Reklama
Reklama

Miasto, które przestało być dla swoich. Za „warszawską” pensję kupisz tylko 0,6 m²

Dla pokolenia 30-latków Warszawa staje się miastem z pogranicza snu i koszmaru. Z jednej strony – najlepsze zarobki w kraju, kariera, możliwości. Z drugiej – ceny mieszkań, które rosną tak szybko, że nawet „warszawska pensja” przestaje być przepustką do własnych czterech kątów. W ciągu pięciu lat metr kwadratowy podrożał o 68%, a przeciętne wynagrodzenie tylko o 55%. Matematyka jest bezlitosna – stolica systematycznie wyklucza swoich mieszkańców z rynku mieszkaniowego.
Warszawski Hongkong
Warszawski Hongkong

Autor: Maciej Gillert

Źródło: Raport Warszawski

68% drożej w pięć lat. Jak stolica wyceniła marzenia o własnym M?

Warszawski rynek mieszkaniowy od lat gra na nosie swoim mieszkańcom. Wystarczyło pięć lat, by metr kwadratowy w stolicy podskoczył o 68%, zamieniając marzenia o własnych czterech kątach w luksus, na który stać tylko nielicznych. 

Dziś przeciętna pensja warszawiaka pozwala kupić zaledwie 0,62 m² nowego mieszkania – tyle, co zajmuje w pokoju większa lodówka. Dane układają się w gorzką opowieść o mieście, które przestało być dla tych, którzy je tworzą.

Pensje w biegu, ceny uciekają na sprincie...

W 2020 roku warszawskie mieszkania kosztowały średnio 10 625 zł/m². Dziś cena przekracza już 17 854 zł/m². W tym samym czasie przeciętne wynagrodzenie wzrosło z 7147 zł do 11 117 zł brutto.

Co się nie zgadza w tym równaniu? Totalnie wszystko.

Pięć lat temu za średnią pensję można było kupić 0,67 m². Dziś – ledwie 0,62 m². To nie jest spadek – to wolno tocząca się katastrofa. Każdy kolejny rok pogłębia przepaść między zarobkami a cenami nieruchomości i obrazuje, jak bardzo oderwany od rzeczywistości jest rynek nieruchomości.

– Łączny wzrost cen w gospodarce dla 2021 roku, 2022 roku, 2023 roku, 2024 roku oraz pierwszych czterech miesięcy 2025 r. według danych GUS wyniósł 41%. Nominalne zmiany cenowe ze wszystkich analizowanych rynków były wyraźnie większe, co potwierdza, że nowy metraż podrożał w ujęciu realnym – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert z RynekPierwotny.pl.

Czy to już „chów klatkowy”?

Warszawski rynek pierwotny próbuje się dostosować – na swój sposób. W ciągu ostatniego roku liczba dostępnych mieszkań wzrosła o 38% (do 16 676). Najwięcej inwestycji przybyło na Białołęce (3054 ofert) i Mokotowie (2473 ofert).

Ale to nie znaczy, że mieszkania stały się bardziej dostępne. Deweloperzy masowo stawiają na mniejsze metraże, głównie kawalerki i „M2”, które teoretycznie mają być odpowiedzią na ograniczone możliwości kredytowe kupujących. W praktyce oznacza to jednak, że za te same pieniądze dostajemy coraz mniej – mniejsze pokoje, węższe korytarze, mikrołazienki, czyli całą tę „patodeweloperkę”, którą znamy z opowieści znajomych odwiedzających kraje azjatyckie, gdzie na osobę przypada średnio 15 m². Warszawa zaczyna przypominać te miasta. 

– Prawdopodobnie jest to efekt zmian w strukturze ofert samych deweloperów, którzy z potrzebami dostosowali się pod możliwości kredytobiorców – tłumaczą specjaliści z RynekPierwotny.pl.

Miasto dla wybranych. Kogo jeszcze stać na Warszawę?

Warszawa od lat przegrywa walkę o to, by być miastem dla ludzi, a nie tylko dla kapitału. Rosnące koszty budowy, wysokie stopy procentowe i wciąż silny popyt utrzymują ceny na poziomie, który dla większości mieszkańców jest po prostu nieosiągalny.

Co zostaje? Wynajem, który też drożeje w zastraszającym tempie. Albo wyprowadzka – do podwarszawskich miejscowości, gdzie ceny są niższe, ale życie często zamienia się w codzienną podróż w korkach.

Warszawa miała być miejscem, gdzie spełniają się marzenia. Dziś dla wielu stała się miastem, w którym marzenia się wycenia – i okazuje się, że przeciętny warszawiak nie ma już na nie szans.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
NAPISZ DO NAS

Masz temat dotyczący Warszawy? Napisz do nas. Zajmiemy się Twoją sprawą.

Reklama
Reklama
Reklama