Czy kończy się era tanich linii lotniczych? Wydawało się, że model, w którym samorządy dopłacają do połączeń, a pasażerowie „polują” na bilety i potem starają się unikać dodatkowych kosztów, przejdzie do lamusa. Coraz więcej samorządów nie chce już dotować przewoźników, a wzrosty opłat lotniskowych powodują, że rentowność lotów jest niższa.
Przykładem była wojna Ryanaira z Modlinem po podniesieniu przez lotnisko cennika. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia, ale negocjacje były szalenie trudne i długie. Pierwotnie w Centralnym Porcie Komunikacyjnym (CPK) nie miało być miejsca dla tanich linii. Ale sytuacja się zmienia. Ryanair zapewnia, że liczbę lotów zwiększy, Wizzair wchodzi do Modlina, a podwarszawski port zachęca kolejnych przewoźników. Zmieniła się też strategia CPK. Na super-lotnisku będzie też miejsce dla lowcostów.
Absurdy tanich linii. Co może się zmienić?
- Tanie linie lotnicze bazują na modelu „niskiej ceny podstawowej”, a następnie oferują szereg dodatkowych usług płatnych. To świadomy model biznesowy. Problem zaczyna się wtedy, gdy linie przesuwają granicę zdrowego rozsądku. Dziś mamy sytuacje, w których pasażer płaci za wybór miejsca, za mały bagaż kabinowy, a nawet za to, żeby usiąść obok własnego dziecka. Z perspektywy podróżnych wygląda to jak absurd, bo w praktyce cena końcowa często okazuje się dużo wyższa od reklamowanej. A usługi te powinny być w standardzie – mówi w rozmowie z nami Marta Gałuszka, brand managerka Fru.
Wydaje się, że – jako pasażerowie – powoli przywykliśmy do tego tych „tricków” stosowanych przez tanich przewoźników. W branży bywają one określane jako „celowo niedogodności”, wprowadzane po to, by skłonić pasażera do dopłaty.
- Najbardziej jaskrawy przykład to rozdzielanie rodzin na pokładzie – jeden rodzic ląduje w jednym rzędzie, a kilkulatek z drugim rodzicem kilka rzędów dalej, jeśli nie dopłacimy za wspólne miejsca. To nie tylko stresujące, ale też potencjalnie niebezpieczne – mówi Gałuszka.
Wspomniane „tricki” być może zostaną zatrzymane. Nad zmianami przepisów pracuje Parlament Europejski.
- Obecnie toczą się prace nad regulacjami, które mają zagwarantować, że dzieci do 12. roku życia będą mogły siedzieć obok opiekuna bez dodatkowych opłat. To duży krok naprzód, bo dziś jest to loteria i zależy od polityki przewoźnika. Dyskutuje się też o większej transparentności cen – żeby pasażer wiedział od razu, ile faktycznie zapłaci, a nie dopiero po dodaniu wszystkich obowiązkowych opłat. W przyszłości możemy spodziewać się także ujednolicenia standardów dotyczących bagażu podręcznego, bo obecnie każdy przewoźnik ustala własne, często absurdalnie różne zasady – dodaje Marta Gałuszka.
Napisz komentarz
Komentarze