Reklama
Reklama

Nie deptać trawnika! Łazienki Królewskie przenoszą nas do przeszłości, do lat 90. i daleko od „Zachodu”

Pozbawieni kompleksów Zachodu, przez wielkie Z, coraz częściej stawiamy Warszawę na równi z Wiedniem, Berlinem czy Paryżem. Aż tu nagle Łazienki Królewskie chcą nas znów przenieść do lat 90. Upupiają nas i to za sprawą… trawnika.
Łazienki Królewskie
Zdjęcie ilustracyjne

Autor: Maciej Gillert / Raport Warszawski

„Nie deptać trawnika!” - kto nie zna takiej tabliczki? Dekadę czy dwie temu były w Polsce powszechne. W tym samym czasie zachwycaliśmy się Paryżem, gdzie miejscowi rozkładali na trawie koce, wyciągali szklane kieliszki i rozmawiali popijając czerwone Bordeaux.

Ale z tego kompleksu Zachodu, przez wielkie Z, powoli się leczyliśmy. Bo na placu Zbawiciela można już zjeść nie gorszą bagietkę niż nad Sekwaną, kawa na Powiślu smakuje czasem lepiej niż w Rzymie (szczególnie alternatywy), a kuchnię Koreańską czy nawet Filipińską (!) znajdziemy już w Warszawie. Do tego na Bulwarach Wiślanych można już było kulturalnie spożyć piwo kupione w markecie. Dojrzeliśmy.

Do tego nikt już nie wybija szyb z przystanków, przestrzeń publiczna jest czysta i pachnąca, a wieczorami spacerując po placu Pięciu Rogów można poczuć się jak w Hiszpanii czy we Włoszech. Do tego jest względnie bezpiecznie. Światowo. Bez kompleksów. 

Trawnik w stylu lat 90.

I jeszcze trzeba dodać, że Warszawa znalazła sobie ciekawego patrona – to Fryderyk Chopin. Również światowy, bywalec „salonów”, a do tego związany z Warszawą. Tego Chopina mamy w nazwie lotniska, na ławeczkach grających jego kompozycje czy w Łazienkach Królewskich. Na słynnych koncertach Chopinowskich w tychże Łazienkach, w wakacyjne niedziele gromadzą się tłumy. Rozkładają koce, kładą się na trawie i słuchają… muzyki klasycznej. Brzmi nieprawdopodobnie, ale tak właśnie jest. I powiem więcej, to świetne wydarzenie. Kto nie był do tej pory, niech żałuje.

Ale teraz koce na trawie zostały zakazane. W nowym regulaminie Łazienek Królewskich czytamy, że nie wolno „wchodzić i przebywać na trawnikach.” Co prawda Muzeum, a właściwie dyrekcja, może wyznaczyć miejsce pod kocyk, ale swobody już nie ma. W sieci pojawiło się sporo filmików pokazujących jak strażnicy… wyganiają mieszkańców z trawników. Nie można już kocykować, nie można w Łazienkach odpoczywać swobodnie. Trzeba podziwiać, zachwycać się zabytkiem. To, trochę jak u Gombrowicza, jedyna dozwolona i właściwa forma zachwycania się Łazienkami Królewskimi, spuścizną naszych Ojców. Niczym w muzeum starej daty, gdzie czytamy „nie dotykać eksponatów!”

Trawnik stał się już „trawnikiem niezgody”. Można nawet stwierdzić, że trawnikiem oddalającym nas od mitycznego Zachodu. Bo przecież nie chodzi o to, by – niczym Francuzi – leżąc na tym trawniku pić wino, a żeby w ogóle można było się tam położyć. Żeby to odwiedzający mogli sami decydować, jak chcą w Łazienkach Królewskich wypoczywać. Wreszcie, by był to ogród dla mieszkańców, a nie tylko dla tych, którzy przyjeżdżają z wycieczką, by zwiedzić najważniejsze zabytki Warszawy i zachwycać się tym, czym według dyrekcji powinni się zachwycać.  


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
NAPISZ DO NAS

Masz temat dotyczący Warszawy? Napisz do nas. Zajmiemy się Twoją sprawą.

Reklama
Reklama
Reklama