Reklama

Permanentny kryzys inwestycji na Ochocie. Mieszkańcy dostają to, czego nie chcieli

Ochota to dziś dzielnica niedoceniona przez miejskich urzędników - miejsce gdzie czas się zatrzymał. Mieszkańcy latami czekają na obiecane inwestycje. Zamiast nich - miasto funduje im konflikt o halę dla Legii na Polu Mokotowskim. „To systemowo bez sensu” - alarmuje wiceburmistrz dzielnicy w rozmowie z Raportem Warszawskim.
Ochota z drona.
Ochota z drona.

Źródło: UD Ochota

Ochota miała być perłą w koronie powojennej Warszawy. Jej socrealistyczna architektura, nowoczesna w latach 40. i połowie lat 50., szybko straciła na wartości - stała się symbolem przerostu formy nad funkcją. Dziś to dzielnica kontrastów: między monumentalną architekturą a straszącymi starymi budami, między zaangażowaniem mieszkańców a miejskim zapomnieniem.

Plany urbanistyczne z końcówki lat 40. szybko przestały spełniać swoją rolę. Krytyka socrealizmu nastała już w połowie 1955 roku, jeszcze w trakcie realizacji Nowej Ochoty. Dyskutowano wtedy o „przerostach reprezentacyjnych form, bogactwie detali i monumentalnej urbanistyce”. Dziś te same budynki straszą odpadającymi tynkami, a mieszkańcy czekają na modernizację, która od kilkunastu lat nie nadchodzi.

Niedotrzymane obietnice

Na Ochocie nie zrealizowano żadnej z dawno wyczekiwanych inwestycji, bo urzędnicy przerzucają się odpowiedzialnością albo „zapominają” o dawnych projektach. Jak wylicza w rozmowie z Raportem Warszawskim zastępczyni burmistrza Ochoty, Justyna Glusman: 

- Na Ochocie nie zrealizowano żadnej z dawno wyczekiwanych przez mieszkańców inwestycji – przebudowy Pl. Narutowicza, którą miasto zaczęło planować w 2011, budowy drugiej nitki Al. Jerozolimskich, aby wjazd do Warszawy nie odbywał się lokalną ul. Niemcewicza, remontu Grójeckiej, mimo że kilka lat temu powstał projekt Zielona Grójecka. Nie możemy także się doczekać usunięcia nielegalnych 16 bud przy ul. Dickensa, bo miejskie jednostki przerzucają się odpowiedzialnością za ich likwidację, a tak naprawdę nie mają na to środków. Za to mieszkańcy mają otrzymać halę, której akurat nie oczekują, bo pogorszy ona tylko jakość życia w tej dzielnicy - mówi Glusman.

Wizualizacja nowego pomnika Narutowicza na placu Narutowicza.. / fot. um.warszawa

Hala, która nie służy mieszkańcom

W tym kontekście plan budowy wielkiej hali dla klubu Legia na terenach Skry brzmi dla dzielnicy jak zły żart. „To jest po prostu zły pomysł - nagły, zupełnie nieprzygotowany w kontekście infrastrukturalnym” - ocenia Glusman. I podaje twarde dane: „Przecież tam zaplanowano 101 miejsc do parkowania na 7 tysięcy widzów”. To przepis na paraliż komunikacyjny. „Zapraszam na Torwar podczas jakiegoś koncertu, żeby zobaczyć, jak zakorkowane są okoliczne ulice. Planowana hala ma być jeszcze większa”.

Po jednej stronie sporu stoją Robert Lewandowski, Maryla Rodowicz czy Tomasz Lis, którzy w apelu do prezydenta Trzaskowskiego nazywają halę „projektem strategicznym”, który powinien powstać na terenie Pola Mokotowskiego. Po drugiej - mieszkańcy, których głos został zdaniem radnej Uli Kałłaur „całkowicie zignorowany”. „Kilku celebrytów się skrzyknęło, więc tak ma być” - komentowała radna. Jej zdaniem nie miało znaczenia, „że nie było konsultacji społecznych ani referendum”. Przypomnijmy, że 7 tys. osób opowiadało się za koniecznością przeprowadzenia konsultacji społecznych w sprawie zagospodarowania terenu Skry.

Kolejnym zarzutem jest potencjalne zniszczenie terenów zielonych. - Architekci twierdzą, że wykop pod halę spowoduje obniżenie wód podziemnych, a w konsekwencji uschnięcie drzew na Polu Mokotowskim. A właśnie włożyliśmy w remont tego parku ok. 40 milionów złotych - alarmuje wiceburmistrz.

Projekt Skry z 2018 roku. / autor: Aleksander Wadas

Czego tak naprawdę chcą mieszkańcy?

Wiceburmistrz przypomina projekty na zagospodarowanie Skry, które powstawały przez ostatnie lata, ale nic z nich nie wynikało. Glusman zwraca szczególną uwagę na pracę z 2018 roku - architekt z Gdańska Aleksander Wadas otrzymał pierwszą nagrodę i 70 tys. złotych za wizualizację nowej Skry. Projekt przepadł, jak wiele innych.

Glusman podkreśla: „Mieszkańcy chcą infrastruktury sportowej, ale takiej, która może być użytkowana przez wszystkich”. Tymczasem hala ma charakter elitarny. Co tam mogłoby powstać? Może baseny, jak kiedyś, w latach 60.? Glusman przytakuje na nasze pytanie: „Baseny mieszkańcy by przyjęli naprawdę z bardzo dużą satysfakcją, przede wszystkim dlatego, że jest ich zbyt mało, a istniejące są latem bardzo zatłoczone”. Jednak jaka przyszłość będzie czekała Skrę, Pole Mokotowskie i całą Ochotę? Czekamy na decyzję władz Warszawy. Prezydent Rafał Trzaskowski obiecał, że na jednej z najbliższych sesji Rady Miasta będzie omawiał z radnymi koncepcję przyszłej hali sportowej.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

NAPISZ DO NAS

Masz temat dotyczący Warszawy? Napisz do nas. Zajmiemy się Twoją sprawą.

Reklama
Reklama