Reklama
Reklama

Miasto miało zniknąć z mapy. Sebastian Szawcow opowiada o Warszawie po upadku powstania.

Miasto miało zniknąć z mapy. Sebastian Szawcow opowiada o Warszawie po upadku powstania.

Źródło: skarpawarszawska.pl

Listopad 1944 roku. Powstanie już upadło, mieszkańców wypędzono, a niemieckie oddziały metodycznie grabią i niszczą stolicę. Sebastian Szawcow opowiada o autentycznych wspomnieniach, które zainspirowały „Protokół upadku”, warszawskich Robinsonach i granicach człowieczeństwa w mieście zamienionym w grób.

Przeczytaj rozmowę z Sebastianem Szwawcowem

W „Protokole upadku” wraca Pan do Warszawy już po kapitulacji powstania, w listopadzie 1944 roku. Dlaczego właśnie ten moment stał się początkiem opowieści?

Sierpień kojarzy się z barykadami, głośnym bohaterstwem i nadzieją. Mnie interesowała cisza, która zapadła po kapitulacji. Listopad 1944 roku jest pewnego rodzaju czarną dziurą w naszej pamięci historycznej. To chwila, w której kończą się wielkie idee, a zaczynają brutalna walka o przetrwanie i systematyczne niszczenie miasta.

Na powierzchni działała niemiecka machina grabieży i zagłady. Ulice palono, budynki wysadzano, a wyposażenie fabryk, dzieła sztuki i elementy kamienic wywożono do Rzeszy. Pod gruzami pozostawali ludzie, dla których jedyną szansą była całkowita niewidzialność.

Niektórzy zostali w mieście celowo. Chronili radiostacje, archiwa i dobra kultury. Nie było już miejsca na romantyczny zryw. Pozostała obrona resztek Warszawy i narodowej tożsamości w warunkach absolutnego upadku.

Powiedział Pan, że powstanie warszawskie jest rdzeniem tożsamości miasta. Jak ten osobisty stosunek do Warszawy wpłynął na książkę?

Zostałem wychowany w kulcie powstania. Ten zryw jest dla mnie czymś więcej niż walką z morderczą machiną. To rdzeń tożsamości Warszawy, coś bezpowrotnie utraconego, ale wciąż obecnego w pamięci miasta.

Miałem szczęście znać uczestników tamtych wydarzeń. Byli pozornie zwyczajnymi ludźmi, którzy stanęli do nierównej walki, choć doskonale zdawali sobie sprawę z przewagi wroga.

Najbardziej porusza mnie jednak to, co działo się między ludźmi. W piwnicach i na barykadach przestawały mieć znaczenie wcześniejsze podziały. Inżynier, robotnik, nauczyciel czy uliczny cwaniak krwawili tak samo. Łączyła ich niezwykle silna, niemal fizyczna więź z Warszawą.

Ważne miejsce w powieści zajmują warszawscy Robinsonowie. Co chciał Pan opowiedzieć poprzez losy ludzi, którzy pozostali w ruinach wysiedlonej stolicy?

Pozostanie w zrównanej z ziemią Warszawie nie było romantycznym gestem. Było aktem desperacji. W ruinach ukrywali się Żydzi, żołnierze podziemia, ranni i skrajnie wyczerpani ludzie. Nie byli w stanie opuścić miasta albo nie wierzyli w niemieckie gwarancje.

Chciałem pokazać anatomię ludzkich decyzji w czasach absolutnego końca. W mojej książce Robinsonowie nie są pomnikami. To ludzie sprowadzeni do instynktu przetrwania. Znaleziona puszka jedzenia może decydować o kolejnym dniu ich życia.

Interesował mnie moment, w którym człowiek musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak daleko jest gotów się posunąć, by przeżyć jeszcze jeden dzień w ruinach Warszawy.

Bohaterowie przemierzają Starówkę, kanały, okolice placu Teatralnego, Bibliotekę Ordynacji Zamoyskich i Bank Polski. Jak odtwarzał Pan topografię zniszczonej Warszawy?

Mapy i opracowania historyczne były ważne, ale prawdziwy obraz zrujnowanej Warszawy zbudowały we mnie rodzinne opowieści. W archiwum mam wiele zdjęć z rejonu działań Zgrupowania „Bartkiewicz”, jednak największe znaczenie miały spacery z dziadkiem.

Siadaliśmy na ławkach w odbudowanej stolicy, a on opowiadał mi o mieście ukrytym pod jej współczesną warstwą. Pokazywał Warszawę, która przed wojną tętniła życiem, we wrześniu 1939 roku walczyła o przetrwanie, a po powstaniu zamieniła się w masowy grób.

Z tych opowieści odtwarzałem nie tylko siatkę ulic. Próbowałem przywołać także zapach spalenizny, ciężar zwalonych stropów i mrok piwnic. Dlatego takie miejsca jak ulica Mazowiecka, okolice Zachęty czy dawny gmach Arbeitsamtu do dziś mają dla mnie bardzo osobisty ciężar.

Czy podczas pracy nad książką odwiedzał Pan miejsca pojawiające się w powieści? Które z nich wywarło na Panu największe wrażenie?

Nie chodziłem po Warszawie z notesem i nie szukałem specjalnie plenerów. Te ulice mijałem wcześniej setki razy, a ich historię znałem z opowieści dziadka. Topografia upadku była już we mnie głęboko zapisana.

Szczególne znaczenie ma dla mnie Reduta Banku Polskiego przy ulicy Bielańskiej. Dziadek mieszkał dokładnie naprzeciwko. Pamiętał potęgę tego gmachu i obserwował jego niszczenie. W powieści właśnie tam umieściłem skrytkę Alfa, która staje się jednym z najważniejszych miejsc fabuły.

Budynek do dziś nosi ślady po kulach i wyrwy w cegłach. Zachował swoją mroczną symbolikę, a jednocześnie został włączony w nowe życie miasta. Podobne znaczenie ma dla mnie Pałac Jabłonowskich, dawny warszawski ratusz.

W książce czytelnik niemal odczuwa pył, mróz, fetor kanałów i fizyczne wyczerpanie bohaterów. Jak budował Pan tak intensywny obraz zrujnowanej Warszawy?

Ten klimat wyrasta przede wszystkim ze wspomnień mojego dziadka i jego przyjaciół, a także z archiwalnych fotografii. Ich opowieści zawierały nie tylko fakty. Były w nich pył, chłód, zmęczenie i strach.

Podczas pracy próbowałem wyobrazić sobie, co człowiek mógł czuć, słyszeć i wyczuwać w zasypanej piwnicy albo dusznym kanale. Chciałem, aby czytelnik nie tylko obserwował bohaterów, lecz także doświadczał ich dyskomfortu.

Najważniejszy był jednak permanentny mrok, który pozostał w tych ludziach na całe życie. Pamiętam, jak dziadek zrywał się w nocy z łóżka, zlany potem, wciąż uwięziony w dawnym przerażeniu. Ten powracający koszmar próbowałem przenieść na karty powieści.

„Protokół upadku” opowiada nie tylko o zagładzie mieszkańców i budynków, lecz także o niszczeniu warszawskich zbiorów, archiwów i dzieł sztuki. Dlaczego ten wątek stał się tak ważny dla fabuły?

Niemcom nie wystarczało wymordowanie ludzi i zburzenie miasta. Celem było także odcięcie narodu od jego historii, kultury i tożsamości.

Przed wojną Warszawa tętniła życiem kulturalnym. Palenie księgozbiorów i archiwów oraz wywożenie dzieł sztuki miało zniszczyć dowody na istnienie tego świata. Dlatego walka o dokument, książkę czy rzeźbę zajmuje w powieści tak ważne miejsce.

Jednym z symboli takiego oporu był dla mnie profesor Stanisław Lorentz. Ryzykował życiem, próbując zatrzymać wywóz dzieł i dokumentując rabunek zbiorów. W mieście, w którym śmierć była codziennością, ochrona kultury mogła wydawać się czymś drugorzędnym. W rzeczywistości była walką o przetrwanie pamięci Warszawy i całego narodu.

Bohaterowie książki, Julian i Marek pochodzą z różnych środowisk i inaczej reagują na wojenną rzeczywistość. Czy ich relacja miała pokazać również społeczne doświadczenie powstańczej Warszawy?

Ich relacja powstaje bardzo szybko, ponieważ wojna nie daje im czasu na spokojne budowanie zaufania. W normalnych warunkach prawdopodobnie nie zostaliby przyjaciółmi. W ruinach miasta ich różnice stają się jednak warunkiem przetrwania.

Gdy jeden z nich ulega emocjom lub zaczyna się wahać, drugi potrafi chłodno ocenić sytuację. Muszą się wzajemnie uzupełniać i podejmować decyzje w ciągu kilku sekund.

Ta więź pokazuje także jeden z fenomenów powstańczej Warszawy. Ludzie, którzy wcześniej należeli do różnych środowisk, nagle stawali się za siebie odpowiedzialni. Zaufanie nie wynikało z podobnych poglądów, lecz ze wspólnego zagrożenia i walki o kolejny dzień życia.

„Protokół upadku” jest pierwszą częścią planowanej trylogii. Czy Warszawa pozostanie ważnym punktem tej historii?

Pierwszy tom skupia się na zamkniętej przestrzeni zrujnowanej Warszawy. Ten duszny i hermetyczny świat był mi potrzebny, aby zbudować fundament historii oraz pokazać dramat bohaterów w konkretnym miejscu i czasie.

W kolejnych częściach fabuła zacznie wychodzić poza lokalne wydarzenia i zmierzać w stronę międzynarodowej rozgrywki. Nie oznacza to jednak, że Warszawa straci znaczenie. Decyzje podjęte w ruinach miasta i w stołecznych gabinetach okażą się częścią znacznie większej układanki.

Czytelnik zobaczy, że wydarzenia rozgrywające się w zniszczonej stolicy mogą wpływać na losy ludzi i interesy sięgające daleko poza Polskę.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
NAPISZ DO NAS

Masz temat dotyczący Warszawy? Napisz do nas. Zajmiemy się Twoją sprawą.

Reklama
Reklama
Reklama