W Hongkongu budują w górę, bo nie mają innego wyjścia, po prostu brakuje miejsca. Ale choćby w Dubaju jest już zupełnie inaczej. Mieszkanie na wysokości jest prestiżowe. Wiedzą to doskonale także deweloperzy np. z Nowego Jorku, którzy z każdym rokiem dostawiają nowe apartamentowce. Moda dotarła również do Warszawy. Pierwszym wieżowcem mieszkalnym nastawionym na klienta premium była swojsko brzmiąca Babka Tower. To budynek złożony z dwóch części – bloku domykającego pierzeję ulicy oraz wieży sięgającej 96 metrów, a wraz z anteną – 105.
Pomysł na budynek pojawił się w drugiej połowie lat 90. Stołeczny deweloper – WAN – stawiający pierwsze osiedla z apartamentami, dla bogatszej klasy średniej, chciał czegoś więcej. Wykupił działkę przy Rondzie Babka (obecnie Rondo Zgrupowania AK „Radosław”), przy której na początku lat 70. stał sześciopoziomowy garaż. Był to obiekt wymyślony przez Naczelnego Architekta Warszawy. Garaż nie był dla wszystkich – służył samochodom służbowym Prezydium Rady Narodowej m.st. Warszawy, czyli dawnym odpowiednikom stołecznych radnych. Jednak w latach 90. wielki garaż nie miał już racji bytu. Stał opuszczony. Deweloper wykupił teren, zburzył obiekt i zaczął budować od nowa. Do pomocy zatrudnił pracownię JEMS oraz kieleckiego dewelopera Echo Investment.
Architekci zaproponowali prostą wieżę, której fasada jest przełamana w połowie, co daje iluzję lustrzanego odbicia. Z kolei niższa część wpasowuje się, także wysokością, w okoliczną zabudowę. W sumie w Babka Tower znalazło się 141 mieszkań w wieży oraz mniej więcej drugie tyle w niższej części.
Prace budowlane trwały w latach 1997-2001. Tuż po otwarciu budynek stał się synonimem luksusu. Ceny mieszkań podawano w dolarach. Na recepcji gości witał reprezentacyjny hol wejściowy wyłożony kamieniem sprowadzanym z Włoch, następne strefa wind, z dostępem za pomocą chipa. W jednym z apartamentów, o powierzchni ponad 300 m kw., znalazł się nawet niewielki basen – który pierwotnie miał być częścią piętra rekreacyjnego.
Pod budynkiem Babka Tower był największy, w tamtych latach, parking podziemny w Warszawie.
Na ten luksus spoglądali również przedsiębiorcy. W sierpniu 2001 roku, po otwarciu wieży, do biur ulokowanych do 9. poziomu włącznie, wprowadzili się m.in. dziennikarze „Życia Warszawy”, bankierzy, maklerzy czy nawet urzędnicy z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Biura klasy „A”, czyli najwyższej jakości, były wtedy w miejskiej czołówce pod względem wygody i prestiżu, a zapewne także cen. Powyżej, na kondygnacjach 10-28 znalazły się wyłącznie mieszkania
Inwestycja okazała się na tyle dobra, że deweloper chciał zabudować także kolejną, trójkątną działkę przy rondzie. Firma miała już nawet pozwolenie na projekt Babka Tower II o wysokości 99 metrów.

Łucka City
Sukcesowi Babki przyglądał się inny, potężny deweloper przełomu wieków - J.W. Construction. To spółka należąca do miliardera Józefa Wojciechowskiego, który dużych pieniędzy dorobił się na sprzedaży tanich domów na Florydzie, gdzie wyjechał w latach 80. Po powrocie do kraju przejął firmę Construction, do której dodał swoje inicjały. I tu powielił swój model biznesowy, tylko zwiększył skalę. Również budował tanio, ale już nie dobry, tylko całe osiedla mieszkaniowe.
Po kilku latach postanowił zbudować „megablok”. Na działce przy ul. Łuckiej 15 w 2000 roku rozpoczęła się budowa wieżowca o nawie Łucka City. Projekt Marii Berko-Hass i Marka Sędzierskiego był jednak powszechnie krytykowany. Przede wszystkim za wygląd, który na pierwszy rzut oka przypomina przeskalowany blok z lat 70. Jednak bo dłuższym przyjrzeniu się widać tu kilka różnych, niepasujących do siebie elementów:
- potężne podium obłożone elewacją z pytek
- regularny blok z balkonami – przypominający budowle z PRL
- kaskadowe ułożenie ostatnich pięter, które dąży do pofalowanego, przykrytego szkłem finału.
Do tego należy dodać biało-czerwoną antenę oraz gigantyczne logo firmy spoglądające z góry budynku. Razem z nim wysokość wieżowca ustalono na 127 metrów. Do dachu wyszło 106. W środku na 30 kondygnacjach znalazły się 342 mieszkania, z których najmniejsze ma 37 metrów, a największe – penthouse na ostatnich kondygnacjach – ponad 200. Co ciekawe, właśnie te największe i najdroższe lokale zostały wyprzedane jako pierwsze.
Budynek skończono pod koniec 2004 roku. Wkrótce zaczęła się jednak kolejna budowa. Do południowej ściany „przyklejony” został kameralny biurowiec Prosta Tower (70 metrów) projektu Stefana Kuryłowicza. To jeden z nielicznych przykładów „zrośniętych” ze sobą wysokich budynków. Prosta uratowała widok na tę część miasta. Wcześniej Łucka City ślepą, pionową ścianą, przywodziła na myśl smutne osiedla krajów byłej Jugosławii.

Cosmopolitan
Na kolejną mieszkaniową wieżę Warszawa czekała niemal dekadę, choć przygotowania zaczęły się znacznie wcześniej. Pomysł na apartamentowiec w amerykańskim stylu pojawił się w 2005 roku. Stała za tym polsko-amerykańsko-izraelska fundacja Shalom, do której należały atrakcyjne grunty u zbiegu ulicy Twardej i Emilii Plater. Pierwotny projekt wymyśliła pracownia Stefana Kuryłowicza, jednego z najważniejszych architektów tego okresu. Shalom Tower, bo tak nazywano wieżowiec, od początku miała mieć 160 metrów wysokości. Kuryłowicz zaproponował prostą bryłę i różnokolorową „rozpikselowaną” elewację, nieco przypominającą wieżę Jenga.
W 2006 roku, gdy inwestor miał już pozwolenie na budowę, zmienił się właściciel. Fundacja Shalom nie była w stanie udźwignąć tak wielkiej inwestycji, więc sprzedała teren – wraz z pozwoleniem – spółce Tacit. Nowy właściciel postanowił zorganizować konkurs na nowy projekt. Wystartował w nim Kuryłowicz, ale także Norman Foster oraz Helmut Jahn. Ostatecznie wybrano tego ostatniego.
Postawiono na strzelistą, smukłą bryłę obłożoną ciemną elewacją. Budynek zachował swoją wysokość – 160 metrów, ale dodano mu kilka architektonicznych smaczków. Jednym z nich jest cofnięte piętro między podium oraz częścią wieżową. W elegancki sposób schowano też kondygnacje techniczne, przykrywając je żyletkową elewacją.

Wieża powstawała w latach 2010-2013. W budynku, który liczy 43. kondygnacje, znalazło się w sumie 236 apartamentów. Na ostatnich piętrach luksusowe penthouse’y, z których największy ma aż 700 metrów kwadratowych. Cosmopolitan to do dziś jeden z ładniejszych budynków w Warszawie.
Złota 44
Równo z Cosmopolitanem rozpoczęły się pierwsze prace nad wieżowcem Złota 44. Podobnie jak w przypadku niższego sąsiada, za projekt odpowiadał znany architekt - Daniel Libeskind. Smaczku dodawał fakt, że jego rodzina związana była z Warszawą, krewni matki mieszkali przy ul. Twardej.
Na działce po dawnym centrum handlowym City Center, przy ul. Złotej 44 miasto zgodziło się na wieżowiec o wysokości 192 metrów (54. piętra). Zapowiedziano 251 mieszkań oraz takie luksusy jak piętro rekreacyjne z basenem, mini-kino czy piwniczka na wino. Za inwestycją stał Orco Property Group, jedna z największych firm deweloperskich.
Ale projekt nie miał szczęścia. Budowę raz po raz przerywano. Najpierw po protestach mieszkańców, które doprowadziły do zwieszenia pozwolenia na budowę; potem w wyniku problemów finansowych dewelopera. Ostatecznie wieżę sprzedano konsorcjum BBI - Amstar w 2014 roku. Wtedy budynek miał już docelową wysokość, ale wewnątrz wciąż było wiele do zrobienia.

Nowi właściciele przeprojektowali wnętrza i zabrali się za sprzedaż. W budynku zamieszkały rodzime gwiazdy, na czele z Robertem Lewandowskim. Wieżę otwarto w marcu 2017 roku, choć co ciekawe, salon sprzedażowy na 50. piętrze działał już wtedy od kilku dobrych lat.
Wygląd wieżowca, nazywany czasem Żaglem Libeskinda, podzielił krytyków i mieszkańców. Jedni zwracają uwagę na odważną bryłę i charakterystyczne, ostre zwieńczenie budynku. Inni krytykują elewację - za zbyt wiele białych elementów oraz wrażenie toporności. Inwestorzy przekonują, że - w tamtych czasach - była to najnowocześniejsza elewacja w Polsce.
Nawet mimo kontrowersji Złota 44 stała się symbolem luksusu. Apartamenty w budynku sprzedawane są za dziesiątki milionów złotych, a sama wieża stała się najwyższym apartamentowcem w Europie.
Napisz komentarz
Komentarze