Carla Montero w swojej najnowszej powieści „Dziewczyna z mgły” przenosi czytelnika na Wyspę Man w przededniu II wojny światowej, gdzie pasja, rywalizacja i skrywane tajemnice splatają się w opowieść pełną emocji i napięcia. To historia Mili Kovac – kobiety, która w świecie zdominowanym przez mężczyzn walczy nie tylko na torze wyścigowym, ale przede wszystkim z własną przeszłością i prawdą o tragedii, która odmieniła jej życie.
Z okazji polskiego wydania książki nakładem Domu Wydawniczego REBIS, rozmawiamy z autorką o inspiracjach, historycznym tle powieści oraz o tym, jak buduje bohaterki, które nie boją się przekraczać granic swojej epoki.
Adam Podlewski: Czy jeździ Pani samochodem? Czy siedzenie za kółkiem, a może latanie, miały jakiś wpływ na tworzenie fabuły powieści Dziewczyna z mgły?
Carla Montero: Muszę przyznać, że od wielu lat nie jeżdżę samochodem. W tej chwili nie potrafiłabym nawet wskazać, gdzie znajduje się pedał hamulca. Stanowiłabym poważne zagrożenie, gdybym próbowała prowadzić bolid wyścigowy.
Jeżeli chodzi o samoloty, to oczywiście latam, ale właściwie tylko do pracy albo na wyjazdy turystyczne, więc nie mam żadnej szczególnej fiksacji na punkcie lotnictwa. Sama historia Dziewczyny z mgły przyszła do mnie właściwie przez przypadek. Kilka lat temu zwróciła się do mnie marka Audi, która wymyśliła pewną akcję promocyjną. Chcieli, żebym napisała opowiadanie. Częścią tej akcji była książka zawierająca historyczne nowelki związane z marką i ja miałam napisać kilka z nich.
Zgodziłam się, zaczęłam robić research na temat świata motoryzacji i absolutnie wsiąkłam. Złota era wyścigów, lata trzydzieste ubiegłego wieku, Grand Prix, prekursorzy Formuły 1. To była pierwsza rzecz, która niesamowicie mnie zafascynowała, a drugą było to, że mężczyźni i kobiety ścigali się właściwie na tych samych torach, tymi samymi pojazdami...
AP: Jeżeli mógłbym Pani coś zasugerować, to gdyby kiedyś zainteresowała się Pani lotnictwem tamtych czasów, lat trzydziestych, może Pani bohaterowie zawitaliby do Polski i na zawody Challenge, które odbywały się m.in. w Warszawie.
CM: Bardzo dziękuję za sugestię. Trzeba przyznać, że świat motoryzacji i świat lotnictwa, a także rozkwit ich popularności, rozwijały się równolegle. Kto wie, może któregoś dnia rzeczywiście wzniosę się pod chmury.
AP: Jak powstała Mila, główna bohaterka Dziewczyny z mgły? Czy jej kreacja jest oparta na jakiejś konkretnej postaci historycznej i czy ogólnie ma oddawać pewnego ducha kobiet sprzed 90 lat?
CM: Moja bohaterka jest postacią fikcyjną. Nie odpowiada żadnej konkretnej osobie, ponieważ nie chciałam pisać biografii ani ograniczać się do jednego życiorysu.
Ale moja bohaterka jest jak kolaż i rzeczywiście reprezentuje ducha wielu kobiet, które są postaciami historycznymi, pionierek walczących o swoje miejsce w świecie automobilizmu. Mogę wskazać jedną z nich: Mariette Hélène Delangle, francuską kierowczynię rajdową, prawdopodobnie najbardziej znaną w latach 30. W postaci Mili Kovac znajduje się część jej historii.
Zachowało się bardzo mało informacji o innych kobietach biorących udział w wyścigach. Oczywiście znajdujemy informacje o trasach, pojazdach, samochodach, o tym, jak wyglądało to od strony technicznej, ale jeżeli chcielibyśmy poznać te kobiety jako osoby, dowiedzieć się, jak żyły i jak funkcjonowały, materiałów jest bardzo mało. A szkoda.
Dlatego postać Mili była trochę trudniejsza do zbudowania. I nie tylko z powodu biografii Delangle, która miała okazję zostawić dziennik. Uważam, że bazowanie na konkretnej, prawdziwej osobie w pewien sposób ogranicza autorkę.
AP: Akcja powieści prowadzi czytelnika m.in. do Monako, Paryża i na wyspę Man. Co wiąże Panią z tymi miejscami?
CM: Monte Carlo, w którym rozpoczyna się powieść, jest mi dobrze znane, byłam tam wiele razy. Nie jestem wielką fanką wyścigów samochodowych, ale mój mąż owszem. Mieliśmy nawet okazję podczas jednej z wypraw do Monte Carlo przejechać faktycznym torem wyścigów. Oczywiście nie bolidem, tylko naszym samochodem osobowym. Natomiast jeśli chodzi o wyspę Man, muszę powiedzieć, że właściwie w ogóle jej nie znałam.
Zanim zaczęłam robić research na ten temat i wymyśliłam, że tam będzie rozgrywała się akcja tej powieści, chyba nie byłabym w stanie umiejscowić tej wyspy na mapie. Byłam przekonana, że leży gdzieś w okolicach Jersey, ale okazało się, że jest zupełnie gdzie indziej. W końcu tam pojechałam, bo chciałam poczuć atmosferę miejsca.
Zależało mi, żeby dowiedzieć się więcej o historii, zobaczyć pejzaże, które są absolutnie wspaniałe, ale też poczuć, jacy są tam ludzie. Wyspa Man jest tak naprawdę dodatkową bohaterką tej powieści, a nie tylko miejscem akcji.
AP: W Dziewczynie z mgły czuć napięcie zbliżającej się wojny. Choć jest to powieść bardzo osobista, skupiona na bohaterach, tło historyczne zostało wyraźnie zarysowane. Jak Pani rozdziela pisanie o ludziach i o historii? Czy zdarza się Pani, że właśnie tło historyczne, można powiedzieć, porywa powieść i w oczach czytelnika może być ważniejsze niż historia, którą Pani opowiada?
CM: Czasem opowieść skupia się na bohaterach, ale wokół nich rozgrywa się również wielka historia. Jak znaleźć między nimi równowagę? W niektórych książkach, także moich, wielka historia dominuje nad historią osobistą, ale w tym przypadku tak nie jest.
Uważam, że historyczny kontekst jest scenariuszem, w którym rozwija się fabuła. Albo sceną teatralną. Mamy historię, w której pojawiają się aktorzy, a wokół dekorację, która też coś opowiada. Wydaje mi się, że naturalne jest najpierw prowadzenie historii postaci, a potem budowanie kontekstu historycznego.
Uważam, że autor powieści historycznej przede wszystkim nie uczy, lecz dostarcza rozrywki. Nie ma sensu zalewać czytelnika ogromem informacji. Lepiej dodać tylko to, co jest potrzebne do rozwoju fabuły.
Bohaterowie występujący w moich powieściach są zawsze dla mnie najważniejsi. Oczywiście kontekst historyczny też ma znaczenie. Zawsze przeprowadzam odpowiednie kwerendy, znajduję dokumentację, robię wszystko, co mogę, aby nie było żadnych nieścisłości i żeby czytelnik sam nie musiał doczytywać historii. Moim celem jest stworzenie otoczki, dzięki której opowieść płynie lekko, a jednocześnie jest dobrze skonstruowana. Chcę, aby czytelnik czerpał radość i po prostu dobrze się bawił, czytając te powieści, a nie czuł się tak, jakby czytał książkę historyczną.
AP: Proszę sobie wyobrazić Pani bohaterkę Milę żyjącą współcześnie. Czy także zrobiłaby karierę w świecie zawodów samochodowych, a może szukałaby dla siebie innej drogi?
CM: Myślę, że Mila mogłaby być jedną z tych kobiet, które obecnie jeżdżą w zawodach samochodowych. Niestety nie w Formule 1, ponieważ, jak wiemy, nie ma kobiet startujących w Formule 1. Myślę, że to swoją drogą dosyć ciekawe, że w latach trzydziestych ubiegłego wieku takie kobiety były, a dzisiaj ich nie ma. Wydaje mi się, że w tym obszarze zrobiliśmy krok do tyłu.
Oczywiście mogłaby też działać w świecie motoryzacji, czy to w Stanach Zjednoczonych, czy w innych krajach. Jest też Akademia Formuły 1. To miejsce, w którym Mila mogłaby startować w wyścigach. Może startowałaby również gdzie indziej, ale na pewno odnalazłaby się w dzisiejszym świecie.
AP: Jak powstała ta powieść? Czy dokładnie zaplanowała Pani fabułę? Rozpisała skomplikowany konspekt? Jak w ogóle zwykle pisze Pani książki? Czy ma Pani z góry ustalony plan, czy też odkrywa wydarzenia, często także tajemnicę kryminalną, razem z bohaterami?
CM: Jest to książka, którą, zanim „zaczęła się pisać”, bardzo głęboko rozpracowałam. Poświęciłam czas na kwerendy archiwalne. Trwało to około roku, a może nawet trochę dłużej, a samo napisanie książki zajęło dodatkowe pół roku.
Wiem, że autorów i autorki można podzielić na dwie grupy. Jest rodzaj autorów, którzy siadają, piszą i trochę działają na zasadzie: gdzie mnie poniesie, tam ten wątek wybiorę, tu coś dodam, tam coś dodam. Właściwie postaci rządzą tym, co dzieje się w powieści. Są też autorzy i autorki, którzy są bardziej niczym architekci.
Mają raczej wszystko zaplanowane: oznaczone kierunki, początek, koniec. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Oczywiście mogłabym porównać to do korzystania z Google Maps: czasem wpisujemy jakiś kierunek, chcemy dokądś dojechać, ale nagle po drodze pojawia się piękny kościół i decydujemy, że chcemy go zobaczyć. Albo przychodzi nam do głowy, że chcemy zjeść w jakiejś restauracji, którą mijamy.
Ja też czasem zbaczam ze ścieżki pisarskiej, którą sobie wcześniej wymyśliłam. To mi się zdarza. Czasem kontekst historyczny, który opisuję, zabiera mnie w różne miejsca, których wcześniej nie przewidziałam.
Ale mam zaplanowany początek, koniec i środek. Wielkiego chaosu tam nie ma.
AP: Skoro mówimy już o przygotowaniu do pisania powieści, to proszę powiedzieć, czy przy pracy nad Dziewczyną z mgły albo jakąkolwiek inną Pani książką dowiedziała się Pani czegoś zaskakującego? Czy coś przy kwerendach i pisaniu o dawnych epokach Panią zaskoczyło? Może jakieś fakty dotyczące techniki, w tym przypadku mechaniki?
CM: O tak! Każda książka jest dla mnie odkryciem. Są to projekty, które pozwalają mi przenieść się do pewnych czasów, do pewnych wydarzeń historycznych i odkryć rzeczy, o których nie wiedziałam, a które mogą być niesamowite nie tylko dla mnie, lecz także dla wielu czytelników. Myślę, że ta ostatnia powieść, Dziewczyna z mgły, jest najbardziej nasycona dawną techniką. Nauczyłam się przy niej bardzo dużo i to jest absolutnie wspaniałe.
AP: Czy przyzna się Pani do swoich literackich inspiracji? Czy jest jakiś autor, a może konkretne dzieło, które sprawiło, że chciała Pani pisać, albo któremu skrycie chce Pani dorównać, stworzyć coś na miarę tego dzieła?
CM: Tak, istnieje kilka literackich wzorów, które inspirowały mnie lub nadal inspirują. Moje książki mieszają wiele podgatunków i to sprawia, że szukam inspiracji w bardzo różnej literaturze. Ale jeśli mam wskazać jakiś konkretny tytuł, jest to Rebeka Daphne du Maurier. Przeczytałam ją, mając 15, może 16 lat. Polecił mi ją dziadek. Muszę przyznać, że na początku byłam trochę przerażona, bo to była ciężka cegła. Pomyślałam, że przy tylu stronach pewnie wynudzę się okropnie. Ale od początku wsiąkłam w tę historię. Byłam zafascynowana atmosferą, charakterami i intrygą. Wtedy nie wyobrażałam sobie, że będę profesjonalnie zajmować się pisaniem, ale pomyślałam, że jeżeli kiedyś coś napiszę, to chciałabym, żeby było podobne do Rebeki. Myślę, że ta książka troszeczkę przeziera przez każdą moją powieść.
AP: Czy istnieje to, co możemy nazwać literaturą dla kobiet? Co Pani czuje, kiedy recenzenci próbują określić tak Pani książki?
CM: Myślę, że literatura nie ma płci. Kiedy słyszę to określenie, pytam, dlaczego nie mówi się o literaturze dla mężczyzn. Wygląda na to, że panie potrzebują konkretnego podgatunku, a panowie nie. A przecież wszystkie historie są uniwersalne.
Istnieją statystyki, które wskazują, że kobiety czytają więcej niż mężczyźni. Ale nie wymusza to innego sposobu tworzenia historii. Literatura jest dla wszystkich.
AP: A czy nie obawia się Pani, że Dziewczyna z mgły zostanie wepchnięta w szufladę literatury męskiej, skoro dotyczy mechaniki, wyścigów, szczegółów technicznych związanych z kierowaniem samochodem, ale też z jego naprawą?
CM: Tak samo nie wierzę, że istnieje literatura tylko dla mężczyzn. W mojej powieści oprócz silników i olejów znajdziemy też wątek miłosny, wątki historyczne, intrygi ze świata kryminału. Wydaje mi się więc, że ta książka jest miksem, który może spodobać się każdemu, niezależnie od tego, kim jest.
AP: Jak zmieniły się Pani podejście do pisania i emocje, które towarzyszyły ujrzeniu swojej książki na półkach księgarskich?
CM: Powiedziałabym, że pisanie zawsze ma w sobie dużo magii, więc kiedy zaczynasz tworzyć nową książkę, nigdy nie wiesz, czy ta magia zadziała. Do tej pory działała i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Jednocześnie czuję, że coś się zmienia. Od prawie dwóch dekad zajmuję się profesjonalnym pisaniem i zmieniam się jako osoba. Patrzę na życie w inny sposób, zdobywam więcej doświadczenia. I to sprawia, że opowiadam historie w inny sposób. Lepiej przyjmuję pochwały i negatywne opinie.
AP: Jak wyglądają Pani kontakty z czytelnikami? Czy sama prowadzi Pani swoje media społecznościowe? Czy koresponduje Pani ze swoimi fanami? A jeśli tak, to czy widoczną wśród nich grupę stanowią czytelnicy z Polski?
CM: Czytelnicy z Polski to bardzo ważna grupa wśród odbiorców moich książek. Czasem piszemy do siebie nawet bezpośrednio. Oczywiście nie mówię po polsku, ale większość osób, które do mnie piszą, mówi po angielsku. Czasem język jest pewną barierą, ale na szczęście niezbyt dużą. Zdarzało mi się nawet spotykać z czytelnikami z Polski, którzy przyjeżdżali do Hiszpanii na moje spotkania autorskie, bo akurat byli w Hiszpanii i postanowili przyjść, albo specjalnie planowali taki wyjazd. W dodatku, kiedy jestem w Polsce, za każdym razem spotyka mnie po prostu fantastyczna atmosfera. Bardzo lubię spotkania autorskie.
AP: I na koniec chciałbym zapytać, nad czym pracuje Pani obecnie. Czego mogą się w najbliższym czasie spodziewać polscy czytelnicy?
CM: Właściwie od kilku miesięcy jestem non stop w trasie. Działam promocyjnie. Bardzo dużo podróżuję. Przyznam szczerze, że żeby pisać, potrzebuję jednak trochę spokoju i takiej przestrzeni, bez takich wyzwań.
Natomiast mogę obiecać, że kolejny projekt, nad którym będę pracować, będzie zawierał wszystkie te składniki, które do tej pory serwowałam swoim czytelnikom. Będzie więc mocny i bardzo ciekawy kontekst historyczny. Będzie jakaś intryga i oczywiście będzie trochę miłości.
AP: W imieniu czytelników „Raportu Warszawskiego” bardzo dziękuję Pani za rozmowę!
Zapraszamy do zakupu książki, link:

Napisz komentarz
Komentarze