Zza okna machają mi uśmiechnięci rowerzyści wyprzedzający tramwaj
Jadę w poniedziałek o 11:00 z przystanku Miasteczko Wilanów w kierunku ścisłego centrum. Zamiast obiecanych, bajecznych 25 minut, moja podróż trwa dobrych 40. To nie jest płynna przejażdżka, tylko nerwowy slalom między światłami. Na niektórych odcinkach wskaźnik prędkości w wagonie ledwo zipie, pokonując magiczną barierę 20 km/h. Za oknem mijają mnie rowerzyści, uśmiechając się pod nosem. Na dwóch kółkach tę samą trasę pokonają o 10 minut szybciej. Gdzie ten słynny priorytet tramwajowy?
Rozmowa z rzecznikiem Zarządu Transportu Miejskiego, Tomaszem Kunertem, nie przynosi dobrych wieści. Powód wolnej jazdy jest, w teorii, prosty - prace drogowe przy nowej trasie wciąż trwają. Można pomyśleć - no ale przecież nie na szynach, więc jak to?

Czekanie na cudowny system, który „się uczy”
Ostatnia warstwa asfaltu na jezdni w kierunku centrum ma zostać ułożona do końca tego lata. Nie oznacza, że przyjdzie wtedy błogie usprawnienie ruchu szynowego. Na to musimy jeszcze poczekać.
– Przez cały czas trwają prace drogowe, dlatego też nie jest wdrożona docelowa organizacja ruchu, która zakłada właśnie priorytet tramwajowy. My czekamy tak naprawdę, aż te prace się zakończą. Wtedy będzie można wdrażać ten priorytet – tłumaczy Kunert.
I tu pojawia się druga część układanki. Nawet gdy już asfalt się zagęści, magiczny przycisk „szybki tramwaj” nie zostanie wciśnięty od razu.
– Taki priorytet, tego typu system musi być odpowiednio skalibrowany i on musi przez jakiś czas przetestowany. To są programy inteligentne, one się uczą, więc to też trochę musi potrwać – dodaje rzecznik.

Stałoczasowa pułapka dla pasażerów
Ale czemu dziś, w tej chwili, tramwaj niemal staje w miejscu? Winna jest „stałoczasowa organizacja ruchu”. To techniczne określenie na świetlną pułapkę, w którą wpadają wagony.
– Jeśli mamy stałą organizację ruchu, tak zwaną stałą czasową sygnalizację, to ona zmienia się co jakiś czas i nie bierze pod uwagę natężenia pojazdów i nie bierze pod uwagę priorytetu tramwajowego – przyznaje Kunert.
Kluczowe słowo to „nie bierze pod uwagę”. Sygnalizacja jest ślepa i głucha na potrzeby transportu zbiorowego. Tramwaj z setką pasażerów ma takie samo pierwszeństwo przejazdu jak jeden samochód. Stąd te nagłe zwolnienia, stójki i nerwowe zerkanie na zegarek.
Rzecznik ZTM wskazuje, że prace – choć niewidoczne z perspektywy torowiska – cały czas postępują. Ostatni weekendowy paraliż już natomiast za nami. – Sukcesywnie w weekendy były wykonywane jakieś prace drogowe, jak układanie nowej nawierzchni. Teraz już ten etap się powoli kończy - opowiada.
Dla pasażerów to jednak słabe pocieszenie. W dni powszednie podróż nadal przypomina jazdę na krechę. Inwestycja, która miała być symbolem nowoczesności i szybkości, póki co testuje jedynie cierpliwość warszawiaków. I uczy pokory – gdy rowerzysta wyprzedza nas na skrzyżowaniu.
Napisz komentarz
Komentarze