszawie. Gdzie powinniście się udać?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3087,najlepsze-lody-w-warszawie-gdzie-powinniscie-sie-udac</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3087,najlepsze-lody-w-warszawie-gdzie-powinniscie-sie-udac</guid>
            <pubDate>Wed, 07 May 2025 19:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-najlepsze-lody-w-warszawie-gdzie-powinniscie-sie-udac-1746637844.jpg</url>
                        <title>Najlepsze lody w Warszawie. Gdzie powinniście się udać?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3087,najlepsze-lody-w-warszawie-gdzie-powinniscie-sie-udac</link>
                    </image><description>Gdzie udać się na lody — coraz częściej tego typu pytanie zadają sobie zarówno warszawiacy, jak i odwiedzający stolicę turyści. Czymże byłyby spacer po parku lub starówce bez skosztowania gałki, lub dwóch ulubionego smaku. Należy więc zadać sobie pytanie — gdzie w stolicy zjemy najsmaczniejsze lody?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Do ochłody najlepsze są lody!</h2><p>Powoli wiosna ustępuje miejsca latu. To z kolei idealny czas na spacery i wizyty: w kawiarniach, na starówce czy chociażby w muzeach. Niezależnie od celu naszej małej wycieczki, towarzysząca nam porcja lodów o ulubionym smaku, powinna być zawsze mile widziana. Pod niektórymi lodziarniami, zwłaszcza w miejscach licznie odwiedzanych przez turystów, ustawiają się bardzo długie kolejki. Jednak w której z nich najlepiej zająć miejsce? Oto ranking 10 najlepszych lodziarni, które warto odwiedzić, chociażby w najbliższy weekend.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3085,nowy-kanclerz-niemiec-friedrich-merz-w-warszawie-czy-beda-utrudnienia"></oembed></figure><h2>Najlepsze lodziarnie w Warszawie</h2><h6><strong>Tłusty Kotek</strong></h6><p>Zestawienie to otwiera znany wielu warszawiakom lokal Tłusty Kotek. O tej lodziarni krążą już legendy, bowiem spacerując ul. Hożą trudno znaleźć lokal z numerkiem 51. Kupić tu można cztery rodzaje lodów: śmietankowe, wanilia 80s, śmietanka z mango i kokosem, czekolada z maliną oraz cztery sorbety: z mango, jeżyna z cynamonem, banan z maliną i malina z miętą i limonką. O lodziarni tej regularnie rozpisują się lokalne i krajowe media — dość wspomnieć, że Tłusty Kotek zajął w 2024 roku 1. miejsce w plebiscycie przygotowanym przez Radio Zet.</p><h6><strong>Ulica Baśniowa</strong></h6><p>Lokal ten mieści się przy al. Wojska Polskiego 41 na Żoliborzu. W swoim menu oferują aż 40 różnych smaków, w tym: kefirowe, lawendowe czy limonkowe. Co istotne ich oferta nie ogranicza się jedynie do produktów wykorzystujących mleko. Z oferty przygotowanej przez lodziarnie zadowoleni będą także weganie czy osoby preferujące bezglutenowe słodkości.</p><h6><strong>Nice Cream</strong></h6><p>Mieszcząca się w samym sercu Warszawy, bo przy ul. Chmielnej 9/5, oferuje pyszne, świeże i naturalne lody. Wytwarzane są one na zamówienie, na oczach klienta. Możliwe jest to dzięki zastosowaniu technologii mrożenia składników — które sami wybieramy — w ciekłym azocie. Czyli w temperaturze -196 st. C. Oczywiście nie może zabraknąć możliwości lodów wegańskich czy keto.</p><h6><strong>Jednorożec</strong></h6><p>W tej lodziarni, zarówno na Mokotowie jak i na Pradze, stałym elementem menu jest róg z wafla wbity w porcję lodów. Na gości, którzy preferują nieco inne smaki, czeka również 30 innych propozycji. Od klasycznych, takie jak śmietanka, bo nieco bardziej wyrafinowane jak krem kataloński. Niezależnie od smaku, jaki preferujemy, bariści dostarczą nam pyszny produkt godny włoskich mistrzów.</p><h6><strong>Pallone</strong></h6><p>Pozostając we Włoszech, przynajmniej smakowo, warto odwiedzić także lodziarnię Pallone na Pradze, dokładniej Brzeskiej 29 oraz jej drugi lokal przu Francuskiej 31. W obu obsługa przygotowuje kręcone lody, według tradycyjnej toskańskiej receptury.</p><h6><strong>Smaki Warszawy</strong></h6><p>Wracając do Śródmieścia, warto wstąpić na Poznańską 23, do Smaków Warszawskich. Jest to znana i ceniona przez mieszkańców cukiernia, w której przygotowywane są także lody. Pistacjowe, waniliowe, malinowe, czekoladowe, marakuja – a to dopiero początek lodowej rewolucji, jaką przygotowuje cukiernia. Każda porcja to kunszt rzemieślniczej perfekcji i smak, który zostaje w pamięci na długo.</p><h6><strong>Al Passo</strong></h6><p>Co łączy ursynowskie Kabaty oraz starą Wolę? Niewiele, acz w obu miejscach można odwiedzić lodziarnie Al Passo. W 2024 roku lokal na Ursynowie otrzymała złote wyróżnienie Rating Capitan w kat. <span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">„najlepsze lodziarnie w Warszawie”. Oprócz tradycyjnych smaków znajdziemy tam takie ciekawostki jak lody fiołkowe, o smaku prażonych kasztanów czy kawy berberyjskiej. Al Passo jest także przyjazne dla ludzi, preferujących lody bez cukru.</span></p><h6><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);"><strong>Kulka Targówek</strong></span></h6><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">Na odległym Targówku także uchowała się mała perełka. Lodziarnia Kulka, mieszcząca się przy ul. Prałatowskiej 4, oferuje lody rzemieślnicze, gofry czy kawę — na nieco chłodniejsze dni lata. Lody o smaku cytryny z miętą lub czekolada, także z miętą, to specjalność tego lokalu.</span></p><h6><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);"><strong>NaLody</strong></span></h6><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">Jak na lody, to na Rakowiecką 41B na Stary Mokotów! Lodziarnia ta w wielu zestawieniach plasuje się na podium, jeśli chodzi o najlepsze lokale w stolicy. Wytwarzane tam lody powstają na bazie klasycznych włoskich receptur. Pistacja, trufli, słony karmel czy whiskey — w takich smakach specjalizuje się lokal. Nie brakuje tutaj również sorbetów, np. z truskawką czy cytryną i limonką.</span></p><h6><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);"><strong>Pijalnia Czekolady E.Wedel</strong></span></h6><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">Wreszcie nie mogło w tej liście zabraknąć pijalni czekolady E.Wedel, rozsianych po obu brzegach Wisły. W ofercie pijalni znajdują się m. in. lody pistacjowe oraz jagodowe, z białą czekoladą ze świeżymi owocami, musem jagodonym oraz bitą śmietaną.&nbsp;</span></p><p><span style="background-color:rgb(255,255,255);color:rgb(32,33,34);">Poniżej przedstawiamy mapkę, z zaznaczonymi lokalami.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.google.com/maps/d/u/0/edit?mid=1V_h5vjLu7Uaoqca9e-g3_5aoIS9kzqM&amp;usp=sharing"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/3079,czarny-klocek-tr-warszawa-w-koncu-ma-wykonawce-warbud-zbuduje-nowa-siedzibe-za-85-8-mln-zl"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radosław Gajda: Czego potrzebuje Warszawa? Ciągłości]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1669,radoslaw-gajda-czego-potrzebuje-warszawa-ciaglosci</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1669,radoslaw-gajda-czego-potrzebuje-warszawa-ciaglosci</guid>
            <pubDate>Sat, 03 May 2025 18:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-radoslaw-gajda-czego-potrzebuje-warszawa-ciaglosci-1732285752.jpg</url>
                        <title>Radosław Gajda: Czego potrzebuje Warszawa? Ciągłości</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1669,radoslaw-gajda-czego-potrzebuje-warszawa-ciaglosci</link>
                    </image><description>- Śródmieście jest nie do końca pozszywanym patchworkiem przykurzonych i zniszczonych tkanin, względnie – potworem Frankensteina. Składa się z zupełnie nieprzystających części, co wynika rzecz jasna z uwarunkowań historycznych – pisze Radosław Gajda w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Przypominamy felieton z listopada 2024 roku.&nbsp;</i></p><p>Na pierwszy rzut oka to stwierdzenie może wyglądać jak hasło wyborcze jakiegoś polityka ubiegającego się o reelekcję i zapowiadającego kontynuację swoich działań z kończącej się kadencji. Ewentualnie ciągłość w mieście może się kojarzyć z ciągłością instytucjonalną, czyli sytuacją gdy urzędy mimo zmian personalnych potrafią realizować długofalową politykę. <strong>Jednak ciągłość to także istotna wartość w urbanistyce</strong>, której w Warszawie – niestety – wciąż brakuje, chociaż zdaje się, że widać już światełko w tunelu.&nbsp;</p><p>Na ciągłość jako aspekt projektowania i funkcjonowania miast jako pierwszy moją uwagę zwrócił wiele lat temu Aleksander Wołodarski – polsko-szwedzki architekt i urbanista, który przez wiele lat kierował miejskim biurem urbanistyki w Sztokholmie. Opowiadał, że<strong> jego ulubionym sposobem zwiedzania miast jest ich „czesanie”.</strong> Nazywał tak chodzenie na długie spacery bez jakiegoś sztywno wyznaczonego planu – po prostu gdzie nogi poniosą. Podczas tego przeczesywania dzielnic i miast pozwalał przestrzeni miejskiej się prowadzić. Chciał, aby to samo miasto odsłaniało przed nim swoje uroki.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie"></oembed></figure><p>Dobrze zaplanowane miasto potrafi to robić.&nbsp;</p><p>Plac może otwierać się na aleję, która szpalerami drzew doprowadzi nas do skweru. Z niego dostrzeżemy odległą o kolejnych kilkaset metrów dominantę – wyższy budynek, wieżę albo atrakcyjną rzeźbę pomnikową. Gdy będziemy się do niej zbliżać, naszą uwagę może przyciągnąć coś, co wyłoni się w perspektywie kolejnej ulicy i zachęci do tego, aby odkryć coś tuż za rogiem. I za kolejnym, i za jeszcze kolejnym.&nbsp;</p><blockquote><p>Zupełnie innym doświadczeniem będzie zwiedzanie w ten sposób Paryża, a innym Wenecji. Paryż kilometrami będzie ciągnął nas eleganckimi bulwarami, co i rusz odsłaniając monumentalną budowlę – gotycką, barokową albo eklektyczną. Wenecja będzie nas zwodzić ślepymi zaułkami i setkami mostów przeskakujących nad kanałami, by wreszcie olśnić wspaniałością placu i bazyliki św. Marka.&nbsp;</p></blockquote><h2>Ciągłość: możliwość swobodnego przemieszczania się</h2><p>To, co jest atrakcyjne dla szukającego urbanistycznych wrażeń turysty, może być także wartościowe dla mieszkańca w jego codziennym życiu. Ciągłość to przecież po prostu możliwość swobodnego przemierzania miasta różnymi środkami transportu. Przeczesywania kolejnych przestrzeni w skali kwartału, większej okolicy. W obrębie dzielnicy w naturalny sposób najlepiej sprawdza się ruch pieszy, uzupełniony np. o tramwaje. To właśnie sieć powiązanych ze sobą przestrzeni publicznych o różnym charakterze pozwala na zapewnienie mieszkańcom dostępu do różnorodnych funkcji i usług.&nbsp;</p><blockquote><p>Ciągłość chodnika, brak zastawiających przejście w przypadkowych miejscach skrzynek instalacyjnych, przejścia przez ulice w osiach chodników, unikanie częstych kolizji ciągów pieszych i rowerowych – to niezbędne warunki łatwego korzystania z najbliższego otoczenia mieszkania lub pracy.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/MG7_6510%20(1).jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Widok na Śródmieście z wieżowca Varso / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><h2>Śródmieście niczym potwór Frankensteina?</h2><p>Czy da się tak „czesać” Warszawę? W naszym mieście może być z tym pewien problem, gdyż w wielu miejscach nie zachowuje ono ciągłości. Jak w soczewce widać to w Śródmieściu. Jest ono nie do końca pozszywanym patchworkiem przykurzonych i zniszczonych tkanin, względnie – potworem Frankensteina. Składa się z zupełnie nieprzystających części, co wynika rzecz jasna z uwarunkowań historycznych.&nbsp;</p><blockquote><p>Obok monumentalnych, socrealistycznych przestrzeni MDM mamy wcześniejszą siatkę ulic wypełnioną kamienicami czynszowymi pochodzącymi z przełomu XIX i XX wieku. Na północy wielkie, późnomodernistyczne Osiedle za Żelazną Bramą sąsiaduje z pięknym, lecz zaniedbanym Ogrodem Saskim. Do tego odgradzają je od siebie dwie nitki Marszałkowskiej.</p></blockquote><p>Na drodze do swobodnego poruszania się po mieście stoją też potężne przeszkody infrastrukturalne.&nbsp;</p><ul><li>Wiadukty nad rondem Czterdziestolatka wizualnie i przestrzennie odcinają od siebie dwa kawałki Alej Jerozolimskich. </li><li>Wiele osób wciąż pamięta, jak brzeg Wisły odgrodzony był od Powiśla na całej długości Wisłostradą. </li><li>Do niedawna przejście na drugą stronę ronda Dmowskiego bez schodzenia do podziemi oznaczało ponadkilometrowe nadłożenie drogi.&nbsp;</li></ul><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2038;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/MG7_5841.jpg" width="3000" height="2038"><figcaption>Estakada przy Dworcu Centralnym. Jedna z barier komunikacyjnych / fot. Maciej Gillert.</figcaption></figure><blockquote><p>Tak samo sprawa wygląda na Służewcu, gdzie lśniące biurowce i nowe inwestycje mieszkaniowe poodgradzane są od siebie płotami, których jedyną funkcją jest utrudnianie poruszania się – można bowiem do wielu z nich podejść z obu stron, nie można ich tylko przekroczyć. Bloki na nowych osiedlach stoją czasem tak, jakby ich projektanci uważali, że za płotem deweloperskiej inwestycji kończy się świat. Nie wpisują się w żaden kontekst, nie tworzą żadnej spójnej tkanki urbanistycznej…&nbsp;</p></blockquote><p>W dyskusjach o poszczególnych miejscach albo ulicach w Warszawie często pojawiają się przykłady rozwiązań z zagranicy – Krucza ma być w przyszłości jak barcelońska Rambla, w odniesieniu do Marszałkowskiej często pojawiają się porównania do paryskich Champs Élysées. Warto jednak pamiętać, że wszystkie udane ulice i udane przestrzenie publiczne europejskich miast działają i przyciągają mieszkańców nie tylko dlatego, że same w sobie są starannie zaprojektowane i dobrze zarządzane.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1640,ulica-krucza-po-przebudowie-ma-przypominac-la-ramble-inwestycja-zlapala-jednak-spore-opoznienie"></oembed></figure><p>Cechą wspólną słynnych, choć zupełnie różnych ulic takich, jak Zeil we Frankfurcie, Strøget w Kopenhadze, wiedeński Ring czy ulica Pařižská w Pradze jest właśnie ich ścisłe powiązanie z całą siecią otaczających je ulic i placów, z układem komunikacyjnym i systemem transportu publicznego. Nie są one pojedynczymi atrakcjami, ale centralnymi przestrzeniami dużo rozleglejszych ciągów przestrzeni, zasysających mieszkańców z bliższej i dalszej okolicy.</p><h2>Co dalej?</h2><p>Wyzwanie, jakie stoi od dekad przed władzami miasta to płynne powiązanie ze sobą niespójnych albo rozdzielonych części miasta. Stworzenie nie tyle pięknych budynków, co przestrzeni, które do nich poprowadzą. Wydaje się, że to wyzwanie zostało już dostrzeżone przez społeczników, a także urzędników. Przejścia przez jezdnie zaczęły pojawiać się w miejscach, w których piesi chcą przechodzić. Reprezentacyjne uliczki Śródmieścia właśnie zyskują atrakcyjną oprawę i zmieniają w zazielenione sekwencje przestrzeni.&nbsp;</p><p>Wciąż jest dużo do zrobienia, nie tylko w centrum, ale i w obrzeżnych dzielnicach, no i oczywiście na stykach poszczególnych dzielnic. Cały ten warszawski patchwork będzie mógł dobrze funkcjonować, tylko jeśli poszczególne kawałki miejskiej tkanki zostaną ze sobą pozszywane w jedną, różnorodną, ciągłą całość.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radosław Gajda: Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Czy udało się wznieść budynek wybitny? W moim odczuciu – nie]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie</guid>
            <pubDate>Mon, 21 Apr 2025 07:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-ale-czy-dzieki-zelaznej-konsekwencji-udalo-sie-wzniesc-bu-1729843527.jpg</url>
                        <title>Radosław Gajda: Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Czy udało się wznieść budynek wybitny? W moim odczuciu – nie</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie</link>
                    </image><description>Rzadko który warszawski budynek był tak oczekiwany, powstawał tak długo, był tak horrendalnie drogi i jednocześnie budził tak silne, skrajne emocje jak Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Gmach MSN to efekt osiemnastu lat prac, w tym pięciu lat samej budowy - pisze Radosław Gajda, architekt, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Przypominamy artykuł z jesieni 2024 roku.&nbsp;</i></p><p>Międzynarodowy konkurs architektoniczny rozstrzygnięty w 2007 roku wyłonił projekt Szwajcara Christiana Kereza. Jego propozycja w pierwszej chwili stała się obiektem drwin. Mówiono, że przypomina raczej przedmiejski supermarket niż dynamiczne i zachwycające „coś wystrzałowego”, ikonę nowoczesnej architektury, symbol Warszawy przyszłości, których spodziewała się część publiczności. Jednak w dalszym toku prac projekt przerodził się w wizję, która miała wszelkie szanse, by powstał obiekt wybitny, nieoczywisty, zapewniający nie tylko przestrzeń do eksponowania sztuki, ale i wyrazistą formę zewnętrzną i wewnętrzną.&nbsp;</p><blockquote><p>Jednak w chwili, gdy udało się projekt doprowadzić do takiego obiecującego stanu, Urząd Miasta Stołecznego postanowił zrezygnować z usług Kereza i w dziwnej, przetargowo-negocjacyjnej formule wybrać innego projektanta. Padło na Amerykanina Thomasa Phifera. I to realizacja jego projektu jest właśnie inaugurowana.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2249;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/9ccef98c-c15b-482a-8bcc-82a566f72f3e.jpg" width="3000" height="2249"><figcaption>Projekt &nbsp;Christiana Kereza z 2007 roku / mat. pras.&nbsp;</figcaption></figure><p>Obiekt kosztował ponad 640 milionów złotych (nie licząc wydatków na pierwszy, niezrealizowany projekt, wynagrodzeń urzędników, kosztów konkursu itp…). Mnóstwo pieniędzy pochłonęły rzeczy, których nie widać. Na przykład mało osób zdaje sobie sprawę, że nowa warszawska świątynia sztuki wznosi się nad rozwidleniem tuneli metra oraz jego infrastrukturą techniczną. Wymagało to nie tylko zaprojektowania i wykonania bardzo nietypowych fundamentów, ale także na przykład zbudowanie luku transportowego – położonego poza obrysem Muzeum szybu i dodatkowego tunelu na poziomie -2, które pozwalają na wyjęcie spod budynku potężnego transformatora.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi"></oembed></figure><p>Co dostajemy po tak wielkim wysiłku organizacyjnym, technicznym i finansowym? W Internecie często można spotkać się z dosadnym podsumowaniem w trzech słowach: wielki, biały kloc. Czy taki właśnie jest ten budynek? Przeanalizujmy każde z tych słów.</p><ol><li><strong>Wielki</strong> – bo budynek jest faktycznie bardzo duży. Ma 104 metry długości, około 40 szerokości i 26 wysokości. W środku mieści prawie 20&nbsp;000 metrów kwadratowych powierzchni całkowitej, w tym ponad 4500 metrów kwadratowych powierzchni ekspozycyjnych. Jest większy niż boczne „łapy” Pałacu Kultury i Nauki, z którym sąsiaduje.</li><li><strong>Biały</strong> – bo jest właściwie achromatyczny, pozbawiony koloru. Jego ściany są wykonane z gładkiego, białego betonu architektonicznego. Został on zaimpregnowany, aby jak najdłużej utrzymał swoją nieskazitelną biel. Cóż, zobaczymy.</li><li><strong>Kloc</strong> – bo jego bryła jest pudełkowata, czy wręcz właśnie klockowata. Oprócz głównego, leżącego prostopadłościanu mamy jeszcze drugi, znacznie mniejszy, stojący – wieżę kina. Obie bryły zostały właściwie pozbawione małego detalu z wyjątkiem widocznych z bliska śladów szalunku. Nie ma podziałów, rytmów, zmiennych faktur. Jedynym urozmaiceniem klockowatości Muzeum jest niewielkie podcięcie parteru, pryzma okien części biurowej mniej więcej w połowie wysokości oraz kilka „megaokien”, w tym wnękowe wejście od strony placu Centralnego.</li></ol><p>I właśnie chyba ta ostatnia cecha, minimalistyczna prostota budynku jest tym, co wywołuje największe kontrowersje.&nbsp;</p><figure class="image"><a href="https://www.raportwarszawski.pl/galeria/334,muzeum-sztuki-nowoczesnej#zdjecie-1"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/SZABLON%20GALERIA%20%20%20(23)(2).png" width="1920" height="1080"></a><figcaption>Klatka schodowa MSN, fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><blockquote><p>Mamy w języku polskim takie powiedzenie: „no jest na czym oko zawiesić”, wyrażające estetyczną aprobatę. Tutaj zrobiono bardzo dużo, aby właśnie nie było na czym. Architekt Thomas Phifer z zespołem bardzo konsekwentnie zaprojektowali budynek minimalistyczny, choć ogromny.&nbsp;</p></blockquote><p>Szczególnym akcentem tego skrajnego wręcz minimalizmu jest to, że w dużym stopniu także dach gmachu jest gładką, białą powierzchnią. Jest on doskonale widoczny z tarasu widokowego Pałacu Kultury. Ta „piąta elewacja”, która najczęściej jest pokryta plątaniną najróżniejszych urządzeń i instalacji, tutaj została dopracowana z równym pietyzmem, co ściany i wnętrza, doceniam włożony w to wysiłek.</p><p>Ale czy dzięki tej żelaznej konsekwencji udało się wznieść budynek wybitny? Albo chociaż bardzo udany?</p><p>W moim odczuciu – nie.&nbsp;</p><p>Jest to budynek niezwykle pieczołowicie dopracowany, jednak dużo energii i środków poszło na szlifowanie i dopieszczanie projektu, który od początku był po prostu poprawny i tyle. Spełniał zapisy planu miejscowego i wymagania inwestora, jego autorzy starali się uzyskać ciekawe efekty przestrzenne we wnętrzu (o czym niżej) oraz w pięciometrowej wysokości przestrzeni podcienia, odizolowanej od wnętrza przeszkleniem, a od zewnętrza – zwieszającą się do połowy jej wysokości białą ścianą elewacji.&nbsp;</p><h2>„Tak jakby jego skala przerosła architekta”</h2><p>Tym, co jako pierwsze zwraca uwagę z zewnątrz są ogromne połacie pozbawionej jakiegokolwiek urozmaicenia bieli betonu architektonicznego. Odcinają się mocno od kakofonicznego kontekstu, w którym mamy gargantuiczny a jednocześnie „cukierniczy” Pałac Kultury, rytmikę późnomodernistycznych elewacji Domów Towarowych Centrum i wyskakujących zza nich punktowców Ściany Wschodniej, przysadzisty wieżowiec Central Point, autostradowe proporcje Marszałkowskiej i zieleń parku Świętokrzyskiego.&nbsp;</p><p>Bez wątpienia jest to trudny kontekst, by postawić tak wielki gmach. Z bogactwem form najbliższego sąsiada – Pałacu Kultury – nie da się konkurować, bo byłoby się skazanym na przegraną. Być może dlatego zarówno pierwszy, konkursowy projekt Kereza, jak i obecnie ukończony budynek Phifera postawiły na minimalizm z zewnątrz i jakiś rodzaj przestrzennego gadżetu w środku. Jednak o ile Kerez, rozwijając swój projekt pozwolił sobie na urozmaicenie go, dodanie do niego dodatkowych linii, krzywizn, odsłonięcie skomplikowanej konstrukcji, o tyle Phifer nic takiego nie zrobił.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2426/1617;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4307.jpg" width="2426" height="1617"><figcaption>Widok z ulicy Marszałkowskiej / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><blockquote><p>Z jednej strony można gratulować konsekwencji, z drugiej – zacząć zastanawiać, czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia z obiektem, który z zewnątrz jest przeskalowanym domkiem-kostką, typową dla mazowieckiego krajobrazu. Pudełkowata bryła, płaski dach, gładkie ściany, kilka okien, wnęka i wejście z podcieniem – tak można opisać zarówno domek jednorodzinny z lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych, jak i gmach MSN.&nbsp;</p></blockquote><p>I może na tym polega problem z odbiorem nowej siedziby MSN – to obiekt o ogromnych wymiarach, ale pozbawiony rzeczy, które pozwoliłyby te wymiary zrozumieć i ogarnąć wyobraźnią. Tak jakby jego skala przerosła projektanta, który nie chciał dodać żadnych dodatkowych linii, podziałów, faktur, rytmów, kolorów – widocznych choćby po przeciwnej stronie Marszałkowskiej, w modernistycznych przecież Domach Towarowych Centrum, przez co trudno osadzić go w okolicy.&nbsp;</p><ul><li>Jest dłuższy czy krótszy niż poszczególne człony DTC?</li><li>Grubszy czy chudszy?</li><li>Ile właściwie ma pięter?&nbsp;</li></ul><p>Chyba właśnie tego dotyczy dysonans, o którym mówi wiele głosów krytycznych względem nowej siedziby MSN. Nie chodzi o to, że nowy budynek „nie pasuje” do otoczenia, bo trudno wskazać, do czego konkretnie miałby „pasować”, ale że nie wchodzi z otoczeniem właściwie w żadną relację. Decyzją architektów jest pozbawiony punktów zaczepienia, właściwie odgrodzony od miejskiego kontekstu masą białego betonu z kilkoma ledwie otworami i cieniutką szparą u dołu.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1391,muzeum-sztuki-nowoczesnej-budynek-piekny-a-moze-brzydki-troche-przeraza-troche-zachwyca"></oembed></figure><p>Z drugiej strony niektórzy piszą o tym, że skoro w gmachu ma być prezentowana sztuka nowoczesna, to i budynek musi być nowoczesny, a nowoczesność, nowatorstwo, awangarda w architekturze miałyby wyglądać właśnie tak, jak MSN: pudełkowata bryła, prostota formy, białe ściany, brak detalu, mylonego nawet przez niektórych profesorów historii sztuki z ornamentem. Często pojawiającym się hasłem w kontekście MSN jest Bauhaus – niemiecka szkoła projektowania, w której rodziły się zasady współczesnej architektury. Ale przecież to było już ponad sto lat temu! Bauhausowskie <i>Haus am Horn</i> albo <i>Domy Mistrzów w Dessau</i> powstały w latach dwudziestych XX wieku! I co by nie mówić – są od MSN ciekawsze bryłowo.&nbsp;</p><p>Trudno nazwać nowe Muzeum obiektem awangardowym, skoro pierwszym skojarzeniem uzasadniającym jego wygląd mają być obiekty stuletnie. W moim odczuciu gmach MSN udaje awangardę, w istocie będąc jednak architekturą zupełnie zachowawczą.&nbsp;</p><h2>A może lepiej jest w środku?</h2><p>W zestawieniu z surowymi elewacjami, wnętrza zaskakują różnorodnością form. Żebra na stropach nadają im głębię i trójwymiarowość, której tak bardzo brakuje elewacjom. Obstawiam, że kaskady głównych schodów w pustej przestrzeni zwieńczonej świetlikiem będą przez długie lata królować na instagramowych fotkach. Obok, nad audytorium przez całą wysokość budynku ciągnie się druga „studnia świetlna”.&nbsp;</p><p>W morzu bieli ścian i stropów zaskoczeniem mogą być „city rooms” – „pokoje z widokiem”. Są to niewielkie aneksy sal wystawowych, obłożone boazerią, otwarte wielkimi oknami na widok miasta dookoła Muzeum. Mają służyć wyciszeniu się w przytulnej atmosferze drewnianych paneli i ciekawego widoku, dać wytchnienie po doświadczaniu sztuki prezentowanej w przestrzeniach ekspozycyjnych. A może i po oglądaniu MSN z zewnątrz?&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2160/1440;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4241.jpg" width="2160" height="1440"><figcaption>Wnętrza MSN / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><blockquote><p>Trudno zakończyć jednoznacznym wnioskiem. Niewątpliwie budynek zyskuje po bliższym podejściu, kiedy nie widać już jego elewacji, za to można oddać się eksploracji. Na koniec, zamiast wniosków, krótkie podsumowanie (także dla tych, którzy tekst skomentowaliby tl;dr), a do wniosków i podsumowań zachęcam w sekcji komentarzy.</p></blockquote><p><strong>Gmach MSN – plusy:</strong></p><ul><li>dobrze, że Warszawa ma wreszcie porządny gmach muzeum poświęconego najnowszej sztuce z dużymi salami wystawowymi</li><li>pierwszy etap wciągania dawnego placu Defilad do miasta</li><li>przestrzenie edukacyjne, wykładowe, kino</li><li>odpowiednia wysokość i proporcje</li><li>ciekawa przestrzeń podcienia „nawy” osłoniętej od przestrzeni zewnętrznej, ale odizolowanej także od wnętrza</li><li>dopracowanie „piątej elewacji” – dach potraktowany estetycznie a nie tylko instalacyjno-funkcjonalnie</li><li>widowiskowa, instagramowa klatka schodowa</li></ul><p><strong>Gmach MSN – minusy:</strong></p><ul><li>wielkie uproszczenie architektury, które kosztowało dużo pracy, ale nie dało dużego efektu</li><li>bryła z zewnątrz wydaje się zamknięta i nieprzyjazna, opuszczenie betonowej ściany na tylko 270 cm nad teren sprawia, że budynek wydaje się mieć walory obronne, a nie być otwartą przestrzenią doświadczania sztuki</li><li>biała elewacja z betonu architektonicznego może być trudna w utrzymaniu</li><li>brak przestrzennego i architektonicznego powiązania z resztą miasta.</li></ul> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radosław Gajda: Niestety to, co pozwoliło na inżynieryjne eksperymenty w dobie PRL, po przemianach ustrojowych stało się przekleństwem modernistycznych pawilonów]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1969,radoslaw-gajda-niestety-to-co-pozwolilo-na-inzynieryjne-eksperymenty-w-dobie-prl-po-przemianach-ustrojowych-stalo-sie-pr</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1969,radoslaw-gajda-niestety-to-co-pozwolilo-na-inzynieryjne-eksperymenty-w-dobie-prl-po-przemianach-ustrojowych-stalo-sie-pr</guid>
            <pubDate>Fri, 27 Dec 2024 14:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-radoslaw-gajda-niestety-to-co-pozwolilo-na-inzynieryjne-eksperymenty-w-dobie-prl-po-przemianach-u-1735284230.jpg</url>
                        <title>Radosław Gajda: Niestety to, co pozwoliło na inżynieryjne eksperymenty w dobie PRL, po przemianach ustrojowych stało się przekleństwem modernistycznych pawilonów</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1969,radoslaw-gajda-niestety-to-co-pozwolilo-na-inzynieryjne-eksperymenty-w-dobie-prl-po-przemianach-ustrojowych-stalo-sie-pr</link>
                    </image><description>- Niskie budyneczki stały w najbardziej eksponowanych miejscach stolicy, na działkach, których wartość rosła błyskawicznie, zaś stan techniczny pawilonów w międzyczasie się pogarszał - pisze Radosław Gajda w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dwa tygodnie temu, podczas otwarcia Empiku w odrestaurowanym pawilonu dawnej Cepelii, powiedziałem zgromadzonym dziennikarzom, że jest to budynek podwójnie wyjątkowy.&nbsp;</p><ul><li>Po pierwsze – bo reprezentuje typ lekkiej, niskiej budowli handlowo-ekspozycyjnej, w którym autorzy często starali wprowadzić nietypowe, unikatowe rozwiązania, przede wszystkim konstrukcyjne lub plastyczne.&nbsp;</li><li>Po drugie – bo Cepelia do ostatni z grupy podobnych ekspresyjnych pawilonów, który ostał się w Warszawie.&nbsp;</li></ul><p>Rzućmy okiem na to, skąd w ogóle wzięły się te pawilony w powojennej architekturze, jak wyglądały te z nich, które już rozebrano oraz co konkretnie udało się osiągnąć podczas remontu Cepelii.</p><h2>Skąd wzięły się modernistyczne pawilony? &nbsp;</h2><blockquote><p>Modernizm programowo odrzucił historyczny ornament oraz tradycyjne sposoby budowania. Jednak architekci nie chcieli rezygnować z wyrazu plastycznego budynków. Pragnęli, aby ich dzieła wyglądały efektownie i atrakcyjnie, aby przykuwały wzrok. Jeśli nie za pomocą kolumn, gzymsów, naczółków i sztukaterii – to czym?&nbsp;</p></blockquote><p>Pierwszej odpowiedzi na to pytanie udzielił sam Le Corbusier, architekt zwany „papieżem modernizmu”, formułując swoją słynną definicję architektury jako mądrej i skoordynowanej gry brył w świetle. A więc efektowna, modernistyczna architektura powinna stawiać na nieoczywiste, ciekawe, czasem zaskakujące zestawienia różnych brył, które razem mają „grać”. Najczęstszym zestawieniem, po jakie sięgali architekci późnomodernistyczni, były dwa płaskie prostopadłościany: leżący i stojący.</p><figure class="image image_resized" style="width:25%;"><img style="aspect-ratio:685/1024;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Lever_House_(2).jpg" width="685" height="1024"><figcaption>Lever House / źródło: wikipedia.org</figcaption></figure><p>Jednym z pierwszych budynków skomponowanych na tej zasadzie – pionowy prostopadłościan stojący na poziomym – był <strong>Lever House</strong> w Nowym Jorku projektu Gordona Bushafta i Natalie de Blois z pracowni SOM, ukończony w 1952 roku. W Warszawie tego typu zestawień mamy całą kolekcję:&nbsp;</p><ul><li>Intraco na Stawkach,&nbsp;</li><li>hotel Novotel (d. Forum) przy rondzie Dmowskiego,&nbsp;</li><li>Ch8 (d. Intraco II)&nbsp;</li><li>Centrum LIM (potocznie Marriott) na rogu Jerozolimskich i Chałubińskiego czy na nieco mniejszą skalę budynek przy Marszałkowskiej 80 z dawną siedzibą Węgierskiego Instytutu Kultury.&nbsp;</li></ul><h2>Nie tylko wieżowce&nbsp;</h2><p>Ale można też zestawić ze sobą dwie bryły, w których jedna będzie tłem dla drugiej, ale nie będzie na niej stać. I tu właśnie pojawiają się okazje do postawienia ekspresyjnej, dynamicznej, atrakcyjnej wizualnie małej konstrukcji jako akcentu na tle spokojniejszej, pionowej ściany większego budynku.&nbsp;</p><p>Widowiskowy przykład takiego sposobu komponowania zespołu zabudowy znów znajdziemy w Nowym Jorku, gdzie ukończona w 1952 roku siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych składa się z bardzo prostego, przeszklonego wieżowca Sekretariatu, obok którego rozpościera się niski, zdynamizowany krzywizną ścian i dachu oraz kopułą sali posiedzeń budynek Zgromadzenia Ogólnego.&nbsp;</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:2137/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/3_40_0_14_168_135333.jpg" width="2137" height="2250"><figcaption>Cepelia, rok 1971, fot. Grażyna Rutowska NAC</figcaption></figure><p>Właśnie taką rolę dynamicznego akcentu grało kilka z warszawskich modernistycznych pawilonów, ustawionych od strony ulicy na tle spokojniejszej, wyższej zabudowy. <strong>Cepelia</strong> projektu Zygmunta Stępińskiego na tle hotelu Metropol, Emilia projektu Mariana Kuźniara, Czesława Wegnera i Hanny Lewickiej na tle bloku mieszkalnego (z pomysłowymi łącznikami na wysokości pierwszego piętra), <strong>pawilon Chemii</strong> projektu Jana Bogusławskiego i Bohdana Gniewiewskiego wtórnie na tle biurowca (obecnie ministerstwa) i bloku czy <strong>Rotunda PKO </strong>projektu Jerzego Jakubowicza na tle biurowca Universal.</p><p>Ale zestawienie brył to nie wszystko. Te bryły należało jeszcze atrakcyjnie opracować. I to właśnie jest druga odpowiedź na pytanie o wyraz plastyczny modernizmu po rezygnacji z historycznych ornamentów i tradycyjnych form – modernistyczny pęd za nowoczesnością, w tym uprzemysłowieniem, czyli wykorzystaniem w architekturze zdobyczy przemysłu. Nie tylko najnowszych materiałów budowlanych, ale też osiągnieć inżynieryjnych, jak brawurowe rozwiązania konstrukcyjne.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1922,patrycja-jastrzebska-cepelia-przez-lata-byla-wstydem-miasta"></oembed></figure><p>&nbsp;</p><h2>Eksperymentowanie&nbsp;</h2><p>Niewielkie pawilony handlowo-wystawiennicze były świetnymi miejscami do eksperymentowania, jak choćby poszukiwania dynamiki w nietypowych rozwiązaniach konstrukcyjnych oraz materiałowych.&nbsp;</p><p>W Emilii był to sztywny dach w formie wielkiej, połamanej tafli, w Rotundzie lekka, stalowa konstrukcja z ryflowanym, ukośnym dachem, w Cepelii zaskakuje bardzo głęboki podcień oraz dynamiczny, „złamany” dach opadający ku środkowej części budynku, w Chemii – dwupłaszczyznowe zadaszenie, wsparte było na ukośnych słupach.&nbsp;</p><blockquote><p>Wspólnym mianownikiem tych obiektów były też wielkie przeszklenia – ściany kurtynowe, które zapraszały klientów do środka. Odsunięte od ścian słupy sprawiały wrażenie, jakby dachy unosiły się tylko na przeszkleniu, a w nocy – na przesączającym się przez wielkie szyby świetle. Dzisiaj przeszklony budynek nie wydaje się czymś specjalnie nowatorskim, jednak sześćdziesiąt lat temu było to coś na miarę popisu inżynierii. Pod względem oryginalności konstrukcji królem warszawskich pawilonów handlowych był zaś SuperSam przy Puławskiej. Otwarty w 1962 roku budynek miał fenomenalną konstrukcję dachu projektu Wacława Zalewskiego wykorzystującą zasadę tensegrity.</p></blockquote><figure class="image"><a href="https://www.raportwarszawski.pl/galeria/457,tak-wyglada-nowa-cepelia-w-srodku#zdjecie-1"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/SZABLON%20GALERIA%20%20%20(33).jpg" alt="Wnętrze Cepelii w Warszawie." width="1920" height="1080"></a></figure><p>Niestety to, co pozwoliło na takie inżynieryjne eksperymenty w dobie PRL, po przemianach ustrojowych stało się przekleństwem modernistycznych pawilonów.&nbsp;</p><blockquote><p>Niskie, ledwie dwu- lub trzykondygnacyjne budyneczki stały w najbardziej eksponowanych miejscach stolicy, na działkach, których wartość rosła błyskawicznie, zaś stan techniczny pawilonów w międzyczasie się pogarszał. Ich skomplikowane rozwiązania konstrukcyjne i nie najtrwalsze materiały budowlane, jakie oferował przemysł lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wymagały remontów, na które nie było pieniędzy.&nbsp;</p></blockquote><p>SuperSam ustąpił miejsca nowemu centrum handlowo-biurowemu, które znacznie bardziej intensywnie wykorzystuje działkę, podobnie rzecz się ma w przypadku pawilonu Chemii. W miejscu rozebranej Emilii można postawić wieżowiec. Rotundę zastąpiła jej karykatura projektu pracowni Gowin&amp;Siuta (czy też, nawiązując do epoki, w której Rotunda powstała – produkt rotundopodobny). Na placu boju pozostała tylko Cepelia – zdegradowana, pozasłaniana płachtami reklamowymi, przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2082;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/3_51_0_6_25_254_264543.jpg" width="3000" height="2082"><figcaption>Supersam w Warszawie, lata 60, źródło: NAC</figcaption></figure><p>Nad niepewnym losem Cepelii zastanawiałem się kilka lat temu w mojej książce „Cztery wymiary architektury”. Zaproponowany wtedy sposób jej remontu, który określiłem jako „modernizm na sterydach” budził moje obawy, że powstanie analogiczny „produkt cepeliopodobny”, jak Rotunda po drugiej stronie Ronda Dmowskiego. Na szczęście po zmianie koncepcji (i pracowni architektonicznej) wpisany do rejestru zabytków budyneczek odzyskał swój modernistyczny sznyt bez niepotrzebnych ulepszeń i unowocześnień. Projektanci z pracowni AMC oraz Bernatek Architekci zmodernizowali modernizm, ale nie stworzyli jego karykatury. Pawilon znów ma funkcję handlową, jego witryny znów świecą jak lampion, a w odtworzonej blasze trapezowej na elewacji odbijają się światła latarni i samochodów.&nbsp;</p><blockquote><p>Podwójna wyjątkowość, o której pisałem we wstępie ma jeszcze jeden aspekt. Z biegiem czasu coraz więcej budynków późnomodernistycznych będzie wymagało remontów, część z nich będzie zapewne już w ewidencji albo rejestrze zabytków. Przykład pawilonu Cepelii może być wtedy ważnym punktem odniesienia i ważnym głosem w dyskusji o tym, jak przekształcać obiekty wzniesione w II połowie XX wieku, aby nie stracić tego, co w nich wartościowe.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1092,radoslaw-gajda-mieszkania-w-kryzysie-czy-moment-kiedy-twierdzilismy-ze-mieszkanie-ma-sluzyc-mieszkancom-bedzie-tylko-epi"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Patrycja Jastrzębska: Cepelia przez lata była wstydem miasta]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1922,patrycja-jastrzebska-cepelia-przez-lata-byla-wstydem-miasta</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1922,patrycja-jastrzebska-cepelia-przez-lata-byla-wstydem-miasta</guid>
            <pubDate>Fri, 20 Dec 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-patrycja-jastrzebska-cepelia-przez-lata-byla-wstydem-miasta-1734606343.jpg</url>
                        <title>Patrycja Jastrzębska: Cepelia przez lata była wstydem miasta</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1922,patrycja-jastrzebska-cepelia-przez-lata-byla-wstydem-miasta</link>
                    </image><description>- Okazało się bowiem, że można dokonać remontu architektury powojennego modernizmu, który wydaje się, że satysfakcjonuje zarówno zwykłych mieszkańców stolicy, jak i środowisko eksperckie - tak o Cepelii pisze Patrycja Jastrzębska w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <blockquote><p><span style="color:black;">Przez lata był wstydem miasta.&nbsp;Budynek obrośnięty bilbordami, stał się najbrzydszym i najbardziej kuriozalnym stojakiem na reklamy w samym centrum Warszawy. Pawilon Cepelii, bo o nim mowa, w ostatnich tygodniach stał się gorącym tematem dyskusji i bynajmniej nie ze względu na swoją szpetotę, która stała się na szczęście pieśnią minionych lat. Z sieci płyną głównie „ochy” i „achy” internautów, których zachwycił wyremontowany pawilon.</span></p></blockquote><p><span style="color:black;">Okazało się bowiem, że można dokonać remontu architektury powojennego modernizmu, który wydaje się, że satysfakcjonuje zarówno zwykłych mieszkańców stolicy, jak i środowisko eksperckie.&nbsp;</span></p><h2>Tym razem nie było destrukcji obiektu</h2><p><span style="color:black;">Walory tej modernizacji można docenić tym bardziej, patrząc na dokonany kilka lat temu&nbsp;„remont” położonej po przekątnej Rotundy, który okazał się w istocie wyburzeniem obiektu i postawieniem w jego miejsce zupełnie nowego (proj. pracownia Gowin-Siuta z Krakowa), który nie został zaakceptowany przez warszawiaków. Zresztą jak wiemy, architektura powojennego modernizmu nie miała szczęścia do remontów, które najczęściej okazywały się destrukcją obiektu, jak w przypadku np. Cedetu (Smyka). Częściej jednak były po prostu wyburzane:&nbsp;</span></p><ul><li><span style="color:black;">Supersam&nbsp;</span></li><li><span style="color:black;">pawilon Chemii&nbsp;</span></li><li><span style="color:black;">kino Moskwa&nbsp;</span></li><li><span style="color:black;">kino Skarpa&nbsp;</span></li><li><span style="color:black;">i wiele innych.&nbsp;</span></li></ul><blockquote><p><span style="color:black;">Zważając na tę smutną listę, tym bardziej warszawiacy docenili remont, który był po prostu rozbiórką obiektu i postawieniem bardziej lub mniej podobnej kopii. A był taki moment, gdy wydawało się, że jedynym losem, który może czekać pawilon Cepelii będzie jego wyburzenie. Bo trudno było dostrzec walory tej architektury ukrytej pod warstwami pomarańczowej okładziny i coraz to wymyślniejszych banerów reklamowych. Moim&nbsp;„faworytem” była reklama z wielkim pająkiem schodzącym z elewacji pawilonu.&nbsp;</span></p></blockquote><p><span style="color:black;">Byli jednak tacy, którzy, wydawałoby się wbrew logice, jak mantrę powtarzali: <strong>pawilon Cepelii to doskonały przykład lekkiej architektury powojennego modernizmu</strong>, który zasługuje na remont, a nie wyburzenie. Ja także&nbsp;wielokrotnie publikowałam posty w mediach społecznościowych <i>Tu było, tu stało&nbsp;</i>wzywające do zachowania przedwojennego pawilonu.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/MG7_6249.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Nowa Rotunda w miejscu historycznego budynku / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1872,byly-mazowiecki-konserwator-prof-lewicki-o-cepelii-sukces-ma-dzis-wielu-ojcow-wczesniej-byl-chamski-brutalny-i-personaln"></oembed></figure><h2>Historia Cepelii&nbsp;</h2><p><span style="color:black;">Budynek został zaprojektowany przez znanego warszawskiego architekta Zygmunta Stępińskiego&nbsp;</span><span style="background-color:white;color:#080809;">jako główny salon ekspozycyjno-handlowy Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego (CPLiA) zwanego Cepelią. Projekt pawilonu zatwierdzono do realizacji w 1962 r., a jego otwarcie miało miejsce w 1966 r.&nbsp;</span></p><p><span style="background-color:white;color:#080809;">Budynek wpisywał się w plastyczny wyraz pawilonów lat 60. - nowoczesnych, przeszklonych, w których wnętrze przenikało się z zewnętrzem. Tak też zaprojektował go Stępiński. Wsparty na stalowych słupach budynek (konstrukcja: Aleksander Haweman), niemal w całości był przeszklony. Trzeba też pamiętać, że projekt był częścią większej całości, ponieważ dla Stępińskiego architektura zawsze występowała w kontekście. W tym przypadku najważniejszym odniesieniem była Ściana Wschodnia.&nbsp;</span></p><p><span style="background-color:white;color:#080809;">Pawilon wraz z integralnie zaprojektowanym hotelem Metropol, który miał stanowić tło dla tego pierwszego, korespondował z nowoczesnym otoczeniem przeciwległego narożnika ronda. Stępiński zadbał także o detale:&nbsp;</span></p><ul><li><span style="background-color:white;color:#080809;">w północno-zachodnim narożniku umieścił turkusową kompozycję ceramiczną projektu Stanisława Kucharskiego (dekoracja była dziełem małopolskiej Spółdzielni Wyrobów Ceramicznych „Kamionka” z Łysej Góry),&nbsp;</span></li><li><span style="background-color:white;color:#080809;">w otoczeniu pawilonu pojawiły się szklane gabloty oraz oczko wodne.&nbsp;</span></li></ul><p><span style="background-color:white;color:#080809;"><strong>Nocą rozświetlony budynek stawał się niemal eteryczny, a całość doskonale uzupełniał neon z napisem „Cepelia”.&nbsp;</strong></span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#080809;">Tak więc ten przeszklony pawilon, po latach stał się zaprzeczeniem idei, która przyświecała Stępińskiemu w momencie jego projektowania: otwarcia na zewnętrzną przestrzeń i wtopienia w krajobraz. Zamiast świetlistego pawilonu mieliśmy stelaż na krzykliwe reklamy… Mieszkańcy stolicy co do jednego byli zgodni: budynek w tej formie nie może pozostać, bo szpeci centrum miasta, tylko widzieli różne rozwiązania: jedni chcieli go wyburzyć, inni: objąć ochroną konserwatorską.&nbsp;</span></p></blockquote><p><span style="background-color:white;color:#080809;"><strong>Gdy zatem budynek został objęty ochroną&nbsp;</strong>(najpierw w 2017 r. do gminnej ewidencji zabytków wpisał go stołeczny konserwator Michał Krasucki, a w 2019 r. został wpisany do rejestru zabytków przez mazowieckiego konserwatora zabytków, Jakuba Lewickiego)<strong> jedni się ucieszyli, a drudzy wieszali psy na decyzji konserwatora.</strong> Wodą na młyn tych ostatnich był fakt, że budynek przez kolejne lata niszczał i nic się z nim nie działo. Mieliśmy zatem budynek pod ochroną, który… nadal straszył swym wyglądem w samym centrum miasta.&nbsp;</span></p><figure class="image"><a href="https://www.raportwarszawski.pl/galeria/457,tak-wyglada-nowa-cepelia-w-srodku"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/SZABLON%20GALERIA%20%20%20(32)(1).jpg" alt="Tak wygląda pawilon Cepelia w środku." width="1920" height="1080"></a></figure><h2>Po zdjęciu reklam zobaczyliśmy inny budynek</h2><p><span style="background-color:white;color:#080809;">Gdy zdjęto reklamy, nastąpiło poruszenie i wlała się nadzieja w serca warszawiaków, że budynek odzyska dawny blask. Gdy jednak pozbyto się też pomarańczowej okładziny i aluminiowych paneli, a naszym oczom ukazał się sam szkielet pawilonu, nastąpiła lekka konsternacja. Pojawiło się pytanie: <strong>czy to nie za daleko idący remont</strong>&nbsp;oraz niepewność, czy obiekt nie podzieli losu Rotundy.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#080809;">Większość obaw rozwiała się, gdy zdjęto ogrodzenie, a wnętrza budynku rozbłysły światłami. Po tylu latach znów zobaczyliśmy Cepelię, w duchu jakim została zaprojektowana - jako lekki, przeszklony pawilon handlowy. Część elementów zachowano, szczególnie imponująco wygląda cerami</span><span style="color:black;">ka Kucharskiego poddana renowacji, a inne - wymieniono, m.in. okładzinę z blachy falistej. Jednak, jak podaje MWKZ, nowa aluminiowa blacha została wyprodukowana na potrzeby inwestycji oraz wyprofilowana zgodnie z pierwowzorem. Zachowano jednak partię tej blachy ze śladami po dawnym neonie w kształcie kogucika - symbolu Cepelii - i umieszczono wewnątrz pawilonu.</span></p></blockquote><p><span style="color:black;">Zadbano też o detal i małą architekturę. Odtworzono charakterystyczne gabloty oraz gazony i murki oporowe w otoczeniu pawilonu. Za projekt modernizacji pawilonu odpowiadała znana pracownia AMC – Andrzej M. Chołdzyński, a za realizację i finalny wygląd: Bernatek Architekci.&nbsp;</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1598,patrycja-jastrzebska-lucka-plonela-dzien-po-dniu-kazdy-wiedzial-do-jakiego-finalu-to-prowadzi"></oembed></figure><h2>Ile zabytku w zabytku?</h2><p><span style="color:black;">Gruntowny remont budynku wywołuje jednak pytania o metody postępowania konserwatorskiego i zakres prac przy renowacjach obiektów powojennego modernizmu, bo trzeba to jasno powiedzieć: w tej materii nie mamy zbyt wielu doświadczeń lub mamy fatalne (tu znów nasuwa się przykład Rotundy). <strong>Otwartym pozostaje pytanie, ile jest zabytku w zabytku, gdy większość jego pierwotnych elementów ulega wymianie.</strong> Z pewnością remont Cepelii będzie też cennym doświadczeniem i źródłem informacji dla przyszłych tego typu postępowań przy innych obiektach powojennego modernizmu. Na ten moment, wydaje się jednak, że remont pawilonu spełnił oczekiwania większości warszawiaków.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Ale nie obędzie się bez łyżki dziegciu na koniec.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:black;">Rzecz dotyczy neonu </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Cepelii”, który zniknął z elewacji budynku, a zastąpił go neon: </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Empik” - charakterystyczny dla nowego właściciela obiektu, a nie mający nic wspólnego z finezją typograficzną swojego poprzednika. Zmiana nazwy została już odnotowana w popularnej wyszukiwarce archiwalnych zdjęć (fotopolska.eu), gdzie obiekt figuruje jako: </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Pawilon Empik (d. Cepelia)”. Ubolewam też nad tym, że nie udało się przekonać wcześniejszego właściciela obiektu, spadkobiercy po CPLiA </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Cepelia”, aby zachował i wyremontował obiekt, tak aby mógł pełnić pierwotne funkcje: jako pawilon ekspozycyjno-handlowy dla sztuki związanej z twórcami ludowymi, który miałby szansę obronić się też w modelu biznesowym (o to zabiegała Katarzyna Zalasińska, ówczesna prezeska Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Warszawie).&nbsp;</span></p></blockquote><p><span style="color:black;">Z pewnością cieszy jednak fakt, że budynek będzie nadal pełnił funkcję handlowo-wystawienniczą, teraz dla sieci salonów </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Empik”. Pamiętajmy też, że byliśmy o włos, by w obiekcie zadomowiła się sieciówka sprzedająca burgery i frytki - McDonalds. Najważniejsze jednak w tej historii jest to, że ikoniczny obiekt udało się zachować. I choć nie ma w nim </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Cepelii” -&nbsp; jest </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Empik” - to dla warszawiaków pawilon zawsze pozostanie </span><span style="background-color:white;color:#080809;">„</span><span style="color:black;">Cepelią”.&nbsp;</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:800/516;" src="https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/Jllk9kpTURBXy8yMDAzYjAwOGIwMGFlNWQzNTBmNGFmY2Q4YjE3MDNiYy5qcGeSlQLNAyAAwsOVAgDNAljCw94AAqEwBaExAA" alt="Tak miał wyglądać pawilon Cepelia" width="800" height="516"><figcaption>Tak miała wyglądać Cepelia jako McDonald's / mat. pras.&nbsp;</figcaption></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Izabela Sopalska-Rybak: Czy świąteczne atrakcje w Warszawie są dla wszystkich?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1874,izabela-sopalska-rybak-czy-swiateczne-atrakcje-w-warszawie-sa-dla-wszystkich</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1874,izabela-sopalska-rybak-czy-swiateczne-atrakcje-w-warszawie-sa-dla-wszystkich</guid>
            <pubDate>Fri, 13 Dec 2024 14:15:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-izabela-sopalska-rybak-czy-swiateczne-atrakcje-w-warszawie-sa-dla-wszystkich-1734086365.jpg</url>
                        <title>Izabela Sopalska-Rybak: Czy świąteczne atrakcje w Warszawie są dla wszystkich?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1874,izabela-sopalska-rybak-czy-swiateczne-atrakcje-w-warszawie-sa-dla-wszystkich</link>
                    </image><description>- Czy wszyscy mogą w pełni cieszyć się tą atmosferą? Dla osób wrażliwych sensorycznie nadmiar migoczących światełek, zmieniające się kolory czy dynamiczne iluminacje mogą być przytłaczające, a nawet szkodliwe. Osoby neuroatypowe, słabowidzące czy chorujące na epilepsję światłoczułą mogą mieć trudności z poruszaniem się w takiej przestrzeni. - pisze Izabela Sopalska-Rybak w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Warszawa jak co roku rozświetliła się tysiącami światełek, a w powietrzu czuć już magię świąt. Iluminacje, lodowiska, koncerty i teatr uliczny – miasto przygotowało całą gamę atrakcji, które mają umilić grudniowe wieczory mieszkańcom i turystom. Jednak czy te wydarzenia są dostępne dla wszystkich? <strong>Czy każda osoba będzie mogła w pełni cieszyć się świątecznym klimatem?</strong></p><p>Pamiętam, jak kilka lat temu miałam przyjemność konsultowania dostępności wigilii na placu Teatralnym, aby każda osoba potrzebująca mogła z niej skorzystać. Planowane były podjazdy, odpowiednie stoły, przestrzeń do poruszania się, dostosowane przenośne toalety...&nbsp;</p><blockquote><p>Pamiętam rozmowy o zapewnieniu dostępności scenicznych atrakcji przez zapewnienie tłumacza języka migowego, choć przyznam, że nie pamiętam, jak finalnie to wyglądało. <strong>Niestety od kilku lat nie widzę informacji o dostępności świątecznych atrakcji.</strong>&nbsp;</p></blockquote><p>Zastanawiając się nad tym tematem, ruszyłam w poszukiwaniu informacji na ten temat na miejskich stronach internetowych.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy"></oembed></figure><h2>Magia światełek – czy dla każdego?</h2><p>Od początku grudnia Warszawa błyszczy świątecznymi iluminacjami. Trasy, takie jak Krakowskie Przedmieście czy Nowy Świat, przyciągają spacerowiczów, którzy chętnie zatrzymują się po zdjęcia z ogromną choinką lub magicznym tunelem świetlnym. Spacer wśród świateł to dla wielu przyjemna tradycja, która wprowadza w świąteczny nastrój.</p><blockquote><p>Jednak czy wszyscy mogą w pełni cieszyć się tą atmosferą? Dla osób wrażliwych sensorycznie, nadmiar migoczących światełek, zmieniające się kolory czy dynamiczne iluminacje mogą być przytłaczające, a nawet szkodliwe. Osoby neuroatypowe, słabowidzące czy chorujące na epilepsję światłoczułą mogą mieć trudności z poruszaniem się w takiej przestrzeni.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/iluminacja-swiateczna-warszawy-2024-1733332628-3.jpg" width="3000" height="2250"><figcaption>fot. Piotr Wróblewski, Raport Warszawski</figcaption></figure><p>Nie oznacza to, że należy rezygnować z dekoracji – wręcz przeciwnie. Światła to nieodłączny element świąt, ale może warto zachować umiar, szczególnie przy projektowaniu przestrzeni publicznej? Delikatne, stonowane iluminacje mogą wprowadzać atmosferę świąt, jednocześnie nie wykluczając osób bardziej wrażliwych na światło.</p><h2>Lodowiska dla każdego?</h2><p>Miejskie lodowiska to kolejna świąteczna atrakcja, która cieszy się ogromną popularnością. Spacerując zimowymi ulicami, trudno oprzeć się pokusie, by założyć łyżwy i spróbować swoich sił na lodzie. W przypadku osób poruszających się na wózkach jest to nieco większe wyzwanie.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1511,izabela-sopalska-rybak-o-msn-jak-to-sie-stalo-ze-powstal-tak-niedostepny-budynek"></oembed></figure><p>Na szczęście ostatnio na lodowisku przy Kajakowej pojawił się nowy sprzęt - Lugicap Ice Perf, o czym<a href="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1840,wozek-inwalidzki-na-lodzie-pierwsze-takie-rozwiazanie-w-warszawie"><strong> pisała niedawno Greta Sulik w Raporcie Warszawskim</strong></a>. Choć lodowiska warszawskie są jeszcze do dopracowania pod względem dostępności, to wiem, że zmierzamy w dobrym kierunku.<strong> Czy nie byłoby pięknie, gdyby wszystkie miejskie lodowiska oferowały sprzęt dla osób o różnym stopniu sprawności?</strong></p><h2>Koncerty i teatr uliczny – piękne, ale czy dostępne?</h2><p>Świąteczne koncerty i przedstawienia uliczne to kolejny ważny punkt programu. 14 grudnia od godziny 16:00 do 20:00 na ulicach Warszawy można podziwiać występy artystyczne. Niestety, żaden z nich nie jest dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością wzroku czy słuchu. A przynajmniej nie znalazłam żadnej informacji na ten temat na miejskich stronach. Brakuje tłumaczy języka migowego, brak zapewnionej audiodeskrypcji czy oznaczeń ułatwiających orientację w przestrzeni, a o pętli indukcyjnej już nie wspomnę.&nbsp;</p><p>Ze względu na brak informacji ciężko też stwierdzić jak będzie wyglądać przestrzeń. Czy będzie wysoka scena i zostanie zapewnione miejsce na widowni dla osób na wózkach. Chyba nikt nie jest w stanie zorientować się, jak została zaplanowana przestrzeń, co byłby dość istotne dla osób neuroatypowych.&nbsp;</p><blockquote><p>Toalety w pobliżu takich wydarzeń również pozostają zagadką – czy w ogóle będą jakiekolwiek toalety? Czy będą dostępne dla osób poruszających się na wózkach? Takie podstawowe kwestie powinny być priorytetem w organizacji wydarzeń publicznych. Przecież magia świąt powinna być dla każdego.</p></blockquote><p>Dostępność to nie dodatek, ale fundament dobrze zaplanowanego miasta. Co można zrobić, by warszawskie atrakcje świąteczne stały się bardziej inkluzywne?&nbsp;</p><h2>Święta dla wszystkich – utopia czy rzeczywistość?</h2><p>Warszawa już teraz robi wiele, by święta były magiczne i dostępne. Ale wciąż jest miejsce na poprawę. Wprowadzenie drobnych zmian może sprawić, że świąteczna atmosfera będzie prawdziwie włączająca, a każda osoba – bez względu na swoje potrzeby – poczuje się mile widziana i zaopiekowana.</p><p><strong>A tak swoją drogą, jak myślicie – spadnie śnieg na święta? Bo choć lampki pięknie błyszczą, to nic nie zastąpi białego puchu w tej magicznej atmosferze.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Filip Frąckowiak: „Kolęda Warszawska 1939” to przypomnienie okrutnych i bardzo ciężkich czasów]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1807,filip-frackowiak-koleda-warszawska-1939-to-przypomnienie-okrutnych-i-bardzo-ciezkich-czasow</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1807,filip-frackowiak-koleda-warszawska-1939-to-przypomnienie-okrutnych-i-bardzo-ciezkich-czasow</guid>
            <pubDate>Fri, 06 Dec 2024 14:55:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-filip-frackowiak-koleda-warszawska-1939-to-przypomnienie-okrutnych-i-bardzo-ciezkich-czasow-1733483845.png</url>
                        <title>Filip Frąckowiak: „Kolęda Warszawska 1939” to przypomnienie okrutnych i bardzo ciężkich czasów</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1807,filip-frackowiak-koleda-warszawska-1939-to-przypomnienie-okrutnych-i-bardzo-ciezkich-czasow</link>
                    </image><description>-  „Kolęda Warszawska 1939” to przypomnienie okrutnych i bardzo ciężkich czasów okresu świąt Bożego Narodzenia w trakcie II Wojny Światowej. Z kolei po upadku hitlerowskich Niemiec, w Polsce umęczonej stalinizmem, niektóre kolędy powstawały w komunistycznych katowniach - pisze Filip Frąckowiak, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nastał adwent. Dzieci chodzą z lampionami na poranne msze. W naszej stolicy pojawiły się już świąteczne ozdoby. Pełne ich są witryny sklepowe, a władze miasta zamówiły niezliczone ilości kolorowych światełek o najróżniejszych kształtach. Słychać już także kolędy a ludzie stają się bardziej refleksyjni, gdy nadchodzi „nowe”. Dlatego, w tych dniach <strong>przypomniałem sobie o kolędach, które powstały z myślą o naszym mieście.</strong></p><blockquote><p>Jest w naszym kolędowaniu coś wyjątkowego, polskiego. Gdy kolędujemy na nutę liryczną lub w&nbsp;rytmie mazura, poloneza czy krakowiaka, jest w tej muzyce i słowach pieśń o nas samych. Z&nbsp;kolędami i ich poetyckością było też tak jak z historią Warszawy. Ich słowa miały szczególne znaczenie. Kiedyś Warszawiacy tułali się, śpiewając o świętej rodzinie szukającej schronienia. Dziś, w czasach dobrobytu i adwentowej refleksji, tak jak mędrcy (trzej królowie), chylą czoła przed osobą bezbronnego dzieciątka, wstydząc się swojej arogancji.&nbsp;</p></blockquote><p>Ja, biernie patrzę (może są też inni, którzy tak patrzą) na dziwy, jak wół i osioł. Te zwierzęta, które są obecne w warszawskich stajenkach albo szopce w kościele ojców Kapucynów na Miodowej. To my. Nasze kolędy i&nbsp;pastorałki mówią o naszej ojczyźnie, naszym mieście i o nas samych bardzo dużo.</p><h2>„Kolęda warszawska 1939”</h2><p>Wiersz zatytułowany „Kolęda Warszawska 1939” został napisany przez Stanisława Balińskiego, związanego ze Skamandrem. Powstał w pierwszą wigilię wojny w stolicy, lecz nie Polski a Francji. Poeta wyemigrował bowiem do Paryża. <strong>Utwór nawiązuje do realiów życia w trakcie niemieckiej okupacji i jest w mojej opinii jedną z najpiękniejszych kolęd polskich. </strong>Tak pisał Baliński w pierwszej zwrotce:</p><p><i>O, Matko odłóż dzień narodzenia</i><br><i>Na inny czas</i><br><i>Niechaj nie widzą oczy stworzenia</i><br><i>Jak gnębią nas</i><br><i>Niechaj się rodzi Syn Najmilejszy</i><br><i>Śród innych gwiazd</i><br><i>Ale nie tutaj, nie w najsmutniejszym</i><br><i>Ze wszystkich miast</i></p><p>W 1939 roku prawdopodobnie nie było jeszcze do niego muzycznej kompozycji. Udało się wysłać tekst konspiracyjnie do Warszawy, gdzie wydano go w jednej z podziemnych gazet. Choć miał służyć ku pokrzepieniu serc Polaków, ma charakterystykę lirycznej, polskiej kolędy opisującej los świętej rodziny. „Kolęda Warszawska 1939” to przypomnienie okrutnych i bardzo ciężkich czasów okresu świąt Bożego Narodzenia w trakcie II Wojny Światowej.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1192,filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy"></oembed></figure><blockquote><p>W drugiej zwrotce, przejęty losem stolicy poeta, opisuje zniszczoną Warszawę po trzech miesiącach wojny. My, z perspektywy czasu wiemy, że był to dopiero początek zniszczeń, które miały nadejść.</p></blockquote><p><i>Bo w naszym mieście, które pamiętasz</i><br><i>Z dalekich dni,</i><br><i>Krzyże wyrosły, krzyże i cmentarz</i><br><i>Świeży od krwi</i><br><i>Bo nasze dzieci pod szrapnelami</i><br><i>Padły bez tchu</i></p><p>Na przestrzeni dekad powstało kilka muzycznych kompozycji do tego utworu. Chciałbym zachęcić Państwa do zapoznania się ze współczesną kompozycją Zbigniewa Preisnera. W szczególności w wykonaniu Margaret.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=KOHNeBsRhYI"></oembed></figure><h2>„Święta rodzino”</h2><p>Po upadku hitlerowskich Niemiec, w Polsce umęczonej stalinizmem, niektóre kolędy powstawały w komunistycznych katowniach. W 1954 roku dyrygent chóru żoliborskiej parafii św. Jana Kantego - Tomasz Wiechowski, skomponował muzykę i napisał słowa do kolędy „Święta Rodzino”. Ten utwór powstał w konspiracji, napisany z myślą o zniewolonych komunizmem Polakach.</p><p><i>Święty Józefie, pobożny, cnotliwy,</i><br><i>Bóg Ci w opiekę oddał Syna Swego,</i><br><i>przyjąć racz także naród nieszczęśliwy,</i><br><i>który w pokorze modli się do niego!</i></p><p>Autor, w drugiej strofie opisał, pragnienie ucieczki ze stalinowskiej niewoli. Gdzie, choć biednie, ale jednak bezpiecznie. W czwartej zwrotce zwraca się błagalnie do samego Syna Bożego w słowach „ratuj nas”:</p><p><i>Jezu Chrystusie, coś przyszedł na ziemię,</i><br><i>aby z niewoli czarta świat wybawić,</i><br><i>spojrzyj łaskawie na Polaków plemię,</i><br><i>ratuj nas, wspomóż i racz błogosławić!</i></p><p>Z oczywistych powodów „Święta Rodzino” przez pół wieku ostała się jedynie na kartce papieru, jako rękopis.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2129;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/3_3_0_12_444_35290.jpg" width="3000" height="2129"><figcaption>Szopka w kościele św. Krzyża, rok 1948 / NAC</figcaption></figure><h2>Nasze kolędy</h2><p>Idąc na Pasterkę, będziemy patrzeć na Warszawę, mijając zwykłe bloki i nowe wieżowce, których w zeszłym roku jeszcze nie było. Paradoks naszego miasta to fakt, że jednocześnie patrzymy na narodziny nowej Warszawy, widząc świadectwa jej niedawnego zmartwychwstania. Lecz kolędy przeszłości nie są dziś nieaktualne.&nbsp;</p><blockquote><p><strong>Uniwersalna treść kolędy wciąż dotyka naszej teraźniejszości.</strong> Także w naszej Warszawie, roku 2024. Tu bogactwo i luksus, jaki jeszcze niedawno widzieliśmy tylko na filmach, nierzadko spotykają się z ludzkim dramatem walki o przeżycie lub o zwykłe ciepło w mieszkaniu. Każdy z nas jest od czasu do czasu świadkiem tułaczki rodzin, samotnych matek, ciężkiej pracy ojców i dzieci biedniejszych od innych, a nawet wolności do otwartego deklarowania swojej wiary.&nbsp;</p></blockquote><p>To musi nas skłaniać do refleksji. Jak w całej Polsce, tak i w Warszawie jest gdzie śpiewać kolędy. Śpiewając przy wigilijnej wieczerzy, wielu z nas, mając na ustach klasyczne wersy, będzie w głowie układać do swojej doli i&nbsp;nie doli - nasze własne kolędy.</p><p><strong>Na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia życzę Państwu czasu na taką refleksję.</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1445,filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Piotr Wróblewski: Warszawa ma pecha do „dużej polityki”. To nie czas na burmistrzów rządzących światem]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1730,piotr-wroblewski-warszawa-ma-pecha-do-duzej-polityki-to-nie-czas-na-burmistrzow-rzadzacych-swiatem</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1730,piotr-wroblewski-warszawa-ma-pecha-do-duzej-polityki-to-nie-czas-na-burmistrzow-rzadzacych-swiatem</guid>
            <pubDate>Fri, 29 Nov 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-piotr-wroblewski-warszawa-ma-pecha-do-duzej-polityki-to-nie-czas-na-burmistrzow-rzadzacych-swiat-1732797898.jpg</url>
                        <title>Piotr Wróblewski: Warszawa ma pecha do „dużej polityki”. To nie czas na burmistrzów rządzących światem</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1730,piotr-wroblewski-warszawa-ma-pecha-do-duzej-polityki-to-nie-czas-na-burmistrzow-rzadzacych-swiatem</link>
                    </image><description>- Pamiętam spotkania Rafała Trzaskowskiego z Sadiqiem Khanem, burmistrzem Londynu, wizytę w Paryżu u mer Anne Hildago, która przeprowadza w tym mieście infrastrukturalną rewolucję. Spotykał się też z burmistrzami Budapesztu, Bratysławy czy Pragi. Wydawało się, że z fotela prezydenta Warszawy można zmieniać świat. Rafał Trzaskowski wybrał jednak inną drogę - pisze Piotr Wróblewski, redaktor naczelny Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <blockquote><p>To pech miasta stołecznego, które okazało się zbyt małe (także politycznie), by być niezależnym „mini-państwem”, a zarazem zbyt duże, by wypaść z orbity zainteresowań. To dlatego polityków z ambicjami krajowymi czy międzynarodowymi ciągnie do stolicy. Chcą być radnymi i szybko uciekać do ministerstw. Chcą być prezydentami Warszawy, a potem mały pałac zamienić na ten duży, przy Krakowskim Przedmieściu. Albo zwyczajnie, szukają rozpoznawalności, by trafić choćby do europarlamentu.&nbsp;</p></blockquote><p>Każdy z tych przykładów już przerabialiśmy. Nazwisk można by wymieniać sporo. Z każdej partii.&nbsp;</p><p><strong>I znowu to przerabiamy.</strong> Nie chodzi o to, czy Rafał Trzaskowski jest dobrym kandydatem, czy złym. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie wygra wybory i zostanie kolejnym Prezydentem RP. Wygrał już wewnętrzną walkę z Radosławem Sikorskim. Wcześniej wygrał z rywalami z PIS: Tobiaszem Bocheńskim – w walce o reelekcję w Warszawie, a jeszcze wcześniej z Patrykiem Jakim, który w 2018 roku zasuwał w kampanii samorządowej jak nikt przed nim.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1669,radoslaw-gajda-czego-potrzebuje-warszawa-ciaglosci"></oembed></figure><p>Trzaskowski przegrał tylko z Dudą, do tego minimalne i w czasie pandemicznej, bardzo dziwnej, kampanii, jako kandydat wymieniony w ostatniej chwili (nie wszyscy pamiętają, że początkowo kandydatem KO była Małgorzata Kidawa-Błońska). Teraz wydaje się, że jest na autostradzie do prezydentury.&nbsp;</p><p>Ale to nie o tym tekst…&nbsp;</p><h2>Czy burmistrzowie mogą rządzić światem?&nbsp;</h2><p>Dekadę temu, amerykański politolog Benjamin Barber wydał książkę <i>„Gdyby burmistrzowie rządzili światem”</i>. Jej podtytuł brzmi: dysfunkcyjne kraje, rozkwitające miasta. Autor podaje, że to burmistrzowie wiedzą, jak zarządzać, zdecydowanie lepiej niż prezydenci czy premierzy. &nbsp;</p><p>Wskazuje przykłady z całego świata: z miast chińskich, z Nowego Jorku, Londynu czy Wrocławia przekonując, że to właśnie szefowie metropolii wprowadzają faktyczną zmianę. I mają dopilnować, by wszystko działało, jak należy.</p><p><i>„Słuchajcie, naprawię wam kanalizację, jeśli skończycie z tymi kazaniami”</i> – powiedział, cytowany w książce Teddy Kollek, burmistrz Jerozolimy po zjednoczeniu miasta. Takim, praktycznym, stylem rządzenia zjednał sobie zwaśnione grupy etniczne i wyznaniowe. Chodziło o działanie, właśnie zarządzanie, zamiast „politykowania”.</p><p>Barber przekonuje, że można by stworzyć pewnego rodzaju Ligę Mistrzów z burmistrzami, którzy wspólnie kształtowali politykę np. klimatyczną. I wydawało się, że Rafał Trzaskowski szedł w tym kierunku. Przynajmniej w 2019 roku.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1024/683;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/uroczyste_podpisanie_porozumienia_o_wspolpracy_i_partnerstwie_obu_miast.jpg" width="1024" height="683"><figcaption>Rafał Trzaskowski w Paryżu z mer Anne Hidalgo podpisuje umowę o współpracy między miastami / fot. UM Warszawa</figcaption></figure><blockquote><p>Pamiętam jego spotkania z Sadiqiem Khanem, burmistrzem Londynu, wizytę w Paryżu u Anne Hildago, która przeprowadza w tym mieście infrastrukturalną rewolucję. Spotykał się też z burmistrzami Budapesztu, Bratysławy czy Pragi. Wydawało się, że porozumienie burmistrzów-liderów, w myśli propozycji amerykańskiego politologa, jest możliwe.</p></blockquote><p>To był początek drogi, która wydawała się niezwykle ambitna. Stworzyć z Warszawy lidera zmian, nowoczesne miasto, które będzie wyznaczało trendy. Tak dzieje się, chociażby w miastach Chin, gdzie burmistrzowie są znacznie ważniejsi niż władze centralne. Opowiadał o tym prezydent USA Bill Clinton, który podczas wizyty w jednym mega-mieście niemal nie dostawał pytań od dziennikarzy. Bo wszyscy pytali swojego burmistrza o to, co dla nich ważne. Globalna czy centralna polityka ich nie obchodziła.&nbsp;</p><p>Podobnym przykładem jest Nowy Jork. Burmistrz Michael Bloomberg stał się znany na całym świecie, podobnie jak jego poprzednik Rudy Giuliani. Dla wielu polityków, także światowego formatu, zarządzenie metropolią jest spełnieniem kariery. Wierzą, że mogą dokonywać realnej zmiany. To dlatego wielu włodarzy polskich miast nie chciało iść do krajowej polityki. Woleli działać na miejscu, otwierać nowe linie tramwajowe, budować szpitale, szkoły czy drogi. Wprowadzać zieloną transformację i poprawiać jakość życia w mieście.</p><p>Niestety dla stolicy, Rafał Trzaskowski zadecydował inaczej. Chce iść do „dużej polityki”, sprawy samorządowe zostawiając dla kogoś innego. Dla nas, mieszkańców, przykre jest to, że kolejni prezydenci Warszawy – wybrani przecież w powszechnych wyborach – uważają to stanowisko jedynie jako trampolinę do „dużej polityki”. Warszawa potrzebuje gospodarza na pełen etat, który uzna, że zarządzanie ogromną, wspaniałą i ciągle rozwijającą się metropolią jest zadaniem priorytetowym i inna praca go nie interesuje. &nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1677,kto-zostanie-prezydentem-warszawy-jesli-rafal-trzaskowski-wygra-wybory-prezydenckie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Patrycja Jastrzębska: Łucka płonęła dzień po dniu. Każdy wiedział, do jakiego finału to prowadzi]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1598,patrycja-jastrzebska-lucka-plonela-dzien-po-dniu-kazdy-wiedzial-do-jakiego-finalu-to-prowadzi</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1598,patrycja-jastrzebska-lucka-plonela-dzien-po-dniu-kazdy-wiedzial-do-jakiego-finalu-to-prowadzi</guid>
            <pubDate>Fri, 15 Nov 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-patrycja-jastrzebska-lucka-plonela-dzien-po-dniu-kazdy-wiedzial-do-jakiego-finalu-to-prowadzi-1731673208.png</url>
                        <title>Patrycja Jastrzębska: Łucka płonęła dzień po dniu. Każdy wiedział, do jakiego finału to prowadzi</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1598,patrycja-jastrzebska-lucka-plonela-dzien-po-dniu-kazdy-wiedzial-do-jakiego-finalu-to-prowadzi</link>
                    </image><description>- Życzenia się nie spełniają. Nie te dotyczące ginących zabytków. Nie dalej niż dwa miesiące temu życzyłam Państwu, aby już żaden istotny obiekt zabytkowy w Warszawie nie został wyburzony. Tymczasem kilka tygodni temu zniknął prawie 200-letni dwór na Wyczółkach, a najstarsza kamienica na Woli została właśnie wykreślona z rejestru zabytków – pisze Patrycja Jastrzębska w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><span style="color:#050505;">Zaniedbywany od lat&nbsp;</span></h2><p><span style="color:#050505;">Dwór na Wyczółkach został wyburzony po cichu. Dokonaniu rozbiórki bez świadków sprzyjało peryferyjne położenie budynku, przy ślepej i nieutwardzonej ulicy Łączyny na warszawskim Ursynowie. Gdy na miejsce przybyły zaalarmowane służby konserwatorskie, zastały już tylko same fundamenty oraz kilka ocalałych reliktów budynku.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#050505;">Dworek miał nie tylko wartość historyczną - powstał na początku XIX wieku&nbsp;</span>dla kasztelana Franciszka Kotowskiego -<span style="color:#050505;"> ale także kulturotwórczą. Był on bowiem związany z rodziną Skarbków, tą samą, u której w Żelazowej Woli mieszkali rodzice Fryderyka Chopina i gdzie przyszedł na świat słynny pianista.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1304,zabytkowy-dwor-na-wyczolkach-juz-nie-istnieje-na-miejscu-koparka-to-brak-szacunku-dla-prawa"></oembed></figure><p>Imię odziedziczył po ojcu chrzestnym Franciszku Skarbku, wybitnym ekonomiście, a także pisarzu, tłumaczu i malarzu. W latach młodości nauk udzielał mu Mikołaj Chopin, ojciec wirtuoza.&nbsp;<span style="color:#050505;">Fryderyk Skarbek, kupił drewniany budynek, położony we wsi Wyczółki w 1842 r. W przeciągu lat dworek zmieniał kilkukrotnie właścicieli: przed wojną była to rodzina Beręsewiczów, która utraciła dobra wraz z wprowadzonym dekretem Bieruta.&nbsp;</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:840/630;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/FREE_840(1)(1).jpg" width="840" height="630"><figcaption>Źródło: Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków / Dwór przed zburzeniem</figcaption></figure><p><span style="color:#050505;">Dworek trafił do rejestru zabytków już 1952 r.,&nbsp;</span>a całe założenie parkowe w 1965 r. - a więc na fali pierwszych powojennych wpisów warszawskich zabytków. Jednak pomimo ogromnej wartości, nie miał szczęścia - najpierw zaniedbało go miasto, potem spadkobiercy gdy w połowie lat 90. odzyskali budynek.&nbsp;</p><p><strong>Nie można jednak powiedzieć, że zabytkowym dworem nikt się nie interesował.</strong> Wzmożone próby jego ratowania można było zaobserwować od kilkunastu lat. I to jest w tej całej sprawie chyba najsmutniejsze, mimo zaangażowania służb konserwatorskich, radnych dzielnicy Ursynów oraz innych podmiotów, finał dla dworu jest tragiczny.&nbsp;</p><blockquote><p>W historii związanej z jego ratowaniem mamy bowiem obfitość stosowania różnych narzędzi, które mają do dyspozycji konserwatorzy zabytków. Wobec właściciela były wydane wielokrotnie nakazy o zabezpieczenie budynku, wobec niestosowania się do nich nakładano kary pieniężne (inna kwestia to ich egzekwowanie i wysokość). Właściciel odwoływał się do sądu, zabawa w kotka i myszkę trwała w najlepsze. Były nawet, podobno, pomysły na zakup dworku przez Miasto, wprowadzenie inwestora zastępczego czy też wykup przez agencję rządową. Jednak żaden z tych pomysłów nie został zrealizowany.&nbsp;</p></blockquote><ul><li>A to na przeszkodzie stanęła zmiana ustroju Miasta (2002 r.),&nbsp;</li><li>a to przy wprowadzeniu inwestora zastępczego - m.st. Warszawa – na drodze stanął wojewoda mazowiecki (przekazując prerogatywy stołecznego konserwatora - mazowieckiemu konserwatorowi),&nbsp;</li><li>a to z kolei właściciel nie przyjął proponowanej za nieruchomość ceny.&nbsp;</li></ul><p>W 2020 r. inwestor uzyskał dotację w wysokości 120 tys. zł na projekt i kosztorys remontu od Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (MWKZ), wówczas prof. Jakuba Lewickiego. Wydawało się, że sprawy idą w dobrym kierunku. Jednak po początkowym zabezpieczeniu obiektu - właściciel przerwał prace i nic nie pomogła kara nałożona przez urząd konserwatorski w śmiesznej kwocie 10 tys. zł.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1530/861;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/xga-zabytkowy-dwor-na-wyczolkach-juz-nie-istnieje-na-miejscu-koparka-to-brak-szacunku-dla-prawa-1729067826%20(1).png" width="1530" height="861"><figcaption>Autor: Paweł Lenarczyk / Tak obecnie wygląda dwór</figcaption></figure><p>Gdy wydawało się, że system kar i zachęt się wyczerpał, właściciel w 2022 r. uzyskał od MWKZ pozwolenie na rewaloryzację i remont dworu zakładającą częściową rozbiórkę obiektu i jego rekonstrukcję. Pomimo zawartych w decyzji warunków, właściciel nie poinformował MWKZ o rozpoczęciu… rozbiórki obiektu. Bez stosownych uzgodnień zutylizował większość pierwotnej substancji budowlanej dworu (prace zgodnie z pozwoleniem miały się toczyć pod nadzorem konserwatorskim).&nbsp;</p><p>Obecnie Marcin Dawidowicz, Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków, wstrzymał prace i jak informuje:&nbsp;</p><blockquote><p><i>„</i><span style="background-color:white;color:#080809;"><i>Na chwilę obecną wszelkie prace zostały wstrzymane i będziemy dążyć do wydania nakazu przywrócenia budynku do pierwotnej formy. Jednocześnie prowadzimy analizy prawne dotyczące nieprawidłowości związanych zarówno z realizacją wydanego pozwolenia, jak również samej jego konstrukcji pod kątem przekroczenia uprawnień organu.”</i></span></p></blockquote><h2>Najstarsza kamienica na Woli&nbsp;</h2><p>Inną metodę na pozbycie się kłopotliwego zabytku zastosował właściciel najstarszej kamienicy na Woli położonej przy ul. Łucka 8. Zawnioskował do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wykreślenie z rejestru zabytków obiektu ze względu na utratę wartości zabytkowych, do której to utraty… sam doprowadził poprzez wieloletnie zaniedbania. Zresztą sprawa kamienicy przy Łuckiej jak w soczewce pokazuje anomalia i luki w systemie ochrony zabytków.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1334,patrycja-jastrzebska-zabytki-sa-calkowicie-niewinne-dewastacja-syrenki-moze-dac-efekt-odwrotny-do-zamierzonego"></oembed></figure><p>Kamienica już w 1992 r. trafiła do rejestru zabytków, staraniem społeczników: Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy „ZOK”. Podkreślano, że jest to najstarsza zachowana kamienica czynszowa na Woli. Jednopiętrowy budynek z przejazdem bramnym, mansardowym dachem z ulokowanymi w nim mieszkaniami stanowił relikt dawnej zabudowy czynszowej, ukazującej starszy typ budownictwa kamienicznego.&nbsp;</p><p>Kamienica powstała w 1878 r. dla kupca żydowskiego Abrama Ajzykowa Włodawera, który od zachodu dobudował do niej oficynę. Budynek przetrwał wojenną pożogę - jako jeden z nielicznych zachowanych kamienic na ulicy Łuckiej. Tak, jak większość czynszówek na Woli, w okresie PRL-u, choć zamieszkały, nie był remontowany, co więcej skuto i tak już skromne dekoracje.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1530/853;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/xga-najstarsza-kamienica-na-woli-uratowana-jest-decyzja-konserwatora-zabytkow-w-sprawie-luckiej-8-1730986377%20(1).jpg" width="1530" height="853"><figcaption>fot. Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków</figcaption></figure><p><strong>Miasto nie dbało o swoją własność także w latach 90. i później.</strong> Co więcej, w 2011 r. wolski Zakład Gospodarowania Nieruchomościami będący zarządcą nieruchomości wystąpił do Ministerstwa o skreślenie kamienicy z rejestru (wniosek oddalono). ZGN nie podejmował też remontów i nie stosował się do konserwatorskich nakazów zabezpieczenia obiektu. W 2012 r. kamienica na fali reprywatyzacji trafiła do prywatnych właścicieli, już bez lokatorów (choć Ci nadal zamieszkiwali przylegającą oficynę). Od tamtej pory przyśpieszyła agonia budynku.&nbsp;</p><blockquote><p>Był taki czas, że do gaszenia pożarów w budynkach straż pożarna przyjeżdżała kilkanaście razy w ciągu miesiąca. Łucka płonęła dzień po dniu. Każdy wiedział, do jakiego finału to prowadzi, ale nikt nie był w stanie na właścicielu wyegzekwować zabezpieczenia budynku, o co występowali zarówno stołeczny konserwator zabytków, Michał Krasucki, jak i mazowiecki wojewódzki konserwator zabytków, prof. Jakub Lewicki.&nbsp;</p></blockquote><p>Sprawy domniemanych podpaleń zgłaszano do prokuratury, ale wobec niemożności wykrycia sprawców - umarzano je. Służby konserwatorskie nakładały grzywny za niestosowanie się do zaleceń konserwatorskich - właściciel się odwoływał. Ten ping-pong między stronami trwał, a budynek ulegał coraz większej destrukcji. Po kolejnym pożarze zawaleniu uległ dach - co spowodowało agonię kamienicy w sposób przyspieszony.&nbsp;</p><p>W kwietniu 2020 roku <span style="color:#050505;">w Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków oficyny przy Łuckiej 10 i 12 przylegające do kamienicy Abrama Włodawera zostały wyburzone, mimo że figurowały w gminnej ewidencji zabytków. Inwestor&nbsp;</span>(spółka JM Invest) <span style="color:#050505;">nie poniósł za to żadnych konsekwencji.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1510,najstarsza-kamienica-na-woli-uratowana-jest-decyzja-konserwatora-zabytkow-w-sprawie-luckiej-8"></oembed></figure><p>Nikt zatem nie miał wątpliwości co do zamiarów właściciela. Zresztą on sam się z tym nie krył. W 2017 r. wystąpił do MKiDN, Generalnego Konserwatora Zabytków, o wykreślenie obiektu z rejestru. Resort odmówił, podobnie jak zrobił to w 2012 r. i 2013 r., gdy trafił do niego podobnej treści wniosek. A właściciel … oczywiście nie dał za wygraną.&nbsp;</p><p>Nie będę Państwa zanudzać wyliczaniem, ile razy sprawa była kierowana do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), potem do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), który nakazywał Ministerstwu ponowne rozpatrzenie sprawy. Urzędnicze przepychanki trwały w najlepsze, a… budynek niszczał. W końcu właściciel dopiął swego: 9 października 2024 r. MKiDN wykreśliło kamienicę przy ulicy Łuckiej 8 z rejestru zabytków. Formalnie obiekt przestał być chroniony prawem.&nbsp;</p><p>Właściciel już tylko czekał na czystą formalność - wniosek do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego o pozwolenie na rozbiórkę obiektu. I stałoby się to niechybnie, gdyby nie interwencja organizacji pozarządowych: Stowarzyszenia „Masław” oraz Obrońców Zabytków Warszawy, które złożyły do Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wniosek o wpis reliktów kamienicy do rejestru zabytków (pisma w tej sprawie złożyli także Burmistrz Dzielnicy Wola i Stołeczny Konserwator Zabytków). MWKZ wszczął postępowanie administracyjne w sprawie wpisu do rejestru zabytków reliktów kamienicy przy ul. Łuckiej 8, co de facto blokuje inwestora w rozbiórce budynku, przynajmniej formalnie.</p><h2>Potrzeba zmian systemowych</h2><p>Jak Państwo widzicie, zwrotów akcji w tych dwóch historiach umierania warszawskich zabytków było wiele i nie powstydziłby się ich brazylijski serial. Szkoda tylko, że to nie filmowa fikcja a realne życie pisze takie scenariusze. Choć, powiedzmy to sobie otwarcie, są one możliwe, bo ramy, w których funkcjonują zabytki, na to pozwalają. Inaczej mówiąc, system ochrony zabytków wymaga korekty. Bo dwór na Wyczółkach i kamienica przy Łuckiej 8 jest w szerszym wymiarze opowieścią o tym samym: o braku skutecznej ochrony zabytków.</p><blockquote><p>Właściciel, jeżeli się uprze, jest w stanie doprowadzić do wyburzenia zabytku lub skreślenia go z rejestru, przy okazji unikając zapłaty wszelkich możliwych grzywien nakładanych na niego przez służby konserwatorskie za niewywiązywanie się z nakazów remontu budynku. Jednocześnie, co też warto podkreślić, system finansowania i grantów na remonty zabytków jest dla właścicieli dalece niewystarczający.&nbsp;</p></blockquote><p><strong>Trzeba nam zmian systemowych, a nie działania w systemie gaszenia pożarów.</strong> Bo jak pokazują dobitnie wymienione wyżej przykłady same dobre chęci nie wystarczą - bo epilog będzie smutny jak w bajce Kraszewskiego: „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Izabela Sopalska-Rybak o MSN: Jak to się stało, że powstał tak niedostępny budynek?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1511,izabela-sopalska-rybak-o-msn-jak-to-sie-stalo-ze-powstal-tak-niedostepny-budynek</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1511,izabela-sopalska-rybak-o-msn-jak-to-sie-stalo-ze-powstal-tak-niedostepny-budynek</guid>
            <pubDate>Fri, 08 Nov 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-izabela-sopalska-rybak-o-msn-jak-to-sie-stalo-ze-powstal-tak-niedostepny-budynek-1730894320.png</url>
                        <title>Izabela Sopalska-Rybak o MSN: Jak to się stało, że powstał tak niedostępny budynek?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1511,izabela-sopalska-rybak-o-msn-jak-to-sie-stalo-ze-powstal-tak-niedostepny-budynek</link>
                    </image><description>- Przyjęto rozwiązania, które obecnie nie powinny być dopuszczane, ale mimo wieloletnich konsultacji i prób poprawienia projektu ciężko jest walczyć z wizją architekta – pisze o Muzeum Sztuki Współczesnej, w felietonie dla Raportu Warszawskiego, Izabela Sopalska-Rybak.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>Ustawa o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami</i> wprowadziła szereg wymogów. Choć nie przepadam za określeniem „osoby ze szczególnymi potrzebami” (bo przecież potrzeby mamy te same, potrzebujemy jedynie dodatkowych dostosowań), sam dokument dawał nadzieję na realne zmiany.&nbsp;</p><p>Mimo że można krytykować niektóre zapisy i podejście do różnych kwestii, była to pierwsza ustawa, która tak szeroko uwzględniała dostępność dla wielu grup. Warszawa jest jednym z miast, które jeszcze przed wejściem w życie przepisów wprowadziły własne standardy dostępności. Miało to miejsce w październiku 2017 roku, a dziewięć miesięcy wcześniej powołano Pełnomocniczkę Prezydenta ds. Dostępności. Było to efektem działań kilku zaangażowanych osób, w tym moich. Gdy dostępność wreszcie stała się tematem dyskusji miejskich, liczyliśmy, że teraz będzie tylko lepiej.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1270,izabela-sopalska-rybak-czy-kazde-dziecko-moze-korzystac-z-placu-zabaw-niestety-nie-rowniez-w-warszawie"></oembed></figure><p>Nie oszukujmy się – jest lepiej niż w 2017 roku, a stwierdzenie, że nic się nie zmieniło, byłoby nietaktowne. To efekt pracy wielu osób: urzędników, pracowników jednostek miejskich oraz organizacji pozarządowych. Z drugiej strony Warszawa to ogromne miasto, w którym trudno zapanować nad każdym remontem, nowym budynkiem i przebudową. Drogi, place, parki, parkingi, budynki, pomniki, chodniki, przystanki, przestrzenie podziemne i te na powierzchni – wszystko to i wiele więcej powinno być dostępne dla każdego.&nbsp;</p><p>Przeanalizujmy, co zmieniło się w ostatnich latach i czy faktycznie jest bardziej dostępne.</p><h2>MSN: „Było gorzej niż się spodziewałam”&nbsp;</h2><p><strong>Budynki publiczne</strong> – tutaj temat jest złożony.&nbsp;</p><p>Przykładem jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej, wokół którego narosło mnóstwo kontrowersji. Byłam tam kilka dni po otwarciu, aby świętować urodziny, a już przed przyjściem po zdjęciach wiedziałam, że idealnie nie będzie. W rzeczywistości było gorzej, niż się spodziewałam.&nbsp;</p><ul><li>Wszechobecna biel, choć nowoczesna, nie zapewnia osobom słabowidzącym prawie żadnych oznaczeń kolorystycznych, a kontrast pojawia się jedynie między czarnymi meblami a tłem.&nbsp;</li><li>Pętle indukcyjne w wielu pomieszczeniach to bardzo dobre rozwiązanie, ale przestrzenie pod schodami pozostają niezabezpieczone, a wokół biegają dzieci.&nbsp;</li><li>Jest przycisk otwierający drzwi uchylne dla osób, które mają trudności z przejściem przez drzwi obrotowe, ale brak oznaczeń wejść.&nbsp;</li></ul><p>W sieci można znaleźć wiele opinii – od zachwytów po gorzkie słowa. Ja jednak najbardziej jestem rozczarowana podejściem architektów, którzy stawiają wizję artystyczną ponad użytkowość, bo nawet najbardziej zniewalający budynek jest bez sensu, jeśli nie da się z niego korzystać.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie"></oembed></figure><blockquote><p>Jak to się stało,&nbsp;że powstał tak niedostępny budynek w czasach, gdy istnieją już przepisy, standardy i szeroko mówi się o dostępności? Projekt powstał jeszcze przed ich wdrożeniem, a prawo nie działa wstecz. Przyjęto rozwiązania, które obecnie nie powinny być dopuszczane, ale mimo wieloletnich konsultacji i prób poprawienia projektu, ciężko jest walczyć z wizją architekta. Najbardziej rozczarowana jestem osobą, która to zaprojektowała. Marzę, żeby kiedyś architekt takiego budynku przeszedł szkolenie z doświadczania barier architektonicznych – może następny projekt byłby naprawdę dostępny?</p></blockquote><h2>„Dostępne wagony i podwójne poręcze”&nbsp;</h2><p><strong>Druga linia metra</strong> – trudno, by ten przykład nie przyszedł na myśl.&nbsp;</p><p>Centralny odcinek metra otwarto w 2015 roku, a kolejne od 2019 roku. Pamiętam, jak poszłam zobaczyć nowe stacje. Nie tylko z ciekawości, ale z aktywistycznego zacięcia. Byłam już „znana” na mieście z tego, że opisuję w internecie dostępność Warszawy i okolic.&nbsp;</p><p>Pamiętam, jak ręce mi opadły na widok drzwi przed windą, które utrudniały dostęp, szczególnie gdy blokowały się na zbyt wystającej ścieżce prowadzącej. Niektóre rozwiązania nie miały sensu, a materiały były źle dobrane. Na części drzwi wciąż widnieje napis „Przedsionek dźwigu”, co dla większości osób jest niezrozumiałe.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/RW%20-%20szablony%20(5).png" width="1920" height="1080"><figcaption>Wejście do metra / fot. Izabela Sopalska-Rybak</figcaption></figure><p>Były jednak i plusy, jak nowe, bardziej dostępne wagony i podwójne poręcze przy schodach – wygodne dla osób o różnym wzroście oraz dzieci. Świetne jest również to,&nbsp;że każda stacja ma charakterystyczną kolorystykę i układ, co ułatwia orientację osobom neuroatypowym i wszystkim w codziennej bieganinie.</p><p>Wciąż jednak nie rozumiem, dlaczego ścieżki prowadzą wyłącznie do windy, zamiast także do schodów, skoro niewidomi często wolą korzystać ze schodów, mając wtedy kontrolę nad piętrem. Jeżeli winda nie jest udźwiękowiona, mogą jedynie trzymać kciuki, że zatrzyma się na właściwym piętrze.</p><h2>„Czekam na drugie otwarcie”&nbsp;</h2><p><strong>Przykłady naziemne</strong> – nowo wyremontowane ulice, jak Marszałkowska czy pl. Bankowy. Chodniki w tych miejscach są równe, wyznaczono miejsca parkingowe, a na zieleń też znalazło się miejsce, choć wciąż jest jej za mało. Wszystkie chodniki mają ścieżki prowadzące, a na przejściach dla pieszych znajdują się pola uwagi, czyli guzki ostrzegawcze projektowane z myślą o osobach z niepełnosprawnością wzroku. W rzeczywistości korzysta z nich każdy – wystarczy chwila nieuwagi i nierówności sygnalizują bliskość jezdni.&nbsp;</p><p>Jednocześnie miejsca parkingowe dla osób z niepełnosprawnością wyłożone są krzywą kostką łupaną. Przez te nierówności ciężko jest wysiąść z auta i złożyć wózek, a także się po nich poruszać, co najlepiej rozumieją osoby chodzące na szpilkach. Słupki, przy wąskich niebieskich kopertach, uniemożliwiają wysiadanie z samochodu lub trzeba wtedy zajmować dwa miejsca. Jednocześnie nawet w centrum dalej spotkamy nieobniżone krawężniki, co wydawałoby się już niemożliwe.</p><blockquote><p>Przestańmy też szukać sposobów na ominięcie przepisów związanych z dostępnością, a zacznijmy szukać rozwiązań, by zapewniać ją w szerszym zakresie, niż wymaga od nas prawo. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Późna dojrzałość nie oznacza niepełnosprawności, ale pewne rzeczy stają się trudniejsze. Ułatwiajmy sobie życie, zamiast komplikować.</p></blockquote><p>I&nbsp;żeby nikt nie miał wątpliwości&nbsp;– jestem zła na brak dostępności, ale czekam na drugie otwarcie z nadzieją, że uda się wiele naprawić. A wszystkie bariery (i nie tylko) w przestrzeni publicznej można zgłaszać przez warszawską aplikację Warszawa 19115.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Filip Frąckowiak: Wokół Muzeum Sztuki Nowoczesnej]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1445,filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1445,filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej</guid>
            <pubDate>Thu, 31 Oct 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej-1730291941.jpg</url>
                        <title>Filip Frąckowiak: Wokół Muzeum Sztuki Nowoczesnej</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1445,filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej</link>
                    </image><description>- Przez lata wielokrotnie podawałem w wątpliwość sens budowy wielkiego muzeum sztuki nowoczesnej, w sytuacji gdy 300 metrów dalej (w prostej linii) jest Zachęta, galeria poświęcona sztuce współczesnej a na południu Śródmieścia jest ogromny Zamek Ujazdowski – Centrum Sztuki Współczesnej - pisze Filip Frąckowiak, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie lubię tłumu. W szczególności gdy zgromadzenie zaburza mi możliwość oceny przedmiotu jego zainteresowania. Zwykle tak bywa podczas pojawienia się nowych przedsięwzięć, których urody, zasadności powstania i użyteczności nie da się ocenić w sposób nawet „subiektywnie obiektywny”. Mam tu na myśli własny, lecz jednak wypowiedziany w sposób racjonalny punkt widzenia. <strong>Dlatego z przykrością informuję, że nie odwiedziłem dotąd Muzeum Sztuki Nowoczesnej.&nbsp;</strong></p><p>Nie odwiedziłem także kładki pieszo-rowerowej w pierwszych dniach jej działania. Kładkę mam już za sobą a Muzeum odwiedzę wkrótce. Na razie jednak, poczekam aż ogólne wzburzenie i podniecenie się uspokoi. W szczególności oceny typu <i>„To najnowocześniejsze muzeum w Europie a warszawa wreszcie jest stolicą kultury”</i> lub <i>„Ten budynek to kontener mieszkalny dla budowlańców”</i>. Ponieważ jednak, termin mojego felietonu przypadł na tydzień bezpośrednio po otwarciu MSN, pozostałem bez wyjścia wobec ogólnego szumu pod hasłem: kto się nie wypowie o MSN ten „trąba”.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4209.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Widok na fasadę MSN / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><h2>Czy wielkie muzeum jest potrzebne?</h2><p>Przez lata wielokrotnie podawałem w wątpliwość sens budowy wielkiego muzeum sztuki nowoczesnej, w sytuacji gdy 300 metrów dalej (w prostej linii) jest Zachęta, galeria poświęcona sztuce współczesnej a na południu Śródmieścia jest ogromny Zamek Ujazdowski – Centrum Sztuki Współczesnej. (Tak, tak, dostrzegam różnice w definicjach sztuki współczesnej i nowoczesnej).&nbsp;</p><blockquote><p>Okazuje się jednak, że Polska sztuką stoi, skoro potrzeba aż tylu przestrzeni ekspozycyjnych dla twórców ostatnich dekad. Jakby tego było mało, to nowe nurty znajdą także&nbsp; swoje miejsce w Muzeum Narodowym. Ta ostatnia instytucja traci jednak rangę w ostatnich latach. Bo chociaż wystawy są ciekawe, to jak na najważniejsze polskie muzeum, jest ono liche. Być może przejmie skrzydło po Muzeum Wojska Polskiego. Jednak, jeszcze w pierwszej połowie tego roku, dyrektor MWP nie był w stanie wskazać kiedy nastąpi przeniesienie całości eksponatów na Cytadelę.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1192,filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy"></oembed></figure><p>Wracając, do MSN… Wielu wzburzyło to, że Muzeum Sztuki Nowoczesnej poddane zostało różnorodnej krytyce. Począwszy od wydanej kwoty, niezwykle długi czas jego tworzenia i budowy, przez kreację architektoniczną a kończąc na otwierającej wystawie czasowej. Nie spodziewałem się niczego innego jak kłótni o muzeum. Również jestem zdania, że byłoby się od czego „odbić” w historycznej architekturze, aby pokazać skok z przeszłości w przyszłość a nie pójść po prostej linii modyfikacji (neo)modernizmu. To z mojej perspektywy jest jednak najmniejszy problem.&nbsp;</p><p><strong>Jasność bryły postrzegam za jej największy atut. </strong>Być może jest to nawiązanie do „białej” Zachęty – czyli właśnie skok ze współczesności w przyszłość. Na przykład, sama Zachęta była kontrastem pomiędzy architekturą neorenesansową a sztuką współczesną w środku. Już wtedy, na początku XX w., sztuka zaczynała się robić dziwna, choć nadal jej kreowanie było… sztuką. Jednakże do czego mieliby nawiązać architekci MSN w okolicy Placu Defilad? Mając do wyboru, socrealizm czasu stalinizmu lub tzw. Ścianę Wschodnią - wybrali to drugie. Proste formy geometryczne i absolutny minimalizm dekoracyjny.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1455,jan-mencwel-msn-kloc-czy-ikona-zadna-roznica-bo-zycie-jest-gdzie-indziej"></oembed></figure><p>Inną kwestią jest to, co będzie prezentowane w środku. Jak już napisałem, wystawy bieżącej jeszcze nie widziałem a przyszłej, stałej jeszcze nie ma. Trudno komentować. Ale zostaliśmy już przyzwyczajeni do „performance art”. Krzesło, jakaś wisząca szmatka albo telewizory pokazujące ludzi snujących się w pustych przestrzeniach.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2378/1585;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4261.jpg" width="2378" height="1585"><figcaption>Klatka schodowa MSN / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><h2>Sztuka zachęca do błahego traktowania?</h2><p><i>[A teraz krótka podróż wstecz]</i> Choć byłem w przeszłości uczniem liceum sportowego, mnie i kolegów ciągnęło do sztuki. Dlatego regularnie odwiedzaliśmy muzea i kina. Jakoś tak w 1997 (miałem 17 lat), w Zachęcie była wystawa prezentująca m.in. ściankę, do której przytwierdzono wielki klucz zegarowy. Ten klucz nieustannie kręcił się. Nie do końca wiedzieliśmy, co autor miał na myśli. Ja interpretowałem to tak, że czas biegnie nieubłaganie i nigdy nie przestaniemy nakręcać naszego życia i uzależniać się od czasu. Tyleż prawdziwe, co banalne. Tymczasem, trzech innych, nam podobnych, których ciągnęło do sztuki, odnalazło źródło zasilania klucza. Cóż więcej powiedzieć niż to, że czas stanął. Po latach, z kolegami uznaliśmy tamto zachowanie za karygodne. Nie mogliśmy jednak pozbyć się myśli, że demokratyzując sztukę i oddając do dyspozycji jej amatorów coś tak banalnego jak współczesne wytwory, zachęca się do jej błahego traktowania.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1395,radoslaw-gajda-muzeum-sztuki-nowoczesnej-czy-udalo-sie-wzniesc-budynek-wybitny-w-moim-odczuciu-nie"></oembed></figure><blockquote><p>Cała ta dyskusja bierze się jednak z anihilacji sztuk wszelkich – może z wyjątkiem popkultury. Ten obszar ma się świetnie. Uznając wrażliwość artystów, żyjąc w epoce przekonania o wolności sztuk i o tym, że twórca najpierw kreuje własną przestrzeń, aby potem uwolnić drzemiący w nim potencjał, obawiam się, że mamy do czynienia z obniżeniem poprzeczki i przesadnym rozszerzeniem definicji sztuki. Szerokie ramy tego, co akceptowane jako sztuka, pozwalają na to, by społeczeństwo mogło samodzielnie i nie znosząc sprzeciwu, ocenić co nią jest. Tak zresztą dzieje się w rozgorączkowanej dyskusji o MSN. Mogą to zrobić miliony Polaków a nie jedynie kurator wystawy.</p></blockquote><p>Sztuka zawsze wymykała się próbom zamykania w sztywnych ramach definicji. Jeszcze bardziej twórczość. Trudniej jest coś bezspornie zakwalifikować jako dzieło niż określić definicję sztuki. Dawno już odeszliśmy od antycznego rozumienia sztuki, gdy ta jeszcze nie miała artystycznych konotacji a wiązała się jedynie z umiejętnym wytworzeniem czegoś. To, przez wieki, doprowadziło artystów do dezorientacji. W XIX wieku powstał nurt „sztuki dla sztuki” - tworzenia dla tworzenia, tak aby artysta nie był skrępowany otaczającą go rzeczywistością. I tak powstały dzieła, które nie służą niczemu. Jeszcze wtedy kogoś to mogło zaskoczyć. A dziś? Nie sądzę. <strong>Wszyscy już zobaczyliśmy tyle prowokacji, że może czas wrócić do sztuki tworzenia.</strong></p><p>Kiedy przypominam sobie lament nestorek rodów na widok sztuki nowoczesnej: „Mój Ty Boże. Koniec świata!”, to słyszę w tym prostą definicję atrofii architektury, debetu rzeźby, amputacji teatru, pierwiastka z malarstwa.</p><p>Więc taka konserwa jak ja, może tylko prosić władze MSN, aby zajrzały w głąb przeszłości i rozważyły takie nazwiska jak: Abakanowicz, Beksiński, Giger, Mitoraj, Rosiński...</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jan Mencwel: MSN - kloc czy ikona? Żadna różnica, bo życie jest gdzie indziej]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1455,jan-mencwel-msn-kloc-czy-ikona-zadna-roznica-bo-zycie-jest-gdzie-indziej</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1455,jan-mencwel-msn-kloc-czy-ikona-zadna-roznica-bo-zycie-jest-gdzie-indziej</guid>
            <pubDate>Thu, 31 Oct 2024 15:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-nie-ruszac-jan-mencwel-msn-kloc-czy-ikona-zadna-roznica-bo-zycie-jest-gdzie-indziej-1730371926.png</url>
                        <title>Jan Mencwel: MSN - kloc czy ikona? Żadna różnica, bo życie jest gdzie indziej</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1455,jan-mencwel-msn-kloc-czy-ikona-zadna-roznica-bo-zycie-jest-gdzie-indziej</link>
                    </image><description>Jeśli ktoś myśli, że ten czy inny gmach tylko ze względu na swoją estetykę odmieni oblicze ścisłego centrum Warszawy, to spotka go rozczarowanie. Bo prawdziwe życie miasta jest gdzie indziej- pisze Jan Mencwel w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>„Ikona architektury” czy „szpetny biały kloc”? Wielki skok w kierunku rewitalizacji centrum miasta czy zmarnowane miliony? Na pewno każda i każde z nas ma już zdanie na temat estetyki nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nie sposób go nie mieć po tym, co wydarzyło się w internecie i mediach w weekend otwarcia.&nbsp;</p><blockquote><p>Tak wielka dyskusja, jaką&nbsp;wzbudził budynek, w którym póki co raczej nic nie ma, to niewątpliwie sukces tej instytucji. Ale jeśli ktoś myśli, że ten czy inny gmach tylko ze względu na swoją&nbsp;estetykę odmieni oblicze ścisłego centrum Warszawy, to spotka go rozczarowanie. Bo prawdziwe życie miasta jest gdzie indziej. Gdzie? Cytując tytuł słynnej książki Jana Gehla - „między budynkami”.&nbsp;</p></blockquote><h2>Efekt Bilbao w Warszawie?</h2><p>Ale po kolei. Nieco ponad ćwierć wieku temu w przemysłowym mieście Bilbao w Hiszpanii otwarto Muzeum Guggengheima umieszczone w futurystycznym gmachu zaprojektowanym przez architekta Franka Gehry’ego. Gdyby wtedy istniały już media społecznościowe, zalałyby je memy na temat tego budynku. Ale na szczęście - a może niestety - wtedy te media jeszcze nie istniały. Więc budynek, zamiast wywołać narodową kłótnię, wywołał szał.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1445,filip-frackowiak-wokol-muzeum-sztuki-nowoczesnej"></oembed></figure><p>Szał ten ogarnął nie tylko kraj Basków i Hiszpanię, ale też dużą&nbsp;część&nbsp;świata. Nazwa „Bilbao” była na językach, miasto przeżywające wcześniej spory kryzys przyciągnęło turystów z całego świata. Ale ciekawsze było to, co się&nbsp;stało później. Zapatrzone w ten wzorzec miasta, jedno po drugim, podejmowały desperackie próby powtórzenia „efektu Bilbao”. Ściągały słynnych architektów (koniecznie z zagranicy!) i wydawały setki milionów na projekt i budowę jednego gmachu, często związanego ze sztuką czy kulturą, licząc, że to uruchomi lawinę, która odmieni wizerunek i wraz z nim jakość&nbsp;życia w mieście.&nbsp;<br><br>I wiecie co? Nikomu się nie udało. „Efekt Bilbao” okazał się jednorazowy. Słyszeliście kiedyś o Centrum Pompidou, ale tym w Metz? A o centrum Niemeyer w Aviles? Albo o Luwrze, ale tym w Abu Dhabi? No właśnie. Nie słyszeliście. Bo mimo wydania olbrzymich środków i zapuszczenia innych sfer rozwoju miasta nie przyniosły nawet ułamka tego efektu, który dał Frank Gehry Bilbao.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2426/1617;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4307(1).jpg" width="2426" height="1617"><figcaption>Marszałkowska i gmach MSN / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><p>W międzyczasie powstawało coraz więcej prac naukowych, a także oddolnych ruchów miejskich, które głosiły, że trzeba od tego sposobu myślenia odejść. Bo jako&nbsp;żywo przypomina on myślenie magiczne - w jaki sposób jeden wielki obiekt miały odmienić oblicze całego miasta, które jest złożonym i skomplikowanym organizmem? Wspomniany już Jan Gehl wydał swoją książkę „Życie między budynkami” w 2010 roku. Stopniowo rodził się nurt urbanistyki, który ponad wartość estetyczną&nbsp;architektury wznosił wartość użytkową przestrzeni miejskiej.</p><p>Wskazywał, że miasto, a wraz z nim także budynki, człowiek odbiera z poziomu ulicy. A zatem znacznie ważniejsze, niż ich fasady, jest to, jak wygląda owa ulica. W międzyczasie tę ideę&nbsp;zaczęto wcielać w&nbsp;życie w wielu miastach. To w tym okresie w Nowym Jorku działała Janette Sadik-Khan, która odmieniła takie ikoniczne przestrzenie jak Times Square, oddając więcej miejsca pieszym. Stopniowo na szczyty rankingów jakości&nbsp;życia zaczęły piąć się&nbsp;miasta, które nie mają w swoich kluczowych przestrzeniach ani jednego ikonicznego, nowoczesnego gmachu zaprojektowanego przez „starchitekta” - takie jak Amsterdam czy Kopenhaga. Mają za to niezwykle przyjazne pieszym i rowerzystom ulice, pozwalające zarówno na przemieszczanie się, jak i na zwiedzanie ich przez turystów.&nbsp;</p><blockquote><p>Ten kierunek obrał także Paryż czy Londyn, których burmistrzowie zamiast stawiać na kolejne megainwestycje postawili na odmianę ulic i placów i zwiększenie przyjazności przestrzeni w tych wielkich metropoliach. I z powodzeniem uzyskują świetne wyniki w kolejnych wyborach.&nbsp;</p></blockquote><h2>Stoję z boku dyskusji o MSN</h2><p>Dlatego ja konsekwentnie stoję&nbsp;z boku w dyskusji o tym, czy gmach MSN jest klocem czy ikoną. Bo wiem, że ta dyskusja, choć interesująca, jest tak naprawdę obok tematu. Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, że ten budynek wreszcie utworzy nowe ciągi piesze w tej zdegradowanej i zdominowanej przez ruch samochodowy części Warszawy. Oraz że ma żywe i otwarte przyziemia, które sprawiają, że z poziomu ulicy widzimy wnętrze przez duże przeszklone elewacje znajdujące się&nbsp;na poziomie parteru. To coś, czego nie widać na żadnym z memów szydzących z MSN, a co ma dużo większe znaczenie niż estetyka jego elewacji.&nbsp;</p><p>Wiem też, że tak naprawdę budynek będzie można ocenić dopiero po oddaniu do użytku placu przed nim. Oraz po wyznaczeniu naziemnego przejścia dla pieszych przez ulicę&nbsp;Marszałkowską na wysokości ul. Złotej. To dwie zmiany, które są już pewne. Ale wystarczy spojrzeć, jak wygląda sama Marszałkowska - wielopasmowa i hałaśliwa autostrada - czy dalsza część Placu Defilad - wielki i szpetny parking -&nbsp; by wiedzieć, że przed Warszawą jeszcze ogrom pracy, by realnie odmienić i zrewitalizować przestrzeń okolic MSN. Zrewitalizować, czyli wpuścić tam prawdziwe życie, które w mieście dzieje się&nbsp;między budynkami, a nie tylko w nich.&nbsp;<br>&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1184,jan-mencwel-jestem-konfidentem-szescdziesiona-i-jestem-z-tego-dumny"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Patrycja Jastrzębska: Zabytki są całkowicie niewinne. Dewastacja Syrenki może dać efekt odwrotny do zamierzonego]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1334,patrycja-jastrzebska-zabytki-sa-calkowicie-niewinne-dewastacja-syrenki-moze-dac-efekt-odwrotny-do-zamierzonego</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1334,patrycja-jastrzebska-zabytki-sa-calkowicie-niewinne-dewastacja-syrenki-moze-dac-efekt-odwrotny-do-zamierzonego</guid>
            <pubDate>Fri, 18 Oct 2024 14:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-patrycja-jastrzebska-zabytki-sa-calkowicie-niewinne-dewastacja-syrenki-moze-dac-efekt-odwrotny-do-1729234851.jpg</url>
                        <title>Patrycja Jastrzębska: Zabytki są całkowicie niewinne. Dewastacja Syrenki może dać efekt odwrotny do zamierzonego</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1334,patrycja-jastrzebska-zabytki-sa-calkowicie-niewinne-dewastacja-syrenki-moze-dac-efekt-odwrotny-do-zamierzonego</link>
                    </image><description>Nie ma chyba dla warszawiaka czy warszawianki ważniejszego symbolu miasta niż  Syrenka. Tym bardziej powtarzające się akty wandalizmu na jej pomniku  nad Wisłą budzą zrozumiały gniew i sprzeciw.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><i>„Przeciwko wszystkim imperiom”</i> – głosił napis wysprejowany na cokole postumentu. Obok namazano jeszcze literę&nbsp;„A” w kółku – symbol anarchii. Na razie nie wiadomo kto dopuścił się tego wandalizmu, policja ustala przebieg zdarzenia. Wiadomo, że sprawców było dwóch, a sytuacja miała miejsce około&nbsp;czwartej nad ranem w ostatnią niedzielę września.</p><p>Poprzednia, bardziej medialna dewastacja pomnika, wydarzyła się w&nbsp;Dzień&nbsp;Kobiet, 8 marca. Tym razem nie było żadnych wątpliwości, kto odpowiadał za to zniszczenie. Były to aktywistki z&nbsp;„Ostatniego pokolenia”, które nie tylko nie uciekły z miejsca zdarzenia, ale nagrały i udostępniły film, w którym widać jak oblewają pomnik pomarańczową farbą. Jak mówiły, był to rodzaj happeningu mającego zaalarmować społeczeństwo o postępujących zmianach klimatycznych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1770/1328;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/MicrosoftTeams-image(2).png" width="1770" height="1328"><figcaption>Zdewastowany pomnik Syrenki / fot. Piotr Wróblewski</figcaption></figure><p>Grupa ta znana jest z radyklanych działań, np. zablokowania ruchu na Trasie Łazienkowskiej czy przerwania koncertu w Filharmonii Narodowej. Działa też w innych państwach, np. w Niemczech, gdzie członkowie tej grupy oblali zupą obraz Moneta, czy we Francji – tu z kolei oberwało się „Słonecznikom” van Gogha (na szczęście obrazy były za szybami).&nbsp;</p><p>Warszawskie działaczki tłumaczyły, że nie zniszczyły pomnika, bo użyły do swojej akcji kredowej farby pomarańczowej, która miała być łatwo zmywalna. O ile jednak z figury Syrenki, która jest wykonana z brązu, udało się usunąć dość łatwo farbę, o tyle cokół z piaskowca nie miał tyle szczęścia i trzeba było przeprowadzić prace konserwatorskie, które tylko częściowo usunęły ślady farby.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/631,krystyna-krahelska-syrenka-warszawy-symbol-odwagi-i-poswiecenia-powstanczego"></oembed></figure><p>Teraz ponownie Syrenkę, a dokładnie postument, na którym stoi, czeka czyszczenie. Zgodę i zalecenia musi wydać Wojewódzki Konserwator Zabytków, bo pomnik jest w rejestrze zabytków.</p><p>Nad samymi aktywistkami zebrały się jednak czarne chmury. Kilka dni temu Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła dwóm działaczkom zarzuty uszkodzenia mienia o wartości ponad 360 tys. zł. Śledczy konsultowali sprawę z konserwatorem zabytków i biegłym z zakresu kamieniarstwa. Okazało się, że farba wniknęła w strukturę piaskowca, co wymaga dalszych specjalistycznych prac konserwatorskich. Za uszkodzenie zabytku grozi im od od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Aktywistki nie przyznają się do winy.</p><h2>„Symbol walczącej Warszawy stał się celem”</h2><p>Paradoksem jest, że to właśnie pomnik Syrenki warszawskiej - symbol walczącej Warszawy stał się celem działań osób, które w ten sposób chcą zamanifestować swoje poglądy. Szkoda tylko, że za cel biorą sobie niewinne zabytki.&nbsp;</p><p>Gdyby jednak ten akt wandalizmu, dotyczył mniej drogiego sercom warszawiaków pomnika, dewastacja ta nie wywołałaby być może tak powszechnego oburzenia. Trudno bowiem o&nbsp;bardziej ikoniczny emblemat stolicy od syrenki. Jej wizerunek widnieje w herbie miasta, w logotypie stolicy, umieszczony jest na siedziskach komunikacji miejskiej.&nbsp;Syrenką oznakowane są latarnie czy słupki miejskie, widnieje wreszcie ona w licznych dekoracjach malarskich, mozaikowych i innych umieszczanych na elewacjach kamienic czy bram.&nbsp;</p><p>Nawet pomników Syrenki doczekaliśmy się dwóch – tak ważny jest to symbol miasta. Pierwszy, zaprojektowany przez Konstantego Hegla powstał w 1855 r. i znajduje się w Muzeum Warszawy (jego kopia na Rynku Starego Miasta). Drugi, którego dotyczy felieton, autorstwa Ludwiki Nitschowej powstał w 1937 r. Pozowała do niego Krystyna Krahelska ps. „Danuta” – walcząca w Armii Krajowej, uczestniczka powstania warszawskiego, która zmarła 1 sierpnia 1944 r., gdy ratowała życie rannego kolegi.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1060,bulwersujace-wyburzenia-zabytkow-w-warszawie-interes-spoleczny-przegrywa-w-starciu-z-argumentem-pieniadza"></oembed></figure><p>Pomnik został ustawiony nad Wisłą na początku kwietnia 1939 r. i przetrwał tam całą wojenną zawieruchę – był niemym świadkiem śmierci miasta, ale tez jego odrodzenia. Syrenka miała sporo szczęścia, gdyż nie podzieliła losu wielu innych pomników warszawskich, które zostały zniszczone przez okupanta (m.in. Chopina, Mickiewicza, księcia Poniatowskiego). Po wojnie co prawda trzeba było uzupełnić liczne postrzeliny na pomniku (wykonała to jeszcze przedwojennna firma braci Łopieńskich), ale przetrwał on okrutną rzeź miasta. Pomogło mu w tym usytuowanie, przy linii brzegowej, która w 1944 r. stanowiła linię frontu niemiecko-radzieckiego.&nbsp;</p><p>Atak na pomnik Syrenki nie mógł przejść zatem bez echa (swoją drogą o to właśnie chodziło aktywistkom). Podniosło się tak wiele głosów sprzeciwu wyrażających oburzenie i gniew, wymienię tylko kilka przykładów:&nbsp;</p><ul><li>„Wandalizm w czystej postaci i brak szacunku”,&nbsp;</li><li>„Idiotyczna i szkodliwa forma protestu!”,&nbsp;</li><li>„Swoją drogą, jak wiele głupoty, cierpienia i zła widziała Syrenka od 1939 r.”.&nbsp;</li></ul><p>Aktywiści z "Ostatniego Pokolenia" odpowiadają – co po naszych pomnikach czy dziełach sztuki, jak niedługo będziemy mieć kryzys związany z dostępem do wody i żywności. Mocny głos wypowiedziany w mocny sposób. Czy jednak cel uświęca środki?&nbsp;</p><p>W moim przekonaniu nie w tym wypadku, i w żadnym innym, gdy w grę wchodzi niszczenie zabytków, czy symboli, które są drogie dla jakiejś grupy społeczeństwa. Przemoc rodzi przemoc. Paradoksalnie działacze tej grupy mogli osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego: dać oręż sceptykom zmian klimatycznych do wepchnięcia wszystkich ludzi, którzy walczą o zmianę polityki wobec środowiska i jego degradacji, do jednego worka z napisem:&nbsp;„klimatyczni oszołomi”. Nie tędy droga Panowie i Panie! Zabytki są całkowicie niewinne i nie mogą być zakładnikami jakichkolwiek idei czy ideologii. Upominajmy się o przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, ale nigdy nie kosztem naszego wspólnego dziedzictwa.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Filip Frąckowiak: Komu potrzebna obrona cywilna Warszawy?]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1192,filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1192,filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy</guid>
            <pubDate>Fri, 04 Oct 2024 15:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy-1728027461.jpg</url>
                        <title>Filip Frąckowiak: Komu potrzebna obrona cywilna Warszawy?</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1192,filip-frackowiak-komu-potrzebna-obrona-cywilna-warszawy</link>
                    </image><description>- Panie Prezydencie, wszyscy potrzebujemy obrony cywilnej Warszawy! Bezpieczeństwo to nasza wspólna sprawa i dotyczy wszystkich mieszkańców - apeluje Filip Frąckowiak, radny m.st. Warszawy i dyrektor Muzeum Zimnej Wojny im. gen. Kuklińskiego, w felietonie dla Raportu Warszawskiego. Jak przekonuje, w tej sprawie miasto wciąż ma wiele do zrobienia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prezydent Rafał Trzaskowski ogłosił nowy program z zakresu obrony cywilnej „Warszawa chroni”. Wraz z ministrem spraw wewnętrznych Tomaszem Siemoniakiem, przedstawił zarys działań, które mają być przeprowadzone w tak zwanym tygodniu bezpieczeństwa między 7 a 12 października. Bardzo dobrze. Długo na nie czekaliśmy. Jest wiele obszarów do zagospodarowania. Na działania prewencyjne nigdy nie jest za późno, a ich zakres nigdy nie jest zbyt szeroki. Dlaczego? Tego dziś nie wiemy. Ale gdy nam się już „<strong>to</strong>” przydarzy, będziemy wiedzieć dlaczego warto było rozwijać obronę cywilną Warszawy wcześniej.</p><h2>Komu potrzebna obrona cywilna?</h2><blockquote><p>Obrona cywilna jest uciążliwym dodatkiem do rządów, których zadaniem jest spełniać piękny sen mieszkańców. Jest droga i wieszczy złą przyszłość. Obrona cywilna wymaga zaangażowania od mieszkańców. Czasem oderwania się od pracy, gdy prowadzone są ćwiczenia. Niekiedy trzeba postawić drogą inwestycję, jak na przykład niezależny schron, który tylko stoi i się marnuje. Dokładnie tak, jak te z czasów słusznie minionych - PRL i Układu Warszawskiego. Gdyby trzeba było oddawać kawałki przestrzeni z piwnic i garaży wspólnot mieszkaniowych, ktoś musiałby im to zakomunikować. Krótko mówiąc same kłopoty. Na dodatek, obecnie nie obowiązuje żaden przepis, który nałożyłby na samorządowców szczególny obowiązek względem obrony cywilnej.&nbsp;</p></blockquote><p>Można zatem zapytać, komu jest potrzebna obrona cywilna Warszawy. Spójrzmy na popularne stanowiska w tej sprawie. Nie nam, mieszkańcom w 2024 roku, bo przecież żadna rakieta nie wleci w obszar Warszawy. Owszem, mogą być prowadzone działania zaczepne wobec Polski, ale do wojny jeszcze daleko. Od tego mamy NATO. Administratorom budynków też nie jest potrzebna bo nie ma ustawowego obowiązku, który kładłby na nich wymóg organizowania przestrzeni ochronnych w budynkach mieszkalnych. Czyżby ani władze miasta, mieszkańcy ani inni interesariusze nie potrzebowali tego obszaru działań?</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem"></oembed></figure><p>Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto cofnąć się w czasie o kilka lat. W latach dwutysięcznych wykreślono ustawowy dla samorządów obowiązek prowadzenia działań w obszarze obrony cywilnej. Przepisów było kilka i umiejscowione w różnych ustawach. Między innymi te dotyczące utrzymywania schronów, ale także z zakresu szkoleń mieszkańców. Wielu urzędników uważało, że problem zniknął, bo nie było ram prawnych.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/MG7_5804%20(1).jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Metro to jedno z miejsc schronienia, które rekomenduje miasto / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><h2>Obrona cywilna – pozycja w budżecie</h2><blockquote><p>W 2015 roku, podczas podsumowania wykonania budżetu Warszawy za 2014, na Komisji Bezpieczeństwa, jeden z dyrektorów przedstawił lakoniczną informację, że budżet na obronę cywilną został wykonany w całości. Ze zdziwieniem zobaczyłem w przepastnych tabelach, że wynosił zaledwie kilka tysięcy złotych. Okazało się, że finansowany jest z niego podstawowy serwis syren, ulotki do szkół i informacja na stronie internetowej miasta.&nbsp;</p></blockquote><p>Zaniepokojony, zacząłem drążyć temat. Na pytanie w interpelacji o ilość schronów i wskazanie ich miejsc miasto odpowiedziało, że przepisy krajowe, regulujące tę kwestię wygasły w 2004 roku i nie ma podstaw prawnych do prowadzenia tego typu rejestrów.&nbsp;</p><p>Przez lata kwoty te wciąż były na poziomie zaskakująco niskim. W następnych latach kształtowały się następująco:</p><ul><li>2019 – 3 500 PLN</li><li>2020 – 28&nbsp;000 PLN</li><li>2021 – 12 000 PLN</li><li>2022 – 26&nbsp;000 PLN</li></ul><p><i>„Nie chcemy wprowadzać atmosfery zagrożenia”</i> padło kiedyś na Komisji Bezpieczeństwa, gdy zapytałem dlaczego w obliczu potencjalnego zagrożenia ze wschodu i wpadających rakiet na terytorium Polski, nie są podejmowane realne działania w zakresie obrony cywilnej.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1141,w-warszawie-zawyja-dlugie-syreny-spokojnie-to-tylko-testy-chcemy-sprawdzic-czy-kazdy-uslyszy-sygnal"></oembed></figure><p>Przez lata starałem się zachęcić zarówno panią prezydent Gronkiewicz – Waltz, jak też prezydenta Trzaskowskiego. Padły z mojej strony między innymi propozycje:</p><ul><li>podniesienia kwoty w budżecie miasta na obronę cywilną w celu realizacji szkoleń dla mieszkańców z podstawowej zagadnień obrony cywilnej;&nbsp;</li><li>zainstalowania tablic Miejskiego Systemu Informacji, wskazujących najbliższe miejsce schronienia;&nbsp;</li><li>sfinansowania wyposażenia miejsc schronienia w podstawowe wyposażenie, takiej jak latarki, wentylację, gaśnice, sygnalizatory dźwiękowe.&nbsp;</li></ul><p>Niestety, tego też nie można było zrealizować. Iskra wynikająca z działań opozycji mogłaby ułatwić trudną politycznie decyzję. Tym bardziej, że chodzi o sprawy bezpieczeństwa, wobec których zawsze jesteśmy jednomyślni na Radzie Warszawy. Tym razem się jednak nie udało. Sprawa uległa nieznacznej zmianie pod wpływem ponownego ataku Rosji na Ukrainę w 2022. Mimo, że stan prawny się nie zmienił, prezydent Trzaskowski przeprowadził jednak wówczas inwentaryzację miejsc schronienia. Jednakże nie opublikował ani dokumentu, ani adresów miejsc schronienia!</p><h2>Garaż to nie schron</h2><p>Obiektywnie rzecz biorąc, nie jest łatwo zapewnić schrony dla ludności cywilnej, bo garaż to nie schron. Jeśli budynek miałby zostać trafiony rakietą, a następnie zawalić się, wszystko spadnie na przebywające tam osoby. Zwykłe garaże nie mają bowiem stropu, który w sposób szczególny chroni podziemną przestrzeń. To po prostu kolejna kondygnacja, tyle że pod ziemią. Dlatego gdyby spytać eksperta, gdzie ukryć się w garażu, zapewne odpowie, że jeśli już to pod ścianą. Oczywiście, nie wszystkie budynki zapadają się w całości po osi pionowej. Dodatkowo nie każde zagrożenie zewnętrzne to pocisk balistyczny lub atak chemiczny.</p><p>Nie ma wątpliwości, że spis Rafała Trzaskowskiego został zrobiony rzetelnie, wszak przeprowadzono go na podstawie dokumentów posiadanych przez Państwową Straż Pożarną. Ta odbiera wszystkie dopuszczane budynki użyteczności publicznej. Według tych źródeł, jest to 21 tysięcy obiektów zajmujących siedem milionów metrów kwadratowych.&nbsp;</p><blockquote><p>Jakie zatem mamy schrony? Co wynika z przeprowadzonej dwa lata temu inwentaryzacji? Nie wiemy, bo mimo wniosków o wskazanie i oznakowanie tych miejsc dla mieszkańców (w tym moich interpelacji), prezydent ograniczył się do lakonicznych komunikatów, że starczy miejsca dla wszystkich mieszkańców Warszawy.</p></blockquote><h2>Festiwal bezpieczeństwa</h2><p>Zaplanowany na nadchodzące siedem dni „Tydzień bezpieczeństwa” w Warszawie to potrzebny, ale jednak tylko zabieg marketingowy. Według skromnej informacji zawartej na stronie urzędu miasta, <i>„Będzie poświęcony bezpieczeństwu na ulicach, udzielaniu pierwszej pomocy, bezpieczeństwu kobiet oraz edukacji, także właściwemu rozpoznawaniu sygnałów alarmowych”.</i>&nbsp;</p><p>Pierwsza pomoc i rozpoznawanie sygnałów alarmowych to podstawa. Ich nauka i powtarzanie powinny być niemal codziennością. Nam dziś potrzeba jednak czegoś więcej. <strong>Panie Prezydencie, wszyscy potrzebujemy obrony cywilnej Warszawy!</strong> Bezpieczeństwo to nasza wspólna sprawa i dotyczy wszystkich mieszkańców. Potrzeby są znacznie większe niż te, które można byłoby zaspokoić programem „Warszawa chroni”.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bulwersujące wyburzenia zabytków w Warszawie. „Interes społeczny przegrywa w starciu z argumentem pieniądza”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1060,bulwersujace-wyburzenia-zabytkow-w-warszawie-interes-spoleczny-przegrywa-w-starciu-z-argumentem-pieniadza</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1060,bulwersujace-wyburzenia-zabytkow-w-warszawie-interes-spoleczny-przegrywa-w-starciu-z-argumentem-pieniadza</guid>
            <pubDate>Fri, 20 Sep 2024 14:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-bulwersujace-wyburzenia-zabytkow-w-warszawie-interes-spoleczny-przegrywa-w-starciu-z-argumentem-pi-1726831267.jpg</url>
                        <title>Bulwersujące wyburzenia zabytków w Warszawie. „Interes społeczny przegrywa w starciu z argumentem pieniądza”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1060,bulwersujace-wyburzenia-zabytkow-w-warszawie-interes-spoleczny-przegrywa-w-starciu-z-argumentem-pieniadza</link>
                    </image><description>Miasto to pole gry, na którym ścierają się różnorodne interesy. Niestety interes społeczny często przegrywa w starciu z mocnym  argumentem pieniądza. W Warszawie dostępność wolnych działek inwestycyjnych z roku na rok się kurczy, a cena gruntu rośnie. Ofiarą tego stanu rzeczy są między innymi zabytki, które często stoją na intratnych działkach. Stąd też Warszawa w ostatnich kilkunastu lat pełna jest historii bulwersujących wyburzeń obiektów zabytkowych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Jednym z większych skandali, który poruszył opinię publiczną była rozbiórka XIX-wiecznej praskiej Parowozowni. </strong>Rozegrały się tu iście dantejskie sceny: społecznicy przykuwali się do koparki, a dwie konserwatorki - Barbara Jezierska (Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków) oraz Ewa Nekanda-Trepka (stołeczna konserwator zabytków) patrzyły bezsilnie jak burzony jest zabytek. Próbowały powstrzymać rozbiórkę interweniując na placu budowy i wręczając kierownikowi budowy decyzję o zaprzestaniu prac oraz o wpisie do rejestru zabytków obiektu.&nbsp;</p><p>Na plac budowy przyjechała też policja. Nic to jednak nie dało. Rozbiórka budynku trwała w najlepsze, dwie konserwatorki mogły tylko bezradnie przyglądać się jak kolejne elementy parowozowni walą się pod naporem koparki. Parowozownia była najstarszym budynkiem kolejowym w Warszawie (powstała ok. 1865 r.) - w Polsce zachowały się jedynie cztery takie obiekty.</p><p><strong>Inwestor, firma Budrem, nigdy nie poniosła konsekwencji wyburzenia zabytku.</strong> Sprawa trafiła co prawda do prokuratury, ale sąd w 2012 r. umorzył postępowanie&nbsp; o wyburzenie parowozowni. Na miejscu Parowozowni dziś znajduje się budynek dyskontu spożywczego, kształtem przypominający ten wyburzony, jednak nie mający ani grama oryginalnej substancji zabytkowej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4833.jpg" alt="Dawna Parowozownia" width="3000" height="2000"><figcaption>Budynek na miejscu Parowozowni / Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><h2>Co po zburzeniu zabytku?</h2><p>Równie bulwersującą sprawą było wyburzenie budynku Koszar Grodzieńskiego Pułku Huzarów (1904 r.) na 29 Listopada. Budynek położony na intratnej działce w otulinie Łazienek Królewskich był łakomym kąskiem dla deweloperów. Inwestor, spółka Parkview Terrace, który nabył działkę miał pozwolenie na remont i rozbudowę budynku. Tymczasem <strong>najpierw częściowo go rozebrał, a w 2011 r. samowolnie wyburzył</strong> pozostałą część obiektu. Stało się to w czasie, gdy trwało postępowanie o wpis obiektu do rejestru zabytków.&nbsp;</p><blockquote><p>Sprawa trafiła do sądu - m.st. Warszawa wystąpiło o nałożenia bezprecedensowej kary - wypowiedzenia umowy użytkowania wieczystego, a więc odebrania działki. Sąd przychylił się do wniosku miasta, ale deweloper odwołał się do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie, który jednak przyznał rację stronie polskiej. Na mocy tych rozstrzygnięć deweloper ma zwrócić działkę stronie polskiej.</p></blockquote><p>Inną głośną rozbiórką zabytku było wyburzenie willi Granzowa znajdującej się w warszawskim Rembertowie. <strong>Na tę okoliczność ukuto nawet nazwę: warszawska szkoła konserwacji.</strong> Był to niepowtarzalny obiekt - jedyny taki zachowany na terenie Warszawy, gdzie jako element dekoracyjny użyto cegły zwanej potocznie "granzówką" o różnej kolorystyce wybarwienia. Cegłówki tworzyły geometryczne wzory na elewacji willi.&nbsp;</p><p>Była to jednopiętrowa willa, z półokrągłymi oknami oraz, co przydawało jej malowniczości, neorenesansową wieżyczką. Willa została zbudowana przez Kazimierza Granzowa, właściciela Zakładów Ceramicznych Granzowa i była jej swoistą żywą reklamą (jako budulca użyto cegły produkowanej w tych zakładach). Od lat 90., kiedy budynek przeszedł w ręce prywatne stan willi zaczął się gwałtownie pogarszać.&nbsp;</p><p><strong>W 2014 r. budynek został zrównany z ziemią. </strong>Pozwolenie na jego rozbiórkę wydał sam stołeczny konserwator zabytków (obiekt od 1984 r. był wpisany do rejestru), chociaż zastrzegł w nim, że willa powinna zostać rozebrana ręcznie, a materiał zabezpieczony, poddany konserwacji i użyty do odbudowy willi. Gdy społecznicy i dziennikarze informowali o wyburzaniu budynku, konserwator twierdził, że nic się nie dzieje, bo jest to "technika konserwatorska". Tymczasem inwestor (firma Millbery), rozbiórki dokonał koparką, w taki sposób, że z 47,5 tys. elementów cegieł zakonserwować udało się jedynie 532. Następnie firma wystąpiła do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wykreślenie budynku z rejestru zabytków, wykazując, że "udało się" zabezpieczyć mniej niż 10 % oryginalnej materii (willę MKiDN wykreślił z rejestru).</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje"></oembed></figure><p>Równie wiele żalu do służb konserwatorskich, co w wymienionym wyżej przykładzie, społeczność warszawska miała w przypadku <strong>wyburzenia budynku przy Podwalu.</strong> Obiekt co prawda nie pochodził z czasów odbudowy Starówki, powstał w latach 80. XX w., ale jako uzupełnienie udanej konserwatorskiej odbudowy Starego Miasta pod kierunkiem Jana Zachwatowicza. Formą i klasycyzującą stylistyką wpisywał się w krajobraz okolicy.&nbsp;</p><p>Decyzją stołecznego konserwatora, Ewy Nekandy-Trepki, zezwolono inwestorowi, spółce Senatorska Investment, na przebudowę kamienicy (w praktyce częściowe wyburzenie) i zabudowę przylegającej do niej działki (według projektu RKW Rhode Kellerman Wawrowsky). Wywołało to lawinę protestów.&nbsp;</p><p><strong>Warszawskiej Starówce przez tę niefortunną decyzję groziło nawet wykreślenie z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO</strong>, na którym jest od 1984 r. Niestety, pomimo prób wstrzymania inwestycji, powstał nowy budynek, o przysadzistej formie i zbyt masywnych proporcjach, który poważnie zaburzył architektoniczną kompozycję i historyczny układ urbanistyczny tej części Starówki.</p><h2>Czy uczymy się na błędach?</h2><p>Dobrze nam znane powiedzenie mówi: "na błędach trzeba się uczyć". Ta jednak nauka nie do końca jest przyswajana w przypadku ochrony warszawskich zabytków, bo <strong>w każdym roku tracimy co najmniej kilkanaście ciekawych obiektów</strong>, które choć nie zawsze są prawnie chronione, to jednak były&nbsp; budynkami&nbsp; zabytkowymi.&nbsp;</p><p>Wspomnę tu jednak szerzej o dwóch, najbardziej bulwersujących przykładach.&nbsp;</p><p><strong>W 2023 r. wyburzono modernistyczny budynek Wyższej Szkoły Dziennikarstwa z lat 30. XX</strong> wieku (proj. Stefan Tomorowicz) wraz z przylegającym do niego biurowcem z lat 50. (proj. pracowni <span style="color:#050505;">"Tygrysów" -Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki).</span> Obiekty te tworzyły jeden kompleks wraz z hotelem “Powiśle” (przeznaczony do rozbiórki) oraz pawilonem tzw. “Syreniego Śpiewu”, który swego czasu udało się wpisać do rejestru zabytków dzięki uporowi organizacji: Tu było, tu stało wraz ze Stowarzyszeniem Masław, Towarzystwu Opieki nad Zabytkami i Miasto Jest Nasze.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4898.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Rozbrat 44 / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><p>Wyburzenie biurowca było to o tyle zaskakujące, że obiekt ten kilka lat wcześniej przeszedł dość gruntowną modernizację. Inwestor, spółka X Point, która przejęła nieruchomość od poprzedniego dewelopera, spółki Radius, tłumaczył się jednak, jakoby obiekt był w złym stanie technicznym.&nbsp;</p><p>Aktorów tego dramatu jest zresztą więcej. Ówczesny Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków, Jakub Lewicki wydał zgodę na tę rozbiórkę, a także odmówił wpisu do rejestru zabytków pomimo społecznego nacisku. Z kolei m.st. Warszawa, które mogło ją zablokować planem miejscowym (budynek figurował na projekcie planu wskazany do zachowania - Rejon Powiśla Południowego cz I) nie dokończyło procedury.&nbsp;</p><p>Uchwalany przez prawie 15 lat (!) plan był już na ukończeniu, został zaakceptowany przez Radnych Śródmieścia i miał trafić na obrady Rady Miasta, a zamiast tego trafił do ”zamrażarki”. Wrócił z niej w listopadzie - wtedy Rada Warszawy przyjęła MPZP dla tego rejonu… z tymże już bez budynku przy Rozbrat 44a, który w międzyczasie został wyburzony.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy"></oembed></figure><p><strong>W tej smutnej wyliczance nie sposób pominąć willi Ronikiera</strong>, która stała jeszcze do niedawna w podwarszawskich Ząbkach. Budynek, z początku XX wieku powstał dla hrabiego<span style="color:#050505;"> Adama Feliksa Ronikiera, który jest postacią kluczową jeśli chodzi o historię Ząbek. Zapoczątkował on bowiem realizację idei miasta ogrodu na terenie podwarszawskiej miejscowości, a willa była częścią tej koncepcji (jedyną zresztą zachowaną budowlą po rodzinie Ronikierów).</span></p><p><span style="color:#050505;">Jak na tak istotny obiekt dla tożsamości Ząbek zaskakujące jest, w jak złym stanie była willa. Obiekt, od lat niezamieszkały, popadał w coraz większą ruinę. Gdy został wyburzony (inwestor:&nbsp;</span><span style="color:#15181B;">firma Kamrat-Bud</span><span style="color:#050505;">) na początku lutego tego roku, podniosła się ogromna wrzawa. Miasto Ząbki przerzucało się oskarżeniami z Mazowieckim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. I choć sprawa trafiła do prokuratury, obiektu to jednak nie wróci. Zresztą przypadek ten jest wyjątkowo bulwersujący i zasługiwałby na osobny felieton. Na razie czekamy, aż ktoś poniesie konsekwencje tego skandalicznego wyburzenia.&nbsp;</span></p><h2>„To jedynie kropla w tej czarze goryczy”</h2><p><span style="color:#050505;">Oczywiście przytoczone przeze mnie przypadki rozbiórek cennych obiektów zabytkowych to jedynie kropla w tej czarze goryczy znikającej architektury zabytkowej. Może też Państwa dziwić fakt, że opisując skandaliczne warszawskie rozbiórki w tekście nie pojawił się Supersam.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#050505;">Uspokoję jednak - do wyburzeń architektury powojennego modernizmu z pewnością jeszcze wrócimy. A mi pozostaje życzyć sobie i Państwu, aby już żaden istotny obiekt zabytkowy nie został wyburzony, w mieście, które przecież w sposób szczególny doświadczyło strat podczas próby zagłady Warszawy w trakcie II wojny światowej.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Debata o reprywatyzacji w Warszawie. Kaleta: „W sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej państwo polskie poległo”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1015,debata-o-reprywatyzacji-w-warszawie-kaleta-w-sprawie-morderstwa-jolanty-brzeskiej-panstwo-polskie-poleglo</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1015,debata-o-reprywatyzacji-w-warszawie-kaleta-w-sprawie-morderstwa-jolanty-brzeskiej-panstwo-polskie-poleglo</guid>
            <pubDate>Mon, 16 Sep 2024 19:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-debata-o-reprywatyzacji-w-warszawie-radny-po-hanna-gronkiewicz-waltz-byla-kozlem-ofiarnym-1726509249.jpg</url>
                        <title>Debata o reprywatyzacji w Warszawie. Kaleta: „W sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej państwo polskie poległo”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1015,debata-o-reprywatyzacji-w-warszawie-kaleta-w-sprawie-morderstwa-jolanty-brzeskiej-panstwo-polskie-poleglo</link>
                    </image><description>Co dalej z reprywatyzacją w Warszawie i jakie są skutki afery z nią związanej? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty zorganizowanej przez Raport Warszawski. „W sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej państwo polskie poległo” – stwierdził poseł Sebastian Kaleta, w latach 2019-2023 przewodniczący komisji reprywatyzacyjnej. „Hanna Gronkiewicz-Waltz była kozłem ofiarnym w aferze reprywatyzacyjnej” – mówił z kolei radny Paweł Lech. „Myślę, że w tej operacji brały udział służby specjalne, wojskowe” – stwierdził Jan Śpiewak.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na kanale <a href="https://www.youtube.com/@RaportWarszawski"><strong>YouTube Raportu Warszawskiego</strong></a> można obejrzeć debatę dotyczącą reprywatyzacji w Warszawie, związanej z nią afery i przyszłości tej sprawy po zmianie rządu. W rozmowie w studiu Raportu Warszawskiego udział wzięli:&nbsp;</p><ul><li>aktywista Jan Śpiewak,&nbsp;</li><li>poseł Sebastian Kaleta, w latach 2019-2023 przewodniczący komisji reprywatyzacyjnej z Suwerennej Polski,&nbsp;</li><li><p>warszawski radny Paweł Lech z Platformy Obywatelskiej.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=BBmvhA1bFJg"></oembed></figure></li></ul><blockquote><p>- Mija 10 lat od kiedy Jan Śpiewak i Miasto Jest Nasze opublikowali mapę warszawskiej reprywatyzacji. Niedługo później wybuchła afera reprywatyzacyjna, która nie schodziła z pierwszych stron gazet – powiedział na początku debaty prowadzący ją Piotr Wróblewski, redaktor naczelny Raportu Warszawskiego.&nbsp;</p></blockquote><p>Uczestnicy debaty podsumowali obecny stan prawny, w jakim znajduje się afera reprywatyzacyjna.&nbsp;</p><blockquote><p>- Minęło 10 lat. Wówczas była niemal mafijna omerta wokół tego tematu, a ta mapa przełamała zmowę milczenia. Skończyło się tym, że dostałem kilka pozwów, ten główny bohater mapy reprywatyzacyjnej trafił do aresztu, ale do dziś nie usłyszał wyroku – powiedział Jan Śpiewak.</p></blockquote><p>Inny pogląd na sprawę przedstawiał warszawski radny Paweł Lech. Jak mówił, sprawa reprywatyzacji w Polsce jest bardzo złożona i w dużej części skończyła się ona w latach 90.&nbsp;</p><blockquote><p>- &nbsp;Bez zmiany obecnej sytuacji, bez nowej ustawy reprywatyzacyjnej Warszawa ma pewne granice rozwoju, dlatego są te puste kamienice w Warszawie. Byłem w 2006 roku przewodniczącym komisji rewizyjnej miasta, w ciągu roku wpływało do nas około 200 skarg. Większość w sprawie reprywatyzacji – mówił Paweł Lech. Radny zwrócił także uwagę na to, że <strong>mało uwagi poświęca się problemom byłych właścicieli, a więcej mówi się o lokatorach.&nbsp;</strong></p></blockquote><p>Poseł Suwerennej Polski, który przewodniczył Komisji Weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji, stwierdził z kolei, że <strong>„reprywatyzacja jest wybitnym przykładem nieudolności państwa z rozliczaniem się z problemami systemowymi.”</strong></p><blockquote><p>- Do tej tragedii musiało dojść. Gdy pojawiła się mętna woda, kombinatorzy uznali, że do zrobienia jest interes życia. Powstał układ korupcyjny. Te sprawy cały czas w sądach się toczą, tam są dziesiątki świadków, zwroty akcji. Niestety sądy sobie nie radzą z tą sprawą. Dzika reprywatyzacja została zatrzymana, udało się wykryć układy korupcyjne. Te działania nie są wystarczające, ale zostały podjęte. Z moich informacji wynika, że urząd miasta st. Warszawa jest zadowolony z ostatnich poczynań sądu, bo może odzyskać nieruchomości. Ale problem ciągle jest nierozwiązany. Brak ustawy reprywatyzacyjnej wynika z tego, że każdemu środowisku jest łatwo ją torpedować. Nie widzę światełka w tunelu w tym momencie, ale być może ta rozmowa sprawi, że coś się zmieni – powiedział Sebastian Kaleta.&nbsp;</p></blockquote><p>Aktywista Jan Śpiewak w czasie debaty stwierdził, że afera ukazała <strong>wschodni, mafijny charakter państwa polskiego.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>- Państwo polskie nie jest państwem prawa, tylko państwem prawników. Ta afera została wymyślona przez prawników, to była afera elit. Elita Warszawy postanowiła rozkraść miasto. Ciężko, czytając niektóre orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, nie mieć wrażenia, że tam grały rolę też inne czynniki. Sędziowie w pewnym momencie chcieli nawet zabierać mieszkania osobom, które je kupiły. Oddano w prywatne ręce kamienice wraz z ludźmi, to jak handel wioskami razem z chłopami w nowożytnej Polsce. Z jednej strony mamy mafijne działania prawników, ale z drugiej strony mamy urzędników i polityków, którzy im na to pozwalają – mówił Śpiewak.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/1011,jak-warszawa-pomaga-powodzianom-mieszkanki-i-mieszkancy-stolicy-organizuja-zbiorki-charytatywne"></oembed></figure><h4>„W sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej państwo polskie poległo”</h4><p>Rozmowa dotyczyła również tragicznie zmarłej Jolanty Brzeskiej, czyli działaczki zaangażowanej w obronę eksmitowanych lokatorów, która spłonęła w Lesie Kabackim w 2011 roku. Wiele osób podejrzewa, że <strong>zginęła ona przez swoją działalność społeczną, jednak do dziś sądy nie rozstrzygnęły tej sprawy i nie znalazły winnych.</strong></p><blockquote><p>- W sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej państwo polskie poległo – &nbsp;mówił Sebastian Kaleta - To jest plama na honorze Polski. Wówczas prokuraturą warszawską kierował Dariusz Korneluk, dziś został on prokuratorem krajowym – widać nie zaszkodziło to jego pozycji w PO. Mija 10 miesięcy od kiedy układ rządzący się zmienił i nie widzę propozycji, żeby kwestię reprywatyzacji rozwiązać. Gdyby rządzący wzięli do ręki, to co proponowaliśmy, to by wystarczyło – mówił poseł, który w przeszłości pracował nad projektem ustawy w tej sprawie.&nbsp;</p></blockquote><p>Paweł Lech z KO stwierdził, że jest przekonany, że rozmowy w sprawie rozwiązań trwają, jednak muszą być one poparte uchwaleniem dużej ustawy reprywatyzacyjnej. Zaznaczył również, że to pomogłoby miastu odblokować grunty wokół Pałacu Kultury i <strong>stworzyć prawdziwe centrum Warszawy.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>- Dziś jest obawa przed ruszaniem tego tematu. Przed wyborami takie działania zawsze są niebezpieczne dla polityków. Ja się zgodzę, że ta północna pierzeja, przy Pałacu Kultury od Al. Jerozolimskich, musi być zabudowana. Bez tego porozumienia nie zbudujemy centrum Warszawy. Teraz Warszawa nie ma centrum, wokół ronda Dmowskiego jest dziura – mówił Paweł Lech.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/999,chaos-w-szkole-na-grochowie-nie-ma-dzwonkow-a-dzieci-musza-cwiczyc-na-korytarzu-bo-na-boisku-parkuja-auta"></oembed></figure><h4>„Hanna Gronkiewicz-Waltz była kozłem ofiarnym w aferze reprywatyzacyjnej”</h4><p>Rozmówcy odnieśli się również do słów byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która w aferze reprywatyzacyjnej odegrała kluczową rolę. W 2017 roku powiedziała ona publiczne, że <strong>w Ratuszu działała „grupa przestępcza”.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>- Mieliśmy człowieka, który był zastępcą szefa BGN (Biura Gospodarki Nieruchomościami - red.), który podpisywał decyzję sam. I on był mózgiem tej operacji. To Jakub R., ale to nie kończyło się na nim, ani też nie zaczynało. Myślę, że w tej operacji brały udział służby specjalne, wojskowe, to prawdopodobnie te służby zarządzały tą operacją. Gdy zaczęliśmy się zajmować tą sprawą, uznaliśmy, że to było ewidentne. <strong>Mafia była założona przez państwo, taka jest moja hipoteza</strong> – mówił Jan Śpiewak.&nbsp;</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4766.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Debata o reprywatyzacji / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><blockquote><p>- W raporcie komisji weryfikacyjnej przyjęliśmy tezę, że Hanna Gronkiewicz-Waltz odpowiadała za systemowe niedopełnienie obowiązków. Nie reagowała na działania Jakuba R. Prokuratura tej tezy nie podzieliła – powiedział z kolei Sebastian Kaleta.&nbsp;</p></blockquote><p>Jan Śpiewak nawiązał do sprawy budynku przy Noakowskiego 16, który w wyniku reprywatyzacji trafił do rodziny byłej prezydent Warszawy.&nbsp;</p><blockquote><p>- To, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie poniosła żadnych konsekwencji, jest skandalem. Moim zdaniem jej miejsce było w więzieniu. Ona była beneficjentką dzikiej reprywatyzacji – wszyscy znamy sprawę Noakowskiego 16. Jej bezkarność mówi wszystko o państwie polskim – stwierdził Śpiewak.</p></blockquote><p>Paweł Lech nie zgodził się z przedmówcami. Jak zaznaczył Hanna Gronkiewicz-Waltz dostała ponad dwieście mandatów za to, że nie realizowała postanowień sądu dotyczących zwrotów nieruchomości. <strong>„Nie obarczałbym HGW, jeśli chodzi o całą reprywatyzację. Ona była kozłem ofiarnym” – powiedział Lech.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>- Hanna Gronkiewicz-Waltz była prezydentem polskiej stolicy, pod jej okiem wyrzucano ludzi z mieszkań i zamordowano Jolantę Brzeską, pod jej okiem stworzono siatkę przestępczą. Ona nie była kozłem ofiarnym – ripostował Sebastian Kaleta.</p></blockquote><p>Powyższe wypowiedzi są jedynie fragmentami całej debaty, która można obejrzeć <strong>na kanale Raportu Warszawskiego w serwisie YouTube.&nbsp;</strong></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4811.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Debata Raportu Warszawskiego / fot. Maciej Gillert.</figcaption></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            <author>m.piotrowski@rw24.pl (Miłosz Piotrowski)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Czy Warszawa jest dostępna dla wszystkich? „Ważne jest nie tylko to, jak daleko idziemy po bułki, ale czy w ogóle wyjdziemy z domu”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy</guid>
            <pubDate>Fri, 13 Sep 2024 14:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-al-1726222852.png</url>
                        <title>Czy Warszawa jest dostępna dla wszystkich? „Ważne jest nie tylko to, jak daleko idziemy po bułki, ale czy w ogóle wyjdziemy z domu”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/996,czy-warszawa-jest-dostepna-dla-wszystkich-wazne-jest-nie-tylko-to-jak-daleko-idziemy-po-bulki-ale-czy-w-ogole-wyjdziemy</link>
                    </image><description>Jako młoda mama chcę mieszkać blisko placu zabaw, żłobka, przedszkola, szkoły. Jako osoba uprawiająca sport chcę mieć blisko siłownie, baseny, treningi. Jako osoba lubiąca kulturę chcę mieć niedaleko dom kultury, kino, bibliotekę. Jako zwykły człowiek chcę mieć blisko park, sklep i duży wybór usług. Wreszcie, jako osoba na wózku chcę, żeby to wszystko było dostępne, ale nie tylko dla mnie, a dla każdego i każdej z nas.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ciągu ostatnich dwunastu lat wiele zmieniło się w Warszawie pod kątem dostępności. Coraz łatwiej można poruszać się po mieście. Duża część stolicy jest dobrze skomunikowana, wszystkie autobusy i coraz więcej tramwajów jest niskopodłogowych, a nowe wagony metra są prawie na tej samej wysokości co perony.&nbsp;</p><p>Teoretycznie dzielnice, a czasem nawet osiedla, są projektowane tak, by były w pewien sposób samowystarczalne. Żeby nie trzeba było jeździć po zakupy czy jeździć, by zaprowadzić dzieci do żłobka lub przedszkola. Jako mieszkanka szybko rozwijającej się dzielnicy próbę dogonienia zapotrzebowania nie tylko na placówki oświatowe, ale także na rozrywkę w okolicach nowo wybudowanych osiedli.</p><p>To jedna strona dostępności, ale jest też dostępność rozumiana jako dostosowanie do różnorodnego społeczeństwa.&nbsp;</p><blockquote><p><i>Ważne jest nie tylko to, jak daleko musimy iść, żeby kupić bułki na śniadanie, ale też czy w ogóle wyjdziemy z domu i czy wszyscy możemy korzystać z przestrzeni publicznej na tych samych zasadach.&nbsp;</i></p></blockquote><h2>Kiedy zauważamy dostępność? Jak skręcimy kostkę lub założymy szpilki</h2><p>Zajmując się dostępnością od ponad dekady słyszałam wielokrotnie, że „dostępność jest tylko dla niewielkiej grupy osób z niepełnosprawnością”. Czy na pewno? Osoby korzystające z dostosowań to także:&nbsp;</p><ul><li>osoby starsze, bo im jesteśmy starsi, tym możemy mieć większe problemy ze wzrokiem, słuchem, poruszaniem się i pokonywaniem większych odległości,</li><li>osoby w ciąży,&nbsp;</li><li>osoby z czasową niepełnosprawnością – a to może być każdy z nas, bo wystarczy, że złamiemy sobie palec czy skręcimy kostkę i już zaczynamy korzystać z dostosowań,</li><li>osoby z dużym, nieporęcznym bagażem.</li></ul><p>Z dostępności także korzystają osoby z małymi dziećmi, bo chodzenie po schodach z nimi w wózku to duże wyzwanie. Poza tym potrzebna jest większa przestrzeń do poruszania się, a jednym z kluczowych elementów przy wyborze miejsca może być np. przewijak.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje"></oembed></figure><p>Podobnie osoby w spektrum autyzmu, z dysleksją lub z niepełnosprawnością intelektualną, mogą mieć trudność w odnalezieniu się w przestrzeni publicznej pozbawionej oznaczeń wizualnych. Znaki drogowe, piktogramy i rysunki sprawiają, że możemy komfortowo poruszać się na zewnątrz i w budynkach. Raczej nie będzie niebezpieczne, kiedy wejdziemy do złej toalety. Natomiast będąc za kierownicą, umiejętność rozpoznania znaku „ustąp pierwszeństwa” okaże się istotna.&nbsp;</p><p>Gdyby zamiast oznaczeń wizualnych były tylko napisy, obcokrajowcy nieznający &nbsp;języka polskiego mogliby mieć trudność w poruszaniu się po Warszawie.&nbsp;</p><figure class="image image_resized" style="width:50%;"><img style="aspect-ratio:1500/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/06.JPEG" width="1500" height="2250"><figcaption>Izabela Sopalska-Rybak / z własnego archiwum</figcaption></figure><p>Poruszając się na szpilkach, po kostce brukowej lub po kocich łbach można czuć irytację taką, jak osoba poruszająca się na wózku, o kulach lub o balkoniku.&nbsp;</p><p>Możecie pomyśleć: „nie jestem rodzicem, nie mam niepełnosprawności, nic sobie nie załamałem, nie jestem turystą, nie wyjeżdżam za granicę, a może nawet nie dożyję starości, więc temat mnie nie dotyczy”. Dotyczy, bo każdy z nas był dzieckiem. Może dla nas było obojętne czy uderzymy głową w niezabezpieczoną przestrzeń pod schodami, ale dla naszych rodziców już raczej nie.</p><p>Są osoby, dla których wyjście z domu jest niemożliwe ze względu na brak dostępności budynków mieszkalnych. Osoby starsze lub z niepełnosprawnością ruchu mogą zostać więźniami we własnym mieszkaniu. Podobnie może być w przypadku młodych rodziców, jeżeli mieszkają w budynku bez windy. Czasem mówi się o więźniach czwartego piętra, ale dla osoby na wózku nawet jeden lub dwa schody mogą być przeszkodą nie do przeskoczenia. Można zostać więźniem niedostosowanego bloku.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem"></oembed></figure><h2>Czy nowoczesne miasto jest przyjazne dla wszystkich?&nbsp;</h2><p>Coraz większe obszary miasta stają się nowoczesne. Ale czy za nowoczesnością idzie także pamiętanie o różnorodności mieszkańców i mieszkanek?&nbsp;</p><p>Osoba słabowidząca może mieć trudność w odnalezieniu się w przestrzeni, jeżeli nie zostaną zapewnione kontrasty na schodach, na dużych szklanych powierzchniach lub na wystających ze ścian elementach.&nbsp;</p><p>Niektórzy potrzebują spokojnej przestrzeni, żeby nie czuć zbyt dużej ilości bodźców, a inni je kochają i potrzebują ich prawie jak powietrza. Trzeba zatem szukać złotego środka, kompromisów, które dają różne możliwości.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/kola%C5%BC%202%20(18).png" width="1920" height="1080"><figcaption>Przykłady braku dostępności w Warszawie / z archiwum autorki</figcaption></figure><p>Najlepszym przykładem kompromisu są pola uwagi, potocznie nazywane „guzkami ostrzegawczymi” na przejściach dla pieszych. Nie jest to rozwiązanie idealne dla nikogo, ale za to łączy różne grupy. W jaki sposób?</p><p>Osoby z niepełnosprawnością wzroku chciałby, żeby przy przejściach dla pieszych były wysokie krawężniki, bo wtedy mają wyraźny sygnał, że wchodzą na jezdnię. Natomiast osoby na wózkach chciałyby, żeby wszędzie było płasko.&nbsp;</p><p>Dzięki guzkom ostrzegawczym osoby na wózkach dalej mogą bezpiecznie dostać się na chodnik i z niego zejść, a osoby niewidome mają sygnał, że zbliżają się do ulicy.&nbsp;</p><p>Z resztą jest to świetne ostrzeżenie dla nas wszystkich. W czasach, gdy wiele osób chodzi z „twarzą w telefonie”, po prostu się zamyśli czy rozkojarzy, pola uwagi mogą ostrzegać i uratować przed niebezpieczeństwem.</p><h2>Czy podczas remontów osoby na wózkach są niewidoczne?</h2><p>Ze zmianami w przestrzeni publicznej wiążą się remonty. Teoretycznie wykonawcy starają się żeby były najmniej uciążliwe, ale muszą także np. zamknąć ulicę, wyznaczyć tymczasowe przejście dla pieszych lub okrężną drogę. To zrozumiałe, ale nie zapominajmy o dostosowaniu tych tymczasowych rozwiązań.&nbsp;</p><blockquote><p><i>Dlaczego w czasie remontu ulicy, w mojej dzielnicy, osoby chodzące mają wyznaczoną najkrótszą drogę, a osoba na wózku musi sama znaleźć rozwiązanie 3-, 4-krotnie dłuższe?&nbsp;</i></p></blockquote><p>Dlaczego przez trzy lata dzielnica nie chciała obniżyć krawężnika, nawet po prostu wylewając trochę betonu, żebym mogła na wózku bezpiecznie przejść na druga stronę i nie musiała iść pod prąd dwustu metrów po ruchliwej drodze?</p><p>Niestety, mimo wielu zgłoszeń, odpowiedzią było to, że w danym roku nie ma na to środków.</p><p>Będąc w Sydney, w Australii, byłam bardzo mile zaskoczona, kiedy zobaczyłam rozwiązanie na czas zamknięcia fragmentu wąskiego chodnika położonego przy ruchliwej drodze. Kiedy nie można było już iść dalej, na wysokim krawężniku ustawiono tymczasową, lekką rampę, przygotowaną właśnie na takie sytuacje. W tym miejscu można było przedostać się na drugą stronę, gdzie także taka rampa się znajdowała. Było to standardowe rozwiązanie stosowanie w czasie remontów. W ten sposób pamiętano o rodzicach z dziećmi w wózkach, o osobach z walizkami na kółeczkach, czy o osobach na wózkach.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/09.jpg" width="3000" height="2250"><figcaption>Wspomniana rampa w Sydney</figcaption></figure><h2>Warszawa jest bardziej dostępna. Co zmieniło się na plus?</h2><p>Poza minusami są także plusy. Tak jak napisałem, w stolicy wiele zmieniło się pod kątem dostępności, a pozytywne zmiany ułatwiają przemieszczanie się. &nbsp;</p><p>Chodniki nie są już tak dziurawe i krzywe, choć niestety wymyślono, że „świetnym” rozwiązaniem będzie uzupełnianie miejsc, w których nie mieszczą się całe płyty chodnikowe, kostką łupaną krzywą. Nawet nie próbuję już policzyć, ile razy niemal przewróciłam się w takich miejscach.</p><p>Pozytywnie oceniam, że zaczęły się pojawiać tak zwane „szpilkostrady” w zabytkowych przestrzeniach – np. na Starym Mieście – po których mogą się poruszać osoby na wózkach, o kulach, o balkonikach i także osoby na szpilkach.&nbsp;</p><p>W końcu, po latach walki, pojawiły się przejścia dla pieszych przy rondzie Czterdziestolatka czy winda na placu Na Rozdrożu. Zamiast zmuszać pieszych do podziemi lub kładek, coraz częściej pojawiają się naziemne przejścia przez ulice.</p><p>Nowe chodniki są często projektowane tak, żeby łatwiej było odnaleźć się osobom z niepełnosprawnością wzroku. Umożliwiają to linie prowadzące, pasy oddzielające ścieżki rowerowe od chodnika i udźwiękowione oświetlenie. Chociaż z tym ostatnim nadal nie jest za dobrze.&nbsp;</p><p>W 2020 roku Warszawa otrzymała nagrodę Access City przyznawaną przez Komisję Europejską miastom, które wyraźnie poprawiły swoją dostępność oraz mają plan na dalszy rozwój w tym kierunku. Oprócz zaangażowania kilku organizacji pozarządowych, w tym także mojej fundacji, w działania na rzecz dostępności architektonicznej, informacyjno-komunikacyjnej, duże zmiany zaszły także w dostępności wydarzeń organizowanych przez miasto.&nbsp;</p><p>Urzędnicy dostrzeli, że Warszawa wyróżnia się na tle innych stolic w Europie i ma ogromny potencjał na jeszcze większe zmiany. Natomiast organizacje pozarządowe zobaczyły, że są słuchane, a przekazywana wiedza ekspercka nie jest wpuszczana jednym uchem, a wypuszczana drugim.&nbsp;</p><h2>Co zrobić, żeby było lepiej?&nbsp;</h2><p>Na podstawie moich licznych doświadczeń, związanych brakiem dostępności, wiem co zrobić, by ją poprawić.&nbsp;</p><ol><li>Kolej. Obecnie pociągi, dworce i perony często nie są dostępne. Jeżeli ktoś chce skorzystać z SKM-ki jadąc z Ochoty na Dworzec Wschodni, to... musi mieć sporo szczęścia, by dostać się na wózku na peron. Platformy przyschodowe często nie działają, ale i tak zanim się o tym dowiemy, musimy czekać bardzo długo na ochronę, która mogłaby je uruchomić. Czasem słyszę, że trzeba się zgłosić dwa dni wcześniej, żeby otrzymać pomoc w jej uruchomieniu.</li><li>Windy. To powoli się zmienia, ale jeszcze trochę wymaga pracy. Chodzi mianowicie o możliwość skorzystania z wind w taki sposób, żeby można było dostać się na każdy przystanek transportu zbiorowego, np. na mostach, w podziemiach, generalnie wszędzie, gdzie niezbędne jest przemieszczenie się na inny poziom.</li><li>Toalety (o tym poniżej).&nbsp;</li></ol><h2>Jak powinny wyglądać miejskie toalety?&nbsp;</h2><p>I jeszcze toalety – dostęp do nich jest niezbędny. Toalety są bardzo ważne dla każdej osoby i nie uwierzę, jeśli ktoś spróbuje mi wmówić, że to nieprawda. Ważne jest jak szybko możemy znaleźć toaletę publiczną, w przestrzeni miejskiej. Mam wrażenie, że jest ich za mało.&nbsp;</p><p>A przecież każdy może nagle potrzebować skorzystać z toalety: osoba w ciąży, starsza, z niepełnosprawnością czy taka, która po prostu zjadła nieświeżego kebaba. Mapa Google w mojej dzielnicy (Ursusie) znajduje tylko cztery toalety publiczne, a miejska aplikacja Warszawa 19115 - tylko jedną, do tego niedostępną dla osób z niepełnosprawnością ruchu.</p><p>Moim pierwszym odruchem – jeśli chodzi o toalety - są oczywiście centra handlowe, przychodnie, urzędy, miejsca użyteczności publicznej. Niestety w tych ostatnich najczęściej toalety nie są dostosowane dla osób na wózkach. A gdyby tak zmienić podejście do toalet i ich dostępności?</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_4644.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Dworzec Wschodni - miejsce z problemem dostępności / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><p>Kiedy pierwszy raz pojechałam do Szwecji, zakochałam się w niej między innymi z powodu... toalet. Jadąc autostradą lub inną drogą szybkiego ruchu, przydrożne toalety były zawsze dostosowane. Niby nic wyjątkowego, bo w Polsce mamy MOP-y, gdzie też je znajdziemy. Ale jadąc także mniejszymi drogami, kiedy zjechałam na pół dziką plażę nad rzeką, zwykła drewniana latryna również była dostosowana. Choć z natury nie jestem fanką korzystania z drewnianych latryn czy plastikowych przenośnych toalet, to cieszę się, że mam możliwość załatwienia swoich podstawowych potrzeb także w tego typu miejscach.&nbsp;</p><p>I właśnie moim marzeniem jest, żeby w Polsce, a przede wszystkim w moim kochanym mieście, jakim jest Warszawa, najpierw tworzono toalety dostosowane, a jak starczy miejsca też zwykłe, małe. Żeby stawiając w parku toaletę przenośną, zawsze była ona dostosowana do potrzeb osób na wózkach, a także do osoby, która porusza się z dzieckiem w wózku.&nbsp;</p><p>Kiedy mamy miejsce tylko na jedną kabinę, niech ona będzie odpowiednio dostosowana. Wszyscy mogą skorzystać z toalety dostosowanej, ale za to ze zwykłej, małej toalety już tylko wybrani.</p><p>***&nbsp;</p><p>Po tym jakże długim wywodzie, chcę zadać jeszcze raz tytułowe pytanie: czy Warszawa jest dostępna dla wszystkich? Moim zdaniem jeszcze nie, ale jesteśmy na dobrej drodze. Każdy i każda z nas, osób mieszkających w Warszawie, też ma na to wpływ i zachęcam, żeby działać na rzecz dostępności, bo wszyscy z niej korzystamy.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jan Mencwel: Terroryści już tu są. Dla władz Warszawy problem nocnych wyścigów nie istnieje]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje</guid>
            <pubDate>Fri, 06 Sep 2024 16:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje-1725631929.jpg</url>
                        <title>Jan Mencwel: Terroryści już tu są. Dla władz Warszawy problem nocnych wyścigów nie istnieje</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/949,jan-mencwel-terrorysci-juz-tu-sa-dla-wladz-warszawy-problem-nocnych-wyscigow-nie-istnieje</link>
                    </image><description>- Co słyszycie, kiedy letnim wieczorem otworzycie okno mieszkania? Bo ja słyszę głównie ryk silników stuningowanych samochodów i motocykli - pisze Jan Mencwel, radny m.st. Warszawy, aktywista i współzałożyciel stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Co słyszycie, kiedy letnim wieczorem otworzycie okno mieszkania?</strong></p><blockquote><p>Bo ja słyszę&nbsp;głównie ryk. Ryk silników stuningowanych samochodów i motocykli, które codziennie, każdego wieczoru, urządzają sobie darmowe wyścigi po ulicach Warszawy. Razem z rykiem słyszę&nbsp;zwykle pisk. Pisk opon tych samych aut, które ćwiczą w środku miasta drifty albo szybkie ruszanie ze świateł. Czasem słyszę&nbsp;też strzały. Tak, strzały - tak dokładnie brzmi odgłos układu wydechowego przerobionego „sportowego” samochodu. Słowo „sportowy” celowo dałem w cudzysłowie, bo co ma wspólnego ze sportem czynność polegająca na siedzeniu na tyłku i wciskaniu pedału gazu? Zdecydowanie bardziej „sportowa” jest hulajnoga mojej trzyletniej córki, którą codziennie dojeżdża do przedszkola.&nbsp;</p></blockquote><p>Ten cały proceder więcej niż ze sportem ma wspólnego z terrorem. Tak zjawisko wyścigów po ulicach określił (w rozmowie z Raportem Warszawskim - red.) <span style="background-color:white;color:#333333;">Alan Grinde z Instytutu Ekologii Akustycznej. „Głośne pojazdy piratów drogowych, którzy po prostu akustycznie terroryzują mieszkańców, prawdopodobnie tylko dla własnej przyjemności” - powiedział.&nbsp;</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/886,piraci-drogowi-akustycznie-terroryzuja-warszawiakow-mieszkaniec-pozwal-wladze-warszawy-za-halas"></oembed></figure><p><span style="background-color:white;color:#333333;">Moim zdaniem miał pełne prawo tak określić tę&nbsp;patologiczną&nbsp;zajawkę wąskiej grupy ludzi, przez którą cierpią tysiące z nas, zwykłych mieszkańców. Nie mamy żadnego wyboru: musimy słuchać piekielnego hałasu, jaki generują&nbsp;ich maszyny. Słuchamy go w dzień. Słuchamy go po pracy. A co najgorsze, słuchamy go nocami, bo to ulubiona pora na nocne drifty. Słuchamy i mamy już&nbsp;tego serdecznie dość. Jeśli to dzieje się&nbsp;w Waszej okolicy - a nie ma już chyba w Warszawie rejonów wolnych od tej patologii - to doskonale wiecie, o czym mówię. Zamknięcie okna nic nie daje, nie działają nawet zatyczki do uszu.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#333333;">Żaden, powtarzam - żaden hałas nie jest tak donośny i tak dojmujący jak ryk stuningowanego silnika w aucie pozbawionym, celowo zresztą, normalnego układu wydechowego i tłumika, by wzmocnić jego moc. Ten ryk, połączony ze strzałami i piskiem opon, potrafi wyrwać ze snu w środku nocy nawet naprawdę&nbsp;mocno śpiące osoby. I potrafi naprawdę spokojne osoby wprowadzić w stan behawioralnej wściekłości.&nbsp;</span></p></blockquote><h2>„Robią to, bo mogą”</h2><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2972.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Stadion Narodowy / fot. Maciej Gillert</figcaption></figure><p><span style="background-color:white;color:#333333;">Dlatego uważam,&nbsp;że jego sprawcy w pełni zasłużyli na to, by nazywać ich terrorystami. Wybudzanie ludzi ze snu czy uniemożliwianie im zaśnięcia to forma przemocy. Znane są przecież nawet tortury opierające się&nbsp;na tej metodzie. I właśnie takiej przemocy jesteśmy poddawani jako mieszkańcy. Tylko dlaczego akustyczni terroryści, którzy opanowali ulice Warszawy, robią to, co robią? Czy naprawdę sprawia im przyjemność wybudzanie nas ze snu i uprzykrzanie nam życia?&nbsp;</span><br><br><span style="background-color:white;color:#333333;"><strong>W moim przekonaniu odpowiedź jest prosta: robią&nbsp;to, bo mogą.</strong> To, czy zdają&nbsp;sobie sprawę z uciążliwości swoich działań, czy nie, nie ma znaczenia. Jeśli ktoś wydaje tysiące złotych, aby przerobić swój samochód tak, by można nim było łatwiej przekraczać przepisy, to nie ma sensu doszukiwać się u niego empatii. Zresztą nic w tym dziwnego, że panuje przyzwolenie na tego typu „zabawę”, skoro imprezy dla fanów tuningu i driftu organizowane są nawet na … Stadionie Narodowym. Wkrótce zresztą&nbsp;kolejna z nich, bo już 13-14 września - Drift Masters. To, czy powinna się&nbsp;odbywać w takim miejscu, pozostawiam do oceny Wam. Ja nie mam wątpliwości, że absolutnie nie powinna.&nbsp;</span><br><br><span style="background-color:white;color:#333333;">Wróćmy jednak do bezkarności akustycznych terrorystów w drogich, stuningowanych autach. Skąd ona się&nbsp;bierze? Tu znów odpowiedź jest prosta: z całkowitej bierności władz oraz służb porządkowych. Dla władz Warszawy problem nocnych wyścigów nie istnieje. Nigdy nie słyszałem, by odniósł się do niego prezydent Rafał Trzaskowski. Rządzi już&nbsp;szósty rok. Mógł dawno zaapelować o to, by Policja, nadzorowana przecież teraz przez jego partyjnego kolegę ministra Tomasza Siemoniaka, zaczęła w tej sprawie działać. Mógł oddelegować do wspierania ich Straż Miejską, która jest przecież od pilnowania porządku i może wlepiać mandaty za zakłócanie ciszy nocnej. Mógł, ale nie zrobił z tym nic.&nbsp;</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1000/753;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/168-120263.jpg" alt="Ciche miasto" width="1000" height="753"><figcaption>Policjant mierzący poziom hałasu w pojazdach podczas ostatniej akcji "Ciche miasto" / fot. Komenda Stołeczna Policji</figcaption></figure><p><br><br><span style="background-color:white;color:#333333;">Mieszkańcy znów musieli więc działać sami. I zrobili to - po informacji, że grupa mieszkanek i mieszkańców pozywa władze Warszawy za bierność w sprawie nocnych wyścigów, na ulice nagle wyjechała Policja. Efekty? W tylko jeden tydzień akcji „Ciche miasto” na ulicach Warszawy wystawiono… 239 mandatów! I to na 259 kontroli, a więc niemal każda z nich kończyła się&nbsp;stwierdzeniem wykroczenia. Na dodatek, prawie 50 kierowcom zatrzymano dowody rejestracyjne - ponad jedna piąta! Oznacza to,&nbsp;że najpewniej ich pojazdy nie powinny w ogóle być dopuszczone do ruchu. To pokazuje, jaka jest skala patologii. I jak łatwa byłaby do wytępienia, gdyby tylko takie akcje nie odbywały się&nbsp;raz na rok, ale w każdy weekend.&nbsp;</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/889,policja-przeprowadzila-akcje-ciche-miasto-ii-sprawdzali-samochody-generujace-nadmierny-halas"></oembed></figure><h2><span style="background-color:white;color:#333333;">Mieszkanki i mieszkańcy mają dość akustycznego terroru</span></h2><p><span style="background-color:white;color:#333333;">Jest jeszcze jedno światełko w tunelu. Nie pamiętam, żeby jakakolwiek akcja policji spotkała się&nbsp;z tak pozytywnym odzewem jak „Ciche miasto”. Nie widziałem w sieci ani jednego negatywnego komentarza na jej temat. To z kolei pokazuje, że jako mieszkanki i mieszkańcy macie dość akustycznego terroru. I słusznie - bo mamy prawo do ciszy i do snu. I choć&nbsp;zawsze życie w mieście będzie się wiązać z pewnym poziomem hałasu, to nikt nie powinien się&nbsp;zgadzać na ryk, pisk i strzały, które nie pozwalają spać i dalece przekraczają dopuszczalne normy, groźne także dla naszego zdrowia. Bo nadmierny hałas, zwłaszcza w formie stale powtarzających się impulsów, może powodować poważne choroby, takie jak nerwica, depresja, zaburzenia i choroby sercowo-naczyniowe czy zaburzenia lękowe.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="background-color:white;color:#333333;">Dlatego zachęcam - nie dajmy sobie wmówić, że tak musi być i nie da się&nbsp;z tym nic zrobić. Mamy prawo do zdrowia, snu i ciszy. Działajcie, piszcie na Policję i Straż Miejską, a przede wszystkim - pytajcie radnych i Prezydenta, co z tym zrobią. Ja deklaruję publicznie: nie odpuszczę tego tematu dopóki ten piekielny ryk i pisk wreszcie nie ucichnie.&nbsp;</span></p></blockquote> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Filip Frąckowiak: Miasto przemian. Warszawa stoi przed wielkim wyzwaniem]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem</guid>
            <pubDate>Fri, 06 Sep 2024 16:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem-1725528579.jpg</url>
                        <title>Filip Frąckowiak: Miasto przemian. Warszawa stoi przed wielkim wyzwaniem</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/933,filip-frackowiak-miasto-przemian-warszawa-stoi-przed-wielkim-wyzwaniem</link>
                    </image><description>- W działaniach miasta trudno dostrzec wyjście naprzeciw młodym rodzicom. To oni, aspirujący do klasy średniej, potrzebują największego wsparcia - pisze Filip Frąckowiak, radny m.st. Warszawy i dyrektor Muzeum Zimnej Wojny im. gen. Kuklińskiego, w felietonie dla Raportu Warszawskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Warszawa, to miasto stojące przed wielkim wyzwaniem. Struktura społeczna i historia a także czynniki zmieniającego się świata, wraz z bieżącą sytuacją polityczną w Polsce, czynią z naszej stolicy miasto przemian. To procesy, które odmieniają je nawet częściej niż raz na dekadę. Dzieje się to codziennie. Także w wymiarze geograficznym, bo miasto to nieprzerwanie się rozrasta. Warszawa musi w sobie skupić wiele cech i być domem oraz miejscem do życia dla wielu. Czy potrafi nam to dać? Jak połączyć rosnący i rozwojowy konsumpcjonizm, w postaci posiadania coraz większej ilości mieszkań, aut i „franczyzowych spożywczaków”, z tradycją Warszawy oraz trendami eko i ideą miasta piętnastominutowego.</p><h2>Historia</h2><p>Trwają obchody upamiętniające 80. rocznicę Powstania Warszawskiego. Zniszczenia wynikające z niemieckich działań II wojny światowej sprawiły, że oryginalna tkanka miasta przestała istnieć. Zachowały się nieliczne kamienice a moje ukochane Stare Miasto odtworzono z pietyzmem. Stało się atrakcją turystyczną ale i pewną formą skansenu, w którym miało tętnić życie mieszkańców.&nbsp;</p><p>W 1955 dosłownie zasiedlono je artystami, rzemieślnikami i przodownikami pracy. Duchowni powrócili do odbudowanych kościołów. Natomiast nie powrócił już koloryt charakterystyczny dla czterystuletniej zabudowy, nie powrócili też zamieszkujący Stare i Nowe Miasto Żydzi. Dziś, w trzeciej dekadzie XXI wieku, większość staromiejskich mieszkań pełni funkcję apartamentów na wynajem.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2009.jpg" alt="odbudowa Pałacu Saskiego" width="3000" height="2000"><figcaption>Odbudowa Pałacu Saskiego / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><blockquote><p>Trwa obecnie proces tzw. odbudowy Pałaców Saskiego i Bruhla. Podjęte zostały decyzje, lecz dyskusja nadal trwa. Czy w nowoczesnej Warszawie jest sens stawiać kopię tego, co zburzyli Niemcy. Wydaje się, że szala przechyla się dziś na stronę zwolenników odbudowy. Lecz dyskusja ta ma szerszy kontekst. Towarzyszy jej inne pytanie. Czy w centralnych dzielnicach miasta budować budynki użyteczności publicznej, przede wszystkim mieszkaniowe, które nawiązują architekturą do przeszłości?</p></blockquote><p>Nie chodzi tu o odejście od zimnej, szklanej, biurowej zabudowy jak drapacze chmur. Nasza stolica może być z nich dumna, gdyż dosłownie przerosły one całą Europę. Rzecz w tym, by powstawało coś charakterystycznego dla architektury warszawskiej, a nie uwspółcześnione klony „dzieci” Le Corbusiera.&nbsp;</p><p>Najogólniej, tym najbardziej charakterystycznym dla dawnej Warszawy stylem jest klasycyzm i eklektyzm z niemałą domieszką przedwojennego modernizmu. (Nie są to oryginalnie polskie style, ale w wielu obiektach pojawiają się elementy historyzmu charakterystycznego dla Polski). Mieszkańcy Warszawy nierzadko deklarują tęsknotę za minioną doskonałością. lecz ogromna ilość fasad jedynie maskuje niepowodzenie następujących po sobie wizji Warszawy po 1989. Być może aż do dziś.&nbsp;</p><blockquote><p>Widać bowiem wyraźny zwrot. Powstają centra handlowe w dawnych zakładach przemysłowych, powstają budynki jak rotunda na Dynasach, na wzór tej z 1896 roku - miejsca ekspozycji malowidła „Panorama Tatr", czy nowe plomby na Emilii Plater. Jedna z nich wpisała w swój mur tablicę Tchorka poświęconą Powstańcom zainstalowaną tam dekady temu, na resztkach elewacji nieistniejącego już budynku. Brawo dla inwestora oraz konserwatorów zabytków - wojewódzkiego i miejskiego.</p></blockquote><h2>Nowe centrum Warszawy</h2><p>Gdy przyglądam się warszawskim inwestycjom w Warszawie odnoszę wrażenie jakby nasze miasto to był drugi Campus Polska Przyszłości. Głównie podyktowany potrzebami jego uczestników. Bez samochodów, na rowerach, na studiach lub w krótkoterminowej pracy i z bogatym życiem towarzyskim, jak na młodych ludzi przystało.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/bracka-1721206717-8.jpg" width="3000" height="2250"><figcaption>Chmielna po remoncie / fot. Marta Gostkiewicz, Raport Warszawski</figcaption></figure><p>Gdy mowa w tym kontekście o nowym centrum Warszawy – drugiej po kładce pieszo-rowerowej inwestycji jaka nosi miano rozpoznawalnego śladu po prezydenturze Rafała Trzaskowskiego, to za hasło kluczowe przyjęto sformułowanie: uspokojenie ruchu.&nbsp;</p><blockquote><p>Jestem sceptyczny, lecz nie zupełnie przeciwny. Być może ta rewolucja, na przestrzeni dekady (bo tyle zajmuje sprawdzenie takich pomysłów w praktyce), okaże się strzałem w dziesiątkę. W rzeczywistości będzie to zamknięcie Śródmieścia dla pojazdów, tak jak ma to miejsce w kwartale między Świętokrzyską a Alejami Jerozolimskimi. Możemy już zobaczyć efekty. Plac Poli Negri (Pięciu Rogów) jest sympatycznym miejscem do spacerów ale czy dogania oczekiwania?&nbsp;</p></blockquote><p>Czy warte było zamknięcie tunelu pod Marszałkowską, ulic Jasnej i Zgody a także ograniczenia możliwości w poruszaniu się mieszkańców. Ostatecznie nie ma tam nawet komunikacji miejskiej. Co nam zostaje … hulajnogi, rowery i sympatyczny spacer „po sprawunki”. Przyspieszyło to proces wyludniania Śródmieścia, które powoli traci mieszkańców (trzeba było nawet zmniejszyć liczbę radnych dzielnicy), likwidacji infrastruktury jak szpital na Solcu, małych sklepików i punktów usługowych.</p><h2>Zielona Warszawa</h2><p>Zazielenienie Warszawy, to trzecia z odciskanych na Warszawie śladów prezydenta. Potrząsam głową, by odegnać wrażenie, że już wcześniej przeżyłem tę scenę, nie chcąc ekscytować się na próżno, tak jak z warszawską zielenią.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_7706.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Teren wokół PKiN / fot. Maciej Gillert, Raport Warszawski</figcaption></figure><blockquote><p>Zachęcałem bowiem prezydenta Trzaskowskiego, by Warszawa naprawdę się zazieleniła. By przez dzielnice można było przejść w cieniu koron drzew. Proponowałem na Radzie Warszawy, by na całym Placu Defilad powstał prawdziwy park, jak ten po stronie ulicy Świętokrzyskiej. Ba, pół żartem, postulowałem nawet las im. prezydenta Trzaskowskiego.&nbsp;</p></blockquote><p>Prezydent postawił jednak na Plac Centralny, który będzie betonem z krzaczkami. Tak, w Warszawie posadzono wiele drzew, ale przede wszystkim są to kępy traw, byliny itp. Statystyki udowodnią, że są nowe drzewa lecz czy miasto się zazieleniło?</p><h2>Parkowanie</h2><p>Zostawmy wojny samochodowo-rowerowe na boku. To nie prawda, że Warszawiacy są przeciwni płatnemu parkowaniu. Opłata parkingowa nie jest zła sama w sobie. Miasto zarabia, a chodniki są bardziej uporządkowane. Mieszkańcy są gotowi płacić za parkowanie, lecz chcą mieć gdzie zaparkować.&nbsp;</p><p>Urzędowa regulacja miejsc parkingowych przez tworzenie Strefy Płatnego Parkowania Niestrzeżonego powoduje, że faktyczna liczba miejsc do zaparkowania zmniejszyła się. Jak wynika z planów przedstawionych przez prezydenta, najważniejszym celem płatnej strefy jest tak zwana rotacja. Czyli nie chodzi o to żeby móc parkować jak najdłużej, pozostawić samochód, a następnie przesiąść się do komunikacji miejskiej.&nbsp;</p><p>Celem miasta jest, by parkowanie trwało jak najkrócej. A zatem nie jest to zachęta dla mieszkańców „zostawcie swój samochód pojedźcie autobusem”. To zachęta dla przyjezdnych: weźcie ze sobą samochód, u nas jest duża rotacja więc na pewno znajdziecie miejsce”. W ten sposób SPPN, która miała pomóc mieszkańcom, którzy nie mają miejsc do parkowania pod domem, ponieważ te są zajęte przez innych użytkowników, jeszcze pogorszyła ich sytuację.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1530/1148;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/xga-paraliz-centrum-1720097401.jpg" width="1530" height="1148"><figcaption>Korek na Marszałkowskiej / fot. Raport Warszawski</figcaption></figure><p>Osoby, które przyjeżdżają w celach biznesowych do miasta lub ci mieszkańcy, którzy poruszają się między dzielnicami i mają kilka punktów docelowych, rzadko rezygnują z jazdy samochodem. Prywatny pojazd pozwala im być w tych wszystkich miejscach na czas, w komfortowych warunkach. Pozwala im podróżować z „bagażem”, którego się nie pozbędą, na przykład z małym dzieckiem. Dla nich opłata za parkowanie jeszcze długo nie będzie żadnym ograniczeniem, ponieważ poruszanie się samochodem jest dla nich koniecznością i narzędziem, dzięki któremu mogą zrealizować swoje zadania urzędowe lub zawodowe.</p><h2>Społeczeństwo</h2><p>Prezydent przestawił Warszawę na tory, które prowadzą na peron pełen młodych ludzi – bardzo młodych. Wspaniale! Jakże inna jest dla nich oferta niż w mojej młodości. To, że Warszawa tętni życiem dla nich widać także przez fakt, że powstają nawet prywatne akademiki. Są de facto apartamentowcami na wynajem. W ostatnim roku powstały takie co najmniej dwa.&nbsp;</p><blockquote><p>W działaniach urzędu miasta trudno dostrzec wyjście naprzeciw młodym rodzicom, w wieku 20–40 lat. Choć z perspektywy Warszawy nie widać demograficznego kryzysu, to jednak właśnie takie młode małżeństwa i rodzice, aspirujący do klasy średniej, są tymi, którzy potrzebują największego wsparcia. Oni napędzają gospodarkę Polski i samorządu warszawskiego przez konsumpcję i zapewniają, że ktoś będzie pracował na nasze emerytury.</p></blockquote><p>Nie ulega wątpliwości, że zmiany zachodzące w Warszawie są w ogromnej mierze pozytywne. Widzimy to miasto przemian i wzruszamy się gdy przywołujemy z pamięci jaka była w ostatnich dekadach i gdy najstarsi sięgają wspomnieniami do strasznych lat wojny. Warszawa jest wspólna i otwarta dla nowych mieszkańców nie od dziś. Zawsze taka była.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Krystyna Krahelska – Syrenka Warszawy, symbol odwagi i poświęcenia powstańczego]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/631,krystyna-krahelska-syrenka-warszawy-symbol-odwagi-i-poswiecenia-powstanczego</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/631,krystyna-krahelska-syrenka-warszawy-symbol-odwagi-i-poswiecenia-powstanczego</guid>
            <pubDate>Fri, 02 Aug 2024 10:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-krystyna-krahelska-syrenka-warszawy-symbol-odwagi-i-poswiecenia-powstanczego-1722422100.jpg</url>
                        <title>Krystyna Krahelska – Syrenka Warszawy, symbol odwagi i poświęcenia powstańczego</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/631,krystyna-krahelska-syrenka-warszawy-symbol-odwagi-i-poswiecenia-powstanczego</link>
                    </image><description>Krystyna Krahelska, znana wielu mieszkańcom Warszawy jako twarz warszawskiej Syrenki, jest postacią, której historia wciąż żyje w świadomości stolicy. Zginęła drugiego dnia walk powstańczych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Krystyna Krahelska to postać, która na zawsze wpisała się w historię Warszawy, nie tylko jako autorka słynnej pieśni „Hej chłopcy, bagnet na broń!”, ale także jako kobieta-symbol Powstania Warszawskiego. Jej wizerunek, utrwalony w postaci warszawskiej Syrenki, codziennie patrzy na mieszkańców stolicy, przypominając o odwadze i poświęceniu, które tak głęboko wryły się w historię tego miasta.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/487,to-on-przyczynil-sie-do-upadku-powstania-warszawskiego-niemiecki-autor-opisal-spowiedz-nazistowskiej-bestii"></oembed></figure><h2>Zakochana w sztuce i ojczyźnie</h2><p>Krystyna Krahelska urodziła się 24 marca 1914 roku na Polesiu, w rodzinie o głębokich tradycjach patriotycznych. Od najmłodszych lat wyróżniała się artystycznym talentem – pisała wiersze, komponowała piosenki i śpiewała. <strong>W latach 30. jej twórczość zaczęła zdobywać coraz większe uznanie</strong>, a jej pieśni, pełne emocji i miłości do ojczyzny, szybko stały się popularne wśród warszawskiej młodzieży.</p><p>Jednak artystyczna dusza Krystyny nie przesłaniała jej poczucia obowiązku wobec ojczyzny. <strong>Gdy Niemcy najechali na Polskę, Krahelska zaangażowała się w działalność konspiracyjną,</strong> zostając członkinią Związku Walki Zbrojnej, a później Armii Krajowej. Jej działalność w konspiracji, choć niepozorna na pierwszy rzut oka, była przepełniona odwagą i determinacją.</p><h2>Powstanie Warszawskie – czas próby</h2><p>Krystyna Krahelska nie tylko pisała o wolności i walce – sama stanęła do walki podczas Powstania Warszawskiego. Jako sanitariuszka w 7. Pułku Ułanów Lubelskich niosła pomoc rannym, ratując życie w niezwykle trudnych warunkach. Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, było dla niej, jak i dla wielu innych kobiet, testem odwagi, wytrzymałości i poświęcenia.</p><p>Krystyna Krahelska, jak wiele innych kobiet w Powstaniu Warszawskim, musiała stawić czoła niewyobrażalnym trudnościom. Ich rola w powstaniu często była niedoceniana, choć to właśnie one, jako sanitariuszki, łączniczki, czy opiekunki, były odpowiedzialne za los wielu ludzi, którzy przeżyli te straszne dni.</p><blockquote><p>Jak podkreśla Aneta Krasińska, autorka książki „Sanitariuszka” - kobiety nie wahały się walczyć o życie swoje i najbliższych. Doskonale wykorzystywały własne atuty do tego, by zdobywać strategiczne informacje od wroga oraz przekazywać wiadomości pomiędzy powstańcami a dowódcami.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1600/900;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Projekt%20bez%20nazwy%20(6).jpg" width="1600" height="900"><figcaption>Krystyna Krahelska oraz Syrenka Warszawska. / fot. Muzeum Powstania Warszawskiego, Maciej Gillert - Raport Warszawski</figcaption></figure><p>Krystyna Krahelska była jedną z tych kobiet, które nie tylko walczyły o wolność, ale także inspirowały innych do walki.</p><blockquote><p>Wzruszające były historie kobiet, które szły do powstania z radością na twarzach, głęboko wierząc, że ich zryw przyniesie długo oczekiwaną wolność i da reszcie kraju impuls do działania. One nie bały się tego, co miało nastąpić. Wiedziały bowiem, jak ważną i odpowiedzialną rolę im przypisano - dodaje autorka.</p></blockquote><p>Jednak Krystyna nie była tylko anonimową sanitariuszką. Jej twarz była już wcześniej dobrze znana Warszawiakom, bowiem to ona pozowała do rzeźby warszawskiej Syrenki autorstwa Ludwiki Nitschowej, która stanęła nad Wisłą w 1939 roku. Syrenka, z mieczem uniesionym w obronie miasta, stała się symbolem stolicy, a jednocześnie – przez swoją zbieżność z losem Krahelskiej – metaforą oporu i niezłomności.</p><p><strong>2 sierpnia 1944 roku Krystyna została ciężko ranna podczas próby ratowania innych. </strong>Zmarła po kilku godzinach, nie doczekawszy wolności, o którą tak walczyła. Jej śmierć była jedną z wielu, które naznaczyły tamten tragiczny czas, jednak jej historia, podobnie jak jej twarz na pomniku Syrenki, pozostaje żywa w pamięci mieszkańców.</p><h2>Pamięć, która trwa</h2><p>Krystyna Krahelska została pochowana na cmentarzu Służewieckim przy ul. Renety w Warszawie. To miejsce jest jednym z wielu cichych świadków historii, które kryją w sobie losy ludzi, jak Krystyna – pełnych pasji, odwagi i gotowości do poświęcenia dla innych. Jej grób jest regularnie odwiedzany, co dowodzi, że pamięć o niej nie zginęła, nawet po latach.</p><figure class="image"><a href="https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Krystyna_Krahelska"><img style="aspect-ratio:1490/2250;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Gr%C3%B3b_Krystyny_Krahelskiej_2015.jpg" width="1490" height="2250"></a><figcaption>Grób Krystyny Krahelskiej. / fot. Adrian Grycuk / Wikipedia, licencja CC 3.0</figcaption></figure><p>Dziedzictwo Krystyny Krahelskiej nie kończy się na pomniku Syrenki. Jej imię nosi rondo na warszawskim Ursynowie, a także inne miejsca, które upamiętniają jej rolę w historii miasta. Jednak to, co najbardziej wyróżnia Krystynę, to sposób, w jaki jej życie i twórczość wciąż oddziałują na współczesnych Warszawiaków.</p><p>W 2023 roku miało miejsce zdarzenie, które wywołało gorącą dyskusję wśród mieszkańców stolicy. Grupa aktywistów postanowiła zwrócić uwagę na problem dewastacji przestrzeni publicznej i nielegalnego umieszczania reklam, poprzez zamalowanie cokołu pomnika Syrenki na warszawskim Powiślu. W akcie protestu pokryli cokół farbą, co wywołało oburzenie wśród wielu mieszkańców i środowisk patriotycznych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/647,nowe-nieznane-oblicze-powstania-warszawskiego-te-zdjecia-nie-byly-dotad-publikowane"></oembed></figure><p>Historia Krystyny Krahelskiej to opowieść o życiu pełnym pasji, patriotyzmu i odwagi. Choć zginęła młodo, jej dziedzictwo przetrwało w pamięci Warszawiaków. Twarz Krystyny na warszawskiej Syrence, jej poezja, pieśni, a przede wszystkim jej postawa wobec życia i wojny, stanowią nieprzemijający symbol dla kolejnych pokoleń. To właśnie dzięki takim postaciom jak Krystyna Krahelska, Warszawa wciąż jest miastem pełnym duchów przeszłości, które inspirują współczesnych mieszkańców do działania, pamięci i szacunku dla historii.</p> ]]></content:encoded>
            <author>g.sulik@rw24.pl (Greta Sulik)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Warszawiacy oddali hołd Powstańcom w Godzinę „W”. Miasto zamarło na minutę]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/644,warszawiacy-oddali-hold-powstancom-w-godzine-w-miasto-zamarlo-na-minute</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/644,warszawiacy-oddali-hold-powstancom-w-godzine-w-miasto-zamarlo-na-minute</guid>
            <pubDate>Thu, 01 Aug 2024 17:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-warszawiacy-oddali-hold-powstancom-w-godzine-w-miasto-zamarlo-na-minute-1722525417.jpg</url>
                        <title>Warszawiacy oddali hołd Powstańcom w Godzinę „W”. Miasto zamarło na minutę</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/644,warszawiacy-oddali-hold-powstancom-w-godzine-w-miasto-zamarlo-na-minute</link>
                    </image><description>Warszawiacy oddali hołd Powstańcom Warszawskim w Godzinę „W” symbolizującą czas rozpoczęcia heroicznego zrywu. 1 sierpnia o 17:00 w 80. rocznicę tych wydarzeń stolica zamarła na minutę bez ruchu, stanęły samochody, komunikacja miejska i przechodnie, przysłuchując się wyjącym syrenom alarmowym. Uwiecznili to nasi reporterzy w różnych częściach miasta.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tym roku świętujemy okrągłą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, jej obchody w stolicy trwają już od dłuższego czasu. Kulminacją wszystkich przygotowań była Godzina „W”. <strong>1 sierpnia o 17:00 w całym mieście można było usłyszeć syreny</strong>. Jak co roku wówczas warszawiacy zastygli na chwilę pośród budynków przystrojonych biało-czerwonymi flagami. Na minutę stanęły samochody, autobusy, tramwaje, zatrzymali się też piesi. Kierowcy wychodzili ze swoich pojazdów. Wszystko po to, by <strong>oddać hołd bohaterom walczącym 80 lat temu w Powstaniu Warszawskim.&nbsp;</strong></p><figure class="image"><a href="https://www.raportwarszawski.pl/galeria/166,godzina-w-w-warszawie#zdjecie-1"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/SZABLON%20GALERIA%20%20%20(12)(1).png" alt="Godzina &quot;W&quot; w Warszawie zdjęcia." width="1920" height="1080"></a></figure><h4>Godzina „W”. Tak Warszawa oddała hołd uczestnikom Powstania Warszawskiego</h4><p>Na Rondzie Dmowskiego pojawiło się tysiące osób, które także chciały pokazać swój szacunek Powstańcom i uczcić pamięć o ich czynach. W tłumie powiewały flagi Polski w towarzystwie rac. Po Godzinie „W” uczestnicy zgromadzenia ruszyli <strong>w przemarsz przez miasto.</strong></p><p>Oficjalne obchody Godziny „W” z udziałem oficjeli odbyły się z kolei <strong>na Cmentarzu Wojskowym w Powązkach przy pomniku Gloria Victis</strong>, gdzie hołd Powstańcom oddał m.in. prezydent Andrzej Duda, który złożył wieniec na grobie Barbary i Krzysztofa Kamila Baczyńskich w związku z nadchodzącą 80. rocznicą ich śmierci. Następnie odbyła się modlitwa międzyreligijna przy pomniku Polegli Niepokonani, uczestnicy uroczystości złożyli też kwiaty na kurhanie, gdzie znajdują się prochy ponad <strong>50 tys. mieszkańców stolicy na Cmentarzu Powstańców Warszawy.</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=75osPfswG2I"></oembed></figure><p>1 sierpnia od rana w całej Warszawie czuć było atmosferę obchodów 80. rocznicy Powstania Warszawskiego. Przy monumentach upamiętniających uczestników tego zrywu gromadzili się warszawiacy, którzy zostawiali tam kwiaty i znicze. Budynki zostały przystrojone biało-czerwonymi flagami, a w wielu dzielnicach odbywały się uroczystości. O godzinie 17:00 syreny wyły nie tylko z miejskiego systemu alarmowania i ostrzegania ludności, <strong>syreny ręczne w kilku miejscach na terenie stolicy</strong> uruchomili harcerze. Można było je usłyszeć m.in. na Powązkach, przy Metrze Wilanowska, przy skrzyżowaniu Targowej z Kijowską czy na Rynku Starego Miasta.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/641,nieznane-zdjecie-z-powstania-warszawskiego-wiemy-gdzie-je-zrobiono-odkryto-to-po-osiemdziesieciu-latach"></oembed></figure><h4>Dlaczego Powstanie Warszawskie rozpoczęło się o godzinie 17:00?</h4><p>Wszyscy Warszawiacy doskonale wiedzą, że Godzina „W”, czyli czas rozpoczęcia Powstania Warszawskiego w 1944 roku to 17:00. Ale dlaczego Powstańcy wybrali akurat ten czas na początek zrywu? Chodziło głównie o <strong>względy strategiczne, a dokładniej o odpowiednie oświetlenie i zaskoczenie przeciwnika</strong>. By kultywować pamięć o tych wydarzeniach, co roku o tej porze mieszkańcy stolicy i całej Polski, oddają hołd walczącym za naszą wolność.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/609,jan-oldakowski-najwiekszym-problemem-bylo-to-ze-powstancy-nam-nie-ufali"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            <author>m.piotrowski@rw24.pl (Miłosz Piotrowski)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Nowe, nieznane oblicze Powstania Warszawskiego. Te zdjęcia nie były dotąd publikowane]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/647,nowe-nieznane-oblicze-powstania-warszawskiego-te-zdjecia-nie-byly-dotad-publikowane</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/647,nowe-nieznane-oblicze-powstania-warszawskiego-te-zdjecia-nie-byly-dotad-publikowane</guid>
            <pubDate>Thu, 01 Aug 2024 15:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-nowe-nieznane-oblicze-powstania-warszawskiego-te-zdjecia-nie-byly-dotad-publikowane-1722516721.png</url>
                        <title>Nowe, nieznane oblicze Powstania Warszawskiego. Te zdjęcia nie były dotąd publikowane</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/647,nowe-nieznane-oblicze-powstania-warszawskiego-te-zdjecia-nie-byly-dotad-publikowane</link>
                    </image><description>Powstanie Warszawskie jest jednym z lepiej udokumentowanych wydarzeń w historii drugowojennej Polski. Od tysięcy zdjęć, przez filmy, obrazy, akta, na wspomnieniach i poezji kończąc, wydarzenie to odcisnęło piętno na duszy miasta i narodu. Wydawać by się mogło, że odnaleziono już wszystko, lecz takie myślenie jest błędne. Przedstawiamy wam zupełnie nowe, wcześniej nieznane zdjęcia, pokazujące nowe oblicze Powstania.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na łamach Raportu Warszawskiego przedstawiamy wam wcześniej niepublikowane zdjęcia, przedstawiające cały przekrój Powstania 1944. Od szczytu najwyższego budynku w stolicy, po najgłębsze tunele łączące kamienice. Fotografie z prywatnej kolekcji Rafała Bielskiego pokazują codzienne życie i zmagania Powstańców. Za ich sprawą możemy poznać inną perspektywę na znane wydarzenia.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/634,hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary"></oembed></figure><p>Na jednym ze zdjęć możemy zobaczyć nadal stojący, chociaż już <strong>zrujnowany wieżowiec Prudential.</strong> Gmach ten przed wojną był najwyższym budynkiem w stolicy, a siedzibę w nim miała polska filia brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej. Na początku powstania wieżowiec przy pl. Napoleona przejęli Polacy i z tego powodu stał on się celem ostrzału artyleryjskiego.</p><p>Inne archiwalne fotografie przestawiają <strong>życie zwykłych warszawiaków</strong>, którzy by przeżyć musieli kryć się za barykadami czy w piwnicach kamienic by unikać niemieckich kul. Zdjęcia pokazują również w jaki sposób<strong> Polacy radzili sobie ze zdobycznym sprzętem</strong>, albo w jaki sposób budowali zasieki i barykady.</p><figure class="image"><a href="https://www.raportwarszawski.pl/galeria/164,nieznane-zdjecia-z-powstania-warszawskiego#zdjecie-1" target="_blank"><img style="aspect-ratio:1920/1080;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/SZABLON%20GALERIA(10).png" width="1920" height="1080"></a><figcaption>Nieznany powstaniec ogląda pistolet maszynowy / autor: z kolekcji Rafała Bielskiego</figcaption></figure><p>Publikacja tych wcześniej nieznanych fotografii może dowodzić tego, że w prywatnych kolekcjach, rodzinnych albumach czy dokumentach schowanych lata temu na strychu nadal mogą znajdować się wyjątkowe dzieła, które unieśmiertelniły sekundy z życia Powstania Warszawskiego na kawałku fotograficznej kliszy.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/643,usunieto-mural-upamietniajacy-powstancow-miasto-mowi-ze-to-byl-blad"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jan Ołdakowski: Największym problemem było to, że Powstańcy nam nie ufali]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/609,jan-oldakowski-najwiekszym-problemem-bylo-to-ze-powstancy-nam-nie-ufali</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/609,jan-oldakowski-najwiekszym-problemem-bylo-to-ze-powstancy-nam-nie-ufali</guid>
            <pubDate>Thu, 01 Aug 2024 06:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-jan-oldakowski-najwiekszym-problemem-bylo-to-ze-powstancy-nam-nie-ufali-1722251306.jpg</url>
                        <title>Jan Ołdakowski: Największym problemem było to, że Powstańcy nam nie ufali</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/609,jan-oldakowski-najwiekszym-problemem-bylo-to-ze-powstancy-nam-nie-ufali</link>
                    </image><description>W tym roku obchodzimy nie tylko 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. To także dwie dekady od otwarcia muzeum. Z tej okazji rozmawiamy z dyrektorem, Janem Ołdakowskim, który pracuje na tym stanowisku od początku. Wspomina walkę z czasem, by Muzeum Powstania Warszawskiego otworzyć 1 sierpnia 2004 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Piotr Wróblewski: Jak zapamiętał Pan koniec lipca 2004 roku? Wtedy razem z prezydentem Warszawy Lechem Kaczyńskim otwierał Pan Muzeum Powstania Warszawskiego.</strong></p><blockquote><p><strong>Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego: </strong>To było niesamowite, że samą wystawę przygotowywaliśmy do ostatniej chwili. Właściwie ostatni ekran został wstawiony na miejsce w momencie, kiedy otworzyły się drzwi i zaczęli wchodzić pierwsi goście. Więc emocje były. Tak jak w filmie „Mission Impossible”, gdzie bohaterowie zawsze zatrzymują zegar detonatora na dwie sekundy przed wybuchem. Miałem wtedy wrażenie jakbym był w takim filmie.</p><p>Gdyby goście przyszli 10 minut wcześniej, to widzieliby jeszcze dziurę w ścianie.&nbsp;</p></blockquote><p><strong>Była też presja ze strony Powstańców?&nbsp;</strong></p><p>Największy problem był taki, że gdy zaczynaliśmy pracę razem z Pawłem Kowalem, Leną Dąbkowską-Cichocką i Joanną Bojarską, to… Powstańcy kompletnie nam nie ufali. To był nasz największy problem.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/634,hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary"></oembed></figure><p>Wynikało to z tego, że przez całe lata 90. różni politycy obiecywali im muzeum. Powstańcy zorientowali, że każdy polityk mówi, że powinno powstać, ale nikt nic nie robi. Albo przynajmniej robi niewystarczająco dużo. Wmurowywano kolejne kamienie węgielne, podawano kolejne lokalizacje i Powstańcy byli strasznie tym zmęczeni. Zorientowali się, że ktoś zbija na nich krótkotrwały kapitał polityczny.&nbsp;</p><p><strong>Gdy w końcu zaczęła się budowa, to trzeba było pędzić. Pracowano przecież nawet nocami.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>Moja mama zawsze mówiła „nie rób nic na ostatnią chwile, bo nie zdążysz”. A tutaj były terminy. Pamiętam, że pewna Powstanka była na mnie wściekła – przyszła ze łzami w oczach:&nbsp;</p><p>- Państwo napisali, że jest park, w którym odbędzie się uroczystość, a tutaj plac budowy. Za miesiąc nie będzie żadnego parku! – mówiła.&nbsp;</p><p>- Jak Pan śmiał nas oszukiwać – wyrażała mi laską. I chyba nawet chciała mnie tą laską uderzyć.</p><p>To właśnie jest fajne w Powstańcach, że oni zawsze byli skorzy do działania.&nbsp;</p><p>I kiedy otwieraliśmy muzeum, w tym tłumie czuję, że ktoś mnie szarpie za rękaw. To była ta sama Pani, która chciała mnie pocałować w rękę. Tak było jej głupio. Oczywiście to ja ją później pocałowałem w rękę, ale chodzi mi o ten moment, gdy oni wszyscy zrozumieli, że jednak zdążymy. Że będzie muzeum.</p></blockquote><p>Powstańcy rzadko oglądają ekspozycję, ale zawsze zwiedzających. Bo powstanie tego miejsca to było marzenie pokoleniowe, o którym mówili choćby Zbigniew Ścibor-Rylski czy Jan Nowak-Jeziorański.&nbsp;</p><p><strong>Od otwarcia muzeum mija dwadzieścia lat. Jak to możliwe, że wciąż znajdowane są nowe artefakty? Dosłownie kilka dni temu informowano o przekazaniu dokumentów batalionu „Parasol”.&nbsp;</strong></p><p>To zaskakujące. Uważałem, że już nic się nie znajdzie, a tymczasem trafia do nas okupacyjna dokumentacja działań oddziału, który później stał się „Parasolem”. Do tego absolutnie unikalne rzeczy, bo to są działania wywiadowcze, szkice zamachu na Kutscherę (udany zamach AK na dowódcę SS w Generalnym Gubernatorstwie – red.). To pierwsze z rozpoznań, kiedy oni chodzą po mieście, szukają lokalizacji tej akcji i robią szkice. Nie ma wcześniejszych. Trafiają do nas rzeczy, o których wcześniej w ogóle nie było wiadomo, że istnieją.</p><p><strong>Społeczność żydowska czeka na ostatnią część archiwum Ringelbluma. Pan – i społeczność muzeum – też czeka na rzeczy podobnej wagi dotyczące sierpnia 1944?&nbsp;</strong></p><p>Nie wiemy co jest ukryte. Część zniszczył komunizm, część ludzie, żeby nie wpadły w niepowołane ręce. Zawsze uczulamy tych, którzy robią remonty starych domów – nie tylko w Warszawie – żeby szukali schowków. A druga sprawa, zachowajcie się patriotycznie, obywatelsko i jeżeli znajdziecie cenne rzeczy, to przynieście je do instytucji, które zajmą się opieką. Może to być lokalne muzeum, Archiwum Akt Nowych czy Muzeum Powstania Warszawskiego.&nbsp;</p><p>Dla mnie uroczystość przekazania dokumentów „Parasola” była również niezwykle wzruszająca. Ludzie przynieśli rzeczy o ogromnej wartości, także materialnej. Gdyby wystawili je na aukcji internetowej, to „poszłyby” za naprawdę grube pieniądze. To unikaty i na pewno miłośnicy historii zapłaciliby za to. Muzea biłyby się o to, a my tutaj dostajemy za darmo, dlatego, że ktoś uważa, że te rzeczy są własnością państwa.</p><p><strong>Z okazji 60. rocznicy Powstania Warszawskiego otwarto muzeum, dekadę później przyjechał prezydent Niemiec, a wystawa o powstaniu prezentowana była w centrum Berlina. A jak będzie tym razem? Bo mam wrażenie, że na szczeblu państwowym, politycznym, dzieje się niewiele.&nbsp;</strong></p><p>Wydaje mi się, że ta rocznica jest dla Powstańców. Nie ma „fajerwerków”, ale dla nas najważniejsze jest to, żeby Powstańcy mogli uczestniczyć w uroczystościach. Bo one są dla nich. Mają przecież ponad 90 lat, więc musimy dać im czas, żeby doszli do siebie, zregenerowali się. A chcemy móc przez chwilę z nimi porozmawiać.&nbsp;</p><p>W tym roku będzie wyjątkowy zlot harcerski, ponieważ przyjeżdża 2,5 tys. harcerzy, ze wszystkich organizacji, z całej Europy. To jedyna rzeczy, którą robią razem. Prosimy ich, młodych ludzi, żeby podziękowali Powstańcom i chwilę z nimi porozmawiali. Bo o tej rozmowie będą opowiadać wnukom.</p><p><strong>Nie miał Pan chciej nadziei, że – na przykład – na 80. rocznicę przyjeżdża kanclerz Scholz, który mówi, że w ramach reparacji Niemcy zapłacą za odbudowę Pałacu Saskiego? To byłby symboliczny gest także w stronę Powstańców.&nbsp;</strong></p><blockquote><p>Nie mam pełnej wiedzy, jak wygląda aspekt międzynarodowy tych obchodów, ale mam nadzieję, że będzie na odpowiednim poziomie. Natomiast my przygotowujemy obchody dla Powstańców, ich rodzin, pracujemy nad tym z miastem stołecznym Warszawą od roku. To ostatnia rocznica, na którą tylu Powstańców przyleci zza granicy. Po naszej rozmowę zobaczę się ze Stanisławem Aronsonem, 99-letnim ostatnim członkiem Kolegium „A” Kedywu. Nie wiem czy zdrowie pozwoli mu jeszcze kiedykolwiek przylecieć.</p></blockquote><p><strong>Ilu Powstańców przyleci zza granicy?&nbsp;</strong></p><p>Deklarację złożyło 38. Zobaczymy, ilu zdrowie pozwoli.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1100/676;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Przebudowa-Muzeum-Powstania-Warszawskiego1.jpg" width="1100" height="676"><figcaption>Wizualizacja nowego budynku Muzeum Powstania Warszawskiego / mat. pras.</figcaption></figure><p><strong>Jak wygląda kwestia przyszłości muzeum? W 2018 roku pokazano pełen plan przebudowy, razem z wizualizacjami. Czy w najbliższym czasie coś w tej sprawie się ruszy?&nbsp;</strong></p><p>Wszystko zepsuła nam pandemia, która cofnęła nas do punktu wyjścia. Straciliśmy fundusze. Mamy zagwarantowaną jedną trzecią środków z urzędu miasta, czyli od naszego organizatora. Szukamy pozostałych dwóch trzecich, sprawdzamy programy unijne, fundusze odbudowy…&nbsp;</p><p>Mamy dobrą dokumentację.</p><p><strong>I świetny projekt.</strong></p><p>Nowy budynek nie ingeruje w otoczenie. Właściwie w całości umieszczony jest pod ziemią po to, by nie zasłonić zabytkowych budynków przemysłowej Woli. Obok jest tylko gazownia i właściwie tylko to zostało z ceglanej Woli.&nbsp;</p><p><strong>Wielu dyrektorów placówek zmienia się wraz z władzą, albo po kilku latach zmieniają miejsce pracy. Pan jest tu od dwudziestu lat, mimo że niektórzy widzą Pana w innym fotelu, na placu Bankowym. Jan Ołdakowski za kolejne dwie dekady będzie dalej dyrektorem muzeum?&nbsp;</strong></p><p>Dopóki są Powstańcy, to jestem tu z nimi. To moje zobowiązanie. Wielokrotnie przychodzili do mnie i obiecałem im, że będę dopóki oni żyją. Bo bali się, że „ucieknę”. Ale nie mam planów politycznych. Kiedyś próbowałem, byłem senatorem, ale nie mam ochoty tego powtarzać. Obecnie jestem politycznym emerytem.&nbsp;</p><p>W swojej pracy potrzebuję realizacji jakiejś misji. Nie widzę siebie w wielu korporacjach. Raczej w kulturze.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/632,gdzie-byc-1-sierpnia-w-warszawie-nasze-rekomendacje-na-80-rocznice-powstania-warszawskiego"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Hieny wojny” kasowały drogo. Ziemniaki za 900 złotych, a mąka za dolary]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/634,hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/634,hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary</guid>
            <pubDate>Wed, 31 Jul 2024 14:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary-1722429318.jpg</url>
                        <title>„Hieny wojny” kasowały drogo. Ziemniaki za 900 złotych, a mąka za dolary</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/634,hieny-wojny-kasowaly-drogo-ziemniaki-za-900-zlotych-a-maka-za-dolary</link>
                    </image><description>Nieznany pamiętnik powstańczy pokazuje jak wyglądało życie w Śródmieściu. Janusz Patalong relacjonuje losy cywili. A były one niezwykle trudne. I to także, a może przede wszystkim, z powodu „hien wojny”, które na sprzedaży jedzenia dorabiały się astronomicznych pieniędzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <blockquote><p><i>„Po upływie drugiego miesiąca, w przeddzień kapitulacji (Powstania Warszawskiego – red.) pozostało tylko oburzenie na tych, którzy za tragedię Warszawy byli odpowiedzialni – gorycz, że tyle krwi lekkomyślnie przelano – żal wreszcie za zniszczonym kompletnie miastem z jego pamiątkami dumnej i pełnej chwały przeszłości”</i> – pisze Janusz Patalong w swoich wspomnieniach.&nbsp;</p></blockquote><p>Odnaleziony pamiętnik, wydany przez Skarpę Warszawską, pokazuje Powstanie z nieco innej strony. Na wstępnie trzeba dodać, że Patalong nie dostał się do wojska. Co prawda działał w konspiracji, ale nie wiadomo czy w sierpniu 1944 roku walczył z bronią w ręku. Ręce, zamiast do trzymania pistoletu, przydawały mu się do pisania. Został bowiem redaktorem podziemnego pisma. Ze stolicy wyszedł z cywilami.</p><p>We wstępie do „Tragedii 63 dni” historyk Adam Węgłowski porównuje Patalonga do Jana Piszczyka z „Zezowatego szczęścia”. Podobnie jak bohater słynnego filmu, Patalong zawsze płynie z prądem. Nie jest to „czysta”, jednoznaczna postać. W 1945 roku wstępuje do PZPR, zostaje agentem UB i donosi na kolegów. Ale poza tym handluje nielegalną bronią i trafia za to do więzienia.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://inbook.pl/tragedia-63-dni,id349011.html?utm_source=Raport&amp;utm_medium=Cpc&amp;utm_campaign=sale"></oembed></figure><h2>Wojenni dorobkiewicze &nbsp;</h2><p>Niezwykle interesujący fragment pamiętnika Patalong poświęca cywilom. Pisze, że walczył co dziesiąty. Reszta musiała żyć w walącym się mieście. Co gorsze, w mieście, w którym brakowało żywności.</p><blockquote><p><i>„Brak ten byłby znośniejszy, gdyby ów „szary człowiek” wiedział i widział, że i jego sąsiad musi głodować, że i za pieniądze, których on sam przeważnie nie posiadał, nic kupić nie można. Tak jednak niestety nie było. Przeciętny mieszkaniec głodował, ale wojenny dorobkiewicz, usiłujący imponować wszystkim naokoło swym bogactwem, opływał i teraz w dostatki.”</i></p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/632,gdzie-byc-1-sierpnia-w-warszawie-nasze-rekomendacje-na-80-rocznice-powstania-warszawskiego"></oembed></figure><p>Patalong obserwował, jak pomnażają się majątki cwaniaków. Opisywał jak „tchórze z urodzenia” jedli najbardziej wykwintne potrawy. Obserwował, że kwitł czarny rynek. Sprzedawano przede wszystkim wódkę – za pieniądze lub za złoto.&nbsp;</p><p>Stworzył nawet swoisty cennik. Jak czytamy w pamiętnikach:&nbsp;</p><ul><li>słonina w Śródmieściu w czasie Powstania kosztowała 4 000 zł za kilogram </li><li>kartofle – 900 zł (dla porównania na Powązkach „chodziły” po 10 zł) </li><li>papieros 20-60 zł – za sztukę (!)</li><li>tytoń w drugim tygodniu powstania 3 000 zł za kilogram, a w szóstym… 15&nbsp;000 zł.&nbsp;</li></ul><p>Dla porównania, w lipcu 1943 na czarnym rynku kilogram mąki pszennej kosztował ok. 30 złotych, natomiast w sierpniu, w Śródmieściu najpierw tysiąc (!) złotych, a później dwa złote dolary. Jeden z Powstańców dla Archiwum Historii Mówionej opowiadał, że pracował jako zastępca magazyniera w Pruszkowie. Za lipiec 1944 otrzymał pensję – 420 złotych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1500/922;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Warsaw_Uprising_-_Barricade_on_Corner_of_Karolkowa_and_%C5%BBytnia_Streets.jpg" width="1500" height="922"><figcaption>Stefan Bałuk / domena publiczna</figcaption></figure><p>&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Władze wojskowe mało się tym interesowały, a władze cywilne nie miały, czy też nie chciały zła radykalnie zlikwidować. Przeciwnie nawet, chlubiono się tym, że życie płynie normalnie, skoro ludzie umieją zorganizować w tych warunkach handel”</i> – pisze Patalong.&nbsp;</p></blockquote><p>Następnie pochyla się nad życiem „szarego człowieka”. Tego, który nie miał majątku, oddał wiele Powstańcom i pierwszy gasił kamienice, które raz po raz stawały w ogniu. A obok widział sąsiada, który bogacił się.</p><p>Także dlatego cywile, widząc niemieckie ulotki z obietnicami pracy i chleba, decydowali się na ewakuację.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Nic to, że tuż po ulotkach te same samoloty niemieckie sieją ogniem z karabinów maszynowych i walą nowe serie bomb na miasto. (..) Dowództwo polskie wyraża milczącą zgodę na częściową ewakuację ludności cywilnej. Nie zgodzić się nie mogło. Widoków na pomyślne zakończenie Powstania było coraz mniej, sytuacja żywnościowa pogarszała się z dnia na dzień, a liczba bezdomnych rosła w zastraszający sposób”</i> – czytamy.&nbsp;</p></blockquote><h2>Upadek Powstania&nbsp;</h2><p>Janusz Patalong, zapisując swoje wspomnienia na „gorąco”, jeszcze w 1944 roku, nie mitologizuje. Narzeka na dowódców, szuka przyczyn porażek i wskazuje błędy. Największym, wydaje się dla niego utrata Powiśla, a zatem również dostępu do Wisły.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Utrata Powiśla była już poważnym ciosem dla Powstania. Odrzucono nas od Wisły na najważniejszym jej odcinku w&nbsp; centrum miasta, zepchnięto równocześnie na linię Nowego Światu, zmniejszając przez to znacznie zajęty przez oddziały polskie obszar miasta. Od tej właściwie chwili niepowodzenia spadały na Powstanie w tempie przyśpieszonym. Za Powiślem poszedł Czerniaków, za Czerniakowem Mokotów, za nim Żoliborz”</i> – pisze.&nbsp;</p></blockquote><p>Następnie tłumaczy, że Stare Miasto upadło w boju, po bombardowaniach, wobec braku dostaw. Na Powiślu było inaczej. Za tę porażkę wini dowódców. Śródmieście – jako „wyspa zewsząd otoczona, kontaktu ze światem nie mająca” – nie mogła tak długo trwać, też musiała szybko upaść.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Po 63 dniach krwawych i bohaterskich zmagań z przeważającymi i liczebnie i technicznie siłami niemieckimi, Powstanie Warszawskie zakończyło się nie tak niestety, jak to na początku przewidywano. Zakończyło się tragedią setek tysięcy mieszkańców – tragedią, jakiej w dziejach Polski jeszcze nie było. Przyszłe dopiero pokolenia będą mogły należycie ocenić, czym było dla Polski to bohaterskie, a&nbsp; zarazem tragiczne Powstanie”</i> – podsumowuje Patalong.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/627,architekci-powstancy-mieli-imperatyw-wewnetrzny-by-podniesc-warszawe-ktora-legla-w-gruzach"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Gdzie być 1 sierpnia w Warszawie? Nasze rekomendację na 80. rocznicę Powstania Warszawskiego]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/632,gdzie-byc-1-sierpnia-w-warszawie-nasze-rekomendacje-na-80-rocznice-powstania-warszawskiego</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/632,gdzie-byc-1-sierpnia-w-warszawie-nasze-rekomendacje-na-80-rocznice-powstania-warszawskiego</guid>
            <pubDate>Wed, 31 Jul 2024 14:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-nasze-rekomendacje-na-obchody-80-rocznicy-powstania-warszawskiego-te-miejsca-trzeba-odwiedzic-1722423628.jpg</url>
                        <title>Gdzie być 1 sierpnia w Warszawie? Nasze rekomendację na 80. rocznicę Powstania Warszawskiego</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/632,gdzie-byc-1-sierpnia-w-warszawie-nasze-rekomendacje-na-80-rocznice-powstania-warszawskiego</link>
                    </image><description>Obchody 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego będą w tym roku wyjątkowo uroczyste ze względu na swój jubileuszowy charakter. W stolicy w wielu miejscach, na różny sposób będzie można oddać hołd Powstańcom. Przedstawiamy najciekawsze z zaplanowanych wydarzeń.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kulminacyjnym momentem obchodów będzie Godzina "W". 1 sierpnia punktualnie o godz. 17 w Warszawie zawyją syreny, a cała stolica zatrzyma się, by uczcić powstańczy zryw minutą ciszy.</p><h2>1. Rondo Dmowskiego</h2><p>Jak co roku, <strong>tysiące ludzi zgromadzi się na Rondzie Dmowskiego</strong>, aby o godz. 17 oddać hołd Powstańcom.&nbsp;Na ulicach Warszawy na dźwięk syren zatrzymają się tramwaje, autobusy, motocykle i samochody. Kierowcy i pasażerowie wyjdą z nich i nieruchomo staną obok.&nbsp;Powiewać będą flagi, a uczestnicy zgromadzenia odpalą race. Zgromadzenie publiczne na rondzie Dmowskiego rozpocznie się już o godz. 15.&nbsp;Stamtąd po godzinie 17 <strong>uczestnicy planują przemarsz ulicami</strong>:&nbsp;</p><ul><li>Aleje Jerozolimskie,&nbsp;</li><li>przez rondo de Gaulle’a,&nbsp;</li><li>Nowy Świat,&nbsp;</li><li>Krakowskie Przedmieście i Miodową&nbsp;</li><li>na plac Krasińskich.</li></ul><h2>2. Cmentarz na Powązkach</h2><p>W Godzinę "W" przedstawiciele władz państwowych i samorządowych oddadzą hołd bohaterom Powstania Warszawskiego przy pomniku Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W uroczystości weźmie udział <strong>prezydent Andrzej Duda</strong>. Prezydent złoży też wieniec na grobie Barbary i Krzysztofa Kamila Baczyńskich w związku ze zbliżającą się 80. rocznicą ich śmierci. Następnie odbędzie się modlitwa międzyreligijna przy pomniku Polegli Niepokonani oraz składanie kwiatów na kurhanie, w którym znajdują się prochy ponad 50 tys. mieszkańców stolicy i ich powstańczego wojska na Cmentarzu Powstańców Warszawy.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/606,zmiany-w-komunikacji-miejskiej-w-zwiazku-z-obchodami-80-rocznicy-wybuchu-powstania-warszawskiego"></oembed></figure><h2>3. Kopiec Powstania Warszawskiego</h2><p>W czwartek o&nbsp;godz. 21 odbędą się&nbsp;uroczystości na Kopcu Powstania Warszawskiego w Parku Akcji „Burza”. Zapalony zostanie „Ogień pamięci” przyniesiony przez „Sztafetę pokoleń” z Grobu Nieznanego Żołnierza. <strong>Iluminacja pomnika zostanie włączona na 63 dni</strong>. Nastąpi też złożenie kwiatów pod pomnikiem Polski Walczącej.</p><p>Jak podkreśla prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski „symbolika Kopca Powstania przemawia silnie do wyobraźni. Zbudowany po wojnie z&nbsp;gruzów zniszczonej Warszawy. Zmieniony w&nbsp;tym roku w&nbsp;przyjazny park, w&nbsp;którym chce się spacerować i&nbsp;zadumać nad losem miasta”.</p><blockquote><p>- Na samym szczycie kopca umieszczony jest wspaniały pomnik&nbsp;– symbol Polski Walczącej. Symbol, który towarzyszył Wam w&nbsp;walce z&nbsp;okupantem przed 80 laty. Symbol, który przejęły kolejne pokolenia w&nbsp;czasie niepełnej suwerenności w&nbsp;czasach PRL. Symbol, który krzyczał z&nbsp;warszawskich ścian: <strong>Polska zawsze będzie walczyła o&nbsp;wolność</strong>. Symbol, który teraz góruje nad okolicą, a&nbsp;przede wszystkim na zawsze pozostanie w&nbsp;naszych sercach – zaznaczył Trzaskowski.</p></blockquote><h2>4. Pl. Piłsudskiego</h2><p>1 sierpnia nie można zapomnieć o <strong>wspólnym śpiewaniu piosenek powstańczych</strong>. Wieczorem, o godzinie 20:30, mieszkańcy zgromadzą się na placu Piłsudskiego, by wziąć udział w wydarzeniu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Wspólne śpiewanie odbędzie się z&nbsp;udziałem orkiestry i&nbsp;chóru pod kierownictwem Jana Stokłosy. Śpiewniki są do pobrania na stronie&nbsp;1944.pl.</p><h2>5. Łazienki Królewskie</h2><p>W Łazienkach Królewskich, od 31 lipca do końca września, będzie można podziwiać wyjątkową wystawę fotograficzną „Kolor Powstania 1944”. W Galerii Plenerowej zaprezentowanych zostanie 30 koloryzowanych zdjęć z Powstania Warszawskiego. Wyselekcjonował je <strong>słynny fotoreporter Chris Niedenthal</strong>. Ekspozycja została przygotowana z udziałem specjalistów z Muzeum Powstania Warszawskiego oraz studia Orka. Wstęp na wystawę jest wolny.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/587,jakie-byly-kolory-powstania-niezwykla-wystawa-fotograficzna-w-lazienkach-krolewskich"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sławomir Potapowicz: czeka nas dyskusja o płatnym parkowaniu na Gocławiu, Bielanach i Ursynowie]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/220,slawomir-potapowicz-czeka-nas-dyskusja-o-platnym-parkowaniu-na-goclawiu-bielanach-i-ursynowie</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/220,slawomir-potapowicz-czeka-nas-dyskusja-o-platnym-parkowaniu-na-goclawiu-bielanach-i-ursynowie</guid>
            <pubDate>Sat, 15 Jun 2024 10:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-slawomir-potapowicz-czeka-nas-dyskusja-o-platnym-parkowaniu-na-goclawiu-bielanach-i-ursynowie-1718443403.jpg</url>
                        <title>Sławomir Potapowicz: czeka nas dyskusja o płatnym parkowaniu na Gocławiu, Bielanach i Ursynowie</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/220,slawomir-potapowicz-czeka-nas-dyskusja-o-platnym-parkowaniu-na-goclawiu-bielanach-i-ursynowie</link>
                    </image><description>- Rafał Trzaskowski jest naturalnym kandydatem na prezydenta Polski — mówi nam Sławomir Potapowicz, wiceprzewodniczący Rady Warszawy. Przedstawiciel Nowoczesnej i Koalicji Obywatelskiej opowiada nam o planach radnych na najbliższe lata. Wśród nich m.in. powiększenie strefy płatnego parkowania oraz stworzenie planu ogólnego. Jak słyszymy, Warszawa otrzyma więcej środków rządowych. Na co je wyda?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Piotr Wróblewski: Koalicja Obywatelska, po wyborach samorządowych, ma swojego prezydenta, rządzi we wszystkich dzielnicach i ma większość w Radzie Warszawy. To wymarzony scenariusz?</strong></p><p><strong>Sławomir Potapowicz, wiceprzewodniczący Rady Warszawy:&nbsp;</strong><span style="color:black;">Rzeczywiście, mimo bardzo trudnej, minionej kadencji – zresztą wydłużanej – w obecnej Radzie Warszawy mamy porównywalną liczbę mandatów. Zwiększyła się tez liczba dzielnic, w których Koalicja Obywatelska rządzi samodzielnie bądź współrządzi. To niewątpliwie efekt polityki, którą prowadziliśmy. I też bardzo silnej osobowości Rafała Trzaskowskiego…&nbsp;</span></p><p><strong>… nawet na Pradze-Północ KO się udało. To był do tej pory „bastion PiS-u” w Warszawie.</strong></p><p><span style="color:black;">Przypomnę, że na początku poprzedniej kadencji Koalicja Obywatelska współrządziła na Pradze-Północ. Dopiero w jej trakcie nastąpiła zmiana w zarządzie dzielnicy. Natomiast dziś wyraźnie widać, że poparcie dla Koalicji Obywatelskiej w stolicy jest na stabilnym, wysokim poziomie. Dodatkowo, na warszawskiej scenie pojawił się komitet lewicowy, z którym tworzymy koalicje lokalne w takich dzielnicach jak: Ochota, Żoliborz, Praga-Północ.</span></p><p><span style="color:black;"><strong>W Radzie Warszawy dużych zmian – jeśli chodzi o prezydium – nie ma. Ale we władzach miasta już tak. Odszedł wiceprezydent Michał Olszewski, główna architektka Marlena Happach, spekuluje się o większych zmianach w Zarządzie Dróg Miejskich. Jak Pan to odbiera?</strong></span></p><p><span style="color:black;">Myślę, że mimo wszystko możemy mówić o kontynuacji. Zmiany personalne są naturalne i &nbsp;nie są tak istotne, jak Pan je przedstawia. Nowa osoba w zarządzie to wynik porozumienia politycznego. Mówię tu o nowej pani wiceprezydentce Adrianie Porowskiej.&nbsp;</span></p><p>Myślę, że działania realizowane przez prezydenta Olszewskiego przez ponad dekadę skutecznie będą realizować te osoby, które już w samorządzie funkcjonowały. Chociażby pan Tomasz Mencina, który przecież był i burmistrzem, i przez chwilę sekretarzem miasta. Teraz został dyrektorem-koordynatorem, który ma w kompetencjach m.in. sprawy związane z infrastrukturą.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2414.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>autor: Maciej Gillert / Raport Warszawski</figcaption></figure><p><span style="color:black;">Michał Olszewski, Marlena Happach to były osoby wyróżniające się, bo kształtowały kierunki rozwoju miasta zwłaszcza w zakresie ładu przestrzennego, rozwoju gospodarczego czy infrastrukturalnego. Nie sądzę jednak, żeby (ich odejście – red.) można było odbierać jako zmianę rewolucyjną.</span></p><p><strong>Przygotowują się Państwo w KO na scenariusz, w którym w przyszłym roku Warszawa będzie mieć innego prezydenta?</strong></p><p><span style="color:black;">To decyzja polityczna. Przede wszystkim środowiska Platformy Obywatelskiej, która jest najsilniejszym podmiotem tworzącym Koalicję Obywatelską i samego Rafała Trzaskowskiego. W moim przekonaniu pan prezydent jest naturalnym kandydatem na prezydenta Polski. Ale jest chyba za wcześnie, by podejmować dywagacje co się wydarzy po ewentualnym starcie i wygranej pana prezydenta. W ciągu najbliższego roku może się też wiele zmienić. Musimy się jeszcze uzbroić w cierpliwość. Mamy sporo czasu na decyzje związane z wyłonieniem kandydata Koalicji Obywatelskiej w wyborach Prezydenta Polski.&nbsp;</span></p><p><strong>Czy to oznacza, że gdzieś w kuluarach ruszyła giełda nazwisk na przyszłego prezydenta Warszawy?</strong></p><blockquote><p><span style="color:black;">Jest wiele polityczek i polityków w środowisku Koalicji Obywatelskiej, którzy mogliby skutecznie wypełniać mandat prezydenta Warszawy. I to oczywiste, że rozmowy o przyszłości stolicy nam towarzyszą. Ale proszę nie oczekiwać ode mnie, że dziś pozwolę sobie na personalne dywagacje!</span></p></blockquote><p><strong>Ponownie został Pan wiceprzewodniczącym Rady Warszawy. Jednak ta kadencja zaczęła się inaczej. Opozycja – czyli PiS – mówi o skandalu. Politycy tej partii twierdzą, że to niesprawiedliwe, że największy klub opozycyjny nie będzie miał swojego wiceprzewodniczącego. Po raz pierwszy od lat. Skąd ta decyzja?</strong></p><p>Uznaliśmy, że taki kształt prezydium Rady Warszawy, w którym KO ma przewodniczącego i dwóch wice, a jedno miejsce jest zarezerwowane dla Lewicy, jest optymalny dla pracy rady.<span style="color:black;"> Jednocześnie zapewniam, że klub PiS ma zapewnione warunki normalnego, skutecznego i zgodnego z prawem działania w Radzie Warszawy.</span></p><p><strong>Czyli bali się Państwo, że klub PiS będzie torpedował pracę rady?</strong></p><p><span style="color:black;">Nie, my się nie boimy Prawa i Sprawiedliwości. Poprzednia, ponad 5-letnia kadencja samorządowa, przy znacznie trudniejszych warunkach działania, z wrogim rządem i wojewodą, pozwoliła nam zdobyć odpowiednie doświadczenie w realizacji naszych politycznych i społecznych celów na poziomie rady. Zapewniam, że chodzi jedynie o jeszcze skuteczniejsze realizowanie naszego programu i celów, z którymi szliśmy do wyborów i które pozwoliły nam odnieść zdecydowane zwycięstwo.</span></p><p><span style="color:black;"><strong>To w takim razie zapytam o priorytety. Wspomniał Pan, że w poprzedniej kadencji </strong><s><strong>i</strong></s><strong> rząd, i wojewoda byli z innej opcji politycznej. Teraz wszystko się odwróciło. Do Warszawy zaczną płynąć dodatkowe pieniądze?&nbsp;</strong></span></p><p><span style="color:black;">Zanim zaczniemy mówić o zmianach w finansowaniu samorządów, musimy zacząć od najważniejszego, w mojej ocenie, wyzwania przed jakim stoimy w najbliższych miesiącach. To plan ogólny dla Warszawy. Musimy go przyjąć do końca 2025 roku. Ten dokument już budzi dużo emocji a jest niezwykle istotny dla dalszego rozwoju miasta.&nbsp;</span></p><p>Przygotowanie planu ogólnego w ciągu niespełna dwóch lat jest bardzo trudnym wyzwaniem. A przedłużenie tego terminu może okazać się niemożliwe ze względu na podział środków unijnych.&nbsp;</p><p><strong>To będzie wyzwanie dla nowego architekta miasta, bądź architektki.&nbsp;</strong></p><p><span style="color:black;">Liczę na to, że prezydent szybko wskaże nowego architekta miasta. Chociaż jestem też spokojny o sprawy warszawskiej architektury, ponieważ nadzór nad nią przejęła pani wiceprezydentka Renata Kaznowska. Osoba o wielkim doświadczeniu, niezwykle kompetentna o niespożytych siłach.</span></p><p><span style="color:black;">Wracając jednak do finansów. Tu ważne są dwa elementy. Po pierwsze, uniezależnienie dochodów samorządów od zmian w systemie podatkowym. Korporacje samorządowe już prowadzą w tej sprawie rozmowy z Ministerstwem Finansów. Zgodnie z planami ministerstwa naliczanie dochodów JST z PIT i CIT ma być procentem od dochodów podatników z danej jednostki, a odsetkiem podatku należnego na danym terenie. To zwiększy nasze dochody i przede wszystkim zapewni przewidywalność budżetów samorządów.&nbsp;</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/140,dariusz-figura-o-wyzwaniach-pis-w-warszawskiej-radzie-miasta-to-moze-byc-nieciekawa-kadencja-pod-wzgledem-atmosfery"></oembed></figure><p><strong>Więcej środków dla Warszawy?</strong></p><p><span style="color:black;">To będzie oczywiście zależało od sytuacji gospodarczej państwa, natomiast da to samorządom poczucie stabilności finansowej niezależnej od decyzji rządu.</span></p><p><span style="color:black;">Druga kwestia bardzo ważna dla Warszawy, to „Janosikowe”. Sposób naliczania tego szczególnego podatku został zmieniony przez rząd premiera Morawieckiego w sposób niekorzystny dla Warszawy. Chociażby za rok ubiegły musieliśmy wnieść do budżetu państwa 1,304 mld zł. To ogromna kwota, która obciąża budżet miasta.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:black;">Rozumiemy konieczność partycypacji w rozwoju gorzej funkcjonujących samorządów, ale tak wysokie „Janosikowe” ogranicza nasze możliwości rozwojowe. W związku z tym mamy również obietnicę ze strony ministerstwa, że ten algorytm zostanie w istotny sposób zmieniony.</span></p></blockquote><p><strong>Czy pojawi się pomysł likwidacji „Janosikowgo”?</strong></p><p><span style="color:black;">Likwidacja Janosikowego jest dziś niemożliwa. Nie ma takiej koalicji wśród parlamentarzystów. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że „Janosikowe” dzieli posłów nie wedle przynależności partyjnej, ale terytorialnej. Zainteresowanych utrzymaniem tej opłaty solidarnościowej bogatszych samorządów na rzecz biedniejszych jest więcej, niż posłów z ośrodków wpłacających do budżetu ten swoisty haracz.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Dlatego nie liczę na likwidację, ale zmiany, które urealnią wysokość Janosikowego.&nbsp;</span></p><p><strong>Pan jest zwolennikiem likwidacji „Janosikowego”?</strong></p><p>Tak, zdecydowanie, ale wiem, że dziś jest to absolutnie <span style="color:black;">nierealne. Jako najbogatszy samorząd musimy ponosić opłatę solidarnościową na rzecz biedniejszych samorządów.&nbsp;</span></p><p><strong>Wróćmy zatem do priorytetów.&nbsp;</strong></p><p>Kontynuacja zmian w centrum Warszawy. Tak zwane Nowe Centrum Warszawy to projekt zainicjowany przez prezydenta Trzaskowskiego. Zmiany na Marszałkowskiej, rondzie Czterdziestolatka, przejścia na rondzie Dmowskiego, remont placu Poli Negri czy plany związane z rewitalizacją Chmielnej i kontynuacja prac remontowych na tzw. placu Centralnym to elementy tworzące spójną całość nowego centrum stolicy. Dodać do tego należy plany związane z oddaniem jeszcze w tym roku Muzeum Sztuki Nowoczesnej.&nbsp;</p><p>Nie zatrzymujemy się też z inwestycjami w komunikację publiczna. Kupujemy nowe tramwaje, autobusy, wagony metra…..</p><p><strong>Ale skoro będzie więcej pieniędzy, to można zrobić coś więcej.&nbsp;</strong></p><p><span style="color:black;">Oczywiście, dlatego występujemy o środki z KPO, ale trzeba pamiętać, że na ich wykorzystanie mamy czas do końca 2026 roku. Tu mamy bardzo duże zapóźnienia związane z polityką poprzedniego rządu. Zresztą rząd Morawieckiego w niektórych elementach skutecznie nas eliminował. Na przykład uniemożliwiając zakup wagonów do metra z środków z KPO.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Jednocześnie dzięki środkom europejskim kupujemy i występujemy o środki na zakup tramwajów.&nbsp;</span></p><p><strong>Wspomniał Pan o nowym centrum Warszawy, ale tutaj nie wszystko idzie zgodnie z założeniami. Pisaliśmy ostatnio o tym, że nie ma pieniędzy na obiecaną odbudowę Pawilonu Emilia.&nbsp;</strong></p><p><span style="color:black;">Rzeczywiście, nie da się zrealizować wszystkiego w takim tempie, jak byśmy sobie życzyli. Mamy chociażby przesunięcia w terminarzu powstawania &nbsp;tramwaju na Gocław, ale jednocześnie udało się pozyskać środki na tramwaj na Białołękę, która to dzielnica tej trasy naprawdę potrzebuje.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">W ostatnich latach mieszkańcy „uciekają” ze Śródmieścia, w którym mieszka już mniej niż 100 tys. mieszkańców (94,4 tys.). Z drugiej strony na Białołęce dwie dekady temu mieszkało 80 tys., a dziś jest to już ponad 120. Wawer liczył 50 tys., a dziś niemal 80.</span></p><p><span style="color:black;">W związku z tym naszym priorytetem jest nadążanie z infrastrukturą wszędzie tam, gdzie trwa boom inwestycyjny. Na Białołęce w Wawrze czy Wesołej brakuje dróg, oświetlenia, ścieżek rowerowych, ale i kanalizacji.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Czasem zmuszeni jesteśmy do dokonywania wyboru między niezbędnymi i koniecznymi dla Warszawy inwestycjami. Budżet nie jest elastyczny, co powoduje, że na niektóre inwestycje może po prostu brakować środków w danym roku budżetowym.</span></p><p><strong>Wspomniał Pan o dzielnicach na prawym brzegu. Dodałbym do nich Pragę-Południe. Czy jest wola polityczna, żeby w końcu zbudować tu obwodnicę, która jest obiecywana od dekad?&nbsp;</strong></p><p>Najpierw musimy domknąć Wschodnią Obwodnicę Warszawy, która kończy się na wysokości miejscowości Zakręt. Obecnie trwają spory z GDDKiA dotyczące jej przebiegu przez Wesołą.&nbsp;</p><blockquote><p>W planie ogólnym musimy określić czy i w jakim zakresie kontynuowana będzie wspomniana wewnętrzna obwodnica. Czy powstanie obwodnica Pragi, czy będziemy szukać innych rozwiązań? Dzisiaj trudno to przesądzać. Będą nas czekały dyskusje. Natomiast nie odważę się powiedzieć, kiedy ta inwestycja zostanie zrealizowana. I w jakim kształcie.&nbsp;</p></blockquote><p><span style="color:black;">Pojawiają się też pomysły drogowe, do których moim zdaniem należy w niedalekiej przyszłości powrócić. To chociażby tunel Wisłostrady na wysokości Arkad Kubickiego. To otwiera miasto na Wisłę, tworzy zieloną przestrzeń. Poza tym zasłonięcie Trasy Łazienkowskiej choćby od Ronda Jazdy Polskiej do Agrykoli. To idealnie wpisuje się w zieloną politykę miasta i czyni je lepszym dla naszych mieszkańców.&nbsp;</span></p><p><strong>Czy jest porozumienie polityczne, by o takich projektach rozmawiać?&nbsp;</strong>&nbsp;</p><p><span style="color:black;">Pomysł zasłonięcia Trasy Łazienkowskiego zaczyna się pojawiać w projektach planów zagospodarowania przestrzennego. To daje szansę na to, żeby w przyszłości – jeśli sytuacja finansowa miasta będzie lepsza – miasto podjęło działania w tej sprawie. Na górze mógłby powstać park, podobnie jak na Ursynowie.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Gdy pojawią się dodatkowe pieniądze, to tego typu inwestycje bylibyśmy w stanie realizować. Choć oczywiście z perspektywy Wawra, Wesołej czy Rembertowa priorytetem będzie doprowadzenie do wszystkich domów kanalizacji. Natomiast rolą władz miasta jest rozstrzyganie tych sporów i równomierny rozwój wszystkich jej dzielnic.</span></p><p><strong>A co z mieszkalnictwem? Temat zasobu komunalnego był bardzo istotny w kampanii samorządowej.&nbsp;</strong></p><p>Potrzeby mieszkaniowe – jeśli chodzi o zasób komunalny – wynoszą około 100 tysięcy mieszkań. Obecnie mamy nieco ponad <span style="color:black;">81 tysięcy.&nbsp;</span>Od kilku lat wystrzegamy się wyprzedaży – choć pojawiają się takie populistyczne głosy naszych konkurentów. Naszym zdaniem mieszkania powinny wracać z powrotem do zasobu i być wykorzystywane przez kolejnych mieszkańców.</p><p>Chociaż oczywiście jest kilka furtek dających możliwość wykupu lokalu, ale nie z bonifikatą 95-procentową.</p><p>Nasza polityka mieszkaniowa to cztery segmenty mieszkań: socjalne, komunalne, TBS i komercyjne. To wszystko buduje tkankę miejską. W zakresie mieszkań komunalnych i TBS możemy mówić o pewnym sukcesie. Około dwa tysiące mieszkań oddawanych rocznie nie jest złym wynikiem. Przy czym chcielibyśmy, żeby było ich więcej. Ale znów związane jest to z polityką ogólnokrajową i funduszami, które uzyskiwaliśmy z funduszu mieszkalnictwa BGK. Warszawa była w minionej kadencji największym beneficjentem, jeśli chodzi o fundusze z BGK.&nbsp;</p><p><strong>Dopytam jeszcze o inwestycje. W rozmowie z nami wiceminister Piotr Malepszak zapowiedział, że remont „Średnicy” ruszy najwcześniej w 2031 roku. Czy miasto w związku z tym będzie przesuwać inne remonty?&nbsp;</strong></p><p>To dla miasta fatalna informacja. Spodziewaliśmy się, że w tej kadencji będziemy mieli rozkopane centrum Warszawy oraz że uda się przebudować aleje Jerozolimskie w kształcie zaproponowanym przez prezydenta Olszewskiego. Brak remontu linii średnicowej powoduje, że stoimy w miejscu.&nbsp;</p><p>Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie – co jest złą wiadomością – dokończyć Nowego Centrum Warszawy, to nie ma sensu rozpoczynać inwestycji nad planowaną „Średnicą”, bo byłyby to środki wyrzucone w błoto. Musimy się wstrzymać, przesunąć je na kolejne lata, ale nie jest to też tak istotne budżetowo, żeby doszukiwać się dodatkowych prac, które moglibyśmy w zamian realizować.</p><p><strong>A remont mostu Poniatowskiego?&nbsp;</strong></p><p>Pewnie będzie nas to czekało. Tak samo jak remont Trasy Łazienkowskiej, która była w opłakanym stanie. Wtedy w wyniku ekspertyz musieliśmy szukać dodatkowych środków finansowych, bo inaczej estakady groziły zawaleniem.&nbsp;</p><p>Wstrzymałbym się jednak z tym przesunięciami do czasu aż PKP powie w jakich latach będą chcieli realizować remont linii średnicowej.&nbsp;</p><p><strong>Tylko to jest ciągle niewiadoma. Pierwszy raz o remoncie linii średnicowej pisałem w 2015 roku. Wtedy kolejarze obiecywali, że rozpoczną za dwa lata. Tymczasem niemal dekadę później wciąż nie wiemy kiedy wystartują.</strong></p><p>To nie jest inwestycja zależna od nas. Liczę, że w ramach dobrej współpracy między rządem a miastem, uda się wypracować przyzwoity harmonogram, które spowoduje, że Warszawa nie będzie wiecznie rozkopana w centrum.&nbsp;</p><p><strong>Na koniec wróćmy do Rady Warszawy, która potrafiła głosować wbrew temu co chciałby prezydent Trzaskowski. Czy jeśli chodzi np. o płatne parkowanie, jest zgoda radnych na rozszerzenie strefy?</strong></p><p>Nie ma między nami sporu w sprawie Strefy Płatnego Parkowanie Niestrzeżonego (SPPN). Wszyscy, przynajmniej w naszym klubie, dostrzegają konieczność jej rozszerzania. Co prawda pojawiały się pewne wątpliwości przy wprowadzeniu strefy na Saskiej Kępie lub Kamionku, ale były to kwestie dotyczące szczegółów.</p><p>Na pewno będą nas czekały kolejne decyzje. Bo być może strefę trzeba będzie rozwijać na terenie Bielan, gdzie przeniosło się parkowanie z Żoliborza. Tego samego możemy spodziewać się na Pradze-Południe. Samochody z Saskiej Kępy i Kamionka przeniosą się pewnie na Gocław czy Grochów. Pytanie o dalszy rozwój strefy na Mokotów, być może Ursynów i Wilanów. Zobaczymy. Czekamy na propozycję ze strony ZDM-u, ale nie widzę tutaj zasadniczego sporu o politykę SPPN.&nbsp;</p><p>Docelowo czeka nas strefa Śródmiejska, opracowana na szczególnych zasadach, z wyższymi opłatami i obowiązująca także w weekendy. Przypominam,<span style="color:black;"> że w Warszawie opłaty są znacznie niższe niż w innych miastach wojewódzkich takich jak choćby Kraków czy we Wrocław.</span></p><p>Poza tym mamy jedne z najniższych cen biletów <span style="color:black;">na komunikację miejską w Polsce, których nie podnosiliśmy od wielu lat. To pewien kompromis między ratuszem a radnymi. Miasto – stawiając na komunikację miejską – stwarza takie warunki, żeby było łatwo się poruszać bez samochodu. Chociaż czeka nas w tej sprawie dyskusja. Dziś Warszawa pokrywa niemal 80 proc. kosztów utrzymania komunikacji miejskiej. Być może przy okazji nowego systemu kasowników wrócimy do tematu opłat, ich wysokości i zmian związanych z biletami za warszawski transport.</span></p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/215,agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mieszkaniowy"></oembed></figure><p><strong>Będzie w Warszawie ulica Lecha Kaczyńskiego?</strong></p><blockquote><p>Trudno powiedzieć. Przerabialiśmy ten temat w zeszłej kadencji. Wtedy skończyło się to decyzją o tym, że nie wprowadzimy pod obrady i nie poprzemy takiego rozwiązania jako Koalicja Obywatelska. Prezydent Trzaskowski przedstawiał wtedy swoje propozycje. <span style="color:black;">Zdecydowaliśmy, że wrócimy do tego tematu w przyszłości.&nbsp;</span>Jeśli pojawi się taki wniosek, to wtedy klub KO będzie się zastanawiał i podejmie właściwą decyzję.</p></blockquote><p><strong>Myśli Pan, że to może być wniosek Prawa i Sprawiedliwości? Pytam w szerszym kontekście, czy możliwy jest kompromis między dwiema największymi klubami w Radzie Warszawy.</strong></p><p>Jestem zwolennikiem <span style="color:black;">szukania kompromisu. Dodam też, że prezydent Lech Kaczyński jest już istotnie upamiętniony w Warszawie: pomnik, liczne tablice. Jest też Honorowym Obywatelem m.st. Warszawy. Być może dzisiaj jest przestrzeń, by taka dyskusja się odbyła.&nbsp;</span>Ale nie c<span style="color:black;">hcę przesądzać jaki będzie jej efekt. Nasz klub tą sprawą się nie zajmował.&nbsp;</span></p><p><strong>A Pan zagłosowałby za taką ulicą?</strong></p><p>To <span style="color:black;">zależy, gdzie miałaby być. Nie nastawiam się negatywnie, ale chciałbym poznać opinie koleżanek i kolegów. Takie decyzje podejmujemy wspólnie.&nbsp;</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2469.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Sławomir Potapowicz podczas rozmowy z Piotrem Wróblewskim / autor: Maciej Gillert</figcaption></figure><p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dariusz Figura o wyzwaniach PiS w Warszawskiej Radzie Miasta. „To może być nieciekawa kadencja pod względem atmosfery”]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/140,dariusz-figura-o-wyzwaniach-pis-w-warszawskiej-radzie-miasta-to-moze-byc-nieciekawa-kadencja-pod-wzgledem-atmosfery</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/140,dariusz-figura-o-wyzwaniach-pis-w-warszawskiej-radzie-miasta-to-moze-byc-nieciekawa-kadencja-pod-wzgledem-atmosfery</guid>
            <pubDate>Sat, 15 Jun 2024 10:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-dariusz-figura-o-wyzwaniach-pis-w-warszawskiej-radzie-miasta-to-moze-byc-nieciekawa-kadencja-pod-w-1716967672.jpg</url>
                        <title>Dariusz Figura o wyzwaniach PiS w Warszawskiej Radzie Miasta. „To może być nieciekawa kadencja pod względem atmosfery”</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/140,dariusz-figura-o-wyzwaniach-pis-w-warszawskiej-radzie-miasta-to-moze-byc-nieciekawa-kadencja-pod-wzgledem-atmosfery</link>
                    </image><description>Dariusz Figura, przewodniczący klubu radnych PiS, opowiada o trudnej sytuacji opozycji, planach na tę kadencję oraz wyzwaniach, jakie stoją przed warszawskim samorządem. Prawo i Sprawiedliwość mimo dominacji Koalicji Obywatelskiej zamierza aktywnie działać na rzecz mieszkańców stolicy. Figura komentuje również plany budowy nowych mieszkań, kondycję budżetu Warszawy oraz kontrowersje wokół Strefy Czystego Transportu i parkingów podziemnych w centrum miasta.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Greta Sulik: Pierwsze sesje Rady Miasta już za nami. Jak nastroje w klubie radnych Prawa i Sprawiedliwości?&nbsp;</strong></p><p><strong>Dariusz Figura, przewodniczący klubu radnych PiS</strong>: Wygląda to tak samo, a nawet gorzej od tego jak było – jeszcze większa i bardziej brutalna dominacja Koalicji Obywatelskiej. Jeszcze w poprzedniej kadencji mieliśmy wiceprzewodniczącego i trzy komisje, a teraz mamy dwie. To może być nieciekawa kadencja pod względem atmosfery i tego co da się zrobić w Warszawie.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Mają Państwo 15 radnych, a Koalicja Obywatelska 37 radnych i lewica 8. Oczywiście, ostatnio partia Prawo i Sprawiedliwość również była w opozycji w Radzie Miasta, jednak teraz ta różnica jest dużo większa. Zastanawiam się, jak mają Państwo sobie zamiar poradzić z tą dysproporcją?&nbsp;</strong></p><p style="text-align:justify;">Jak się jest opozycją, to sprawczość bezpośrednia jest niewielka, tzn. nic nie przegłosujemy bez zgody Koalicji Obywatelskiej. Jednak można powiedzieć, że ta sprawczość jest pośrednia i tak się już zdarzało – jesteśmy w stanie nagłaśniać tematy i po jakimś czasie to przynosi efekty. Mamy rozmaite instrumenty, chociażby zaczynając od sesji nadzwyczajnej, gdzie mamy 15 radnych, czyli ¼ składu rady. Już teraz korzystaliśmy z tej możliwości, zwołując sesję rady w sprawie Osiedla Przyjaźń na prośbę mieszkańców czy targowiska na Marywilskiej.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Jakie mają Państwo plany na tę kadencję? Czy są może wśród nich plany ponad podziałami?</strong></p><blockquote><p style="text-align:justify;">W zeszłej kadencji mieliśmy okazję się „połączyć”, chociażby w sprawie wojny w Ukrainie. Więc na pewno i w tej kadencji się takie przydarzą. Jeżeli chodzi o plany – one się cały czas pojawiają i kształtują. Teraz złożyliśmy projekt dotyczący opłat za gospodarowanie odpadami. Okazało się, że dopiero po naszym złożeniu projektu, pan prezydent zabrał głos i powiedział, że też stworzy swój projekt. Z tym, że nasza obniżka w przeciwieństwie do projektu pana prezydenta, jest bezterminowa.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1770/1328;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/Multimedia%20(2).jpg" width="1770" height="1328"><figcaption>Sesja Rady Warszawy / fot. Piotr Wróblewski</figcaption></figure><p style="text-align:justify;"><strong>No właśnie – obiecywano nam obniżki. Skąd ta rozbieżność?</strong></p><p style="text-align:justify;">Realnie rzecz biorąc, miasto nic nie robi, aby te opłaty obniżać. Podstawowym elementem oddziaływania na to co się dzieje jest wpływanie na rynek, aby była jak największa konkurencja. Jeszcze przed reformą na rynku warszawskim funkcjonowało ok. 40 firm, które zajmowały się wywozem odpadów, aktualnie zostało kilka. Jak jest mniej firm, mniejsza konkurencja, to mamy wyższe ceny. Kolejnym elementem obniżenia cen jest budowa własnych instalacji. Czekamy na budowę spalarni. Póki co temat jest spychany z miejsca na miejsce, bo nie wiadomo kto ma go nadzorować.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Tematem, który nie był zbyt często poruszany przez partię rządzącą, jest temat polityki mieszkaniowej. Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie próbowało zamieścić ten temat w porządku obrad sesji Rady Miasta?</strong></p><blockquote><p style="text-align:justify;">Na pewno temat mieszkalnictwa zaistnieje, bo to temat istotny. Warszawa na pewno powinna budować więcej mieszkań – społecznych, komunalnych i TBS. Wszelkie obietnice pana prezydenta, które były obiecane w zeszłej kadencji, nie zostały zrealizowane. Po stronie miasta powinny przyspieszyć pozwolenia na budowę, a to jest powiązane z planami miejscowymi. Jeżeli jest plan miejscowy, to pozwolenie na budowę jest wydawane szybciej. Im więcej pozwoleń na budowę, tym więcej mieszkań i ceny niższe.</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Jest pan wiceprzewodniczącym Komisji Budżetu i Finansów. Jaka jest kondycja budżetu Warszawy?</strong></p><p style="text-align:justify;">Jedną rzecz trzeba podkreślić – sytuacja budżetowa w Warszawie po tych 5 latach, wbrew płaczliwemu narzekaniu pana Trzaskowskiego, jest bardzo dobra. Potwierdziły to czołowe agencje ratingowe – więc jest to fakt obiektywny. Wynika to też z tego, że Warszawa w zeszłej kadencji nie zrobiła żadnej dużej inwestycji. Były realizowane duże inwestycje, które były prostą kontynuacją. Jest oczywiście druga linia metra, ale to inwestycja podpisana jeszcze za czasów poprzedniej pani prezydent. Pan Trzaskowski w tej i w poprzedniej kadencji nic konkretnego nie przygotował. Mamy tylko kładkę nad Wisłą, która ma znaczenie estetyczne, ale komunikacyjnego nie ma żadnego znaczenia. Warszawa potrzebuje dużych projektów komunikacyjnych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/215,agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mieszkaniowy"></oembed></figure><p style="text-align:justify;"><strong>O jakich projektach komunikacyjnych Pan myśli?</strong></p><p style="text-align:justify;">Projekty komunikacyjne są znane z naszej kampanii z 2018 roku. Jak się okazało, były bardzo dobre, bo chociażby, obecnie projektowana 4 linia metra jest w zasadzie kopią naszego projektu. Wszystkie poważne analizy efektywności ekonomicznej przedsięwzięć wskazują, że 4 linia metra jest najbardziej priorytetowa. Tutaj największe są opóźnienia jeżeli chodzi o jej przygotowanie. Dopiero miesiąc przed wyborami znalazły się środki na prace przygotowawcze. Nie zakładamy też rezygnacji z 3 linii metra. Może dobrze byłoby nieco zmienić jej przebieg, ale chyba nie jest to możliwe, bo pieniądze zostały tu już ulokowane. Przebieg tej linii jest trochę niefortunny i jest ofiarą polityki, bo Pan Trzaskowski zapowiedział go w takim przebiegu, że nie wykazuje efektywności ekonomicznej. Może się to skończyć tak, że ta inwestycja nie otrzyma innych środków - czy to z Krajowego Planu Odbudowy, czy ze środków unijnych. Jak ich nie otrzyma, to nie będzie miała racji bytu, bo Warszawy nie będzie stać w pojedynkę udźwignąć tego projektu.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Przyjechał Pan na nasze spotkanie autem. Słyszałam, że jest Pan zwolennikiem, aby stworzyć w centrum Warszawy parkingi podziemne. Może Pan o tym opowiedzieć?</strong></p><p style="text-align:justify;">Warszawa cały czas ma ogromne opóźnienie infrastrukturalne w porównaniu z innymi europejskimi miastami, chociażby Europy Zachodniej. W Warszawie parkingów podziemnych praktycznie nie ma, a możliwość zaparkowania, to chociażby zmniejszenie korków w centrum miasta. Spora część ruchu, to właśnie osoby poszukujące miejsc parkingowych. Fajnie, że uwalniamy przestrzeń na powierzchni, ale nie może to być kosztem miejsc parkingowych. Samochód w Warszawie będzie pełnił dużą rolę, dlatego, że Warszawa jest miastem bardzo rozległym. Nie można ignorować tego, że samochody w Warszawie są i będą.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Co sądzi Pan o Stefie Czystego Transportu?</strong></p><p style="text-align:justify;">W obecnej postaci ona nie rozwiązuje żadnego problemu, a generuje tylko sprzeciw społeczny, bo jest strefą wykluczenia transportowego. Nie ma żadnych twardych dowodów na to, że ona cokolwiek pozytywnego spowoduje. Analizy były przygotowywane przez organizacje zainteresowane powstaniem tej strefy. W Warszawie jest tylko jedna pełnowymiarowa stacja badania tlenków azotu przy al. Niepodległości i ona odnotowuje pomiary w bezpiecznej granicy. Jeżeli już, to powinniśmy ją zawęzić, bo w tej postaci nie będzie się dało przejechać z Pragi Południe na Pragę Północ, bo będzie Strefa Czystego Transportu. W swoich poprawkach zaproponowaliśmy, aby ta strefa była mniejsza i postulowaliśmy wyłączenie z niej konkretnych grup osób np. rodzin wielodzietnych.</p><p style="text-align:justify;"><strong>A Strefa Płatnego Parkowania?</strong></p><p style="text-align:justify;">Najważniejsze, aby strefy były wprowadzone sensownie i z przyzwoleniem społecznym, a tak chociażby nie było np. na Saskiej Kępie. Po drugie, aby pracować nad tymi strefami wraz z mieszkańcami, aby nie powodowały likwidacji miejsc parkingowych.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Prawdopodobnie pan prezydent Rafał Trzaskowski będzie startował w ogólnokrajowych wyborach prezydenckich. Jak powinno wtedy wyglądać rządzenie miastem?</strong></p><p style="text-align:justify;">Ono będzie wyglądało jak do tej pory, bo w zasadzie Rafała Trzaskowskiego głównie nie było. Praca była skupiona w biurach, tudzież na poziomie wiceprezydentów. Czyli będzie tak samo, albo gorzej. Na pewno będzie więcej chaosu i mniej podejmowania decyzji, bo jak kota nie ma, to myszy harcują. Jak nie ma szefa, to pewnie działania nie toczą się tak, jak powinny się toczyć, gdyby ktoś realnie nadzorował to, co dzieje się w mieście.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Czy Warszawa ma w ogóle szansę być prawicowa?</strong></p><p style="text-align:justify;">Warszawa ma mieć szansę być wolnościowa. Czasem w nurcie bardziej prawicowym, czasem w bardziej liberalnym. Warszawiacy nie lubią rozmaitych dziwnych i sztucznych ograniczeń, a polityka miasta idzie w takim kierunku – likwidacja miejsc parkingowych, zwężanie ulic czy nakładanie Strefy Czystego Transportu. Myślę, że to nie jest coś, co w dłuższej perspektywie przemówi do warszawiaków, a wręcz może doprowadzić do kontrrewolucji ich spojrzenia na miasto.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Czy obawiają się Państwo, że decyzja ministerstwa odnośnie lokalizacji Pomnika Smoleńskiego może stać się faktem?</strong></p><p style="text-align:justify;">Za tą decyzją stoi próba rozpoczęcia kolejnej dyskusji czy ten pomnik jest potrzebny i gdzie ma być. Były wypowiedzi przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej, które wprost sugerowały, że ten pomnik trzeba będzie usunąć. W sytuacji, którą mamy, gdzie chodzi o bezpieczeństwo Polski i Europy, taka decyzja nie jest odpowiedzialna. Polska jest tym słabsza, im bardziej podzielona. Takie działania sprzyjają dzieleniu Polaków. To obiektywnie jedna z największych tragedii naszego kraju i upamiętnienie jej jest potrzebne i niezbędne. O ile w Radzie Warszawy staramy się, jako Prawo i Sprawiedliwość budować porozumienie i są takie osoby, z których poglądami się nie zgadzaliśmy, ale są upamiętnione. Przykładowo wniosek o upamiętnienie pana Adamowicza, który zginął tragicznie, został przez nas poparty. Natomiast to dla nas skandaliczne, że w przestrzeni publicznej Warszawy nie ma upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego w formie ulicy.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Jakie plany na następne sesje Rady Miasta?</strong></p><p style="text-align:justify;">Jesteśmy w gorącym momencie, więc nie mogę zbyt wiele ujawnić. Na pewno będziemy zgłaszać swoje punkty i przynajmniej do końca czerwca te sesje będą bardzo gorące.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/220,slawomir-potapowicz-czeka-nas-dyskusja-o-platnym-parkowaniu-na-goclawiu-bielanach-i-ursynowie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            <author>g.sulik@rw24.pl (Greta Sulik)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Agata Diduszko-Zyglewska: chcemy przekonać władze Warszawy do wzięcia odpowiedzialności za kryzys mieszkaniowy]]></title>
            <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/215,agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mieszkaniowy</link>
            <guid>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/215,agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mieszkaniowy</guid>
            <pubDate>Sat, 15 Jun 2024 10:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.raportwarszawski.pl/data/articles/xga-16x9-agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mi-1718443350.jpg</url>
                        <title>Agata Diduszko-Zyglewska: chcemy przekonać władze Warszawy do wzięcia odpowiedzialności za kryzys mieszkaniowy</title>
                        <link>https://www.raportwarszawski.pl/artykul/215,agata-diduszko-zyglewska-chcemy-przekonac-wladze-warszawy-do-wziecia-odpowiedzialnosci-za-kryzys-mieszkaniowy</link>
                    </image><description>Przewodnicząca klubu Lewica - Miasto jest Nasze - Razem w Radzie Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska opowiedziała w wywiadzie dla Raportu Warszawskiego o sukcesie swojego ugrupowania w minionych wyborach samorządowych, o receptach Lewicy na kryzys mieszkaniowy, a także o tym, co zrobić, by ograniczyć liczbę wypadków podobnych do tego na Puławskiej. &quot;Miasto nie jest jednym wielkim parkingiem, w którym wszystko ma być podporządkowane ruchowi samochodów prywatnych&quot; - mówi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Miłosz Piotrowski: w ostatnich wyborach Lewicy udało się znacznie powiększyć liczbę radnych w Radzie Warszawy. To ostrzeżenie dla Rafała Trzaskowskiego i Koalicji Obywatelskiej?&nbsp;</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Agata Diduszko-Zyglewska:</strong> To skutek tego, że pierwszy raz udało nam się rzeczywiście sprawić, że wszystkie lewicowe środowiska wystartowały na jednej liście. To fantastyczny progres, bo system D'Hondta działa tak, że osobno ciężko jest osiągnąć sukces. Rzeczywiście ludzie w Warszawie mają progresywne poglądy i my jako Lewica padamy ofiarą tego, że Rafał Trzaskowski jest postrzegany jako osoba o lewicowych przekonaniach. Myślę, że on prywatnie rzeczywiście jest dość progresywny, natomiast jest też wiceprzewodniczącym Koalicji Obywatelskiej, czyli partii centroprawicowej i w zarządzaniu miastem w dużej mierze realizuje liberalną agendę.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Dlatego Warszawa się rozwija, ale w kwestiach z lewicowej agendy czyli tych związanych z najbardziej podstawowymi potrzebami ludzi, jednak o wiele za wolno. To sprawy związane z dostępnością tanich mieszkań na wynajem, z czystym powietrzem, ze sprawiedliwym czyli uwzględniającym potrzeby różnych grup mieszkańców - podziałem przestrzeni w mieście.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Warszawiacy życzą sobie tych zmian, wiemy to z różnych badań. To, że mamy teraz ośmioosobowy klub jest odzwierciedleniem tego, że po prostu ludzie potrzebują reprezentacji takich poglądów i chcą stanowczych działań w tym progresywnym kierunku.</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Skoro już ten sukces Lewica odniosła, to jaki jest najważniejszy temat, którym ten klub będzie chciał zająć się w Radzie Warszawy?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Jednym z takich absolutnie kluczowych tematów jest mieszkalnictwo. Polityka mieszkaniowa jest niestety porażką ekipy Rafała Trzaskowskiego. Nie udało się zrealizować planu, który on sam zapowiedział w 2018 roku i kryzys mieszkaniowy w Warszawie narasta, jest rzeczywiście bardzo źle. Nie tylko studenci i studentki mają ogromne kłopoty z wynajmem mieszkania ze względu na nieprzystępne ceny, ale także dorośli ludzie pracujący. Dotyczy to zwłaszcza zatrudnionych w budżetówce, czyli w sferze misyjnej, nauczycielek czy osób pracujących w instytucjach kultury.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Naprawdę nie może być tak, że dorosłej pracującej osoby nie stać a wynajem mieszkania a w tej chwili rozjazd między cenami najmu a pensjami w budżetówce jest taki, że owszem tak bywa. Miasto wciąż uszczupla swój zasób mieszkań komunalnych i nie ma odpowiednich wymagań wobec deweloperów. Dlatego kryzys mieszkaniowy w Warszawie niestety od lat narasta.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Bardzo się cieszę, że udało nam się przekonać dominujący klub, czyli Koalicję Obywatelską do tego, żeby Komisja Rozwoju Gospodarczego i Cyfryzacji zmieniła nazwę na Rozwoju Gospodarczego, Mieszkalnictwa i Cyfryzacji. Na jej czele stoi nasza przedstawicielka, radna Karolina Zioło-Pużak. I mamy nadzieję, że uda nam się skutecznie przekonać miasto do intensywniejszego powiększenia zasobu komunalnego, do większej aktywności, jeśli chodzi o mieszkalnictwo spółdzielcze, do korzystania też z programu rządowego, który umożliwia szybsze budowanie mieszkań, do intensywniejszego wzięcia odpowiedzialności za sytuację mieszkańców.</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>A jak według Lewicy powinna wyglądać relacja miasta z deweloperem?&nbsp;</strong></span></p><p>Obecna relacja miasta z deweloperami jest dla nas niezrozumiała. Wiele razy mieliśmy poczucie, że umowy podpisywane z deweloperami są dla nich niesłychanie przyjazne, bywa że ze szkodą dla mieszkańców. Przykładem koronnym jest umowa z diecezją warszawską w sprawie Nycz Tower – w całym cyklu tekstów opisywał to portal śledczy OKO.PRESS. Pomimo negatywnych opinii wielu gremiów – architektów, ekologów, urbanistów, mieszkańców – wydano zgodę na tę budowę. Protestowaliśmy w tej sprawie jako radni lewicy na bardzo wielu szczeblach. Taka uległość wobec deweloperów - w sensie braku wymagań na rzecz mieszkańców nie ma sensu.&nbsp;</p><blockquote><p>Nie mamy wątpliwości, że jeżeli ktoś chce budować w Warszawie, to powinien coś zrobić dla mieszkańców. Miasto powinno zadbać o to, żeby wzorem innych państw inwestorzy oddawali część mieszkań na potrzeby komunalne, żeby w budowanym osiedlu były usługi, szkoła czy przedszkole, powinny być też zapewnione przez dewelopera drogi.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/130,wysokie-ceny-mieszkan-w-warszawie-polowa-kupujacych-to-flipperzy"></oembed></figure><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Jesteśmy w Ministerstwie Kultury, gdzie od niedawna Pani pracuje, chciałem zapytać właśnie o tę kulturę. Ostatnio mieliśmy dużo protestów pracowników stołecznych muzeów, którzy domagali się podwyżek, domagali się lepszych warunków pracy. Czy Lewica ma dla nich jakąś propozycję?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Jestem też wiceprzewodniczącą Komisji Kultury w Radzie Warszawy, dlatego cieszę się, że udało mi się doprowadzić do spotkania między protestującymi związkami zawodowymi, a dyrekcją Biura Kultury. Miasto zaproponowało rekomendację, która w najbliższym czasie będzie zatwierdzona, mam nadzieję, przez Radę Miasta. Niestety nie jest to całkowite spełnienie postulatów związkowych, ale jest to krok naprzód i mam nadzieję, że rozmowy o kolejnych postulatach będziemy kontynuować przed uchwaleniem przyszłorocznego budżetu miasta. Na razie w części instytucji nastąpią podwyżki, które właściwie są wyrównaniem braku rewaloryzacji w kontekście inflacji i podwyżek z ostatnich lat. Miasto wskazuje na to, że jednym z problemów jest to, że są ogromne różnice w medianie wynagrodzeń pomiędzy różnymi instytucjami i to trzeba wyrównać. I ma rację, ale na tym etapie nie można się zatrzymać, bo ludzie pracujący w kulturze muszą móc godnie zarabiać.</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Natomiast my jako Lewica, nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że nie może trwać taka sytuacja, że ludzie kultury zarabiają pensje, które są na poziomie nieco wyższym od płacy minimalnej, bo jest to skandal. Kultura jest absolutnie kluczowym obszarem w mieście, jeżeli chodzi o budowanie tożsamości, budowanie nowoczesnego, odpornego na populizm społeczeństwa. Praca w kulturze jest bardzo ważna, bardzo misyjna i ci pracownicy powinni być właściwie, czyli godnie, wynagradzani. Dlatego będziemy kontynuować z Miastem rozmowę o tym jak skutecznie doprowadzić do większych podwyżek dla ludzi kultury, bo te obecne podwyżki rzeczywiście nie są wystarczające.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2747.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Agata Diduszko-Zyglewska / autor: Maciej Gillert</figcaption></figure><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Wiele instytucji kultury w ostatnich latach podczas rządów Rafała Trzaskowskiego zmagało się z problemami lokalowymi. Co Lewica chciałby zmienić w tym temacie?&nbsp;</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Polityka lokalowa musi się w Warszawie zmienić, ponieważ ona naprawdę jest w tej chwili zła. Widać to na przykład w Śródmieściu, stoją tam miesiącami puste lokale, które popadają w ruinę. Obecna polityka jest taka, że przy głównych ulicach nie ma zniżek dla organizacji pozarządowych i dla organizacji pożytku publicznego. Oznacza to, że nikt, kto robi świetne, sensowne, a więc niestety nie bardzo komercyjne rzeczy, nie ma szans na ich najem. Jest program Lokal na Kulturę, ale w ramach tego programu organizacje mogą się starać o lokale, które są zazwyczaj w niższym standardzie i nie przy głównych ulicach. Nie mamy wątpliwości, że powinna być pula takich lokali na kulturę właśnie wśród tych najlepszych, prestiżowych, widocznych dla mieszkańców, bo one po prostu działają też miastotwórczo, więc będziemy przekonywać władze Warszawy do zmiany myślenia o tym.</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">My realnie wspieramy takie instytucje i włączamy się w sytuacjach kryzysowych. Na przykład na Pradze-Północ udało nam się wspólnymi siłami razem z Porozumieniem dla Pragi i samymi artystami przekonać Miasto do zachowania wspaniałej Pracowni Wschodniej na placu Hallera. Jeżeli chodzi o Pragę-Północ, to muszę powiedzieć, że naprawdę mam ogromną nadzieję co do zmian w tej dzielnicy.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Z Lewicą w zarządzie Praga-Północ może przejść metamorfozę?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Udało nam się jako Lewicy zjednoczonej z ruchami miejskimi wprowadzić tam sporo radnych i mamy dwie osoby w zarządzie tej dzielnicy. Mamy lewicową wiceburmistrzynię, Annę Tomaszewską, mamy wiceburmistrza z Porozumienia dla Pragi. To są osoby, które od lat działają także na rzecz kultury na Pradze w sposób niesamowicie aktywny. I teraz te osoby są wreszcie we władzach tej dzielnicy. To wielka nadzieja na pozytywne zmiany na Pradze Północ. Może się tam wydarzyć pozytywna rewolucja, a w każdym razie ewolucja, i to się zaczyna dziać. To jest fantastyczna zmiana zrobiona oczywiście w porozumieniu z Koalicją Obywatelską, która ma tam burmistrzynię.</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Lewica i ruchy aktywistyczne miały na sztandarach bezpieczeństwo na ulicach. Teraz mieliśmy groźny wypadek na Puławskiej, ale oczywiście ten problem z bezpieczeństwem dotyczy też innych ulic w całej Warszawie. Czy Lewica ma jakieś recepty na te problemy?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Ten przerażający wypadek na Puławskiej to jest pokłosie naprawdę niewyobrażalnego i niewyjaśnionego dla mnie oporu władz dzielnicy, a także władz miasta przed zmianami na tej ulicy. Ja jako radna od dobrych paru lat zajmuję się tą sprawą, napisałam mnóstwo pism, współorganizowałam wspólnie z Miasto jest Nasze i z warszawską Lewicą przejazdy rowerowe, protesty, konferencje. Włączyli się w to ludzie, którzy są osobami publicznymi, artyści, oni błagali o zmiany na Puławskiej. I przede wszystkim od lat o te zmiany proszą mieszkańcy, którzy piszą pisma, zabierają głos w kolejnych konsultacjach społecznych.</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Jak wiemy, wydarzył się tam też wielki remont w związku z budową linii tramwajowej, przy okazji którego nie poszerzono chodników i nie dorobiono brakującego fragmentu drogi rowerowej. Jest to niesłychany absurd, którego nie możemy zrozumieć. Ten opór władz dzielnicy i władz miasta jest niezrozumiały. Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby władze dzielnicy wysłuchały mieszkańców w tej sprawie?</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Pewną nadzieję stanowi dla nas fakt, że warszawskimi ulicami będzie zajmował się Tomasz Tosza, który został wicedyrektorem w Biurze zarządzania Ruchem Drogowym. To świetny ekspert i liczymy na dobrą współpracę z nim w kontekście realizowania pomysłów, które sprawią, że przestrzeń w mieście będzie podzielona bardziej sprawiedliwie i bardziej racjonalnie – tak żeby na ulicach bezpiecznie czuli się piesi, seniorzy, dzieci, osoby z wózkami i na wózkach, rowerzyści.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Miasto nie jest jednym wielkim parkingiem, w którym wszystko ma być podporządkowane ruchowi prywatnych samochodów. Zwłaszcza że w dużej mierze to nie są auta mieszkańców, bo do Warszawy codziennie wjeżdża ponad milion aut, więc tę przestrzeń całego miasta zajmują nie tyle auta warszawiaków, co auta osób wjeżdżających spoza miasta. Warto stworzyć takie warunki, żeby część tych osób dla własnej wygody wolała zostawić auto na obrzeżach miast i dojechać do pracy szybko i wygodnie transportem publicznym. A te przeskalowane, gigantyczne ulice w centrum należy stopniowo przeprojektowywać tak, żeby było tam bezpieczne miejsce dla pieszych, żeby wszędzie były drogi rowerowe.</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Ten potworny wypadek na Puławskiej jest pokłosiem tego, że na tej ulicy kierowcy często przekraczają prędkość, bo tak jest zaprojektowana, że do tego zachęca.&nbsp;Wiemy, że jest stanowisko Rady Dzielnicy w tej sprawie – radni dzielnicy apelują do Prezydenta o natychmiastowe zmiany na Puławskiej. My także, jako lewicowi radni miasta, apelujemy i będziemy też pisać do prezydenta o natychmiastowe zmiany na Puławskiej, po to, żeby uniknąć kolejnej tragedii na tej ulicy.</span></p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/205,majac-takie-ulice-gramy-w-rosyjska-ruletke-rada-mokotowa-chce-bezpieczniejszej-pulawskiej-po-tragicznym-wypadku"></oembed></figure><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Wspomniała Pani o milionie samochodów, które wjeżdżają codziennie do Warszawy. Czy to nie jest też tak, że ta alternatywa w postaci komunikacji miejskiej jest po prostu zbyt słaba?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Warszawa chwali się tym, że ma najlepszą komunikację miejską w kraju. I myślę, że to prawda. Jednak to nie powinno być traktowane jako argument uzasadniający brak dalszego rozwoju, a tak bywa. My uważamy, że w myśleniu o komunikacji w Warszawie trzeba przestawić istotne akcenty. Bo na przykład wiadomo, że największe pieniądze i zainteresowanie jest związane z rozwojem sieci metra. Natomiast niestety ten rozwój sieci metra często łączy się z tym, że są redukowane inne sposoby komunikacji. Tak na przykład było na Bemowie, gdzie, kiedy wreszcie dotarło tam metro, a dokładnie jeden przystanek metra, zredukowano kursy autobusów jeżdżących po całej tej ogromnej dzielnicy. Co oznacza, że część mieszkańców pomimo tego, że dotarło tam metro, będzie korzystać z własnego auta, bo do stacji metra mają siedem przystanków autobusem, który jeździ co dwadzieścia minut a nie co pięć minut.&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">Rozwój jednego środka komunikacji nie może oznaczać redukcji innych, bo z przykładów wielu europejskich miast wiemy, że ludzie przesiadają się do komunikacji publicznej wtedy kiedy mają przystanek pod domem i czekają na nim nie dłużej niż 10 minut. Metro tego standardu nie zapewni. Dlatego trzeba – zwłaszcza w dzielnicach obrzeżnych - rozwijać linie tramwajowe, ponieważ są tańsze i łatwiejsze w budowie.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Bilety na komunikację miejską w Warszawie powinny być darmowe?</strong>&nbsp;</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym jako klub w Radzie Warszawy, ale wiemy z doświadczeń innych miast, że całkowicie darmowy transport nie jest dobrym pomysłem i się nie sprawdza. Bilety muszą być, ale muszą być na tyle tanie, żeby transport publiczny był tańszą alternatywą wobec jechania własnym autem. Dlatego jako Lewica protestowaliśmy przeciwko próbom podniesienia cen na bilety przez prezydenta, ponieważ uważamy, że te obecne ceny są przyjazne. Miasto oczywiście dopłaca z budżetu do utrzymania transportu publicznego, tak jak dopłaca do edukacji czy ochrony zdrowia, ale nie ma w tym nic złego, bo przecież po to się składamy w podatkach na ten budżet, żeby właśnie transport publiczny jako jedna z kluczowych usług mógł być z niego finansowany.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2000;" src="https://static2.raportwarszawski.pl/data/wysiwig/DSC_2624.jpg" width="3000" height="2000"><figcaption>Fot. Maciej Gillert / Raport Warszawski</figcaption></figure><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Ostatnio dosyć duże kontrowersje wywołała decyzja Rafała Trzaskowskiego dotycząca krzyży w miejscach publicznych. To dobry ruch?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Jako Lewica i jako klub nie mamy żadnych wątpliwości, że instytucje publiczne zgodnie z naszą konstytucją muszą być neutralne religijnie, ponieważ w naszej konstytucji zapisano wolność światopoglądu, wyznania, sumienia i równość wszystkich wobec prawa a także rozdział państwa od kościoła. Zapisano także to, że państwo i jego instytucje nie mogą od nikogo wymagać ujawnienia swoich przekonań religijnych. Żeby każdy obywatel i obywatelka mogli się cieszyć tą wolnością, to sprawujący władze muszą zachować neutralność. Bo jeśli państwo czy miasto zaczyna „wyznawać” konkretną religię czyli obdarzać konkretny kościół przywilejami, to wolność obywateli natychmiast ulega ograniczeniu.&nbsp;&nbsp;</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">W niektórych instytucjach, takich jak na przykład szpital czy szkoła, jest to ważne także dlatego, że tak zwana „nauka” kościoła katolickiego jest zwyczajnie sprzeczna z nauką, jest sprzeczna z medycyną, jest sprzeczna z prawami człowieka w wielu punktach. Znaki i symbole religijne w tych instytucjach mogą być dla wielu pacjentów, uczniów, rodziców, czymś niesłychanie niepokojącym.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Przez Warszawę przetoczyły się protesty grupy Ostatnie Pokolenie, związane ze zmianami klimatu. Czy Lewica uważa te działania za słuszne, czy być może powinny one wyglądać nieco inaczej?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">Moje osobiste poczucie jest takie, że ci ludzie mówią bardzo ważne rzeczy, dotyczące naprawdę alarmującej sytuacji związanej z katastrofą klimatyczną i z brakiem odpowiedniej reakcji polityków na te problemy, takiej która skutecznie mogłaby je powstrzymać. To są często bardzo młodzi ludzie, więc&nbsp;zaniedbania polityków naprawdę konkretnie i ponuro ukształtują ich przyszłość, w której część tych polityków z przyczyn oczywistych nie weźmie udziału i nie doświadczy skutków swoich decyzji. Sposób działania tych aktywistów jest w związku z tym dosyć radykalny, ale też często to co robią bywa opisywane w sposób nasączony nadmiernym oburzeniem.</span></p><blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;">&nbsp;Niedawno młode osoby oblały w Warszawie pomnik syrenki farbą, żeby nagłośnić swoje tematy. Prawica wykorzystała tę sytuację próbując wywołać panikę moralną i wyolbrzymiając szkody. Tymczasem aktywistki użyły zmywalnej farby. Nie doszło do trwałej dewastacji pomnika. Chciałabym, żeby te osoby nie były zmuszone do tak radykalnej formy zwracania uwagi na swój przekaz, ale wiem, że zachowują się tak radykalnie, ponieważ inne próby skłonienia polityków do działania zawiodły. Przez wiele lat i oni, i inne organizacje, próbowały dotrzeć do polityczek i polityków posługując się klasycznymi metodami, pisząc apele, pisma, petycje, przychodząc na komisje, używając wszystkich innych narzędzi, które mają obywatele. To było niestety bezskuteczne. Teraz polityczki i politycy, zamiast się oburzać, powinni zacząć wreszcie uważniej słuchać tego, co ci ludzie mówią. Bo mówią rzeczy ważne dla wszystkich i mówią o faktach, które zdefiniują naszą przyszłość w negatywny sposób, o ile nie zmieni się podejście do sprawy u osób sprawujących władzę w Polsce i na świecie.</span></p></blockquote><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Co może zrobić Rada Warszawy, żeby zapobiegać skutkom zmian klimatu?</strong></span></p><p><span style="color:#0A0A0A;">W kontekście samorządowym jednym z podstawowych działań jest takie urbanistyczne przekształcenie miasta, żeby produkowało o wiele mniej różnych odpadów i gazów cieplarnianych czyli znów wracamy do tematu rozwoju ekologicznego transportu publicznego, ale to także polityka związana z utylizacją śmieci i termomodernizacja budynków, która umożliwi oszczędność zużycia energii. A w Warszawie wciąż mamy kopciuchy, mieszkania komunalne, które tak bardzo nie spełniają standardów energetycznych, że lokatorzy płacą ogromne rachunki za ogrzewanie i wyspy gorąca na przeskalowanych arteriach. W każdej sferze miasta można działać ekologicznie lub nieekologicznie. Problemem jest to, że o ile w programach ogólnomiejskich te kwestie się pojawiają, to z realizacją w dzielnicach bywa różnie. Mamy kilkanaście dzielnic, które są takimi małymi księstwami w tej chwili, bo ustawa warszawska daje im dużą niezależność, także w kwestii podejścia do pewnych standardów. Ten system wymaga reformy i większej kontroli czy też standaryzacji procedur. Bo w tej chwili te działania proekologiczne są zależne od tego, na ile świadomym człowiekiem jest osoba pełniąca funkcję burmistrza w danej dzielnicy.</span></p><p><span style="color:#0A0A0A;"><strong>Jakie Lewica ma plany na najbliższe sesje Rady Miasta?</strong></span></p><p>W tej chwili, ponieważ pracujemy w wielu komisjach mamy na talerzu kilka konkretnych spraw. Jedna to tocząca się rozmowa o podwyżkach w instytucjach kultury, druga sprawa to jest Puławska i potrzeba natychmiastowych zmian na tej ulicy. Kolejna sprawa dotyczy schroniska na Paluchu, gdzie niestety ciągle jest jakiś niepokojący konflikt między wolontariuszami, a dyrekcją. Interweniujemy także w sprawie podejrzeń o mobbing w Szpitalu Czerniakowskim.&nbsp;</p><blockquote><p>Praca radnego to wspieranie wdrażania sensownych polityk miejskich, ale chyba przede wszystkim interwencje i włączanie się w sprawy, w których mieszkańcy proszą o wsparcie. To udrażnianie komunikacji między mieszkańcami, a władzami miasta. Robimy to na wielu polach.&nbsp;</p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.raportwarszawski.pl/artykul/189,strefa-czystego-transportu-w-warszawie-rusza-1-lipca-stare-benzyniaki-i-diesle-nie-wjada-do-srodmiescia-i-okolic-sprawdz"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            <author>m.piotrowski@rw24.pl (Miłosz Piotrowski)</author></item></channel>
</rss>
